Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Felietony Marka Bieńczyka - w "Przekroju"!

    04.06.02, 18:11
    Oto i news.

    Pan Marek Bieńczyk rozstał się z "Magazynem GW" (znanym
    pod megalomańską nazwą "Duży Format" ;-). Od przyszłego
    tygodnia jego felietony będą regularnie ukazywać się w
    przechodzącym metamorfozę tygodniku "Przekrój" :-)

    W imieniu autora tychże zachęcam do lektury! :-))
    Obserwuj wątek
          • Gość: GiorgioP Re: Felietony Marka Bieńczyka - w IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 05.06.02, 09:03
            Jak widzisz nie znaja...)))

            Dzieki za "linki". Przeczytalem. Nie bede komentowal. Nie jestem krytykiem
            literackim.

            Przy okazji powiem tylko, ze staram sie unikac podrecznikow i dziennikarstwa
            winnego na tyle, na ile sie da. A niestety nie da sie calkiem. Gdzies juz
            wspominalem o programie w niemieckiej (sic!) telewizji VOX o panu Parkerze.
            Otoz przyznaje sie on sam do 10000 gatunkow probowanych win rocznie! Niektore
            wielkie bordoskie domy juz go nie zapraszaja i nie wysylaja mu nic. Jak
            myslisz, czemu? To jest oczywiscie ekstremalny przyklad. Dobrze, ze pan Marek
            Bienczyk pisze, ale nie czuje sie w zaden sposob gorzej nie znajac jego
            felietonow, ani lepiej znajac je.

            Pozdrawiam!
            • Gość: Amsti Re: Felietony Marka Bieńczyka - w IP: 149.156.22.* 05.06.02, 09:30
              Hm, przeczytawszy te artykuły mam podobne odczucia (nie chcę obrażać tego
              Pana, bo jego wiedza może być ogromna). Tym niemniej choćby to zdanie
              dotyczące win Zinfandel:

              "Sporo zinów smakuje jednak jak cukierek: w skrajnych przypadkach nadto zbliża
              to wino do porto czy wermutu"

              I tak się zastanawiam, czego Pan Bieńczyk jeszcze nigdy nie degustował:
              wermutu?, porto?

              Albo to:

              "zaskoczyło defiladą zmieniających się zapachów - od jeżyn, czarnych
              porzeczek, poprzez nuty zwierzęce, po syropowe, ziołowe, wręcz farmaceutyczne"

              ten termin farmaceutyczne - to bije nawet Parkera!!!

              czy:

              "Nauczka z degustacji? Amatorzy wielkich win kalifornijskich winni się zwrócić
              ku innym szczepom"

              Taki wniosek po degustacji raptem pięciu win i to relatywnie tanich!!! To już
              żenujące.

              I rozumiem dlaczego te felietony były w dziale kobieta :D:)


              Amsterdam
              • winoman Re: Felietony Marka Bieńczyka - w 05.06.02, 10:53

                > Tym niemniej choćby to zdanie
                > dotyczące win Zinfandel:
                >
                > "Sporo zinów smakuje jednak jak cukierek: w skrajnych
                przypadkach nadto zbliża
                > to wino do porto czy wermutu"
                >
                > I tak się zastanawiam, czego Pan Bieńczyk jeszcze nigdy
                nie degustował:
                > wermutu?, porto?

                Niestety nie mam czasu na bardziej rozbudowany post, może
                kiedy indziej, ale:

                1. Kalofornijskie mutacje porto robi się na ogół właśnie
                z Zinfandela.

                2. To waśnie z Zinfandela robi się niekiedy wina których
                zawartość alkoholu wyrażnie przekracza 16%, a fermentacja
                jest całkowicie naturalna (owszem, używa się specjalnych
                szczepów drożdży i kontroluje się temperaturę).

                3. Jako wieloletni konsument Zinfandeli, także tych
                "wielkich" (niestety nie za często je pijam) całkowicie
                popieram opinię pana Bieńczyka. Proszę zwrócić uwagę na
                słowa: "W skrajnych wypadkach"! Nikt nie twierdzi, że
                przeciętny kalifornijski Zinfandel smakuje jak porto.

                >
                > "zaskoczyło defiladą zmieniających się zapachów - od
                jeżyn, czarnych
                > porzeczek, poprzez nuty zwierzęce, po syropowe,
                ziołowe, wręcz farmaceutyczne"
                >
                > ten termin farmaceutyczne - to bije nawet Parkera!!!

                To prosze znaleźć inny termin. Łatwo krytykować :-))


                > "Nauczka z degustacji? Amatorzy wielkich win
                kalifornijskich winni się zwrócić
                > ku innym szczepom"
                >
                > Taki wniosek po degustacji raptem pięciu win i to
                relatywnie tanich!!! To już
                > żenujące.

                Ja to odczytuję inaczej. Oferta Zinfandeli na naszym
                rynku jest więcej niż uboga. Za te same pieniądze można
                kupić ciekawszego kalifornijskiego Caberneta.

                A jeśli już piszę, to napiszę też, że jednak wolę czytać
                Marka Bieńczyka, niż Parkera ! Poza tym radzę sięgnąć do
                książki, w portalu gazety są tylko ostatnie felietony.

                Pozdrawiam!

                • Gość: Amsti Re: Felietony Marka Bieńczyka - w IP: 149.156.22.* 05.06.02, 12:08
                  Ojej

                  Napisałem:
                  "Hm, przeczytawszy te artykuły mam podobne odczucia (nie chcę obrażać tego
                  Pana, bo jego wiedza może być ogromna"

                  Jeszcze raz podkreślam, że nie było moim zamiarem obrażanie Pana Marka
                  Bieńczyka. Jeżeli poczuł się urażony to przepraszam Go w tym miejscu (niestety
                  nie mam możliwości edycji mojego poprzedniego postu). Zwłaszcza za 2 ostatnie
                  zdania. Chciałem jedynie wskazać nie dość niefortunne sformułowania z pierwszego
                  artykułu do którego przyszło mi zaglądnąć.

                  > Niestety nie mam czasu na bardziej rozbudowany post, może
                  > kiedy indziej, ale:
                  >
                  > 1. Kalofornijskie mutacje porto robi się na ogół właśnie
                  > z Zinfandela.
                  >
                  > 2. To waśnie z Zinfandela robi się niekiedy wina których
                  > zawartość alkoholu wyrażnie przekracza 16%, a fermentacja
                  > jest całkowicie naturalna (owszem, używa się specjalnych
                  > szczepów drożdży i kontroluje się temperaturę).

                  Przepraszam ale dalej nie widzę związku. Przytaczanie informacji podręcznikowych
                  niewiele pomaga. Brandy w Alzacji robi się z tych samych szczepów co wielkie
                  wina. Nie sądzę, żeby ktoś użył porównania cytuję:

                  "Raz spróbowałem zina, który poszybował na 18,3 % - w smaku: wiśniówka."

                  >
                  > 3. Jako wieloletni konsument Zinfandeli, także tych
                  > "wielkich" (niestety nie za często je pijam) całkowicie
                  > popieram opinię pana Bieńczyka. Proszę zwrócić uwagę na
                  > słowa: "W skrajnych wypadkach"! Nikt nie twierdzi, że
                  > przeciętny kalifornijski Zinfandel smakuje jak porto.

