joe_stru
27.04.05, 12:42
Tak mi się coś przypomniało. Byłem na degustacji niedawno i pokazywano tam
rękami urodziwej sommelierki (uprawnione określenie, bo po szkołach)jak
zdekantować wino. Trudne to nie jest specjalnie, trzeba, jak wiecie, przelać
wino do karafki, tak by go nie zabełtać. Ale ten pokaz miał,jak gdyby, na
celu pokazanie,ze do takiej operacji potrzeba miesięcy treningu. Jakby była
to sztuka nie wiadomo jaka, przelać to wino z butelki do karafki. To już mnie
trochę zdziwiło. Potem zaczęto nazywać karafkę dekanterem. A jeszcze potem
wyjaśniono, że w specjalnym fartuchu do dekantacji jest jeszcze bardziej
specjalna kieszonka. Kieszonka służy - mówili prowadzący - aby umieścić w
niej TRYBUSZON. "Ty - zwracam się familiarnie do Deo, który siedział obok -
co to jest trybuszon?" "Nie wiem !!"- odpowiada.
Kopaliński - Słownik On-line : "trybuszon przest. korkociąg, grajcarek.
Etym. - fr. tire-bouchon 'jw.'; tirer zob. tiret; bouchon 'korek; zatyczka;
wiecheć'."
Ja od dzisiaj używam wyłącznie grajcarka. Wszystkie korkociągi won!
Myślę, że te wszystkie trybuszony, dekantery i inne takie nie pomagaja w
przekonywaniu ludzi do wina. Po co komplikować sprawę? Wiem, że sporo winnych
określeń nie ma odpowiedników w naszym języku, ale przecież grajcarkiem
posługujemy się od zawsze. No , od biedy korkociągiem. pzdr.