Gość: KochamWino
IP: *.acn.waw.pl
24.01.03, 19:36
STRASZNY SEN CZYLI PŁONNE NADZIEJE MARKA B. (wysłane)
Oj rozmarzył się mój przyjaciel Marek Bieńczyk, pisząc w jednym z ostatnich numerów Przekroju o swoich oczekiwaniach związanych z wejściem do Unii Europejskiej. Zacny ten człowiek, który na wina wydał fortunę, czepia się jak tonący brzytwy, nadziei, że w Unii będą one tańsze. Nie te oczywiście, które już wypił, ale te, które jeszcze wypić planuje i nie w Unii, gdzie już są tanie, ale w należącej do niej Polsce. Wyznam, że też hołubiłem podobne myśli, tęskniąc przez lata, nie tyle może do wspólnej polityki rolnej co do wina właśnie.
Pochylając się nad felietonem Marka zerknąłem kątem oka w telewizor, gdzie jak mi się wydało usłyszałem coś o winie. Pokazywano właśnie posiedzenie sejmowej komisji do spraw rolnictwa. Poseł sprawozdawca, chyba z PSL, argumentował zapalczywie: "Nie możemy dopuścić, aby unijni rolnicy wciskali nam swoje nadwyżki wina narażając na bankructwo naszych polskich producentów." "Nie pozwolimy obcym naszemu narodowi winom na niszczenie rodzimej, jakże bogatej tradycji win owocowych." wtrącił poseł Ligi Polskich Rodzin. "Zdrajca Miller za 50 judaszowych euro sprzedał nasze jabole" wtórował mu kolega z Samoobrony. "Jeszcze nie wszystko stracone - podjął wątek poseł sprawozdawca - w interesie społeczeństwa i dla obrony jego tradycyjnych wartości, domagamy się aby każda butelka wina sprzedawana w Polsce zawierała co najmniej 4,5% surowca krajowego, to znaczy wina owocowego. Projekt odpowiedniej ustawy mają już koledzy w swoich materiałach. Na wina nie zawierające krajowej domieszki proponujemy podnieść akcyzę do 200% wartości. Trzeba chronić nasz rodzimy przemysł. Przy okazji chciałbym dodać, że spowoduje to również znaczący wzrost wydobycia siarki z kopalni w Tarnobrzegu. Rozmawiałem już z kolegami z tamtejszej Solidarności i OPZZ. Będziemy mieć ich pełne poparcie. Trzeba również szybko wstrzymać prywatyzację pozostałych Polmosów. Potrzebny będzie spirytus, choć właściwie można będzie stosować ten z rzepaku, no ten do biopaliw". Rozległy się burzliwe oklaski, przez które nieśmiało przebijał się pełen wątpliwości głos jednego z posłów: "Ale przecież nie będzie już granic ani celników, jak możemy egzekwować taką ustawę, kiedy każdy może sobie jechać do Francji czy gdziekolwiek i prywatnie przywieźć wina ile tylko zechce?". "Drogi kolego - powiedział z wyższością sprawozdawca - może sobie przywieźć, ale bez akcyzy nie będzie mógł tego legalnie sprzedać, a co do tych podróżników, to każdemu wyjeżdżającemu każemy dopłacić 1000 zł za winiety. W końcu zanim wejdziemy do strefy Schengen, będą jeszcze kontrole na granicy".
Zlany zimnym potem obudziłem się nagle i spojrzałem w telewizor. Posłów już nie było. Córka oglądała przygody kapitana Klossa. Czyżby mi się to wszystko śniło? Czyżby było to możliwe? Jeżeli sądzicie, że nie, przypomnijcie sobie błyskotliwego wice premiera Marka Pola i jego winiety, za które wkrótce przyjdzie nam zapłacić. Wspomnijcie o biopaliwach. Wszak Sejm uchwalił już kuriozalną ustawę pozwalającą wpływowemu lobby rolniczemu niszczyć nasze samochody. Posiadacze samochodów są przy tym w lepszej sytuacji. Jest ich więcej, a poza tym broni ich potężny koncern paliwowy i pewnie prezydent. Za nami wielbiącymi wino, którzy jesteśmy jak egzotyczne ptaki, nie wstawi się nikt. Wszak nawet prezes Orlenu woli whisky.
Sławomir Chrzczonowicz