                  A prosze wskazać jedno wino Zinfandel, które zbliża się w smaku do wermuta. Bez
                  urazy. Ale jeśli jest takowe to zwracam honor i dziękuję za ostrzeżenie przed
                  takowym producentem. Proszę się absolutnie nie gniewać, nie podważam autorytetu
                  Pana Bieńczyka, wydaje mi się tylko, że w tym przypadku takie porównanie może
                  wprowadzić małe zamieszanie dla przeciętnego(czyli takiego jak ja) człowieka
                  próbującego czasem jakieś trochę lepsze winko.
                  >
                  > >
                  > > "zaskoczyło defiladą zmieniających się zapachów - od
                  > jeżyn, czarnych
                  > > porzeczek, poprzez nuty zwierzęce, po syropowe,
                  > ziołowe, wręcz farmaceutyczne"
                  > >
                  > > ten termin farmaceutyczne - to bije nawet Parkera!!!
                  >
                  > To prosze znaleźć inny termin. Łatwo krytykować :-))

                  A nie lepiej nie używać terminów, które po prostu są trudne. Co ten termin ma w
                  tym wypadku oznaczać? Ja go nie rozumiem i podejrzewam, że sporo osób również
                  nie. A "nuty zwierzęce". To ma być jako uznanie dla bukietu, czy stwierdzenie
                  negatywne? "Końcówka zbyt alkoholowa, technologiczna"? To "technologiczna" też
                  nie do końca jasne (posmak drożdży, kadzi stalowych, dębowych, czy może coś
                  innego?)

                  >
                  > "Nauczka z degustacji? Amatorzy wielkich win kalifornijskich winni się zwrócić
                  >ku innym szczepom"


                  > Ja to odczytuję inaczej. Oferta Zinfandeli na naszym
                  > rynku jest więcej niż uboga. Za te same pieniądze można
                  > kupić ciekawszego kalifornijskiego Caberneta.

                  Z tym oczywiście się zgodzę. Fakt, że dobry Zinfandel jest ciężko dostępny
                  Ale w zdaniu, które przytoczyłem jest rada dla miłośników wielkich win
                  kalifornijskich, a trudno się spierać, że niektórzy producenci robią znakomite
                  wina Zinfandel (ja degustowałem wina Ridge i Turley Wine Cellars)
                  >
                  > A jeśli już piszę, to napiszę też, że jednak wolę czytać
                  > Marka Bieńczyka, niż Parkera ! Poza tym radzę sięgnąć do
                  > książki, w portalu gazety są tylko ostatnie felietony.

                  Chętnie kupię.

                  Amsterdam
                  • shuriken Re: Felietony Marka Bienczyka 05.06.02, 12:31
                    I jeszcze dorzuce do dyskusji o winie Zinie ;-)

                    Otoz ja wszelkie wrazenia degustacyjne opisywane barwnie traktuje jako odczucia osobiste.
                    Moje podniebienie nie jest az tak wyszukane i bardzo mozliwe, ze doszuka sie w winie czegos
                    zupelnie innego.

                    Natomiast z tego felietonu plynie - dla milosnika win niezbyt rujnujacych, od czasu do czasu
                    pozwalajacego sobie na wiekszy wydatek - wniosek prosty. Otoz z Zinfandeli na naszym rynku
                    najlepiej sprobowac Terra d'Ore, poniewaz ma najlepszy stosunek jakosci do ceny. Z czym
                    osobiscie sie zgadzam, bo sprobowawszy ostatnio utwierdzilem sie w przekonaniu, ze jak na
                    Kalifornie - ktorej specjalnie nie powazam na co dzien ;-) - jest to wino dobre bardzo :-))
              • shuriken Re: Felietony Marka Bienczyka - w "Przekroju" :-) 05.06.02, 12:20
                Chcialem tylko zauwazyc, ze felietony pana Marka maja nie tylko wartosc fachowa -
                enologiczna, kiperska itpd. (nad owa wartoscia mozna sobie dyskutowac do upadlego, ale
                mnie to nie kreci).

                Otoz sa one po prostu znakomita lektura i to nawet dla osoby nie siedzacej w "branzy" ani nie
                zglebiajacej tajnikow sztuki winifikacji i degustacji. Dotycza takze szeroko rozumianej
                cywilizacji i kultury (a czasem i historii), maja charakterystyczne rysy i pisane sa naprawde
                dobra, barwna polszczyzna. I za to pana Marka cenie, bo na naszym rynku - co akurat jest
                dosc oczywiste - tego typu publicystyki praktycznie nie ma.

                To nie jest polski Parker - tu raczej aspirowac mogliby Soltyk czy Gogolinski :-) Po prostu
                dobre felietony :-))

                PS. Felietony sa w dziale "Kobieta", poniewaz cala sekcja winna portalu jest w tymze dziale, a
                to z racji przypisania do poddzialu "Kuchnia". Niezbyt to madre, ale pewnie nie wiedzieli, gdzie
                owe wina umiescic.
                • Gość: GiorgioP Re: Felietony Marka Bienczyka - w IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 05.06.02, 14:10
                  No i okazuje sie, ze jednak krytyka literacka... Ja sie nie chce w taka
                  dyskusje "pakowac" bo to jest sprawa indywidualej oceny. "Czemu zachwyca, skoro
                  nie zachwyca?" jak to napisal Gombrowicz. Jesli Ciebie zachwyca jego
                  felietonistyka, to swietnie. Nie sadze, zeby komus to przeszkadzalo. Mam
                  nadzieje, ze nikomu tez nie przeszkadza moje inne zdanie. Co do
                  kompetencji "winnych" tych felietonow, jak sam potwierdziles, nie nalezy
                  sie "ustosunkowywac", bo ponoc nie o to tam chodzi. A reszta... dla mnie
                  felietony, jak felietony - jak nie mam co robic to moge przeczytac i
                  natychmiast zapomniec, bo niestety tej "glebi kulturowej" wspomnianej przez
                  Ciebie nie czuje. Jest to zapewne efekt mojej prostej konstrukcji umyslowej.
                  Wino tez lubie wlasciwie pic a nie degustowac, bo jak mi sie wydaje taki jest
                  jego istnienia ostateczny cel.

                  Pozdrawiam!

                  • shuriken Re: Felietony Marka Bienczyka 05.06.02, 16:40
                    Gos´c´ portalu: GiorgioP napisal:

                    > niestety tej "glebi kulturowej" wspomnianej przez
                    > Ciebie nie czuje.

                    Nie pisalem nic o glebi - tylko o tym, ze to dobre felietony i nie tylko o wino w nich chodzi.

                    > Jest to zapewne efekt mojej prostej konstrukcji umyslowej.
                    > Wino tez lubie wlasciwie pic a nie degustowac, bo jak mi sie wydaje taki jest
                    > jego istnienia ostateczny cel.

                    Ano - kwestia gustu. Ja lubie pic wino bardziej niz degustowac. Zas czytac wole felietony
                    opisujace cos wiecej niz tylko "delikatna nutke asfaltu" w czymstam ;-)

                  • spol Re: Felietony Marka Bienczyka - w 06.06.02, 08:49
                    Przeczytałem kilka felietonów pana Bieńczyka, a jakże! Dla mnie mają one
                    wartość bardziej literackich komentarzy niż specjalistycznych ocen. Nie
                    podważam tu bynajmniej fachowości autora - są to po prostu wrażenia fachowca
                    ubarwione stylistycznie i językowo, dzięki czemu świetnie się je czyta. I to,
                    jak sądzę, "autor miał na myśli pisząc" - żeby się dobrze czytało, żeby
                    spopularyzować temat, a znawcom dać miłą i na poziomie rozrywkę.

                    Nasuwa mi się tu skojarzenie motoryzacyjne. Są autorzy piszący w fachowych
                    czasopismach o momentach obrotowych, o współczynnikach CX, o elastyczności
                    przełożeń skrzyni biegów etc. które mogą być uważane za obiektywny wyznacznik
                    jakości auta. Ale są i tacy, którzy upiększają suche techniczne komentarze o
                    własne, subiektywne wrażenia, które dla wytrawnych samochodziarzy są
                    bezużytecze, ale przeciętnemu czytelnikowi pozwalają choć na chwilę wczuć się w
                    rolę kierowcy najnowszego volvo coupé czy sportowej wersji peugeota 307.

                    I tu porównanie się kończy. Bo o ile posiadacz matiza nie będzie miał być może
                    nigdy okazji zasiąść za kierownicą auta swoich marzeń, o tyle kunsument wina o
                    apelacji na "S" być może skusi się na przekroczenie tej psychologicznej bariery
                    25 PLN, o której kiedyś pisał DOCG i zakupi rasowego zina czy markowe chianti.
                    Pewnie nie znajdzie tylu smaków, co pan Bieńczyk, podobnie jak nie potrafiłby
                    kręcić piruetów sportowym autem. Ale na pewno poczuje różnicę. I jeśli
                    wspominane felietony odnoszą taki skutek, to ja kłaniam się panu Bieńczykowi w
                    pas. A pokpiwającym sobie z nich specjalistom pozostawiam pasjonowanie się
                    ocenami pana Parkera, tudzież tabelkami z nanometrami i kiloniutonami
                    w "Motorze" czy "Auto Świecie".

                    Pozdrawiam!
                    • docg Marek Zinfandel Bieńczyk :)) 06.06.02, 09:53
                      Do wątku o felietonach Marka Bieńczyka dodam tylko tyle, że bardzo je lubię, a
                      co do opisów wrażeń to cóż, wystarczy zajrzeć do pierwszej lepszej relacji z
                      degustacji w której bierze udział kilka osób żeby się przekonać, że niemal
                      każdy z degustatorów wyczuwa w tym samym winie wiele różnych nut zapachowych i
                      smakowych innych, niż pozostali, a poza tym z reguły opisy roją się od porównań
                      budzących grozę i zdumienie: kto z nas bowiem wie, jak pachnie kwiat
                      afrykańskiego pieprzu czy kwiat pomarańczy albo też lukrecja? Tym samym pan
                      Bieńczyk ma prawo do odrobiny poezji, a nuty farmaceutyczne i techniczne są z
                      pewnością bardziej wyobrażalne, niż choćby owe wyżej wspomniane zapachy
                      egzotycznych kwiatów.
                      Co do zinfandela - może ktoś potrafi powiedzieć coś o powszechnie dostępnych
                      zinach Gallo i Sutter Home ?
                      pozdrawiam
                      • Gość: Amsti Re: Marek Zinfandel Bieńczyk :)) IP: 149.156.22.* 06.06.02, 13:50
                        docg napisał(a):

                        > Do wątku o felietonach Marka Bieńczyka dodam tylko tyle, że bardzo je lubię, a
                        > co do opisów wrażeń to cóż, wystarczy zajrzeć do pierwszej lepszej relacji z
                        > degustacji w której bierze udział kilka osób żeby się przekonać, że niemal
                        > każdy z degustatorów wyczuwa w tym samym winie wiele różnych nut zapachowych i
                        > smakowych innych, niż pozostali, a poza tym z reguły opisy roją się od porównań
                        > budzących grozę i zdumienie: kto z nas bowiem wie, jak pachnie kwiat
                        > afrykańskiego pieprzu czy kwiat pomarańczy albo też lukrecja? Tym samym pan
                        > Bieńczyk ma prawo do odrobiny poezji, a nuty farmaceutyczne i techniczne są z
                        > pewnością bardziej wyobrażalne, niż choćby owe wyżej wspomniane zapachy
                        > egzotycznych kwiatów.
                        > Co do zinfandela - może ktoś potrafi powiedzieć coś o powszechnie dostępnych
                        > zinach Gallo i Sutter Home ?
                        > pozdrawiam


                        No cóż. Dostało mi się po nosie w sposób mniej lub bardziej delikatny za moją
                        krytykę, co zresztą przewidział jeden z Kolegów. Nie powinienem był się odzywać,
                        ale nie cofnę tego. Fakt, że przeczytałem wtedy tylko pierwszy z dostępnych
                        felietonów i potraktowałem go jako jakieś rady dla konsumentów a nie tylko
                        literacke impresje.
                        Co do wyczuwania pewnych zapachów czy smaków to oczywiście zgoda, każdy pewnie
                        wyczuje coś innego, choć (a to moje prywatne zdanie) mam wrażenie, że masę osób
                        to nadużywa wymyślając nazwy czegoś, czego inni na pewno nie znają (no bo jak
                        napiszę, że wyczułem intensywny zapach kwiatu dzikiej róży to każdy jest to w
                        stanie zweryfikować, a jak napiszę o zapachu czegoś egzotycznego to już cięższa
                        sprawa:D:)). Ale nie oto mi chodziło i nic takiego nie zarzuciłem broń Boże Panu
                        Bieńczykowi, chodziło mi tylko o pewne niezbyt, względne niezrozumiałe dla mnie
                        porównania (ale tylko dla mnie). Dalej zresztą będę się przy tym upierał, bo
                        prostu nie kupiłbym nigdy wina w którym degustator wyczuł "ostre zapachy
                        stajenne" (są bardzo wyobrażalne) czy "nuty zwierzęce", niezależnie od tego kto
                        to wino wyprodukował i ile punktów/gwiazdek dostałoby na końcu. Ale może to
                        akurat było pozytwne wrażenie w przypadku opisu w felietonie Pana Bieńczyka, dla
                        mnie to w każdym razie było niejasne.

                        Zresztą przeglądając to forum widzę raczej krótkie i rzeczowe uwagi na temat
                        win, a nie doszukiwania się nie wiadomo czego w smaku i bukiecie, to chyba
                        najlepsza droga

                        Co do win

                        Gallo nie piłem
                        Sutter Home Zinfandel 97 - może być, choć hm, ciekawe ile kosztuje w USA?
                        Sutter Home Zinfandel 98 - gorszy, lepiej wydać te pieniądze na coś innego

                        Z innych kalifornijskich ostatnio piłem Merlot 97 Beringera, nie wiem niestety
                        ile kosztuje bo to był prezent. Ale jeśli poniżej 40 - 45 PLN to wart polecenia.

                        Amsterdam

                        • shuriken Re: Marek Zinfandel Bienczyk :)) 06.06.02, 15:02
                          No i zgadzam sie z przedmowca. Tyle, ze to sa dwie rozne rzeczy.

                          Inna sprawa to krótkie impresje i rekomendacje (i do tego przydaje si´ to forum czy jakie?
                          bazy danych).

                          A inna - co? do poczytania (przede wszystkim) - tak jak felietony.

                          Lubie jedno i drugie :-))
                        • docg Re: Marek Zinfandel Bieńczyk :)) 07.06.02, 09:17
                          drogi Amsti, wcale nie chciałem dać Ci "po nosie" ani w żaden inny sposób
                          skrytykować Twojej opinii; chciałem tylko powiedzieć, co sam sądzę o
                          felietonach Marka Bieńczyka. Wcale nie wątpię, że niektórzy mogą je uznać za
                          bardzo bliskie grafomanii, jak też rozumiem tych, którym ten sposób opisywania
                          wrażeń związanych z winem może wydać się przesadnym i wydumanym.
                          Co do nut zapachowych w winie - od kiedy wiem, że dobre chardonnay ma zapach
                          orzechów i masła (to chyba coś jak nutella?) z daleka omijam półki z białymi
                          burgundami - tym bardziej że wiem również, że może się w nich pojawić zapach
                          kapusty i nie jest to wadą :))))
                          A poważnie, bardzo często nie udaje mi się wyczuć w winie zapachu, który
                          wcześniej wyczuł jakiś degustator - opisywacz, pomimo, że czasem spędzam i pół
                          godziny z nosem w kieliszku. Chyba, że to jest coś tak oczywistego, jak czarna
                          porzeczka w Bordeaux lub wiśnie w Chianti. Tym samym nie brałbym poważnie tych
                          nut stajenno - techniczno - farmaceutycznych (możnaby je w skrócie nazwać
                          weterynaryjnymi:), bo pewnie i tak sam bym ich nie zauważył.
                          pozdrawiam
                          • Gość: Amsti Re: Marek Zinfandel Bieńczyk :)) IP: 149.156.22.* 07.06.02, 12:38
                            docg napisał(a):

                            > drogi Amsti, wcale nie chciałem dać Ci "po nosie" ani w żaden inny sposób
                            > skrytykować Twojej opinii; chciałem tylko powiedzieć, co sam sądzę o
                            > felietonach Marka Bieńczyka.

                            Tak sobie napisałem żartobliwie z tym nosem . Miałem na mysli też innych
                            dyskutantów. Wszystko O.K., to normalna dyskusja i rzeczowe argumenty.

                            P.S. Ale Chablis czasem pijasz ;)

                            Amsterdam
                      • shuriken Re: Marek Zinfandel Bienczyk :)) 06.06.02, 14:59
                        Ja tam Sutterow zbytnio nie powazam, ale w zeszlym roku probowalem White Zina, ktory -
                        jak sama nazwa wskazuje ;-) - jest rozowy:
                        www.fws.pl/produkt.php?pid=149
                        Wspominam dosc milo, aczkolwiek bezrewelacyjnie - ot, ciekawe orzezwienie na cieple dni.
                        • winoman Zinfandel 06.06.02, 15:16
                          Tak zachwalany tutaj Zinfandel Terra d'Oro firmy
                          Montevina (Amador County) produkuje rodzina Trinchero,
                          a więc właściciel Sutter Home.

                          Różowe wino White Zinfandel ma niewiele wspólnego z
                          prawdziwymi Zinfandelami. Po raz pierwszy został
                          wyprodukowany przez pomyłkę, ale panowie Trinchero
                          zaryzykowali, wypuścili go na rynek i się zaczęło.

                          Zinfandele Sutter Home, czy spokrewnione z nimi nieco
                          droższe Zinfandele Trinity Oaks (również produkowane
                          przez rodzinę Trinchero) nigdy mi specjalnie nie
                          smakowały. Jeśli ktoś chciałby spróboać niedrogiego
                          Zinfandela, polecam raczej wina Gallo, z serii Turning
                          Leaf. Kosztują trochę więcej niż Sutter Home, chyba
                          nieco mniej niż Trinity Oaks, a są na ogół dużo
                          lepsze. Wino z roku 1996 było znakomite, rok 1997 był
                          tylko nieco słabszy. Nowszych nie próbowałem.
                          • Gość: GiorgioP "Re" ogolne IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.06.02, 19:10
                            No i wreszcie na koniec jakies konkrety od Winomana!!! To lubie!!!

                            Wielkie wyrazy zrozumienia dla Amsti'ego. Podpisuje sie obiema rekoma.

                            I jeszcze jedno: ja osobiscie mam wrazenie, ze nazbyt "poetyckie" opisy win
                            prowadza do czegos zupelnie innego. Otoz nawiazujac do watku motoryzacyjnego:

                            Jesli ktos naczyta sie (od AUTORYTETOW!) ze VW Golf GTI (czy jakis taki, po
                            jakims "tuningu" najlepiej), to wspaniala, rasowa maszyna, w ktorej wibracje
                            cudownego silnika przeszywaja go elektryzujacym dreszczem, a przyspieszenia
                            dostarczaja mu niebianskich i niezapomnianych wrazen, do tego jeszcze dolaczy
                            opis orgastycznych doznan przy ogladaniu obrotomierza, to byc moze ktorys
                            ze "szczesliwcow" posiadajacych to cudo uwierzy w to i zacznie sie tego w tym
                            aucie dopatrywac... Ja czasami czytam o "debinie" albo "wanilii", a nie daj
                            boze o "asfalcie" i juz jestem przerazony kiedy mam dane wino pic. Efekt jest
                            taki, ze zaczynam odruchowo, calkowicie podswiadomie doszukiwac sie tych
                            wspomnianych smakow. To nie jest dobre. Bardzo czesto te opisy sa efektem
                            indywidualnych predyspozycji smakowych, towarzyszacych potraw czy "otoczenia"
                            (najogolniej mowiac. Sami wiecie o co chodzi). Z tego tez powodu stosunkowo
                            wysoko cenie rocznik Gambero Rosso opisujacy wloskie wina. Choc opisy tez
                            odwoluja sie do roznych porownan, to sa stosunkowo zwiezle i rzeczowe a system
                            punktacji jest dla mnie bardzo przyjazny:

                            Na ocenie "3 kieliszki" NIGDY sie nie zawiodlem - to sa prawdziwe "rodzynki"
                            tymczasem u Parkera czy w WS to sa czasami wina ponizej 90pkt.!!!

                            "2 kieliszki" to zawsze jest baaaaaardzo dobre wino.

                            "1 kieliszek" - chcialbym na co dzien nie schodzic ponizej tego poziomu -
                            tymczasem wspomniany rocznik porownuje te wina do punktacj 70-80 w WS... kiedy
                            z doswiadczenia wiem, ze 70pare w WS to jest po prostu (najczesciej) zupelna
                            porazka.

                            Taki sposob ocen pozostawia wiele dla nas, pijacych te wina, rownoczesnie dajac
                            nam dobry obraz jakosciowy przy czym nie ma nic z cech tabelek
                            z "niutonometrami" i "koniami m." Przy ponad 12000 win ocenianych co roku przez
                            to wydawnictwo jest to moim zdaniem uczciwe. Przy tym wspomne, ze nad ocenami
                            pracuje ponad 40ci osob podzielone na nieazalezne kilkuosobowe panele. Wina,
                            ktore maja zostac "3 kieliszkowymi" trafiaja pod ich "nos" kilkakrotnie w
                            roznych konfiguracjach personalnych (oczywiscie "na slepo"). Sadze, ze mogli by
                            sie pokusic o punktacje szczegolowa... jednak cale szczescie tego nie robia.
                            Natomiast pan Parker (przyznaje sie do 10000 win rocznie "jednoosobowo"!!!) i
                            jemu podobni (WS!!!) to robia "zasuwajac" nam "stare siodla", "asfalty" itp.

                            Oczywiscie czasami tam do nich zagladam - niestety ze strachem, ze akurat
                            trafie na opis wina, ktore bede niebawem pil - a to jakie ono bedzie jest
                            czasami nieprzewidywalne. Po prostu boje sie, ze bede znowu
                            szukal "wszechobecnej debiny" (ktorej rzeczywista obecnosc, tak naprawde to juz
                            mnie tak znudzila i zmeczyla, ze moge czasami zastrajkowac i czegos nie wypic -
                            co jest do mnie niepodobne!).

                            Pozdrawiam)))


                            • winoman Re: 06.06.02, 21:05
                              No to teraz dla równowagi mniej konkretów, więcej
                              subiektywnych opinii :-))

                              Wino uchodzi za jeden z najbardziej złożonych wytworów
                              cywilizacji. Nawet jeśli teza ta jest nieco
                              przesadzona, to każdy nawet tylko trochę doświadczony
                              konsument tego napoju powinien przyznać, że coś w tym
                              jest, że nawet stosunkowo niedrogie, proste wino może
                              zaskoczyć niecodziennym zapachem czy głębokim smakiem.
                              Myślę, że pamiętamy nasze pierwsze kontakty z
                              porządnymi winami. Moje pierwsze dobre wina piłem
                              oszołomiony, zagubiony, z czasem zacząłem identyfikować
                              wspólne cechy różnych win, a także dostrzegać różnice.
                              Gdyby nie komentarze przyjaciela, wprowadzającego mnie
                              w świat win, gdyby nie opisy z literatury (tak, głównie
                              z Wine Spectatora), dużo dłużej uczyłbym się
                              rozróżniania drobnych niuansów, dużo dłużej zajęłoby mi
                              nauczenie się odróżniania zręcznej kopii od oryginału
                              (żeby użyć porównania z malarstwem).

                              Wino może być dziełem sztuki. Tak jak trzeba się uczyć
                              słuchania wielkiej muzyki, tak jak trzeba się uczyć
                              przeżywania wielkiej poezji, tak trzeba się uczyć picia
                              wielkich win. Czytam opisy win w Wine Spectatorze, w
                              Decanterze, w Tastings.com, czytam je i przed
                              degustacją (nie zawaham się użyć tego słowa) i po
                              niej. Czytam po to, żeby się uczyć. Żeby zwrócić
                              uwagę na szczegóły, które mogą umknąć moim niewprawnym
                              zmysłom. Żeby przy następnej okazji lepiej wykorzystać
                              wszystko co daje wino.

                              Owszem, wino piję, piję je niemal codziennie, do prawie
                              każdego obiadu. Ale nie ograniczam się do picia. Do
                              picia nie potrzebuję wielkich win, wystarczą
                              przyzwoite. Wielkiego wina nie potrafię ot tak pić.
                              Właśnie w jednym z felietonów Marka Bieńczyka
                              (www2.gazeta.pl/kobieta/1,26630,391687.html)
                              jest opis jego wizyty w piwnicach Madame Lalou-Bize
                              Leroy, polecam zwłaszcza kilka zdań o
                              mazis-chambertin. Ja nie napiszę tego tak jak on, ale
                              tak właśnie staram się "pić" moje wielkie wina (może
                              powinienem dodać, że pewnie nie będzie mi dane dostąpić
                              zaszczytu skosztowania win Madame Leroy, moje wielkie
                              wina to są zupełnie inne wina, są wielkie na miarę
                              moich możliwości :-)) ). Wiem, "degustacja" nie jest
                              najlepszym słowem na obcowanie z wielkością, za bardzo
                              się kojarzy z imprezą w drogim hotelu, może właśnie
                              należy mówić o "kosztowaniu"?

                              Dziś nie kosztowałem, dziś tylko piłem.

                              Pozdrawiam!
                              • shuriken Re: 06.06.02, 23:33
                                winoman napisał bardzo fajnie :-)

                                > to każdy nawet tylko trochę doświadczony
                                > konsument tego napoju powinien przyznać, że coś w tym
                                > jest, że nawet stosunkowo niedrogie, proste wino może
                                > zaskoczyć niecodziennym zapachem czy głębokim smakiem.

                                :-) Polecam najbliższy felieton pana Marka :-)

                                > Wino może być dziełem sztuki. Tak jak trzeba się uczyć
                                > słuchania wielkiej muzyki, tak jak trzeba się uczyć
                                > przeżywania wielkiej poezji, tak trzeba się uczyć picia
                                > wielkich win.

                                Dodam tylko od siebie, że taka nauka może potrwać i różnie to wygląda u różnych
                                ludzi. Niektórzy wyszedłwszy szczęśliwe z okresu "Sophia-Cambras" docierają do
                                etapu, nazwijmy go symbolicznie, "Hoya de Cadenas" <:-) i to im wystarcza.

                                Tzn. niektórzy poprzestają na słuchaniu jazzu i czytaniu Szymborskiej, nie
                                porywając się na Holsta i Whitmana (w oryginale) :-) I to też dobrze :-))

                                > Wiem, "degustacja" nie jest
                                > najlepszym słowem na obcowanie z wielkością, za bardzo
                                > się kojarzy z imprezą w drogim hotelu, może właśnie
                                > należy mówić o "kosztowaniu"?

                                Ładne słowo :-) Można dorzucić jeszcze "delektowanie się"... "smakowanie" troszkę
                                banalne by było :-)) A "degustacja" kojarzy się za bardzo z
                                przymiotnikiem "zdegustowany" ;-)

                                Eh, chyba się czegoś napiję (na kosztowanie przyjdzie pora innym razem :-)
                              • Gość: GiorgioP Re: IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 07.06.02, 08:58
                                Wlasciwie moge sie pogodzic z takim podejsciem do "sprawy", choc sam sie do
                                niego nie dam przekonac.

                                Ja akurat podejrzewam, ze Wy (Winoman, Shuriken) doskonale wiecie o czym ja
                                mowie.

                                Nie powstrzymam sie tylko od jednej jeszcze, krotkiej uwagi. Poniewaz
                                wspomniano o muzyce i sposobie jej odbierania, a to akurat jest mi bliskie ze
                                wzgledow wyksztalcenia, to napisze bardzo prowokacyjnie:

                                NIE TRZEBA MIEC ZADNEGO PRZYGOTOWANIA DO SLUCHANIA JAKIEJKOLWIEK MUZYKI I DLA
                                KAZDEGO JEST ONA INNA. JESLI JEJ SIE NIE CZUJE, TO MOZNA (CO NAJWYZEJ) SIE
                                NAUCZYC JA "ZNOSIC" I ROZROZNIAC... A potem opowiadac o niej rozne belkotliwe
                                historie (vide: krytycy muzyczni!). Z filmem i teatrem jest podobnie... i
                                pewnie z Whitmanem takze.

                                ))) pa
                                • topiel Re: oceny win 07.06.02, 09:33
                                  Nie bede zabieral glosu odnosnie autora feljetonow, nie znam.

                                  Jesli chodzi o ocene wina to osoboscie wole z jednych ust niz przecietna z
                                  dziesieciu. O´key z roznych ust ale zawsze jednych. Zadnych przecietnych.
                                  Statystyka potrafi wypaczyc absolutnie wszystko.

                                  pozdrowienia
                                  • Gość: GiorgioP Re: oceny win IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 07.06.02, 10:36
                                    Statystyka tak. Ale statystyka to taka nauka. Tu mamy do czynienia ze swobodna
                                    dyskusja w trakcie panelu. To jest chyba zasadnicza roznica! Probuje pokazac
                                    zwykla nieuczciwosc Parkera i WS. Jednoosobowo skreslaja lub wywyzszaja wina,
                                    ktorych pija tysiace. Nota bene, w WS wszystkie wina wloskie ocenia ten sam
                                    czlowiek (sic!).

                                    No i jesli o "statystyce": to zdaje sie ze system 100pkt-owy jest jej blizszy,
                                    jesli juz. Poza tym, jak zauwazyliscie pewnie, chyba nikt nie czyta
                                    juz "recenzji" win, tylko patrza na punktacje i jazda na zakupy. Jako przyklad
                                    podam polskich importerow (bo zachodnich, stosujacych ta sprawdzona metode
                                    sprzedazy jest masa): Centrum Wina (niby taki "wielki" prezes) w swojej
                                    ofercie "wbiaja" nam w oczy przede wszystkim jakies NUMERKI (jesli tylko jakies
                                    wino dostalo chociaz pod 90pkt), Bodega Marques w ofercie nie pisze nic o
                                    winie, tylko numerki...

                                    I to jest takie fajne? Jesli Parker jest "wyrocznia" dla claret'ow, to moze
                                    polowie swiata juz smakuja takie wina jak jemu??? Przeciez ocena tak zlozonego
                                    smakowo produktu (czasami arcydziela) jest z natury rzeczy SUBIEKTYWNA.

                                    Upowszechnienie sie numrycznej skali punktowej przy jednoosobowej ocenie jest
                                    dla mnie dosc obrzydliwe i jako zwolennik spiskowej teorii dziejow, podejrzewam
                                    ze Parkera "stworzyli" sami producenci i eksporterzy z Bordeaux aby rozdmuchac
                                    koniunkture za oceanem.
                                    Sam znam pijach dzieki tej metodzie punkty a nie wino. Dodatkowo: "konia z
                                    rzedem" temu kto mi odpowie po co jest skala 100pkt-owa, skoro korzysta sie
                                    tylko z jej 30%??? Skoro wino jest "niesmaczne i zle winifikowane, rocznik
                                    dobry", a taki opis widnieje przy 70ciuparu punktach, to O CO TU CHODZI???

                                    Papa
                                    • Gość: panowca Re: oceny win IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.10.02, 15:58
                                      "Bodega Marques w ofercie nie pisze nic o
                                      winie, tylko numerki..."
                                      Tu się akurat podłączę do szczypania mojej mamuśki (firma matka - obrzydliy
                                      termin)
                                      Srednio 10% klientów jest zainteresowanych jakąkoliek punktacją czesto słysze
                                      panie co mnie punkty jak o no smakuje ale jak sie wszyscy chala to my tez i
                                      sklepie porobiłem takie punktowisiory z Parkera, S ale też z Gambero Rosso i
                                      hiszpańskich periodyków - no i medale oczyiście

                                • shuriken Re: 07.06.02, 12:27
                                  GiorgioP napisal:

                                  > Wlasciwie moge sie pogodzic z takim podejsciem do "sprawy", choc sam sie do
                                  > niego nie dam przekonac.

                                  No i dobrze - mozna sie wszak roznic, byle pieknie :-)

                                  > Z filmem i teatrem jest podobnie... i
                                  > pewnie z Whitmanem takze.

                                  Wiesz co, na muzyce sie tak nie znam, ale tam, gdzie wchodzi w gre SLOWO - a wiec w
                                  piosenkach, dialogach scenicznych i ekranowych czy szeroko rozumianej tworczosci literackiej
                                  - to trzeba je zrozumiec.
                                  Naprzykladowo - trzeba znac obcy jezyk. Albo slownictwo. Albo kontekst slowa. Albo szerzej -
                                  kontekst sytuacji (obyczajowej, historycznej, spolecznej itpd.).
                                  Tak wiec uwazam, ze przyslowiowy "kazdy glupi" NIE JEST w stanie zrozumiec ani piosenek
                                  Waitsa, ani sztuki Jerofiejewa, ani "Rejsu", ani poezji Whitmana czy powiesci Saramago.
                                  Wiecej - poniewaz nie rozumie, w ogole NIE MA potrzeby poznawania tegoz.

                                  I tu chyba jest niezly punkt styczny z piciem & kosztowaniem wina, nieprawdaz?
                                  :-)
                                  • Gość: GiorgioP Re: IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 07.06.02, 18:59
                                    Umknal mi ten watek... Tak sobie mozna odniesc je do siebie: Wino i
                                    muzyka "posluguja sie" jezykiem calkowicie abstrakcyjnym. Zaznaczam muzyka, a
                                    nie tekst piosenki, piesni czy libretto. W zwiazku z tym dosc watpliwa jest
                                    mozliwosc "rozumienia" ich obu. Mozna prawdopodobnie stworzyc dosc sztuczne
                                    reguly odbierania pewnych zjawisk w muzyce i w winie. Jedne juz istnieja dzieki
                                    naszemu "umocowaniu" kulturowemu - vide: akord "smutny", akord "wesoly" (zeby
                                    uzyc prostego przykladu) inne sa tworzone przez elity, wywierajac brzemienny
                                    wplyw na postrzeganie "masowe". Dla kogo akord jest smutny lub wesoly? A dla
                                    kogos, kto zostal poddany pewnemu schematycznemu, uproszconemu wychowaniu
                                    muzycznemu, ktore jest charakterystyczne dla danego obszaru kulturowego. No i
                                    tutaj pojawia sie problem. Na Jawie istnieje polifoniczna muzyka (gamelan)
                                    oparta na innych (od nam znanych) skalach i wiekszosc z nas nie jest w stanie
                                    tego sluchac. Nawet po najlepszym przygotowaniu. Czy ta muzyka jest zla?
                                    Niezrozumiala? Raczej nie. Jest inna. Poddanie sie podobnemu schematowi w
                                    swiecie winiarstwa nie daje nam szansy inaczej podejsc do wielu z nich. Sam sie
                                    do takich osob zaliczam. Jednak dzialalnosc "parkeryzatorow" wina ma odwrotny
                                    skutek. Mniej "edukuje", a raczej poglebia istniejacy "samonapedzajacy sie"
                                    stereotyp.

                                    I oczywiscie: "Ulisses" wielkim dzielem jest... niewielu go jednak czyta. Czy
                                    to znaczy, ze jest "zly"? A moze wlasnie, ze jest "dobry", bo nieprzygotowani
                                    prostaczkowie nie sa w stanie go zrozumiec? To sa trudne pytania. I nie sadze
                                    zebysmy doszli do jakiegos sensownego zakonczenia tej dysputy. Poniekad bardzo
                                    ciekawej dla mnie.

                                    Od razu prosze tez o nie podejmowanie egzegezy powyzszej polemiki, poniewaz
                                    przyklady celowo sa skrajne i przerysowane...)))

                                    Pozdrawiam.
                              • Gość: Amsti Leroy IP: 149.156.22.* 07.06.02, 15:32
                                >że pewnie nie będzie mi dane dostąpić
                                >zaszczytu skosztowania win Madame Leroy,

                                Skąd ta pewność. Nie mów hop. Może wstęp do jej posiadłości i degustacja są
                                dostępne są dla także zwykłych śmiertelników. A może kiedyś zrezygnujesz z
                                codziennego picia zwykłych win i po paru miesiącach z zaskoczeniem stwierdzisz
                                niespodziewany przyrost na koncie w banku wystarczający na buteleczkę czegoś
                                wyjątkowego.

                                Co do samego felietonu, to rzeczywiście pięknie napisany i widać, że autor był
                                u nieba bram. Ja bym tylko dodał parę szczegółow, jak choćby rocznik i pełne
                                nazwy przy winach Pommard i Vosne-Romanee, ale w sumie to bez znaczenia bo
                                były tylko wymieniane.

                                Nie podoba mi się natomiast nazwa tej drugiej posiadłości (dobra, to było
                                ostatni raz, już więcej nie bedę)

                                Co do zasług pani Leroy i zachwytów Parkera, no cóż, to że robiła przez ileś
                                tam lat wina dla DRC nie jest bez znaczenia, ponadto część jej Domaine Leroy
                                to zdaje się była kiedyś własność DRC, ale może się mylę. W każdym razie jej
                                wina osiągnęłyby pewnie sam szczyt i bez pomocy Parkera, może byłyby tylko
                                trochę tańsze czego z całego serca życzę wszystkim forumowiczom.

                                Amsterdam

                            • spol Re: 07.06.02, 10:09
                              No to może tak: co każdy z nas chciałby widzieć w literaturze tematu?

                              Osobiście chętnie poczytałbym fachową ocenę specjalistów, przy czym opisywane
                              przez GiorgioP podejście włoskiego rocznika (pewnie rocznik ów jest u nas
                              kompletnie niedostępny...) bardziej mi odpowiada niż amerykańska punktacja. No
                              i lepiej byłoby, gdyby ocena opisowa była albo wypadkową albo zbiorem kilku.

                              Ponadto z przyjemnością oddałby się lekturze załączonym felietonom w stylu pana
                              Bieńczyka, które w zestawieniu z fachową charakterystyką wcale nie
                              zaciemniałyby obrazu, a wręcz przeciwnie.

                              Tylko, że... trudno mi sobie wyobrazić taką publikację inaczej jak w formie
                              internetowej, bo wydrukowana miałaby objętość Encyklopedii Powszechnej PWN :-)
                              Nie łudzę się zresztą, że takie opus magnum kiedykolwiek powstanie.
                              • topiel Re: przecietna wina 07.06.02, 11:04
                                Z tymi przecietnymi to wychodzi na przyklad tak ja z przecietna zarobku w
                                Polsce.

                                wezmy 5 zarobkow:

                                4 zarabia po 1000 zl
                                1 zarabia 6000 zl

                                przecietna = 2000 zl

                                Wole jednak jedna opinie.

                                przyjemnego weekendy
                                • Gość: GiorgioP Re: przecietna wina IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 07.06.02, 11:21
                                  topiel napisał(a):

                                  > Z tymi przecietnymi to wychodzi na przyklad tak ja z przecietna zarobku w
                                  > Polsce.
                                  >
                                  > wezmy 5 zarobkow:
                                  >
                                  wezmy 5ciu uczestnikow panelu (wino marne, jeden oceniajacy na kacu i kolega
                                  producenta)

                                  > 4 zarabia po 1000 zl

                                  4 ocenia wino zle

                                  > 1 zarabia 6000 zl

                                  1 ocenia wino jako wybitne (wiemy ktory!)

                                  >
                                  > przecietna = 2000 zl

                                  ocena koncowa: wino zle
                                  >
                                  > Wole jednak jedna opinie. (wiemy czyja!)

                                  ocena koncowa: wybitne (95 pkt)


                                  Taka sobie zabawa...))) A tak na powaznie: panelowy sposob oceny nie ma zwiazku z
                                  zadna "srednia". To jest dyskusja. Calkowicie otwarta. Pozwala skonfrontowac
                                  wlasne odczucie i UZGODNIC ostateczna ocene.

                                  Papa


                                  • Gość: Amsti Re: przecietna wina IP: 149.156.22.* 07.06.02, 12:26
                                    > ocena koncowa: wybitne (95 pkt)

                                    :)):D[cool][puchar]

                                    Na przyszłość uprzedzaj, że coś takiego napiszesz. Zdrowo się uśmiałem i
                                    prawie wylałem kawę na klawiaturę

                                    Jeśli chodzi o WS i RP, to WS znam od dawna i sporo mu zawdzięczam (jak choćby
                                    poznanie wielu producentów np. Rene Mure i jego riesliengów - pycha). Ceniłem
                                    sobie oceny fachowców, dopóki się nie naciąłem in minus i in plus, wtedy
                                    zacząłem traktować to z większą rezerwą. Dużo bardziej cenię sobie tzw. "user
                                    tasting notes", ale zdaje się jest to obecnie ograniczone przez WS, może ze
                                    względu na to, że wielokrotnie były one mocno rozbieżne z ocenami speców. Tego
                                    żałuję, bo po przeczytaniu 15 niezależnych opinii byłem w stanie mieć trochę
                                    jeśniejsze pojęcie o konkretnym winie. Czego nie lubię w WS, to wyboru wina
                                    roku i iluś tam win w pierwszej 100, bo to chyba jest zwykły marketing. Drugie
                                    co mnie denerwuje to bezkrytyczna zmiana oceny danego wina po upływie np 2 lat.
                                    Dla konkretnego przypadku (opisywałem chyba to już?) Ch. Latour 1988 była to
                                    degradacja o jakieś 7-8 punktów. W tej skali 100 punktowej (a właściwie 50
                                    punktowej, bo najniżej to 50, a nie 0, to dużo). Dla mnie to było zaskoczenie
                                    o tyle, że jest to rocznik może nie taki dobry, ale powinien być dość trwały,
                                    więc to wino powinno być jeszcze dobre do picia przez sporo lat. Wniosek
                                    nasunął mi się taki, że albo chłopcy z WS piją źle przechowywane wina, albo
                                    niektóre ich oceny biorą z własnego widzimisia. I co ma zrobić konsument
                                    dysponujący bardzo (tak jak ja ograniczonymi środkam?). Dlatego ja zawsze
                                    dowiaduję się, czy ktoś pił konkretne wino, nim dokonam zakupu. Nie lubię
                                    jeszcze w WS cen, bo są ceny w momencie pojawienia się wina na rynku, a więc
                                    praktycznie bezużyteczne.
                                    RP rozczarował mnie jeszcze bardziej. Rozumiem, że może kochać wina Zind-
                                    Humbrecht(o tak!!), ale jak można pomijać w opisie wina Hugela i Trimbacha.
                                    Przy Hiszpanii ani słowa o maladze. I tak dalej. Co gorsza błędy merytoryczne -
                                    Ty chyba najwięcej znalazłeś. I te jego opisy, 50 czarnych koni jakiegoś
                                    rocznika w Bordeaux. Ogólnie ogromna ilość nowych dla mnie informacji, ale to
                                    cztrotomowe dzieło nnie jest warte swojej ceny. I jeszcze jedno, czasem
                                    znaczące różnice ocen WS i RP - czyżby trzeba wyciągać srednią? A może któraś
                                    ocena jest rzetelna, a któraś z sufitu, tylko która?

                                    Podoba mi się sposób oceny jednego z miłośników wina - kupię/może kupię/nie
                                    kupię następnej butelki/kupiłbym, gdyby mnie było stać:)

                                    Sam też tak podchodzę

                                    BTW. Dzięki za zrozumienie

                                • Gość: GiorgioP Re: LINK! IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 07.06.02, 19:13
                                  Dziwne link sie rozsypal na forum... przyklejcie do gornej linijki dolna juz w
                                  okienku explorera. Powinno zadzialac. Jesli nie, to szukajcie w
                                  Amazonie "Italian Wines 2002" wydawca Gamberro Rosso & Slow Food (nota bene
                                  doskonaly edytor). Zaznaczam, ze mylace nieco jest to 2002 - to jest zawsze
                                  stan rynku bez win ktore wlasnie "wjechaly" na rynek (np.Barolo 97) i wynika to
                                  z procesu przygotowania tego rocznika. Jak ktos zna wloski to jest zawsze 4-5
                                  miesiecy "do przodu".

                                  Pa
                            • Gość: pnwc Re: 'Re' ogolne IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.10.02, 15:49
                              "Na ocenie "3 kieliszki" NIGDY sie nie zawiodlem - to sa prawdziwe "rodzynki"
                              tymczasem u Parkera czy w WS to sa czasami wina ponizej 90pkt.!!!"
                              proponuję przyznać giorgio tre biccheri za ytrałość i za to że jest kochanym
                              rodzynkiem - soją drogą to śietna spraaq czytanie ątkó po trzech miesiącach
                              przerwy i obseroanie jakie dziwne strony zmierzają
                      • Gość: panowca Re: Marek Zinfandel Bieńczyk :)) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.10.02, 15:40
                        Ja próboałem Mondaviego Coastal 1996 - kupiliśmy to do sklepu oczekianiu
                        na "naszą" KAlifornię - okazał sie porażką jak dla mnie granicach 100zł to ino
                        było - przy okazji poezji - nieprzyjemnie ostre a jednocześnie czuło sie jakąś
                        ymokoatość (chodzi mi o rodzaj rozwodnienia) nie złagodniało nawet po trzech
                        dniach (zamykam pompką) - może nie jestem amatorem Zina chociaz różowy a oszem
                        lecie - koniec końcó my go ięcej nie zamaiamy a została jeszcze jedna butelka
                        klienci zagłosowali tym przypadku na dzioląga jakim jest Coppola Rosso
                        (Zinfandel. Syrah, CAbernet Sauvignon i Sangiovese jednej butelce - brrrr)
                        • Gość: gaga Re: Marek Zinfandel Bieńczyk :)) IP: *.tin.it 07.10.02, 15:45
                          Gość portalu: panowca napisał(a):

                          > Ja próboałem Mondaviego Coastal 1996 - kupiliśmy to do sklepu oczekianiu
                          > na "naszą" KAlifornię - okazał sie porażką jak dla mnie granicach 100zł to
                          ino
                          >
                          > było - przy okazji poezji - nieprzyjemnie ostre a jednocześnie czuło sie
                          jakąś
                          > ymokoatość (chodzi mi o rodzaj rozwodnienia) nie złagodniało nawet po trzech
                          > dniach (zamykam pompką) - może nie jestem amatorem Zina chociaz różowy a
                          oszem
                          >
                          > lecie - koniec końcó my go ięcej nie zamaiamy a została jeszcze jedna
                          butelka
                          > klienci zagłosowali tym przypadku na dzioląga jakim jest Coppola Rosso
                          > (Zinfandel. Syrah, CAbernet Sauvignon i Sangiovese jednej butelce - brrrr)
                          Czyzby wplyw antybiotykow na klawiature? Zycze powrotu do zdrowia i Tobie i
                          klawiaturze.
                          I serdecznie pozdrawiam,
                          Gaga
        • docg Re: Felietony Marka Bieńczyka - w 'Przekroju'! 09.08.02, 07:31
          no, fajny. niby nie o winie, jak to często u niego bywa, a jednak...
          no i poleca tego merlota z Atlasu, którego nie mam okazji za dużo pić, bo Żona
          nie za bardzo lubi :) Panie Marku, może by tak w którymś z następnych
          felietonów napisać o winnych Żonach? ;)
          pozdrawiam
      • Gość: docg Ulica Rzeźnicka IP: 212.160.147.* 02.09.02, 12:47
        W ostatnim felietonie pan Marek Bieńczyk poleca wino dostępne we Wrocławiu na
        ul. Rzeźnickiej. Spieszę donieść, że zapewne chodzi o sklep (w którym nb.
        pracuje jeden z naszych współforumian) przy ul. Rzeźniczej (nie Rzeźnickiej).
        Różnica niby niewielka, ale bardzo śmieszna, zwłaszcza w kontekście
        pojawiających się opinii, że sklep ten do najtańszych nie należy - czyżby
        freudowska pomyłka pana Bieńczyka?
        pozdrawiam ;)
        p.s. absolutnie nie czepiam się ww sklepu, który zresztą lubię - w tym poście
        chodziło mi wyłącznie o tą zabawną pomyłkę - docg
        • Gość: panowca Re: Ulica Rzeźnicka IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.10.02, 13:37
          I kto mu (Bieńczykoi) takie ino polecił edług mnie jest to najgorsze ino z
          dostępnej u nas oferty Augustusa Chardonnay chociażby absolutny hicior Merlot
          oszem ale bez zachytó - to ino ktoś z Krakoa podrzucił i stąd ta zabana
          literówka . Zresztą zdarzyło mi sie zostać nazanym prze kolegó rzeźnikiem kiedy
          pojechałem po kliencie, który przekonyał mnie do czerwonego półsłodkiego z -
          no łaśnie skąd bo butelkoane w POlsce ale cena 8,20 itd ale trochę zgubiłem
          ątek Opisyany przez MArka Bieńczyka Eutyches jest edług mnie inem niezbyt
          udanym przeciieństie do soich rówieśników. Zbyt długo uderza nozdrza dziwny
          piołunowo - potoy (tak, tak) element bukietu - nie lubie tego Tarjanus -
          poażniejszy starszy lepiej dojrzały i uspokojony bije go na głowę (niestety
          ceną też)
          docg czy ty mi sie kiedyś ujawnisz żebym Cie "wycałował"

        • giorgio_primo Re: Felietony Marka Bieńczyka - Giorgio! 26.09.02, 18:16
          Dzieki za gratulacje Shuriken!

          Gaga. To wlasciwie wszystko...((( formula felietonow jest inna. Info o "winie
          tygodnia" i o sklepie to doslownie jedno zdanie! Napisze Ci tylko jakie wino
          ode mnie polecil pan Marek B.: Carmignano Villa di Capezzana 1997 Capezzana -
          ja tez polecam. To naprawde znakomite wino.

          pzdr.
            • giorgio_primo Re: Felietony Marka Bieńczyka - Giorgio! 27.09.02, 15:03
              Gość portalu: Amsti napisał(a):

              > Gratulacje !!!!
              >
              > Ale do razu Cię zastrzelę (taki ze mnie złośnik)
              >
              > Co Ty byś polecił w kategoriach białe i czerwone ?
              >
              > Możesz odpowiedzieć na priva
              >
              > Moje typy w ciemno - nie piłem i nie znam oficjalnej punktacji: Vintage
              Tunina
              > 2000, Solengo 1997 (choć może jest jeszcze zbyt młode, ale kto wie)
              >
              > Amsterdam
              >

              To zalezy za ile...)))

              Strzal pewnie znakomity, ale kilka na podobnym poziomie moge "skomponowac":

              N.p.: Maestro Raro i Gewurtztraminer Sankt Valentin
              albo z samego Piemontu: Bric del Fiasc od Scavino i Chardonnay Bianch del Luv
              albo od jednego producenta: Fontalloro i I Sistri...

              Trudne pytanie...


              )))
        • docg Re: Felietony Marka Bieńczyka - Giorgio! 27.09.02, 08:44
          shuriken napisał:

          > Pogratulować, pogratulować :-) "Gdzie kupowanie wina staje się aktem ducha" 
          > 0:-)
          *******
          przyłączam się do gratulacji... Wielkie to było dla mnie zaskoczenie, bo
          pamiętam wymianę zdań pomiędzy MB a GP na tym forum, w nienajlepszej
          atmosferze. A tu proszę, "akt ducha". Dużo razem wypiliście ? :))))))
          pozdrawiam
          • miszka44 Re: Felietony Marka Bieńczyka - Giorgio! 27.09.02, 12:13
            docg napisał:

            > przyłączam się do gratulacji... Wielkie to było dla mnie zaskoczenie, bo
            > pamiętam wymianę zdań pomiędzy MB a GP na tym forum, w nienajlepszej
            > atmosferze. A tu proszę, "akt ducha". Dużo razem wypiliście ? :))))))

            Sprawa jest prosta - wino lagodzi obyczaje. Zwlaszcza duzo wina ;-)))
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka