Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    "Popularyzacja" wina w Polsce. :-(

    08.06.05, 19:45
    Od bardzo wielu lat piję i interesuję się winem. Od kilku zaś lat wino stało
    się nie tylko pasją, ale i pracą.

    Jeszcze kilka lat temu miałem możliwość rozmawiać o winie tylko z pasjonatami
    wina podobnymi do mnie. Teraz jest inaczej, bo osób pijących wino znam coraz
    więcej i więcej, a większość z nich to "normalni", "zwykli" ludzie którzy
    lubią wino i ono im smakuje. Chcą je pić, ale nie muszą natychmiast doznawać
    głęboko metafizycznych przeżyć w związku z tym.

    Coraz bardziej jestem zdziwiony i z lekka przerażony tym co nazywa się
    szumnie "popularyzacją" kultury wina w Polsce.

    Szanuję wszystkich, którzy mają odwagę wypowiadać się publicznie czy też
    potrafią pięknie pisać książki, felietony czy reportaże dotyczące wina.
    Podziwiam ich, bo mają zdolność ujmowania myśli w słowa, co nie każdemu
    przychodzi łatwo.

    Rozmawiam jednak z setkami ludzi i z coraz większym przekonaniem dochodzę do
    wniosku, że ta droga nie prowadzi do celu, jeśli ktoś naprawdę chce cokolwiek
    zrobić dla popularności dobrych win w Polsce.

    Praktycznie obojętnie w jakim kontekście pojawia się wino w mediach
    (obojętnie czy specjalistycznych czy "ogólnych") ukazywane jest nieodmiennie
    jako coś z najróżniejszych powodów niedostępnego dla przeciętnego Polaka.

    Jeśli co roku widzimy wyfraczoną stołeczną elitę przy okazji "Bożole Niuwo"
    cmokającą z nad kieliszków w Wiadomościach lub TVN24, snującą mistyczne
    treści przy pomocy mało zrozumiałych słów, to jaki sygnał otrzymuje młody
    człowiek pijający na codzień piwo? ...którego może i na wino stać będzie już
    niebawem, ale czy ta otoczka i bufonada stanie mu się bliska?

    Co mniej "wyrobiony winiarsko" czytelnik felietonów Pana Marka Bieńczyka
    dowie się o winie? Że jest wielka "magia", "mistyka", że życia nie starczy i
    pieniędzy na rozeznanie się choć trochę w tej materii. Że trzeba mieć
    rozległe i dobre kontakty wśród środowisk zupełnie mu obcych. Generalnie, że
    jest bardzo trudno i właściwie nie wiadomo po co. Przecież Ci co już "złapali
    bakcyla" nie zasilą szeregów winnego lobby! Ci co go nie mają, nie rozumieją
    z tego nic. Są wystraszeni.

    O Magazynie Wino już tyle tu napisane zostało, że właściwie nie ma już niemal
    więcej do dodania, choć przypomnę że wciąż nie mogę zrozumieć dla kogo jest
    ten periodyk? Wielokrotnie widziałem go w rękach osób, które nie są dotknięte
    naszą pasją. Są znudzone po przeczytaniu kolejnego numeru nieprzystępnością
    wina bardzej niż przed próbami lektury MW. Inne rezygnują przed rozpoczęciem
    czytania, po pobieżnym kartkowaniu. Jeśli MW nie ma być "branżowy", to język
    i sposób pisania o winie jest zupełnie nieprzystępny. Dla "branżowców",
    źródeł alternatywnej wiedzy jest tyle, że chyba nie dla nich stworzono to
    pionierskie wydawnictwo.

    Piszę o tym, bo nie mogę zrozumieć dlaczego nikt w Polsce nie potrafi
    przemawiać "ludzkim" językiem o winie. Sytuacja jest obecnie taka, że Ci
    którzy przez taką "popularyzację" przebrną i wytrwają, mają w sobie tak
    wielką determinację, że nikt w ich pasji winnej nie musi ich wspomagać. Na
    całą resztę to co się dzieje działa zupełnie odwrotnie. Są ze wszystkich
    mediów od wina odtrącani jego fałszywym wizerunkiem "intelektualności"
    i "elitarności". Wizerunkiem czegoś zupełnie niedostępnego dla nich. Zbyt
    trudnego i skomplikowanego.


    Dobranoc Państwu. Idę na wino.
    Obserwuj wątek
          • holita Re: "Popularyzacja" wina w Polsce. :-( 08.06.05, 23:29
            A ja sie zgadzam z Giorgio. Niepotrzebnie nadmiernie mitologizujemy wino. Dla
            Hiszpanow, Wlochow, Francuzow wino jest PROSTE. Jada sobie do producenta z 5-
            litrowym kanistrem, nabieraja wina z kranu wystajacego ze sciany (za sciana
            zazwyczaj betonowy zbiornik z winem, ktorego jakosc byla zbyt niska, zeby
            zostalo zabutelkowane), placa pare Euro i wracaja do domu z prostym,
            nieskomplikowanym napojem do codziennego obiadu. W knajpie nie zwracaja uwagi
            na wielkosc kieliszka i ksztalt czaszy, tylko najnormalniej pija, cieszac sie
            dobrym jedzeniem i dobrym towarzystwem.
            U nas nigdy tak nie bedzie (i wcale az tak bardzo mnie to nie martwi, bo czasem
            lubie winne ceremonialy), ale naprawde moze byc chyba mniej pretensjonalnie,
            prawda?
            • pawelpp Jak to jest z winem w Polsce 09.06.05, 01:40
              Nie mogę się zgodzić z wypowiedziami moich szanownych przedmówców - Giorgia i
              Holity. Spróbuję poniżej przedstawiać mój własny pogląd na tę kwestię.

              Codziennych konsumentów herbaty w Polsce bulwersowałoby, gdyby ktoś kupował
              paczkę 100 g za np. 100 zł i delektował się naparem z ceremoniałem godnym
              Japończyków, choć na pewno degustacja taka jest możliwa. O ile wiem, to
              niektórzy Azjaci degustują herbatę, przypisując jednakowoż jej
              mniejszą „arogancję” niż winu. Moi znajomi z Francji, są zdumieni, po co
              zawracam im głowę, prosząc o przywiezienie wina np. za 30-50 euro. Przecież
              bardzo dobrego, „świątecznego” wina można się napić za 20 euro. Bulwersuje ich
              to tak, jakby nas Polaków, codziennie pijących herbatę, zdumiewał fakt
              kupowania jej za 100 zł. Wino w Polsce dla zdecydowanej większości jego
              odbiorców nigdy nie było i nie będzie napojem codziennym, jakim jest herbata.
              Ale obecnie wcale nie jest kojarzone wyłącznie z czymś egzotycznym i
              nieprzystępnym.

              Większość Polaków prawie nie pije wina gronowego, jak wskazują statystyki. Tych
              ludzi, którzy je jednak kupują podzieliłbym z na trzy grupy.

              Dla zdecydowanej większości konsumentów wino jest przyjemnym i smacznym, lekko
              kręcącym w głowie uzupełnieniem różnych spotkań towarzyskich. Są to przeważnie
              średnio i dobrze zarabiający mieszkańcy wielkich miast, w wieku ok. 25-45 lat
              Nie muszą oni wiedzieć dużo o winie. Chcą tylko pić produkt smaczny i
              pozytywnie kojarzony w środowisku, płacąc za niego według możliwości swojej
              kieszeni, dość tanio (nie najtaniej), ale też i nieco drożej. Kupują też często
              wino w restauracjach, coraz częściej mają zwyczaj chodzić do nich. Jest to
              nierzadko tzw. wino domowe, na kieliszki albo wina nowoświatowe. Ta grupa
              docelowa jest zapewne najważniejszym klientem sklepów z winem i będzie się
              coraz bardziej poszerzać w związku z rozwojem gospodarczym naszego kraju.
              Najlepszą promocją wina dla tej grupy społecznej są wyjazdy do krajów
              śródziemnomorskich. Często jeżdżą tam na wakacje i między innymi dlatego wino
              staje się dla nich rzeczą coraz mniej egzotyczną. Różne wypowiedzi
              popularyzujące wino w przystępny i nienudny sposób, w mediach
              niespecjalistycznych, chociażby w Radiu PIN, mogą trafić do tejże grupy, choć
              na pewno nie mają takiego znaczenia dla zmiany polskich przyzwyczajeń, jak
              podróże zagraniczne. Dla ludzi tych wino nie jest i raczej nie będzie
              codziennym produktem spożywczym, ale też nie traktują go oni w sposób
              hobbystyczny i nie zamierzają na ogół posiąść szerszej wiedzy enologicznej.

              Są też ludzie pijący wino bardzo nieregularnie, od wielkiego święta, zupełnie
              nie przywiązujący do niego wagi, byle tylko rozróżnić białe od czerwonego. Dość
              liczni, różnych zawodów, w różnym wieku, o zróżnicowanym stanie majątkowym.
              Grupa ta pije najbardziej znane w Polsce marki: np. Sofię lub Cambrasa i
              przyczynia się do niebagatelnych obrotów firm sprzedających produkty z tymi od
              dawna znanymi, tanimi markami. Myślę, że ludzie ci są najmniej podatni na
              zmianę swoich przyzwyczajeń.

              Istnieje również bardzo nieliczna grupa odbiorców wina, która ma skłonność do
              uznawania go za pasjonujące hobby albo nawet pasję. Nie są to tylko zawodowcy,
              reprezentują różne środowiska, niekoniecznie tzw. elitę, biznes, czy nawet
              inteligencję, nie muszą być też nieprzyzwoicie bogaci. Tak jak ktoś może
              interesować się dogłębnie powiedzmy biografią Napoleona i mitologizować tę
              postać, tak też fascynaci wina chcą wiedzieć o nim jak najwięcej. Niektórzy
              potrafią się wypowiadać na temat wina, co czynią nierzadko właśnie na tym
              demokratycznym z istoty forum, nie zawsze w sposób przystępny. Materia wina
              przy pewnym poziomie wiedzy jest dość trudna. A czy maniak komputerowy mówi w
              sposób zrozumiały dla każdego? Czy każdy użytkownik komputera jest maniakiem?
              Bynajmniej i nie jest to dziwne. Nie każdy ma talent Władysława Tatarkiewicza,
              który ponoć powiedział, że podjąłby się napisania historii filozofii dla dzieci.

              Pewne wina mogą podlegać analizie porównywalnej z krytyką sztuki. Czy jednak
              krytyka sztuki odstrasza od sztuki? Czy normalni ludzie, o przeciętnym poziomie
              wykształcenia, nie chodzą do filharmonii, bo program koncertu jest napisany
              językiem zawiłym, niemożliwym do zrozumienia bez ukończenia szkoły muzycznej?
              Każdy, kto chodzi czasem do filharmonii warszawskiej wie, że trudno się dostać
              na wiele koncertów i trzeba bilety kupować wcześniej, bo tak duże jest
              zainteresowanie muzyką poważną. Pozory mylą. Są odbiorcy klasyki muzycznej,
              którzy słuchają tej niby ezoterycznej i nieprzystępnej muzyki po prostu dla
              przyjemności, nie zagłębiając się w nią intelektualnie. Są też koneserzy,
              kolekcjonerzy nagrań, niekoniecznie zawodowcy. Podobnie jest z winem. Winomani
              też czasem piją je bez głębszej refleksji, po prostu dla przyjemności i nie
              muszą kosztować tylko win poważnych i drogich. W nielicznych warszawskich
              barach winnych, które mają normalne ceny, trudno o miejsce. Miejsca tego nie
              zajmują jedynie snoby i szaleni hobbyści.

              Magazyn Wino trafia raczej tylko do przedstawicieli tej ostatniej grupy.
              Podobnie pewne wypowiedzi na Forum są dziełem hobbistów (bądź też prawdziwych
              profesjonalistów) i nie są adresowane do masowej publiczności. Magazyn Wino ani
              Forum nie będą w stanie zaszkodzić w zwiększaniu się konsumpcji wina w Polsce w
              żaden sposób. Wino nie jest już odbierane przez większość Polaków jako jedna
              wielka tajemnica, od której boli głowa.

              Za przydługi post przepraszam, ale cóż, nie nazywam się Tatarkiewicz niestety:-)

              -
              • user0001 Re: Jak to jest z winem w Polsce 11.06.05, 19:27
                > Wino nie jest już odbierane przez większość Polaków jako jedna
                > wielka tajemnica, od której boli głowa.

                Obawiam się, że wino jest odbierane przez większość Polaków jako wielka
                tajemnica, od której boli głowa. Dosłownie ;-)

                Powód jest prozaiczny, w przedziale cenowym który interesuje znaczną grupę
                Polaków (do 30 PLN), jest za dużo kiepskich win, po których, nawet przy
                umiarkowanym spożyciu (butelka na dwie osoby), na drugi dzień boli głowa.

                Poza wielkimi miastami brakuje "kultury sprzedaży" wina.
                Sprzedawcy nic nie wiedzą o produkcie (dopiero po odczytaniu etykiety potrafią
                powiedzieć czy wino jest wytrawne, czy możę półsłodkie). Nie są w stanie pomóc
                klientowi w wyborze właściwego trunku.
                Wino STOI, czasem miesiącami, na półce, przy ostrym oświetleniu.
                Ja nie dziwię się, że w takich warunkach ludzie wybierają piwo lub wódkę.
      • Gość: anjos Brawo giorgio_primo ! IP: *.dsl.telepac.pt 08.06.05, 21:18
        Pieknie ubrales w slowa to co zawsze myslalem o typowym polskim "somelierze".
        Brawo !
        Istnieje np. znany mi Klub Somelierow w Pucku ( kolo Gdyni , miasteczko moze ma
        30 tys mieszkancow ...). Skad ludzie w Pucku maja pieniadze, czas i mozliwosci
        picia win? Ile lat juz pija wina ? Sadze, ze jest to typowy przyklad
        polskiego "buraka", ktory nazywa sie "somelierem" bo ma sklep z winami...po
        prostu wstyd, wioska, degrengolada !
        Niestey w duzych miastach jest nielepiej !
        .
        Czasami jak widze na tym forum wypowiedzi "somelierow" czego to nie czuli w
        danym winie, to mnie krew zalewa....
        .
        Slusznie napisal giorgio_primo : po prostu pijmy winka, cieszmy sie tym i
        zachecajmy innych, ale bez zamieszczania "wypracowan" o winie.
        Madrzy enolodzy wypowiadaja sie dopiero po sprobowaniu kilku butelek tego
        samego wina w roznych kombinacjach, do roznych potraw, lub w roznych porach
        dnia....kto z Was to robi ?
        . Po jednej gratisowej prezentacji wiecie juz o winach wszystko ?
        .
        Pamietem, jak kilkanascie lat temu zwiedzajac winnice kolo Verdun, dowiedziale
        sie, ze Francuzi z przemyslu winiarskiego dopiero po 10 LATACH potrafia
        rozroznic gatunki, roczniki itp.

        A wiec:

        WIECEJ POKORY I WIECEJ RADOSCI Z PICIA WINKA !

        Cease the day / docenajmy nie tylko wino, ale znajomych co sa z nami podczas
        picia, dobre jedzenie, dobry nastroj, mile otoczenie i wspaniala pogode !

        To dla mnie, a nie "wyczuwa sie zapach orzechow i nute wiosennej rosy " jest
        magia wina !


        Pozdrowienia
      • Gość: karul powiem dwa slowa IP: *.sympatico.ca 09.06.05, 04:16
        jako ze pamietam czasy sprzed trzydziestu lat, gdy nikt nie wiedzial nic w
        polsce o winie a wybor ograniczal sie do tunezyjskiej gelalli albo rumunskiego
        multaflara.

        patrzac z tego punktu widzenia, wino zrobilo w polsce wielkie postepy. jest
        spore zainteresowanie, jest ladny wybor, sa fora i magazyny, sa kluby. a ze
        towarzyszy temu nuworyszowskie zadecie i poza, ze ludzie niewiele wiedzacy
        pretenduja na znawcow, ze jest kilku szarlatanow - to normalne. taki proces
        musi potrwac wiele lat ale jestescie na dobrej drodze. nastepne pokolenie
        bedzie juz na wino patrzylo jak naturalny produkt.

        w ogole, polskie zycie nuworyszowskie jest przerazliwie prymitywne - te bale,
        fundacje, ordery, itp. - no i wino jest tego czescia. tak to wyglada z
        odleglosci.

        podobny proces nastapil w czasie ostatnich czterdziestu lat w kanadzie, gdzie
        mieszkam. purytanska, anglosaska mentalnosc powodowala ze alkohol - to znaczy
        piwo, gin i whisky - byl grzeszny i sprzedawano go niemal ukradkiem w szarych
        sklepach gdzie nie bylo polek z wyrobami, ale trzeba bylo podac sprzedawcy
        kwitek z ktorym szedl na zaplecze i przynosil stamtad produkt.

        wina nikt - NIKT - nie pil, jedynym takim produktem byly wloskie slodkie
        wyroby. za picie jednego z pieciu gatunkow piwa w niedziele (dzien swiety) we
        wlasnym ogrodku placilo sie mandat!

        popatrzcie dzisiaj. w moim ontario wybor w ladnych, kolorowych sklepach LCBO
        (panstwowy monopol alkoholowy) az zalamuje roznorodnoscia. ludzie pija win
        wiecej niz innych alkoholi i takze wiedza o nich nieporownanie wiecej. do tego
        w tym okresie powstalo w samym ontario ponad 80 winiarni, ktore konkuruja
        udanie z australia, francja i chile. na rynku jest teraz ponad 200 gatunkow
        piwa!

        innymi slowy - czas robi swoje.
        • joe_stru białe/czarne 09.06.05, 09:05
          GP ma sporo racji. Nie należy pozwolić, by trybuszon zastąpił grajcarka.
          Rzeczywiście zdecydowana większość polskiej publicystyki winnej jest nadęta i
          odstręczająca. Ale są wyjątki - myślę, że na przykład Mały Bieńczyk jest
          napisany dość sympatycznie i "po prostu". Inna sprawa, że ktoś , kto wina nie
          pije, pewnie tej książki nie kupi. Miałem szczęście, bo wiele lat temu dostałem
          kiążkę, która oprócz tego ,że zawiera dużo podstawowych informacji na temat
          win, to jest napisana bez typowego "winnego zadęcia", śmiesznie i interesująco.
          dawno już nie ma jej na rynku, ale dla porządku - wydał to Pascal z 10 lat
          temu, tytuł "Wina Czerwone" autor Jim Ainsworth.
          Dziwne, kiedy GP pisze o pretensjonalnym podejściu do wina przez naszych
          autorów i znawców natychmiast odzywają się głosy, że u nas jest złe podejście,
          bo najlepiej kupić 5 litrów w kartonie, zrobić bbq i pić ze szklanek, bo nie
          ważne co, ale ważne z kim, słońce i karkówka, pogoda i takie tam... Pretensja
          źle skierowana. W hiszpanii pije się w takich okolicznościach wina - u nas
          piwo. I nic, żadna publicystyka tego nie zmieni, bo to są setki lat historii.
          Chodzi, jak mi się zdaje o co innego. O to, żeby jak najwięcej ludzi nauczyło
          się odróżniać niepijalnego sikacza od wina i żeby coraz cęściej po wino
          sięgali. I tu może pomóc zgrabna i sympatyczna i co najważniejsze fachowa winna
          publicystyka.
          I jeszcze słowo do anjos. Parafrazując klasyka polskiego kina sensacyjnego
          spytam : "co Ty q... wiesz o Pucku?" Moze tam są wsybitni , bogaci znawcy.
          Pisanie,że w Pucku na pewno ludzie nie mają pieniędzy i generalnie g wiedzą o
          świecie wpisuje się znakomicie w styl Polakazzachodu. Ubermenschen
          absolutni. "Co wy tam w tej Polsce wiecie". Wez troche na wstrzymanie, hm?
          • ducale Re: białe/czarne i troche kolorow 09.06.05, 09:23
            Z uwagą przeczytałem GP Twój manifest i od razu sam siebie zapytałem co to
            zmieni? Nic absolutnie nic, zycie będzie się toczylo dalej ,będą następować
            kolejne fuzje ,wyjdzie z opóźnieniem kolejny MW etc...Jesteśmy raczkującym
            rynkiem winiarskim ,ciągle na dorobku,gdzie wino wciąż jest dobrem luksusowym (
            vide post Pawla o zdziwieniu Francuzów) i to są tego konsekwencje.Niektórzy już
            posiadli „tajemną wiedzę” i racja mogą być postrzegani jak kapłani w okresie
            średniowiecza ,celebrujący mszę po łacinie do analfabetycznego ludu. Ale nasz
            rynek winiarski jest pełen perspektyw i jestem święcie przekonany iż jest to
            kwestia czasu ,przybywają nowi importerzy ,jest większy wybór wina ,nowe
            sklepy ,powstają czasopisma,,popatrz GP z perspektywy ostatnich 5 lat jak
            pozytywnie zmienia się odbiór wina w Polsce i jego świadomość , edukacja
            trwa ,cierpliwości
            pozdrawiam
            ps. Swoją drogą zbyt mało jest piszących o winie w Polsce, czyżby na barkach
            paru osób miała spoczywać cala edukacja
        • alda40 Re: brawo GP, wreszcie ..... 09.06.05, 09:49
          > ps. Swoją drogą zbyt mało jest piszących o winie w Polsce, czyżby na barkach
          paru osób miała spoczywać cala edukacja<

