pawelpp
19.04.05, 02:07
Od dłuższego czasu nie mogę się przekonać do tak polecanych tanich win z
Nowego Świata (Australia, RPA, Chile, Argentyna, USA). Próbuję zmienić ten
pogląd przez różne degustacje, ale nie jestem w stanie. Dlaczego?
- "Australia to światowy lider w produkcji win przyjemnych w piciu" (H.
Johnson), to znaczy nijakich, bez wyrazu i łatwo wprawiających w wesołość nie
tyle smakiem i bukietem, co zawartością alkoholu.
- Wina takie są dobre dla ludzi obawiających się, że wino piecze w gardło, bo
tanie nowoświatowce mają wyrugowany garbnik.
- Mocno podkreślana owocowość nowoświatowców w wielu przypadkach sprowadza
się do smaku kompotu podawanego w szkolnej stołówce. Nawadniane winnice dają
wodniste wino.
- Amerykańskich nowych beczek w Nowym Świecie nie brakuje. Dlatego wino jest
pozornie słodkawe, pachnie wanilią. To świetnie, tym bardziej, że w Polsce
powszechnie nie lubi się win wytrawnych.
- Parker napisał (we wstępie do Przewodnika), że nie ma w gruncie rzeczy
uzasadnienia dla poziomu alkoholu w normalnym winie przekraczającego 13%.
Znajdźcie nowoświatowca ze słabszym alkoholem. Pewnie z punktu widzenia
marketingu wino mocniej upijające może mieć większą sprzedaż.
- Co ambitniejsze (ale wciąż tanie) nowoświatowce stwarzają wrażenie
cielistości. To jak sądzę skutek zaburzonej równowagi alkoholu i ekstraktu.
Taniej jest zrobić wino z wyższym poziomem alkoholu niż z większym ekstraktem.
- Jeśli nie ma nic szczególnego do zaoferowania wewnątrz butelki, to należy
obowiązkowo pokazać ciekawą i bardzo indywidualną etykietę.
- Już Atos w „Trzech muszkieterach” ostrzegał, że trzeba pić wino wiadomego
pochodzenia. A tu na przykład połowa butelki z południowej Australii, ćwierć
ze wschodniej, a reszta to przybłęda nie wiadomo skąd.
- Przy polityce wolnej amerykanki możliwe jest: dosypywanie wiórów drewna w
torebkach jak do herbaty, moczenie w winie dębowych sztachet, sztuczne
dokwaszanie, klarowanie przy użyciu bentonitu (hodowcy kotów wiedzą, że
bentonit wsypuje się ulubieńcowi do kuwety), itp. Musi być to sterylne wino,
żeby bez obawy przetrwało podroż statkiem z antypodów i żeby przypadkiem nie
ubrudziło osadem wybielonych ząbków hollywoodzkiej aktoreczki.
- Po dobrym winie prawie nigdy nie boli mnie głowa, po nowoświatowcach –
prawie zawsze. Jest to chyba najbardziej klarowne, acz subiektywne kryterium
odróżniania dobrego wina od złego.
Reasumując – nigdy więcej nowoświatowców.
Chyba że na stół powędrują: 2000 Rubicon Francis Coppola, 1999 Casa Real
Santa Rita, Casa Lapostole (bo nie piłem jeszcze), może też Cab. Sauv.
Beringer, w ostateczności 2003 Dona Paula Estate Malbec, ponieważ to jest
wyjątek potwierdzający regułę.