          a tych kilko co pisza jest i tak wyszydzana przez "znawcow", czyli edukacja
          sprowadza sie do ZERA
          tu na tym forum, ktos juz dawno o tym wspominal ale byl wyszydzony ........
      • saltimbocca Re: "Popularyzacja" wina w Polsce. :-( 09.06.05, 09:45
        Pisząc z punktu widzenia kogoś, kto wino lubi, ba! zaraził się tą pasją mam
        nadzieję na dobre (oby bez popadania w jej zgubne skutki), powiedziałbym
        raczej, że jeśli przyjąć, że zagrożeniem dla popularyzacji wina jest jego
        mitologizowanie oraz nadmierna poetyzacja, to w równym stopniu trzeba mieć
        świadomość negatywnego oddziaływania drugiego bieguna, który ja określiłbym
        jako "matematyzacja", czyli poruszanie się w świecie 100-punktowym, operowanie
        tak bogatą paletą zapachów i smaków, która dla takiego "przeciętniaka" jak ja
        już wydaje się onieśmielająca, a co dopiero dla zwykłego "zjadacza chleba",
        który chciałby się może przerzucić z "czerwonego półsłodkiego" na może bardziej
        wytrawne. Myślę jednak z drugiej strony, że o ile ta "matematyka" jest
        potrzebna, bo służy informacji, a ta powinna być precyzyjna i profesjonalna, to
        jednak górnolotne felietony też czynią wiele dobrego, zarówno pasjonatom,
        którzy chętnie poczują smak wina w słowie pisanym, jak i zwykłym ludziom,
        którzy zdadzą sobie sprawę, że wino to nie tylko Sophia, ale inny, wcale
        nieodległy, świat, z feerią nowych doznań. Lubię wino, zwłaszcza w połączeniu z
        dobrym towarzystwem i jazzem, ale boję się tak naprawdę jednego - snobizmu, ale
        nie ma go ani w felietonach, ani na tym forum (choć czasami może ciężko
        odróżnić profesjonalizm od nadęcia:) ), ani - pardonnez-moi l'exemple - w
        naturalnej fascynacji winem Marka Kondrata, dla którego wino to przyjaciele, to
        kobieta, to podróże, itd, itp. I o to chodzi!:) Pozdrawiam
      • stas_75 Re: "Popularyzacja" wina w Polsce. :-( 09.06.05, 10:56
        Nie bede odkrywczy, ale ... prawda lezy jak zwykle gdzies po srodku. Nie sposob
        przyznac Ci Giorgio troche racji. Z drugiej strony kazdy pasjonat, hobbysta ma
        sklonnosci do idealizowania przedmiotu swojego zainteresowania i ... bardzo
        dobrze! Jezeli znajdujemy w winie przyjemnosc to niech to bedzie tez mistycyzm,
        nutka tajemnicy czy cokolwiek innego co sprawia, ze to wlasnie WINO jest czyms
        wyjatkowym i w naszych oczach czyni nas tez wyjatkowymi.
        Reasumujac, najlepszy jest "zloty srodek" lub bardziej potocznie: "dla kazdego
        cos milego" ;-)
        Mysle, ze jest to dosyc optymistyczne przeslanie i dlatego w czesci
        dotyczacej "czarnowidztwa" nie moge sie z Toba Giorgio zgodzic.

        Pozdrawiam, S.
      • Gość: biglo Re: "Popularyzacja" wina w Polsce. :-( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.05, 11:47
        Witam.
        Zgadzam się tylko z pierwszą częścią Pana wypowiedzi - dotyczącą doznań osób
        pijących wino. Jeden kupi butelkę wina, zapije nim ugotowany przez żonę obiad i
        pójdzie oglądać telewizję albo czytać gazetę, a drugi otworzy tą samą butelkę,
        usiądzie w rattanowym fotelu na terasie i patrząc na zachód słońca nad jeziorem
        będzie doznawał ekstazy. To zależy od charakteru i może świadomego wyboru
        pijącego.
        Ale jeśli chodzi o część dotyczącą cytuję "Bożole Niuwo", to szczerze mówiąc w
        telewizji raczej było to przedstawiane jako całonocna wesoła impreza we
        Francji, a korespondenci z tegoż kraju nie nadawali z restauracji w Hiltonie
        tylko z ulicy, a że byli ładnie ubrani to chyba wynika z charakteru ich pracy.
        A wypowiedzi dziennikarzy i korespondencji dotyczące walorów smakowych
        zeszłorocznego "Bożole" sprowadzały się do jednego słowa: "kwas...", które na
        tym forum zostało zresztą potwierdzone.
        Co do Magazynu Wino to mi sie akurat podoba i bedę go czytać. I chyba należy to
        traktować jako czasopismo hobbystyczne faktycznie, a dla branżowców są inne,
        nie wiem, może "Rynki Alkoholowe" czy cos takiego...

        Pozdrawiam.

        P.S. W napoju, który posiada tradycje picia od kilku tysięcy lat nie może nie
        być nic mistycznego chyba.
      • Gość: docg edukacja IP: 212.160.147.* 09.06.05, 12:12
        na pewno jest faktem że jako społeczeństwo jesteśmy winnymi analfabetami (albo
        prawie). Jak ludzie czegoś się mogą nauczyć o winie? - po pierwsze czytając o
        nim, ale zauważ, że poza regularnym Bieńczykiem w Przekroju, w innych gazetach
        (lub czasopismach) nie ma nic poza paroma głupawymi przypadkowymi artykulikami
        w Playboyu, i takich tam. Nawet w gazetach kulinarnych (Kuchnia) wino pojawia
        się sporadycznie, ostatnio rzadziej niż kiedyś. Felietony tpb w radio PIN
        zostały wycofane z internetu. Bońkowski pisał w City - City padło - nie ma nic.
        Może to jest skutek ustawy o wychowaniu w trzeźwości, nie wiem. W każdym razie
        nie ma co krytykować Bieńczyka, bo ma styl jaki ma (mi odpowiada, nawet
        bardzo), tylko raczej media, które nie potrafią zaprosić jeszcze kilku winnych
        autorów i dać im choćby skrawka miejsca na cotygodniowy felieton.
        Drugim sposobem edukacji jest po prostu picie wina, i z tym jest słabo moim
        zdaniem ze względu na ofertę rynku. Nie chcę znowy wywoływać dyskusji o cenach
        i czyja to wina, że są wysokie, ale rozmawiam z ludźmi i jest sporo osób, które
        są przekonane do wina i pomimo wysokich cen próbują coś tam kupować, ale sami
        wiecie, na co można trafić w przedziale do 20-25 zł bez odpowiedniego
        rozeznania. No więc ci dzielni pionierzy mają ciagłe poczucie, że ktoś ich
        oszukuje. Ja nie wiem, kto to ma zrobić, ale nie będzie dobrze, dopóki nie
        będzie na polskim rynku szerokiej oferty porządnych, tanich win. Amen
        • Gość: paero123 Re: edukacja IP: *.crowley.pl 09.06.05, 13:20
          A moze te artykuly, rubryki nie sa po prostu poczytne? Za trudne, za dziwaczne,
          nie trafiaja do potencjalnego czytelnika? Moze dana gazeta, radio, stacja TV
          robia jakies badania i wynika z nich, ze ludzie chetnie poczytaja, uslysza,
          obejrza co innego a nie akutat o winie? Moze ludzie nie maja (nie odkryli?) w
          sobie potrzeby innego traktowania wina niz zastosowanie dodatku do dan, imprez,
          randek, spotkan towarzyskich czy sluzbowych? I nie ma co sie silic
          na "nawracanie"? Moze nacisk powinien byc wlasnie kladziony na zmiane
          przyzwyczajen alkoholowych Polakow poprzez szczegolna troske o b.dobry
          asortyment wlasnie tej półki o ktorej wspomnial docg? Bez min i pulapek.
          Czyli "nowy" siega i jest zadowolony, smakuje mu; jak juz sie uzalezni (bez
          pejoratywnych skojarzen) to bedzie siegal nie tylko regularnie ale i zapewne
          wyzej, w rejony drozszych win... I moze tez wtedy bedzie chcial o tym poczytac,
          posluchac?
          • alda40 Re: edukacja 09.06.05, 14:49
            > Moze ludzie nie maja (nie odkryli?) w sobie potrzeby innego traktowania wina
            niz zastosowanie dodatku do dan <

            to znaczy, ze ci co pijaja wina do dan, nawet te za wysoka cene, nie odkryli w
            sobie milosci do wina ?
            mnie uczono od samego poczatku, kiedy sie z winem spotkalam pic wino wlasnie
            dan !!!
                  • speedygonzales Re: edukacja 10.06.05, 09:09
                    Z ciekawości sięgnałem po Przekrój żeby jeszcze raz przyjrzec się felietonom
                    Marka Bieńczyka. Muszę przyznać że faktycznie czasami jest trudno połapać się o
                    co w nich chodzi natomiast nie demoniziwałbym aż tak bardzo stylu zwanego przez
                    niektórych "grafomanią" może juz jeśli miałbym coś zarzucać to spotkałem się w
                    dwóch egzemplarzach z etykietami win z krótkim podpisem na dole,o których w
                    ogóle nie było mowy w artykule. Typu raz była jakaś etykieta z Francji a
                    artykuł był o winach z innego kraju itd.
                    Zacząłem czytać Magazym Wino i tu też troszkę zdziwiony jestem że na wina tzw.
                    średnie 82-85pkt poświęca się czasami 1 linijkę. One są chyba najczęściej w
                    przedziale cenowym do 60 pln i nie ukrywam że jest to mój pułap którego raczej
                    nie moge przekroczyć.
                    Owszem pięknie się czyta opisy do różnych gigantów Vega Sicilia, Gaia, Petrus
                    itd. ale ile razy w życiu bedę miał możliwość pić te wina?
                    Będąc w HIszpanii czy w Italii zapewne częściej ale to temat który tu już
                    wałkowano.
                    Dla prostego pijącego potrebna jest większa ilość informacji o winach które
                    regularnie kupuje, owszem moga być przesączone poezją i pompą ale bez tego
                    ciężko bedzie zachęcać ludzi do picia wina jako trunku codziennego użytku.
                    Powiem szczerze że gdyby nie dwójka winiarzy (właścicieli sklepów winiarskich)
                    nie spróbowałbym wielu ciekawych pozycji i nie za jakieś gigantyczne
                    pieniądze... to co chyba DEO powiedział za 25-35 pln mozna znaleźć już ciekawe
                    rzeczy - tylko że trzeba wiedzieć które...
      • wino.club Re: "Popularyzacja" wina w Polsce. :-( 09.06.05, 15:03
        giorgio_primo napisał:

        > Od bardzo wielu lat piję i interesuję się winem. Od kilku zaś lat wino stało
        > się nie tylko pasją, ale i pracą.
        >
        > Jeszcze kilka lat temu miałem możliwość rozmawiać o winie tylko z pasjonatami
        > wina podobnymi do mnie. Teraz jest inaczej, bo osób pijących wino znam coraz
        > więcej i więcej, a większość z nich to "normalni", "zwykli" ludzie którzy
        > lubią wino i ono im smakuje. Chcą je pić, ale nie muszą natychmiast doznawać
        > głęboko metafizycznych przeżyć w związku z tym.
        >
        > Coraz bardziej jestem zdziwiony i z lekka przerażony tym co nazywa się
        > szumnie "popularyzacją" kultury wina w Polsce.
        >
        > Szanuję wszystkich, którzy mają odwagę wypowiadać się publicznie czy też
        > potrafią pięknie pisać książki, felietony czy reportaże dotyczące wina.
        > Podziwiam ich, bo mają zdolność ujmowania myśli w słowa, co nie każdemu
        > przychodzi łatwo.
        >
        > Rozmawiam jednak z setkami ludzi i z coraz większym przekonaniem dochodzę do
        > wniosku, że ta droga nie prowadzi do celu, jeśli ktoś naprawdę chce cokolwiek
        > zrobić dla popularności dobrych win w Polsce.
        >
        > Praktycznie obojętnie w jakim kontekście pojawia się wino w mediach
        > (obojętnie czy specjalistycznych czy "ogólnych") ukazywane jest nieodmiennie
        > jako coś z najróżniejszych powodów niedostępnego dla przeciętnego Polaka.
        >
        > Jeśli co roku widzimy wyfraczoną stołeczną elitę przy okazji "Bożole Niuwo"
        > cmokającą z nad kieliszków w Wiadomościach lub TVN24, snującą mistyczne
        > treści przy pomocy mało zrozumiałych słów, to jaki sygnał otrzymuje młody
        > człowiek pijający na codzień piwo? ...którego może i na wino stać będzie już
        > niebawem, ale czy ta otoczka i bufonada stanie mu się bliska?
        >
        > Co mniej "wyrobiony winiarsko" czytelnik felietonów Pana Marka Bieńczyka
        > dowie się o winie? Że jest wielka "magia", "mistyka", że życia nie starczy i
        > pieniędzy na rozeznanie się choć trochę w tej materii. Że trzeba mieć
        > rozległe i dobre kontakty wśród środowisk zupełnie mu obcych. Generalnie, że
        > jest bardzo trudno i właściwie nie wiadomo po co. Przecież Ci co już "złapali
        > bakcyla" nie zasilą szeregów winnego lobby! Ci co go nie mają, nie rozumieją
        > z tego nic. Są wystraszeni.
        >
        > O Magazynie Wino już tyle tu napisane zostało, że właściwie nie ma już niemal
        > więcej do dodania, choć przypomnę że wciąż nie mogę zrozumieć dla kogo jest
        > ten periodyk? Wielokrotnie widziałem go w rękach osób, które nie są dotknięte
        > naszą pasją. Są znudzone po przeczytaniu kolejnego numeru nieprzystępnością
        > wina bardzej niż przed próbami lektury MW. Inne rezygnują przed rozpoczęciem
        > czytania, po pobieżnym kartkowaniu. Jeśli MW nie ma być "branżowy", to język
        > i sposób pisania o winie jest zupełnie nieprzystępny. Dla "branżowców",
        > źródeł alternatywnej wiedzy jest tyle, że chyba nie dla nich stworzono to
        > pionierskie wydawnictwo.
        >
        > Piszę o tym, bo nie mogę zrozumieć dlaczego nikt w Polsce nie potrafi
        > przemawiać "ludzkim" językiem o winie. Sytuacja jest obecnie taka, że Ci
        > którzy przez taką "popularyzację" przebrną i wytrwają, mają w sobie tak
        > wielką determinację, że nikt w ich pasji winnej nie musi ich wspomagać. Na
        > całą resztę to co się dzieje działa zupełnie odwrotnie. Są ze wszystkich
        > mediów od wina odtrącani jego fałszywym wizerunkiem "intelektualności"
        > i "elitarności". Wizerunkiem czegoś zupełnie niedostępnego dla nich. Zbyt
        > trudnego i skomplikowanego.
        >
        >
        > Dobranoc Państwu. Idę na wino.
        >
        Wtam
        Może dałby Pan zaprosić się do rozmowy na ten temat do klubu. dziś o godzinie 20
      • miszka44 Re: "Popularyzacja" wina w Polsce. :-( 10.06.05, 12:08
        Giorgio, dzięki za zainicjowanie ciekawej dyskusji. I to jeszcze - co regułą
        niestety nie jest - na poziomie, bez idiotyzmów rodem z Helsingoru ;-)

        Mały kamyczek: podpisuję się pod uwagami pod adresem MW. Ale jest jedno "ale" -
        nie ma innego sensownego tytułu, który opisywałby polski rynek. Że nieudolnie?
        Zgoda, ale Decanter czy WS dla mnie - amatora zakochanego w winie, który na
        zawodostwo chwilowo raczej nie przejdzie :-) - są zbyt odległe. Co mi po ofercie
        angielskiego Tesco, jak w warszawskim znajdę głównie Sofię?
        A Bieńczyka lubię. Za styl, za język, za miłość do wina, która wyziera z każdego
        słowa. To chyba trochę jak z samochodami (piszę chyba, bo temat mi ideowo obcy)
        - jeździ sobie człeczyna fiacikiem, ale lubi o porszaku poczytać.

        Pzdr
        M44
        • holita Re: "Popularyzacja" wina w Polsce. :-( 10.06.05, 13:53
          Ja Bienczyka jakby automatycznie (podswiadomie) wylaczam z dyskusji "o
          napuszeniu", bo uwazam go bardziej za pisarza niz za dziennikarza. Uwielbiam
          jego felietony, styl i pasje wina, jaka przekazuje. Poetycki (i bardzo
          swobodny) styl Bienczyka do felietonow pasuje wybornie, natomiast nie zawsze
          chyba bedzie odpowiedni w innych sytuacjach, zwlaszcza, jesli probuja go
          podrobic kiepscy imitatorzy (od razu uprzedzam, ze nie mam na mysli NIKOGO
          konkretnego!).
          My, "zwykli" czytelnicy, mamy duzo szczescia, bo Bienczyk jest swietnym
          pisarzem, fenomenalnym tlumaczem i na dodatek lubi wino - to wyjatkowy kupaz,
          absolutnie nie do podrobienia!
            • giorgio_primo Nadal jestem zdziwiony... 10.06.05, 17:08
              Jestem tym zdziwiony, że niewiele osób zrozumiało co napisałem.

              Nigdzie nie "atakuję" Pana Marka, bo jego pisarstwo i język mi odpowiada.
              Napisałem o felietonach w Przekroju, które w gazecie kupowanej obecnie dla
              oglądania dwugłowych koni i pourywanych kończyn ludzkich po wybuchu kolejnej
              bomby gdzieś na Bliskim Wschodzie, są raczej niezrozumiałe. To że uczesnikom
              tego forum (w tym także mnie) one się podobają i są rozumiane, wątpliwości
              raczej nie mam. Tyle, że są w internecie i dla felietonu MB kupowanie qusi
              tabloidu ze znikomą ilością treści jest według mnie dziwne. Ktoś jednak ten
              Przekrój kupuje i natrafia na te felietony. Ja twierdzę, że wiem co gro z tych
              kupujących Przekrój czuje, kiedy przypadkiem spróbuje przeczytać felieton MB.

              Mogłem się jednak reakcji podobnej na forum spodziewać, bo w Polsce nawet
              swoich małych, prywatnych "świętości" nawet nie tyle że szargać nie można, ale
              najlepiej wogóle ich nie "dotykać".

              "Bożole" w polskim TV jest zawsze takie same. Z zagranicy fotki "luźnych"
              gości, lekko podpitych, do tego czasem jakiś komentarz ekonomiczny. Z Polski
              nieodmiennie to samo:
              - warszawcy yuppies w jakimś potwornym miejscu typu Champions w Marriocie
              blubrający "mądrości" o winie w przerwach pomiędzy porównywanie służbowych aut
              oraz nowych "komórek".
              - oraz wyfraczona "bohema" z "elitą" w tle, okraszona mówiącym "ekspertem".
              Najlepiej sprawdza się typ "mędrca" używanego w dowolnych tematach, modelowy
              jest tu Pan Hanuszkiewicz.

              Porównywanie wina do tak zwanej muzyki poważnej jest moim zdaniem poważnym
              błędem, wynikającym dokładnie z tego, co chciałem zasygnalizować w tym wątku. .
              Pełna sala koncertowa w wielomilionowej stolicy dużego państwa europejskiego,
              raczej nie dowodzi "niezwykłej" popularności. Wystrczy że jakiś znany
              skrzypek "poważny" zrobi sibie na głowie "irokeza" i zatrudni rockową sekcję
              rymiczną a "melomani" gotowi są zapełnić stadiony. Pomijając jednak tłok w sali
              filharmonii, który co najwyżej może dowieść że sala jest za mała a koncerty
              zbyt sporadycznie, pojawia się fundamentalna różnica między winem a "muzyką
              poważną":

              "Muzyka poważna", to od początku jej istnienia, wytwór kultury znanej
              powszechnie jako "wysoka", co w praktyce oznacza jej kolebkę w kręgach
              skrajnych elit zarówno intelektualnych, rządzących (na ziemi lub "w niebie")
              jak i finansowych. To że są przypadki inne? Owszem są, ale bez szeroko pojętego
              mecenatu tych samych elit skazani by byli na niebyt.

              Tymczasem wino, to napój alkoholowy wytwarzany w swojej lwiej części przez
              zaawansowane technologicznie zakłady przetwórstwa rolno-spożywczego w różnych
              skalach. Od rodzinno-miniaturowej gdzie często winiarz z synem o muzyce
              poważnej i literaturze to tylko gdzieś w telewizji słyszał i szybko przełączył
              program, po skalę kolosów gdzie pracownicy przychodzą do pracy w systemie
              zmianowym, a szefa marketingu ich zakładu pracy widują raz do roku na zebraniu
              motywacyjnym. Że są wyjątki? Pewnie, że są! Tylko nadal nie zmienia to tego, że
              jeśli z jakąkolwiek muzyką (której nie wytworzyły miejskie elity intelektualne)
              wino ma łączność, to ewentualnie z ludową w swoim wydaniu bynajmiej nie
              festiwalowo-folkowym, a z tą która wciąż jest grana i słuchana przez prostych
              ludzi. W Polsce zastępuje ją w dużym stopniu disco-polo a także hipho-polo. Nie
              inaczej jest w innych krajach.

              "Pewne wina mogą podlegać analizie porównywalnej z krytyką sztuki. Czy jednak
              krytyka sztuki odstrasza od sztuki?"

              Pewne mogą, ale większość win na świecie raczej nie. W Polsce, wygląda na to,
              że chyba wszystkie wina w MW analizowane są wzorem egzegezy Talmudu, a używany
              do tego język przypomina mi napisaną po niemicku instrukcję do
              górnowrzecionowej, wysokoobrotowej frezarki z głowicą rewolerową.

              Otóż krytyka od sztuki odstrasza. Czasem, i znane są takie wypadki w historii,
              ze skutkiem tragicznym. Zła recenzja napisana przez "szanowanego eksperta"
              może "zdjąć" sztukę ze sceny czy obraz ze ściany galerii z łatwością. Historia
              sztuki usiana jest takimi wypadkami odkrywanych po latach arcydzieł uznanych za
              złe przez krytykę kiedy powstawały. Podobnie jak krytycy sztuki, wielu z
              piszących o winie staje przed pokusą ferowania wyroków, dodatkowo akurat w
              Polsce wszyscy oni działają na poletku które dopiero co zaczęli malutkimi
              krokami poznawać.

              I dalej...

              W poznańskich "barach piwnych", obojętnie jakie przystępne lub nie, są ceny (od
              4 zł do 7 zł za pół litra Żywca "z kija", na Starówce), też jest zawsze pełno.
              W "barach winnych" z cenami o jakich się w Warszawie nawet nie śniło (zwykle
              taniej niż w sklepie w Warszawie), nie ma nikogo. Kiedy miarą warszawską
              przestanie się mierzyć cały kraj? To nigdy nie działało i nie działa a
              przyczyny są tak oczywiste, że nie warto o tym pisać.

              Chciałem zasygnalizować kompletny brak równowagi w tym co się dzieje w
              pisarstwie "winnym" w Polsce. Miejsce do tego chyba wybrałem złe, bo tu na
              forum też mamy niemal tylko jedno "lobby" i zrozumienie znaleźć trudno. W
              mediach, oprócz kompletnych ignorantów, jest reprezentowana tylko jedna
              strona "mistyczno-analityczna", druga albo nie istnieje, albo jest dla mnie
              nikłym marginesem.
                • giorgio_primo Dzięki... 11.06.05, 12:14
                  Dziękuję... zarumieniłem się ;-)

                  Przy okazji chcę podziękować wszystkim, którzy po tych moich "wyczynach"
                  epistolograficznych napisali do mnie e-maile z samymi miłymi słowami.

                  Głupio mi się zrobiło, ale cieszę się, że nie tylko ja podobnie myślę.

                  Mimo tego postaram się już nie formułować tak długich wypowiedzi. ;-P
              • pawelpp Odpowiedź dla Giorgia 11.06.05, 18:51
                giorgio_primo napisał:

                > Porównywanie wina do tak zwanej muzyki poważnej jest moim zdaniem poważnym
                > błędem, wynikającym dokładnie z tego, co chciałem zasygnalizować w tym
                > wątku. Pełna sala koncertowa w wielomilionowej stolicy dużego państwa
                > europejskiego,
                > raczej nie dowodzi "niezwykłej" popularności. Wystrczy że jakiś znany
                > skrzypek "poważny" zrobi sibie na głowie "irokeza" i zatrudni rockową sekcję
                > rymiczną a "melomani" gotowi są zapełnić stadiony. Pomijając jednak tłok w
                > sali
                > filharmonii, który co najwyżej może dowieść że sala jest za mała a koncerty
                > zbyt sporadycznie, pojawia się fundamentalna różnica między winem a "muzyką
                > poważną".
                Frekwencja jest pełna nie tylko na koncertach takiego showmana Nigela
                Kennedy’ego, ale na prawie każdym piątkowym i sobotnim koncercie warszawskiej
                filharmonii.
                Nie ma oczywiście dokładnej analogii między muzyką poważną (nie wiem, dlaczego
                w cudzysłowie) a winem. Chodziło mi tylko o to, ze programy koncertów, które
                publiczność dostaje do ręki, są pisane językiem dla większości niezrozumiałym.
                Język programów nie wpływa na frekwencję na koncertach. Podobnie hermetycznym
                stylem pisze się czasem o winie (nie zawsze zresztą). I to moim zdaniem nie
                oddziałuje negatywnie na odbiorców wina. Po prostu nie wszyscy to czytają. To
                jest analogia, o którą mi chodziło.

                > "Muzyka poważna", to od początku jej istnienia, wytwór kultury znanej
                > powszechnie jako "wysoka", co w praktyce oznacza jej kolebkę w kręgach
                > skrajnych elit zarówno intelektualnych, rządzących (na ziemi lub "w niebie")
                > jak i finansowych. To że są przypadki inne? Owszem są, ale bez szeroko
                > pojętego mecenatu tych samych elit
                > skazani by byli na niebyt.
                Paradoksalnie jest tutaj podobieństwo, bo te bardzo nieliczne wina, z
                najdroższej półki (co nie znaczy jedynie najlepszej), nie utrzymałyby swego
                statusu bez popytu ze strony finansowych elit tego świata. Tylko że nie ma
                problemu ze „sponsorowaniem” Petrusa, Le Pin, czy DRC, bo zainteresowanie
                przewyższa podaż i winduje ceny. Może dlatego, że te wina są najdroższe. I będą
                jeszcze droższe.


                > "Pewne wina mogą podlegać analizie porównywalnej z krytyką sztuki.”
                > Pewne mogą, ale większość win na świecie raczej nie.
                Zdecydowana większość (sądząc ilościowo) takiej refleksji nie potrzebuje. Ale
                niektóre się aż o nią proszą.

                > W Polsce, wygląda na to, że chyba wszystkie wina w MW analizowane są wzorem
                > egzegezy Talmudu, a
                > używany do tego język przypomina mi napisaną po niemicku instrukcję do
                > górnowrzecionowej,
                > wysokoobrotowej frezarki z głowicą rewolerową.
                Przeciętny konsument wina w Polsce potrzebuje rzeczywiście przystępnie
                napisanych recenzji, z których dowiedziałby się, co ma kupić na określoną
                okazję, w dostępnym dla niego przedziale cenowym, a niekoniecznie, czy wino
                smakuje śliwką i czy ma kręgosłup kwasowy. Ale nie czyta Magazynu Wino i raczej
                czytać nie będzie. Mógłby się czegoś dowiedzieć z bardziej masowego medium np.
                z Gazety Wyborczej, czy z jakiegoś miesięcznika kobiecego. Były kiedyś w GW
                recenzje pióra Roberta Sołtyka, ale niestety zniknęły.

                > „Czy jednak krytyka sztuki odstrasza od sztuki?"
                > Otóż krytyka od sztuki odstrasza. Czasem, i znane są takie wypadki w
                > historii,
                > ze skutkiem tragicznym. Zła recenzja napisana przez "szanowanego eksperta"
                > może "zdjąć" sztukę ze sceny czy obraz ze ściany galerii z łatwością.
                > Historia
                > sztuki usiana jest takimi wypadkami odkrywanych po latach arcydzieł uznanych
                > za
                > złe przez krytykę kiedy powstawały. Podobnie jak krytycy sztuki, wielu z
                > piszących o winie staje przed pokusą ferowania wyroków, dodatkowo akurat w
                > Polsce wszyscy oni działają na poletku które dopiero co zaczęli malutkimi
                > krokami poznawać.
                Krytycy wyśmiewali onegdaj wiele dzieł uznanych przez potomnych za wybitne.
                Wino opisuje się czasem w podobny sposób. Parker może umieścić kilka cierpkich
                zdań w swoim Wine Advocate i popyt na negatywnie ocenione wino natychmiast
                spada. Ale z drugiej strony patrząc, entuzjastycznie ocenieni winiarze mogą
                liczyć na komercyjny sukces.
                Napisałeś tu o krytyce negatywnej, a nie o krytyce wina jako takiej. Uprawianie
                przez piszących w różnych mediach, włączając Internet, aktywności, którą można
                określić jako krytyka wina, nie powinno odstraszać odbiorców wina, jeśli nie
                jest to pochopne ferowanie wyroków przez zupełnych dyletantów. Język zbyt
                ezoteryczny i przyciężki zniechęca wielu czytelników do lektury, którą
                przerywają w połowie tekstu :-) Recenzje takie nie są z istoty przeznaczone dla
                masowego odbiorcy.
                Nie ma takiego zjawiska, żeby ludzie nie kupowali w ogóle wina jakościowego
                tylko dlatego, że jakiś nadęty piszący znudził ich, a przynajmniej nie
                zaciekawił swoją pisaniną i dlatego że o winie się zbyt często tak pisze.

                > Chciałem zasygnalizować kompletny brak równowagi w tym co się dzieje w
                > pisarstwie "winnym" w Polsce. Miejsce do tego chyba wybrałem złe, bo tu na
                > forum też mamy niemal tylko jedno "lobby" i zrozumienie znaleźć trudno. W
                > mediach, oprócz kompletnych ignorantów, jest reprezentowana tylko jedna
                > strona "mistyczno-analityczna", druga albo nie istnieje, albo jest dla mnie
                > nikłym marginesem.
                Masz rację, Giorgio, ze równowagi nie ma. Przydałoby się bardziej przystępne
                pisarstwo o winie, w szerzej dostępnych mediach.
                Zresztą to prawda, że w dziedzinie tej wszyscy musimy się jeszcze dużo nauczyć.

                > Kiedy miarą warszawską
                > przestanie się mierzyć cały kraj? To nigdy nie działało i nie działa a
                > przyczyny są tak oczywiste, że nie warto o tym pisać.
                Giorgio, ja piszę o realiach warszawskich po prostu dlatego, że w Poznaniu w
                życiu nie byłem. Z racji swojego zawodu, który ma charakter ściśle lokalny,
                raczej przebywam w Warszawie, jak Immanuel Kant w Królewcu :-)

                ---
                Serdecznie pozdrawiam z „Królewca”.
                Bynajmniej nie znad kufla piwa Królewskiego, tylko znad kieliszka surowej
                piękności Felsiny Berardenga 2001.
                • giorgio_primo Re: Odpowiedź dla Giorgia 14.06.05, 17:11
                  pawelpp napisał:

                  > Frekwencja jest pełna nie tylko na koncertach takiego showmana Nigela
                  > Kennedy’ego, ale na prawie każdym piątkowym i sobotnim koncercie warszaws
                  > kiej
                  > filharmonii.

                  OK. Tylko jaki to ma związek z językiem opisów win? "Się bo już zagubiłem".

                  > Nie ma oczywiście dokładnej analogii między muzyką poważną (nie wiem,
                  dlaczego
                  > w cudzysłowie) a winem.

                  Nie wiem dlaczego taki podział po prostu. "Poważna" versus "niepoważna"?
                  Wiedeńskie walce, to która z nich?

                  > Chodziło mi tylko o to, ze programy koncertów, które
                  > publiczność dostaje do ręki, są pisane językiem dla większości
                  > niezrozumiałym.
                  > Język programów nie wpływa na frekwencję na koncertach.

                  A skąd taka wiedza? Może gdyby wzorem pewnego programu o muzyce (BBC chyba), o
                  tej muzyce napisali "po ludzku", to ta frekwencja była by tak samo duża jak
                  piszesz w całej Polsce.

                  > Podobnie hermetycznym
                  > stylem pisze się czasem o winie (nie zawsze zresztą). I to moim zdaniem nie
                  > oddziałuje negatywnie na odbiorców wina. Po prostu nie wszyscy to czytają. To
                  > jest analogia, o którą mi chodziło.

                  Tylko że tego nie wiemy, ponieważ pisze się jak narazie niemal tylko tym
                  hermetycznym stylem, więc skąd taki wniosek?

                  > Paradoksalnie jest tutaj podobieństwo, bo te bardzo nieliczne wina, z
                  > najdroższej półki (co nie znaczy jedynie najlepszej), nie utrzymałyby swego
                  > statusu bez popytu ze strony finansowych elit tego świata. Tylko że nie ma
                  > problemu ze „sponsorowaniem” Petrusa, Le Pin, czy DRC, bo zainteres
                  > owanie
                  > przewyższa podaż i winduje ceny. Może dlatego, że te wina są najdroższe. I
                  będą
                  >
                  > jeszcze droższe.

                  Nie widzę związku z tym co ja rozumiem pod pojęciem "popularyzacja". Do głowy
                  by mi nie przyszło "popularyzować" Le Pin.

                  > Zdecydowana większość (sądząc ilościowo) takiej refleksji nie potrzebuje. Ale
                  > niektóre się aż o nią proszą.

                  Więc niech te taką refleksję otrzymują. Inne niech otrzymają ludzki wymiar.

                  > Przeciętny konsument wina w Polsce potrzebuje rzeczywiście przystępnie
                  > napisanych recenzji, z których dowiedziałby się, co ma kupić na określoną
                  > okazję, w dostępnym dla niego przedziale cenowym, a niekoniecznie, czy wino
                  > smakuje śliwką i czy ma kręgosłup kwasowy. Ale nie czyta Magazynu Wino i
                  raczej
                  >
                  > czytać nie będzie. Mógłby się czegoś dowiedzieć z bardziej masowego medium
                  np.
                  > z Gazety Wyborczej, czy z jakiegoś miesięcznika kobiecego. Były kiedyś w GW
                  > recenzje pióra Roberta Sołtyka, ale niestety zniknęły.

                  Zniknęły, bo nie trafiały do czytelników tych tytułów. Takie są prawa rynku.
                  Gdyby ktoś o winie pisał "dla ludzi" i do tego prosto i mądrze, to redakcje
                  tych wysokonakładowych tytułów nie usunęłyby wina ze swoich łamów.

                  > Krytycy wyśmiewali onegdaj wiele dzieł uznanych przez potomnych za wybitne.
                  > Wino opisuje się czasem w podobny sposób. Parker może umieścić kilka
                  cierpkich
                  > zdań w swoim Wine Advocate i popyt na negatywnie ocenione wino natychmiast
                  > spada. Ale z drugiej strony patrząc, entuzjastycznie ocenieni winiarze mogą
                  > liczyć na komercyjny sukces.
                  > Napisałeś tu o krytyce negatywnej, a nie o krytyce wina jako takiej.
                  Uprawianie
                  >
                  > przez piszących w różnych mediach, włączając Internet, aktywności, którą
                  można
                  > określić jako krytyka wina, nie powinno odstraszać odbiorców wina, jeśli nie
                  > jest to pochopne ferowanie wyroków przez zupełnych dyletantów. Język zbyt
                  > ezoteryczny i przyciężki zniechęca wielu czytelników do lektury, którą
                  > przerywają w połowie tekstu :-) Recenzje takie nie są z istoty przeznaczone
                  dla
                  >
                  > masowego odbiorcy.

                  To może czas na takie dla "masowego". Dziwi mnie trochę, że zwrot "masowy
                  odbiorca" przybiera tutaj jakby lekko pejoratywny wydźwięk.

                  > Nie ma takiego zjawiska, żeby ludzie nie kupowali w ogóle wina jakościowego
                  > tylko dlatego, że jakiś nadęty piszący znudził ich, a przynajmniej nie
                  > zaciekawił swoją pisaniną i dlatego że o winie się zbyt często tak pisze.

                  Nie ma? Skąd to wiadomo? Naprawdę jestem ciekaw skąd taka teza. Mam inne
                  doświadczenia.

                  > Masz rację, Giorgio, ze równowagi nie ma. Przydałoby się bardziej przystępne
                  > pisarstwo o winie, w szerzej dostępnych mediach.

                  Dzięki, że do czegoś Cię przekonałem. Żeby pisać w szerzej dostępnych mediach,
                  trzeba pisać "szerzej dostępnym" stylem i językiem.

                  > Giorgio, ja piszę o realiach warszawskich po prostu dlatego, że w Poznaniu w
                  > życiu nie byłem. Z racji swojego zawodu, który ma charakter ściśle lokalny,
                  > raczej przebywam w Warszawie, jak Immanuel Kant w Królewcu :-)

                  Rozumiem, ale z tego powodu zaprezentowałeś przypadkiem dość charakterystyczną
                  dla stolicy ocenę rzeczywistości.
                    • giorgio_primo Protokół uzgodnień i rozbieżności - ciąg dalszy... 13.07.05, 12:03
                      pawelpp napisał:

                      > (...) Dyskusja zeszła na
                      > tematy niedotyczące wina ani jego popularyzacji, dlatego dajmy temu pokój :-)

                      Wróćmy na chwilkę do tematu oraz sprawy felietonów MB w Przekroju. Tak przy
                      okazji ich "zdjęcia" przez redakcję i przy okazji nowego wydania Win Europy.

                      Nie wiem czy felieton pod tytułem "Ostatnie śniadanie" (nomen omen?) był
                      ostatni, ale ten numer Przekroju miałem w ręku jako ostatni.

                      Kiedy czytałem ten tekst Pana Marka, przypomniała mi się dyskusja z tego wątku.
                      Bo jakże uznać za "ludzkie" frazy tyleż obrazowe i romantyczne, co
                      pretensjonalne:

                      (...)
                      "Więc jadłem, lecz przede wszystkim jedli naokoło, jajecznicę, sery żółte,
                      szarlotkę z cynamonem, babkę kakaową, wszystko to popijając sektem..."
                      (...)
                      "Kwartet smyczkowy wśród stolików i filiżanek, w zieleni i słońcu wiedeńskiego
                      Prateru przeciągał nuty adagia, przeplatał tony smętne znanymi melodiami belle
                      époque."
                      (...)
                      "Belle époque i fin de siécle, niedzielny poranek podobny do dzisiejszego i w
                      kawiarni cesarskiej (bo i cesarz tu bywał na śniadaniu) panie i panowie, w
                      większości już nie tak młodzi, siedzą nad kawą, muskają łyżeczkami cząsteczki
                      jabłka wymykające się z ciasta, sączą sekta."
                      (...)
                      "...na przylizanych włosach panów lśni nierówno brylantyna."
                      (...)
                      "...i teraz siedzimy w cesarskiej kawiarni w niedzielny poranek, milcząc,
                      smakując lekkie pieczenie cynamonu i wystawiając usta na słodko-kwaśny dotyk
                      sekta,..."
                      (...)
                      "...przebierałem łyżeczką wśród okruszków ciasta, patrzyłem na ludzi wokół,
                      nie, nie dało się niczego uniknąć, rytmy walca i rozpacz adagia, lecz tak musi
                      być, es muss sein."
                      (...)

                      Przypomniały mi się też publikowane bodajże w "Bibule" urocze recenzje
                      literatury okresu gierkowskiego pisane przez Stanisława Brańczaka pod
                      pseudonimem Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz. Jedna z nich, niestety
                      nie pamiętam tytułu i autora recenzowanego "dzieła", dotyczy stylu powieści
                      kryminalnej, której akcja odgrywa się w środowisku "zepsutej arystokracji
                      zachodniej". Przypomniałem sobie czytając "Ostatnie śniadanie", jak Trzymałko i
                      Dzierżankiewicz próbują sprawić sobie przyjemność próbując pisać w stylu autora
                      owej powieści. Efekt jest mniej więcej taki (właściwie nie-cytat z
                      pamięci): "Wśród kandelabrów i lampasów, w blasku kryształowych żyrandoli,
                      hrabina posuwała się dostojne w swoich gipiurach lekkim krokiem, po ozdobionym
                      sztukateriami, rokokowym ganku w stylu Ludwika XVII."

                      Zaś jeśli chodzi o nowe Wina Europy, to wspomniana przez DOCG w innym
                      wątku "banalność" wielu solidnych i smacznych win jest tylko i wyłącznie
                      postępującą utratą kontaktu autorów z tak zwaną "bazą" oraz naturalnym,
                      intelektualnym buntem przeciwko "globalizacji", "standaryzacji" i tym podobnym,
                      innym "-acjom". I ja to rozumiem, tyle że ja nie wydaję poradnika "dla ludu".
                      To, że ja pijam lub degustuję kika tysięcy win rocznie, nie oznacza że będę
                      dyskredytował win ("banalne" to określenie pejoratywne jak mniemam), które
                      choć mi się znudziły i kompletnie nie mam na nie ochoty, to trzeba je szanować
                      choćby ze względu na ich sukces wśród całkiem doświadczonych amatorów wina.
                      Zawsze pewnie już będzie tak, że osoby kompletnie zmanierowane w kwestii wina
                      (choćby takie jak ja) zachwycić winem będzie coraz trudniej a sama solidość i
                      poprawność nie wystarczy. Bodźce będą musiały być wzmacniane i triumfy święcić
                      będą wina "ekstremalne". Pod jakimś tam względem - wcale nie znaczy że drogie
                      czy ekskluzywne. Wybijające się z masy poprawności czymś wyjątkowym, choćby
                      nawet taka cecha dla przeciętnego amatora wina była kompletnie nieakceptowalna.
                      Takie zjawisko następuje na każdej dużej degustacji czy targach. Obawiam się,
                      że nie jest to do uniknięcia, ale rodzi to nieodmiennie moje wątpliwości co do
                      jakości takich ocen a co za tym idzie do popularyzatorskiego charakteru takich
                      poardników.
      • Gość: Lucjan Lis Skok nad przepaścią IP: 195.245.217.* 10.06.05, 15:58
        Witam,

        Przyznaję, że dawno nie natrafiłem na tak ciekawą i, co ważne, merytoryczną
        dyskusję. Żeby umiejscowić siebie w tematyce powiem tylko, że z winem mam
        wspólnego tyle co polityka z moralnością, czyli aspiruję, ale niewiele mam
        kontaktu. Z drugiej strony myślę, że potencjał jaki ma wino w połączeniu w
        moim, by tak rzec, estetyczno-konsumenckim potencjałem mogłyby stworzyć
        ineteresujący duet.

        Niedawno byłem na prezentacji pewnego rodzaju win. Pierwszy raz miałem okazję
        uczestniczyć w czymś takim. Uderzyły mnie dwie rzeczy. Przede wszystkim
        hermetyczność środowiska winiarskiego, jego postrzeganie, dała się tam zauważyć
        dość silnie. Boję się takich sytuacji, bo zwyczajnie czuję się nie na miejscu,
        jak uczniak podstawówki na zlocie profesorów. To był akcent niemiły. Miłe
        natomiast, i to bardzo, były doświadczenia winne tego wieczoru. Smak, zapach i
        klimat spotkania zdecydowanie mi odpowiadały. Podniebienie reagowało w sposób
        zaskakujący i przemiły. Do tego, mimo wspomnianej wyżej heremtyczności, było
        coś pociągającego z tej gadaniny o kręgosłupach wina, posmaku minerałów i
        podłożach łubkowych. Byłem zaskoczony, że nie znajduję u większości obecnych
        ani krzty snobizmu i wyniosłości, a brałem pod uwagę taką możliwość. To było
        naturalne i ludzkie zainteresowanie pewnym nietypowym fragmentem agralnej
        działalności człowieka. Pociągające.

        Refleksji po tym spotkaniu mam kilka. Tematyka winiarska może być fascynująca i
        jestem przekonany, że w sprzyjających okolicznościach mógłym się w niej zatopić
        i znaleźć w tym radość. Rozumiem ludzi, którzy tym żyją i otaczają się
        butelkami niczym okazami rzadkich motyli. Pojawia się jednak problem.

        Widzę przepaść między wtajemniczonymi, a całą resztą. Co z tego, że z wina
        zniknie nimb tajemniczości, czegoś z wyższych sfer, skoro nie idzie za tym
        edukacja. I mam na myśli zwyczajne, podstawowe zupełnie wprowadzenie w temat.
        Wiem, można zapisać się na kurs enologii etc., ale długo jeszcze będą to oferty
        dostępne dla ludzi z większą ilością gotówki. Brakuje edukacji winnej na
        poziomie między 0 a 1 (bo nie ma tradycji). Brakuje tego startu, poziom wiedzy
        i niewiedzy dzieli olbrzymia przepaść, którą niezwykle trudno przeskoczyć.
        Problemem są też ceny win w Polsce, ale to już inny, znany temat.

        Cóż, żałuję, ale pewnie jeszcze długo nie będę mógł powiedzieć z pewnością
        siebie, że znam się na szczepach, nie mając wtedy na myśli czerwonoskórych
        mieszkańców Ameryki.

        Lucjan
        • pawelpp Re: Skok nad przepaścią 10.06.05, 20:23
          Gość portalu: Lucjan Lis napisał(a):
          > Niedawno byłem na prezentacji pewnego rodzaju win. Pierwszy raz miałem okazję
          > uczestniczyć w czymś takim. Uderzyły mnie dwie rzeczy. Przede wszystkim
          > hermetyczność środowiska winiarskiego, jego postrzeganie, dała się tam
          > zauważyć dość silnie. Boję się takich sytuacji, bo zwyczajnie czuję się nie
          > na miejscu, jak uczniak podstawówki na zlocie profesorów. To był akcent
          > niemiły. Miłe natomiast, i to bardzo, były doświadczenia winne tego wieczoru.
          > Smak, zapach i klimat spotkania zdecydowanie mi odpowiadały. Podniebienie
          > reagowało w sposób zaskakujący i przemiły. Do tego, mimo wspomnianej wyżej
          > heremtyczności, było coś pociągającego z tej gadaniny o kręgosłupach wina,
          > posmaku minerałów i podłożach łubkowych. Byłem zaskoczony, że nie znajduję u
          > większości obecnych ani krzty snobizmu i wyniosłości, a brałem pod uwagę taką
          > możliwość. To było naturalne i ludzkie zainteresowanie pewnym nietypowym
          > fragmentem agralnej działalności człowieka. Pociągające.

          Pan chyba raczył zacytować fragmenty mojej wypowiedzi na wczorajszej degustacji
          win austriackich zorganizowanej przez Collegium Vini w Warszawie.
          Powiedziałbym, że w dziedzinie wina prawie wszyscy w Polsce jesteśmy
          uczniakami, niektórzy tylko trochę bardziej pilnymi.
        • edyta881 Re: Skok nad przepaścią 10.06.05, 21:55
          Jeśli jest Pan zainteresowany spotkaniami w gronie osób lubiących wino, ale nie
          związanych z branżą winiarską proszę o kontakt e-mailowy. Mam ciekawą
          propozycję.
          Mój adres: edyta881@gazeta.pl
          Pozdrawiam,
          Edyta
            • paero123 Re: Skok nad przepaścią 16.06.05, 16:18
              No i znów robi się tajemniczo, elitarnie i anty-popularyzatorsko. Rozumiem, ze
              propozycja spotkania w gronie osob lubiacych wino i pomoc w stawianiu
              pierwszych kroków jest poki co skierowana jedynie do p.LL? Jesli nie, to jestem
              również zainteresowany i bede wdzieczny za info na forum lub na adres
              paero123@gazeta.pl

              Pozdrawiam
            • giorgio_primo Wczoraj, "Panorama" TVP2... ;-) 15.06.05, 13:01
              Wczoraj w trakcie programiu informacyjnego "Panorama", w okolicach 22:15
              wyemitowany w eter został obszerny materiał dotyczący wina.

              A było to tak:

              We Francji odbyła się aukcja win z kolekcji Mitteranda. Zebrano jakąś komicznie
              małą kwotę ze sprzedaży (tego nikt nie mówił w materiale), bo jak pamiętam
              około 11000 €. Pokazano nam różne trunki, w tym jakaś pełna skrzynka "Mutona-
              Rotszylda". Było luksusowo na ekranie, wiecie Francja-elegancja, kandelabry,
              żyrandole, esy-floresy, fą-fą, czerowne dywany i wywiady z kupującymi.

              Już myślałem, że moje wyczucie polskich mediów mnie zawiedzie, kiedy na ekranie
              pojawił się... no jak myślicie kto?
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              ...pojawił się Pan Marek Kondrat w swoim sklepie z winem. A jakże! Człowiek-
              wytrych polskiego winiarstwa udzielił młodej Pani Redaktor pouczającego wykładu
              na temat tego, że należy kupować wina z tej półki (tu pokazano półkę z winami
              zupełnie innymi i od innego importera - co za "niedoróbka"!), z którymi on jest
              tak emocjonalnie związany bo są "efektem podróży". Tą reklamową mantrę, za
              pieniądze pochodzące z abonamentu finansującego TVP, Pan Marek z upodobaniem
              powtarza przy każdym pojawieniu się na wizji. Wejście ekranowe było długie jak
              na program informacyjny, ale poza rekalamą "efektów podróży", o winie jak
              zwykle nic nie było.

              Już myślałem, że to koniec. Jednak nie! W imię mojego apelu temat wina został
              potraktowany z absolutną powagą. Na wizji pojawił się Pan Piotr Kamecki z
              wyrwanym z kontekstu fragmentem prezentacji (Wina Kalifornijskie), gdzie
              skupionym nad mieszaniem wina w kieliszkach uczestnikom imprezy (o marsowych
              minach, czego wspominać nie trzeba), zakomunikował skomplikowane zdanie o
              śmiertelnej wrogości słodkich sosów i wina wytrawnego. Zresztą sensu nie
              złapałem, bo jak napisałem wyrwane to było z kontekstu. W każdym razie znowu
              znaleźliśmy się "na salonach". Po tym nastąpiła ogólna, neutralna wypowiedź
              Pana Piotra, która podobnie jak i materiał z Panem Markiem Kondratem, mogła być
              wyciągnięta z archiwum, a nie nakręcona do "news'u" o aukcji win Mitteranda.

              Idzie ku lepszemu. "Winne wejście" w Panoramie było wyraźnie dłuższe niż
              zwykle. Redaktorzy muszą popracować tylko nad znalezieniem zastępcy dla Pana
              Marka po wielu latach ciężkiej służby w mediach jako etatowy "ekspert". Mam
              nawet propozycję jak to zrobić, a poprawią się wtedy nie tylko spoty o winie:
              skasujcie redaktorzy pamięć w swoich telefonach komórkowych, to może uda się
              następnym razem trafić na kogoś innego mówiącego o ekonomii i podatkach niż
              przedstawiciela Centrum im. Adama Smitha, a Panu Markowi Kondratowi dacie
              wypocząć przy "efektach podróży".

              Mimo to uważam, że moje apele zostały częściowo wysłuchane. ;-)
              • Gość: docg kolekcja Mitteranda IP: 212.160.147.* 16.06.05, 07:52
                z tego co piszesz wynika, że w tym newsie nacisk został położony nie na wino,
                ale fakt wyprzedaży czegoś po kimś znanym (jak sukienki po księżnej Dianie).
                Metro tak pisze o tym fakcie:
                "Wdowa po prezydencie Francji Francois Mitterandzie zdecydowała sie na sprzedaż
                70 butelek wina z piwnic prezydenta. Stwierdziła, że teraz już nie ma w
                rodzinie żadnego miłośnika wina. Za butelki z piwniczek Mitteranda zapłacono
                łącznie 14,7 tys. euro"
                No wiec średnio ponad 200 euro za butelkę. Ciekawe byłyby dalsze szczegóły, np.
                ile butelek liczy cała kolekcja oraz jakie (i dlaczego akurat te) butelki
                zostały sprzedane. Na ilustracji w "metrze" jest jakaś duża butla (double
                magnum albo większa) najprawdopodobniej Ch. Lafite, ale nie wiadomo, czy to
                zdjęcie z tej aukcji czy przypadkowe
                pozdrawiam
              • bartek94 Dziś rano Radiozet... ;-) 16.06.05, 09:02
                Jadąc rano smaochodem sluchalem wywiadu pani Olejnik z prezydentem Kwaśniewskim
                podczas którego prezydent zdradzil ze przygotowuje prezent dla prezydenta
                Wałęsy w postaci dobrego czerwonego wina które będzie pasować do diety pana
                Wałęsy i tak niezgadzając się do końca wczesniej z "manifestem" GP teraz
                stwierdzam ze masz calkowitą rację to byl następny przyklad z koleji ze wino
                jest tylko dla wybranych i dla wyzszych sfer a zwyklym ludziom kojarzy sie jako
                cos malo osiągalnego no co najwyzej mozna kupic Sophie bo ta jest sprawdzona.
                Jedna rzecz mnie cieszy ze jesli wierząc danym z Newsweeka (nr23/2005 12.06.05)
                to sprzedaz wina w Polsce coraz bardziej wzrasta a wiec i spozycie w tym roku
                sprzedano 244,2 mln litrów wina w Polsce a np w Chile 277,9 mln, Australii
                415,3 mln takze idzie ku lepszemu. Optymistyczne jest również to że wzrasta
                liczba osób chcących uprawiać i produkować wino więc chyba powoli ta świadomość
                winna staje sie w Polsce coraz wyzsza ale i tak jest jeszcze duzo do zrobienia.
                pozdrawiam
                Bart
                • amsti Re: Dziś rano Radiozet... ;-) 16.06.05, 10:36
                  bartek94 napisał:

                  > to sprzedaz wina w Polsce coraz bardziej wzrasta a wiec i spozycie w tym roku
                  > sprzedano 244,2 mln litrów wina w Polsce a np w Chile 277,9 mln, Australii
                  > 415,3 mln takze idzie ku lepszemu. Optymistyczne jest również to że wzrasta
                  > liczba osób chcących uprawiać i produkować wino więc chyba powoli ta świadomość

                  Hm, ale populacja ma tu znaczenie. Poza tym oba te kraje są głownie
                  ukierunkowane na eksport, krajowe spożycie ma (zwłaszcza dla australijskich
                  wielkicj firm) mniejsze znaczenie). No i wydaje mi się (co graniczy z
                  pewnością), że u nas te miliony w sporym stopniu robi najtańsze wino i produkty
                  winopodobne.
                  Prawda jest taka, że mało komu zależy aby w Polsce spożycie wina w było większe.
                  Piwo końqruje z mocnymi trunkami.
                  A wino najlepiej przedstawić jako cuś dla wybrańców.

                  • joe_stru Reklama wina w tvn24 chodzi!!! 16.06.05, 11:27
                    Nie jestem pewien, ale to chyba pierwsza reklama telewizyjna wina w Polsce.
                    Oczywiście na zasadzie tego głupiego mrugania oczkiem. Najpierw jakaś
                    rozbawiona grupa śpiewa piosenkę w klubie. Potem jakieś panie usiłują zmieścić
                    kształtne pupy na stołku i ogólnie jest wesoło. Nie wiem jak to dokładnie leci
                    bo patrzyłem jednym okiem. Dopiero na koniec się ożywiłem bo oto na ekranie
                    pojawia się etykietka słynnego wina Carlo Rossi. Oczywiście o samym winie nic
                    nie ma, tylko zapraszają na jakiś festiwal, czy inne "znaczące wydarzenie
                    kulturalne", które chyba importer tego całego Carla organizuje. Także
                    popularyzacja idzie pełną parą. Tylko nie wiem czy taka reklama ma sens, bo
                    jeśli ktoś wina nie pije i nie kupuje , to się chyba nie zorientuje ,że tu
                    chodzi o wino. A jak się ktoś z kolei interesuje to Carla i tak nie kupi,
                    nie?:)
                    Ciekaw jestem, dlaczego piwo można reklamować a wina nie? Ale może dlatego, że
                    te różne "czary pegieerów" i "uroki sołtysa" z "zabawnymi" etykietkami to też w
                    powszechnej świadomości wina i pełno byłoby tego w tivi. Jakimś rozwiązaniem
                    byłoby zezwolić na reklamę wina z winogron i cześć. Mam takie pytanie do
                    importerów - bylbyście zainteresowani kupowaniem bardzo drogich reklam w TV??
                    pzdr.
    Inne wątki na temat:

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka