O szowinizmie w UK

09.10.07, 00:26
Hihi. Pare dni temu jakas szanowna niewiasta mi zarzucila szowinizm,
jesli ma ochote, to mam ciekawy wpis na ten temat do poczytania:

korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID257987983,index.html
    • artemisia_gentileschi Re: O szowinizmie w UK 09.10.07, 13:02
      Po pierwsze nie Tobie, tylko dyskusja byla o JKM, po drugie - skoro
      juz sie tak upierasz, poczytaj sobie ze wspomnianego Vademecum Ojca
      rozdzial Ultima Ratio Domini, jako ze bez konkretow i cytatow nie ma
      o czym dyskutowac.
      • ghrom Re: O szowinizmie w UK 09.10.07, 15:07
        Moze lepiej sie odnies do zlinkowanego wpisu, bo malo kto ma Vademecum
        Ojca.
        • artemisia_gentileschi Ustosunkowuje sie 12.10.07, 19:11
          Chcialabym zobaczyc zrodlo z ktorego wytrzasnal te badania o
          zroznicowaniu mezczyzn i przecietniactwie kobiet. Argument z
          prasowaniem, mowiac delikatnie, chybiony, jako ze ten caly housework
          nie daje ani mozliwosci rozwoju zawodowego, ani pieniedzy - wiec coz
          to za zaszczyt?
          • ghrom Re: Ustosunkowuje sie 12.10.07, 20:32
            > Chcialabym zobaczyc zrodlo z ktorego wytrzasnal te badania o
            > zroznicowaniu mezczyzn i przecietniactwie kobiet.

            Primo, google twoim przyjacielem. Secundo, stabilnosc cech nie jest
            niczym zlym.

            > Argument z
            > prasowaniem, mowiac delikatnie, chybiony, jako ze ten caly
            housework
            > nie daje ani mozliwosci rozwoju zawodowego, ani pieniedzy - wiec
            coz
            > to za zaszczyt?

            A kto powiedzial, ze rozwoj zawodowy to jakis zaszczyt? Kto ci
            powiedzial, ze umiejetnosc wyszydelkowania pieknego obrusu,
            perfekcyjnego przyrzadzenia lososia, zbudowania 3 poziomowego tortu,
            wychowania dzieci albo wydziergania slicznego swetra jest czyms
            gorszym od zostania managerem w Tesco? NIE JEST!!! Kto powiedzial,
            ze kobieta nie moze decydowac o domowym budgecie? MOZE!!! Klapki z
            oczu, please! Feminazistki zniszczyly prawie cala twoja umiejetnosc
            niezaleznego myslenia :(

            (Viera, oprocz lustra masz tu nastepny przyklad ofiary prania
            mozgu.)
            • artemisia_gentileschi Re: Ustosunkowuje sie 13.10.07, 08:57
              W zyciu nie przeczytalam ani jednej feministycznej ksiazki, no, moze
              pare felietonow sie zdarzylo (juz wiecej sie naczytalam Twojego
              ukochanego JKM w NCz), tak wiec zarzut wyprania mozgu chybiony, nie
              przyszlo Ci do glowy, ze moge po prostu miec porownanie (praca
              zawodowa kontra siedzenie w domu) i na tej podstawie sie wypowiadac?
              Wyobraz sobie ze jestem balaganiara i nienawidze gotowac, i
              faktycznie wolalabym zostac managerem w tesco czy supervisorem na
              zmywaku, zwlaszcza ze za to placa:)
              BTW czytalam kiedys o badaniach, ktore przeprowadzono w Stanach na
              kobietach, ktore pare lat pracowaly zawodowo, a pare siedzialy w
              domu. Wyszlo z tych ankiet, ze bycie kura domowa to najciezsza,
              najbardziej stresujaca i niewdzieczna praca, jaka mozna wykonywac.
              Moge sie pod tym spokojnie podpisac. Jak nie wierzysz, to sam
              sprobuj.
              • ghrom Re: Ustosunkowuje sie 13.10.07, 19:48
                > bycie kura domowa to najciezsza,
                > najbardziej stresujaca i niewdzieczna praca, jaka mozna wykonywac.

                ROTFL, i co jeszcze? Ksiezyc jest z zielonego sera? Co ty sobie
                wyobrazasz, ze ja nidgdy garow nie mylem i podlogi nie zamiatalem?
                Smieszne.
                • artemisia_gentileschi Re: Ustosunkowuje sie 14.10.07, 17:45
                  LOL, i moze jeszcze ten wspomniany przez Ciebie wczesniej
                  trzypietrowy tort potrafisz zrobic? Jak zostaniesz kura domowa na
                  full time, do tego z dwojka malych dzieci na przyklad, wtedy
                  porownamy doswiadczenia, na razie EOT.
                  • ghrom Re: Ustosunkowuje sie 16.10.07, 14:39
                    > LOL, i moze jeszcze ten wspomniany przez Ciebie wczesniej
                    > trzypietrowy tort potrafisz zrobic?

                    Nie, bo to nie moja specjalizacja.

                    > Jak zostaniesz kura domowa na
                    > full time, do tego z dwojka malych dzieci na przyklad, wtedy
                    > porownamy doswiadczenia, na razie EOT.

                    Smieszne. Jak zostaniesz konsultantem ERP odpowiedzialnym za
                    wdrozenia w firmach zatrudniajacych po kilkadziesiat osob i
                    obracajacych milionami, to porownamy doswiadczenia i porozmawiamy o
                    stresujacej pracy.

                    Przy okazji, kondolencje dla twoich dzieci. Dosyc przykre miec
                    matke, ktora uwaza czas spedzony z nimi za przykry i stresujacy.
                    • edavenpo Re: Ustosunkowuje sie 16.10.07, 16:06
                      ghrom napisał:

                      > > LOL, i moze jeszcze ten wspomniany przez Ciebie wczesniej
                      > > trzypietrowy tort potrafisz zrobic?
                      >
                      > Nie, bo to nie moja specjalizacja.
                      >
                      > > Jak zostaniesz kura domowa na
                      > > full time, do tego z dwojka malych dzieci na przyklad, wtedy
                      > > porownamy doswiadczenia, na razie EOT.
                      >
                      > Smieszne. Jak zostaniesz konsultantem ERP odpowiedzialnym za
                      > wdrozenia w firmach zatrudniajacych po kilkadziesiat osob i
                      > obracajacych milionami, to porownamy doswiadczenia i porozmawiamy o
                      > stresujacej pracy.
                      >
                      > Przy okazji, kondolencje dla twoich dzieci. Dosyc przykre miec
                      > matke, ktora uwaza czas spedzony z nimi za przykry i stresujacy
                      ____
                      he he he he - dawno sie tak nie usmialam

                      Mowisz to z buta i naiwnoscia kogos kto a. nie ma dzieci b. nigdy nie spedzil
                      dnia z zabkujacym niemowleciem, roczniakiem ktory zaczyna chodzic i znudzonym
                      czterolatkiem.

                      Chetnie bym Cie zostawila z taka trojka na jeden dzien i przyszla kolo 6.30 aby
                      zobaczyc jak tam sie miewaja twoje stress levels i jak daleko zaszedles z
                      trzypietrowym tortem, slicznym swetrem i dzierganym obrusem ;-))))
                      • ghrom Re: Ustosunkowuje sie 17.10.07, 00:43
                        > Mowisz to z buta i naiwnoscia kogos kto a. nie ma dzieci b. nigdy nie spedzil
                        > dnia z zabkujacym niemowleciem, roczniakiem ktory zaczyna chodzic i znudzonym
                        > czterolatkiem.

                        Przezabawne. Nastepna, ktora uwaza, ze ghrom zstapil z nieba w wieku 30 lat.

                        > Chetnie bym Cie zostawila z taka trojka na jeden dzien i przyszla kolo 6.30 aby
                        > zobaczyc jak tam sie miewaja twoje stress levels i jak daleko zaszedles z
                        > trzypietrowym tortem, slicznym swetrem i dzierganym obrusem ;-))))

                        Smialo. Ja cie natomiast chetnie postawie na go-live w 50 osobowej firmie ktora
                        kieruje dwojka nieznoszacego sie wzajemnie rodzenstwa, z zaloga o srednim IQ 87
                        i systemem magazynowym, ktory byl wdrazany przez trzecia firme i ktory nie wie
                        co to jest przecinek. Porozmawiamy sobie o stresie.
                        • edavenpo Re: Ustosunkowuje sie 17.10.07, 09:37
                          ghrom napisał:

                          > > Mowisz to z buta i naiwnoscia kogos kto a. nie ma dzieci b. nigdy nie spe
                          > dzil
                          > > dnia z zabkujacym niemowleciem, roczniakiem ktory zaczyna chodzic i znudz
                          > onym
                          > > czterolatkiem.
                          >
                          > Przezabawne. Nastepna, ktora uwaza, ze ghrom zstapil z nieba w wieku 30 lat.
                          ___

                          To znaczy...? Zajmowales sie kiedys dziecmi? Ale tak konkretnie - od rana do
                          wieczora przez czas jakis, bo nie mam tu na mysli potrzymania na rekach
                          niemowlaka przez 10 minut czy spaceru z wozkiem z dzieckiem z rodziny.

                          >
                          > > Chetnie bym Cie zostawila z taka trojka na jeden dzien i przyszla kolo 6.
                          > 30 aby
                          > > zobaczyc jak tam sie miewaja twoje stress levels i jak daleko zaszedles z
                          > > trzypietrowym tortem, slicznym swetrem i dzierganym obrusem ;-))))
                          >
                          > Smialo. Ja cie natomiast chetnie postawie na go-live w 50 osobowej firmie ktora
                          > kieruje dwojka nieznoszacego sie wzajemnie rodzenstwa, z zaloga o srednim IQ 87
                          > i systemem magazynowym, ktory byl wdrazany przez trzecia firme i ktory nie wie
                          > co to jest przecinek. Porozmawiamy sobie o stresie.
                          ___

                          Na stres w pracy nie narzekam ;-) Zarzadzam miedzynarodowymi projektami o
                          niemalym budzecie na wyniku ktorych polegaja biznesowe decyzje wielu z
                          najwiekszych koncernow w UK i na swiecie. Luksus mam taki ze zawsze moge odejsc
                          i poszukac innej pracy. Z dziecmi natomiast jest tak ze nie jestes w stanie tak
                          po prostu odejsc kiedy sytuacja Cie przerasta bo dzieci sa Twoja
                          odopwiedzialnoscia na cale zycie.

                          Za lat mlodzienczych pracowalam jako au pair przez poltora roku. Czas wspominam
                          mile choc praca cholernie wymagajaca. Dalo mi to perspektywe na to co oznacza
                          miec dzieci i zajmowac sie nimi przez caly dzien i odpowiedzialnosci jaka to za
                          soba niesie - tego w Twoich wypowiedziach niestety jak na lekarstwo.

                          Tak na marginesie - nigdy w calym moim 30-letnim zyciu nie doznalam takiego
                          stresu jak wtedy gdy trojka dzieci ktorymi sie zajmowalam zniknela mi z ogrodu
                          gdy gotowalam obiad. 20 minut spedzone na ich poszukiwaniu (a znalazlam je na
                          szczescie cale i zdrowe) spokojnie zaliczam do najbardziej traumatycznych w moim
                          zyciu he he he
                          • ghrom Re: Ustosunkowuje sie 17.10.07, 14:01
                            > > Przezabawne. Nastepna, ktora uwaza, ze ghrom zstapil z nieba w
                            wieku 30 lat.
                            >
                            > To znaczy...? Zajmowales sie kiedys dziecmi? Ale tak konkretnie -
                            od rana do
                            > wieczora przez czas jakis, bo nie mam tu na mysli potrzymania na
                            rekach
                            > niemowlaka przez 10 minut czy spaceru z wozkiem z dzieckiem z
                            rodziny.

                            Nie, *bylem* dzieckiem :P

                            > Na stres w pracy nie narzekam ;-) Zarzadzam miedzynarodowymi
                            projektami o
                            > niemalym budzecie na wyniku ktorych polegaja biznesowe decyzje
                            wielu z
                            > najwiekszych koncernow w UK i na swiecie. Luksus mam taki ze
                            zawsze moge odejsc
                            > i poszukac innej pracy. Z dziecmi natomiast jest tak ze nie jestes
                            w stanie tak
                            > po prostu odejsc kiedy sytuacja Cie przerasta bo dzieci sa Twoja
                            > odopwiedzialnoscia na cale zycie.

                            Co ty bredzisz, to ze mozesz *zmienic* prace to nie jest zaden
                            luksus. MUSISZ pracowac, musisz utrzymac rodzine, to jest
                            odpowiedzialnosc na cale zycie. Za to zmienisz sobie prace i to nie
                            bedzie twoja krew, twoje nazwisko, twoje male kochanie, twoje
                            dziecko. Tylko czyjs inny biznes. Co to za luksus? :P

                            > Za lat mlodzienczych pracowalam jako au pair przez poltora roku.
                            Czas wspominam
                            > mile choc praca cholernie wymagajaca. Dalo mi to perspektywe na to
                            co oznacza
                            > miec dzieci i zajmowac sie nimi przez caly dzien i
                            odpowiedzialnosci jaka to za
                            > soba niesie - tego w Twoich wypowiedziach niestety jak na
                            lekarstwo.

                            Nie potrafisz czytac ze zrozumieniem. Na kazdym kroku powtarzam, ze
                            praca pani domu jest rownie godna szacunku jak jakiekolwiek meskie
                            zajecie, a prawdopodobnie bardziej niz wiekszosc z nich. Ale
                            nazywanie jej najbardziej niewdzieczna i stresujaca uwazam za
                            kretynskie. Ja skoncze projekt i gowno z tego mam, zaczynam nastepny
                            i tak do usranej smierci, odpowiedzialnosc na cale zycie, upoluj
                            zwierzaka, utrzymaj rodzine. Jak to sie ma do mozliwosci
                            obserwowania wlasnego dziecka, jak rosnie i sie rozwija, w zaciszu
                            wlasnego domu? Nijak. A feministki wmawiaja, ze wyscig szczurow to
                            cos pozadanego. It isn't, it's a fucking nightmare, that's what it
                            is :P

                            > Tak na marginesie - nigdy w calym moim 30-letnim zyciu nie
                            doznalam takiego
                            > stresu jak wtedy gdy trojka dzieci ktorymi sie zajmowalam zniknela
                            mi z ogrodu
                            > gdy gotowalam obiad. 20 minut spedzone na ich poszukiwaniu (a
                            znalazlam je na
                            > szczescie cale i zdrowe) spokojnie zaliczam do najbardziej
                            traumatycznych w moim
                            > zyciu he he he

                            He, he, he :P
                            A moje najbardziej stresujace 20 sekund to jak mnie Stealth
                            wystrzelil w powietrze w Thorpe Parku, by far. No i co z tego?

                            Tak na marginesie, najbardziej stresujace 2 tygodnie mojego zycia to
                            pierwsze dni spedzone w Londynie, kiedy bylem odpowiedzialny za
                            utrzymanie rodziny. No i co z tego? ;]
                    • artemisia_gentileschi Odstosunkuj sie od moich dzieci nt 17.10.07, 08:47

              • Gość: Rotamistrz A to nie sa cnoty... IP: *.osprey.ie 18.10.07, 06:16
                > Wyobraz sobie ze jestem balaganiara i nienawidze gotowac, i
                > faktycznie wolalabym zostac managerem w tesco czy supervisorem na
                > zmywaku, zwlaszcza ze za to placa:)

                Nie wiem czemu, ale wypowiedz ta nieopatrznie obnazyla przede mna
                slabostkowe motywacje do kariery. Tak jakby: "nie sprawdzam sie w
                domu, wiec uciekam w prace"...

                Ale byc moze mi sie tylko zdawalo.

                > Wyszlo z tych ankiet, ze bycie kura domowa to najciezsza,
                > najbardziej stresujaca i niewdzieczna praca, jaka mozna wykonywac.
                > Moge sie pod tym spokojnie podpisac. Jak nie wierzysz, to sam
                > sprobuj.

                Ahem! Bycie kura domowa nie jest praca. Zwlaszcza, ze za krzatanie
                sie po obejsciu nie placa.
                • artemisia_gentileschi Re: A to nie sa cnoty... 18.10.07, 08:11
                  Gość portalu: Rotamistrz napisał(a):

                  > Nie wiem czemu, ale wypowiedz ta nieopatrznie obnazyla przede mna
                  > slabostkowe motywacje do kariery. Tak jakby: "nie sprawdzam sie w
                  > domu, wiec uciekam w prace"...
                  >
                  > Ale byc moze mi sie tylko zdawalo.

                  Maybe, ale glowna motywacja to kasa, jak w kazdej pracy. Znikoma
                  mniejszosc pracuje bo takie ma hobby;)

                  > Ahem! Bycie kura domowa nie jest praca.

                  Alez jest, to calodobowa harowka.

                  Zwlaszcza, ze za krzatanie
                  > sie po obejsciu nie placa.

                  To prawda, jest sie darmowa sluzaca dla Pana i Wladcy calkowicie
                  gratis. Nic przyjemnego.
                  • ghrom Re: A to nie sa cnoty... 18.10.07, 13:17
                    > To prawda, jest sie darmowa sluzaca dla Pana i Wladcy calkowicie
                    > gratis. Nic przyjemnego.

                    Twoim dzieciom juz wspolczulem, widze, ze teraz czas na ciebie.

                    Prosze przyjmij moje kondolencje, wybranie sobie nieodpowiedniego
                    meza to doprawdy przykra sprawa.
                    • Gość: Rotamistrz Nie ma co współczuć IP: 89.101.182.* 18.10.07, 18:52
                      Nie wierzę, aby kobieta o tak megierycznych poglądach kiedykolwiek
                      byłaby w stanie znaleźć sobie męża. Dla takich istnieją
                      tylko "faceci", którzy na dokładkę "zawsze są tacy sami".

                      Szczerze mówiąc jestem poważnie zaniepokojony stopniem
                      zdemoralizowania młodego pokolenia rodaczek (rodaków zresztą też,
                      ale to już inna inszość). Poniekąd "feministyczna" woltyżerka
                      Artemisii dostarczyła mi częściowej odpowiedzi na pytanie o
                      ideologiczne przyczyny kryzysu demograficznego w Europie Środkowo-
                      Wschodniej.

                      Czasem mi się wydaje, że świat do tego stopnia stanął na głowie, że
                      paradoksalnie to "faceci" stali się najgorętszymi orędownikami
                      wartości rodzinnych. Ale pewnie zaślepiony własną samczością nie
                      dostrzegam, że chodzi nam tylko o obronę własnego zagrożonego status
                      quo, czyli przysłowiowej nieprzesolonej zupy na stole, wyprasowanej
                      koszuli i bezwzględnego posłuszeństwa w łóżku.

                      Artemisia napisała:

                      "> Ahem! Bycie kura domowa nie jest praca.

                      Alez jest, to calodobowa harowka."

                      Bicie serca to życiowa niedola. Czy zatem serce pracuje?

                      Umówmy się może, że z ekonomicznego punktu widzenia z PRACĄ mamy do
                      czynienia tylko wtedy, kiedy z owocami naszego trudu, bądź z samym
                      trudem (czyli siłą roboczą) występujemy na szeroko rozumianym polu
                      ekonomicznej wymiany, czyli rynku.

                      Szukasz ogłoszenia w gazecie, idziesz na rozmowę, podpisujesz umowę,
                      że w zamian za wykonywanie określonych czynności przez określony
                      czas otrzymasz ekwiwalent pieniężny odpowiedniej wysokości (plus
                      dodatkowe świadczenia, jeśli twoja robota jest taka cenna) - tak, to
                      jest praca.

                      Obsiewasz kawałek pola kukurydzą, śpisz i śnisz jak ci rośnie, potem
                      żniesz, obierasz, wyłuskujesz ziarno, suszysz, pakujesz do jutowych
                      worów, zarzucasz na wóz i batem konika do skupu poganiasz, żeby płód
                      rozny zbyć i wzamian za to nabyć cokolwiek - tak, to jest praca.

                      Śpisz pod gołym niebem, polujesz na króliki długim zaostrzonym
                      patykiem, dojadasz zerwanymi z krzaczka jagódkami i chłepcesz wodę z
                      kałuży - nie to nie jest praca, a najwyżej przeżycie.

                      Wstajesz rano, robisz śniadanie, jesz, wypróżniasz się, bierzesz
                      prysznic, myjesz zęby, czeszesz włody, zawdziewasz czysty łach - to
                      również nie jest praca, lecz zbiór czynności osobistych tak życiowo
                      prozaicznych, że w ich fabularyzycji powściągliwi są najwięksi nawet
                      mistrzowie powieści realistycznej.

                      I teraz jeśli w tej prozie życia ulżysz nieco swoim towarzyszom
                      niedoli, z którymi wiąże cię seksualny układ (przypieczętowany
                      prawem i obyczajem, bądź nie) oraz owego układu żywe konsekwencje,
                      zwane potomstwem - to też jeszcze nie pracujesz, mimo iż trud
                      wkładany w służenie najbliższym może wydawać się niewspółmiernie
                      wyższy w porównaniu z wysiadywaniem za biurkiem, tasowaniem
                      papierków i toczeniem niezobowiązujących służbowych rozmów
                      telefonicznych. To jest po prostu życie. Rodzinne. Każde inne jest
                      tylko jego substytutem. Uwierz mi.

                      Na stypie nikt nie wspomina jakim nieboszczyk był wzorowym
                      pracownikiem, tylko jakim wspaniałym człowiekiem.
    • jeanie_mccake Re: O szowinizmie w UK 09.10.07, 14:36
      Wiadomo, ze ludzie w podeszlym wieku czesto sie powtarza, ale czy
      Janusz nie przesadza troche? Wciaz o tym samym pisze.
      To, ze on nie rozumie kobiet wcale nie znaczy, iz kobiety jego
      bzdurnych wypowiedzi, felietonow i pseudo-genialnych pomyslow nie
      rozumieja. Czasami pisze sie o nim jako 'milosnik kobiet', ale to,
      ze stare chamy typu Benny Hill czy Korwin Mikke wola kobiety
      posluszne i ulegle, od myslacych i pewnych siebie nie ma nic
      wspolnego ani z miloscia, ani z szacunkiem, ani z 'normalnoscia'.

      On chce po prostu zwracac na siebie uwage, najczesciej obrazajac
      ludzi niczym nastoletni debil. Zalosna jest zobaczyc radoche na tej
      gebie, kiedy w wywiadzie ktos mowi 'Pan jest znany z pogladow
      kontrowersyjnych', albo pyta go o jego zdanie na temat Tuska, czy
      innego z 6 miliardow ludzi, ktorych Janusz uwaza za komuchy i
      feministki.

      Mnie on przypomina ten walijski homo z Little Britain.
      Pierwszy raz, jest troszke smieszny - "I'm the only gay in the
      village", upiera sie. A co tydzien to samo - kolejny pedal we wsi, a
      on "Oh, no, he's not gay, I'm the only gay in this village".
      Wyobrazam sobie JKM w tej wiejskiej knajpie, jak wchodzi co odcinek
      Pinochet, Hun Attila, Franco, zlot KKK czy swietych inkwizytorow, a
      Janusz mowi tym zniewiescialym walijskim akcentem, co tak idealnie
      pasuje do jego wygladu "Oh, no. I'm the only right-winger in this
      village. They're all communists..."
      • ghrom Re: O szowinizmie w UK 09.10.07, 15:07
        Twoje zaslepienie nienawiscia nawet nie jest zabawne. Przykro patrzec,
        doprawdy.
        • Gość: emi Re: O szowinizmie w UK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.07, 16:49
          Zastanów się czy tobie widoku nie przysłania zbyt mocno pochylona w odniesieniu
          do JKM pozycja ciała. Ja się z wpisem Twojego rozmówcy doskonale zgadzam, a do
          JKM mam stosunek nijaki.
        • jeanie_mccake Re: O szowinizmie w UK 12.10.07, 17:04
          ghrom napisał:

          > Twoje zaslepienie nienawiscia nawet nie jest zabawne.

          A za to Twoja namietna obrona tego starego klauna i ogolna obsesja
          na jego temat sa zajebiscie zabawne :-)
      • off_shore Re: O szowinizmie w UK 10.10.07, 15:36
        JKM i nienawiść do kobiet? Ze świecą szukać drugiego faceta, który z
        takim szacunkiem i atencją wyrażałby się o kobietach.
        • jeanie_mccake Re: O szowinizmie w UK 12.10.07, 17:15
          off_shore napisał:

          > JKM i nienawiść do kobiet? Ze świecą szukać drugiego faceta, który
          z
          > takim szacunkiem i atencją wyrażałby się o kobietach.
          >

          Swiece mozna wsadzic tym, co tak protekcjonalnie traktuja ludzi
          madrzejszych od siebie, i o doroslych istotach ludzkich mowia tak,
          jak o kwiatkach czy chomikach.
          Poza tym, jezeli przestarzale stereotypy sa dla Korwina tak wazne,
          to dlaczego nie wykonuje bardziej meskiego zawodu, np hutnika czy
          pilkarza?
    • eeela Re: O szowinizmie w UK 09.10.07, 16:27
      Nie lubie JKM, ale w tym wpisie ma racje. Rowniez wielokrotnie natykalam sie na
      artykuly traktujace o takim zroznicowaniu wystepujacym miedzy plciami, zadna to
      nowina, chociaz rzeczywiscie zazarte pseudofeministki jakos tego nie lubia.
      • eeela Re: O szowinizmie w UK 09.10.07, 16:31
        Na marginesie, zabawnie jest popatrzec na komentarze - ani jeden nie dotyczy
        wpisu. Zalosc czleka chwyta na widok tego, jak polityka otepia i ujednostajnia
        ludzi. Mozna to tez dostrzec - ostatnio bardzo intensywnie, z powodu
        zblizajacych sie wyborow zapewne - na forach gazety. Artykul o nadpobudliwych
        bliznietach - lewaki to zbrodniarze. Artykul o najnowszej plycie Edyty Gorniak -
        Kaczki do gazu. Rece opadaja :-)
      • golfstrom pseudo 09.10.07, 19:46
        Nie wiem, kogo masz na myśli, pisząc o pseudofeministkach, ale jeśli
        masz na myśli "kobiety, które twierdzą, że walczą o prawa kobiet i
        które siebie nazywają feministkami", to nic bardziej błędnego -
        feministki podkreślają odmienność kobiet i mężczyzn.
        Ich pytanie brzmi: na czym polega ta odmienność i - co znacznie
        ważniejsze - czy jest ona przeszkodą w traktowaniu kobiet jako
        równowartościowych członków społeczeństwa?

        Co do wywodu JKM - jeżeli dla niego nie jest oczywiste, dlaczego
        historia ludzkości zarejestrowała więcej świętych mężczyzn niż
        kobiet, więcej mężczyzn naukowców niż kobiet itd. to z jego gołym
        okiem cos nie jest w porządku.

        Dalej - dlaczego mężczyźni "są bardziej", a kobiety to taka szara
        masa. A może dlatego, że wśród mężczyzn nie tępiło się
        indywidualizmu?

        Najwększe kuriozum:
        "Dzieje się tak, gdyż kobiety mają tendencję do uważania za
        pozytywne wszystkiego, co robią mężczyźni. Gdyby
        czynnościami "męskimi" było prasowanie, feministki domagałyby się,
        by co najmniej 50% prasowania mogły wykonywać kobiety."

        Owszem, gdyby prasowanie było czynnością przynoszącą spełnienie
        zawodowe, satysfakcję życiową, dobre uposażenie oraz byłoby
        czynnością zmonopolizowaną przez mężczyzn, kobiety prawdopodobnie
        domagałyby się parytetu. Jednak jakimś dziwnym trafem większość
        atrakcyjnych i bardziej dochodowych zawodów to nadal w dużym stopniu
        domena mężczyzn.

        Oczywiście można to wytłumaczyć w dwojaki sposób - np. ponieważ
        mężczyźni "są bardziej" i w związku z tym dużo lepiej nadają się do
        rozwoju cywilizacji. Albo można uznać, że gdyby kobietom nie
        blokowano drogi z powodów ideologicznych, to tez mogłyby się
        wykazać. Kolejny dziwny traf - jakoś tak po narodzeniu się ruchu
        emancypacyjnego, którego zasługą było wprowadzenie kobiet do
        szerokiego życia społecznego (uczelnie, gazety, parlament,
        stanowiska kierownicze), kobiety zaczęły częściej objawiać swoje
        talenty...

        No ale JKM wie lepiej, bo liczne niezidentyfikowane badania
        potwierdzają jego tezy, poza tym każdy jest w stanie dostrzec liczne
        przykłady.

        Co mnie zawsze najbardizej dziwi, to zaciekłość samych kobiet wobec
        feministek. Ostatecznie każda z nas ma w tym momencie większy lub
        mniejszy wybór - np. chcę zostać gospodynią domową i wychowywać
        dzieci, albo chcę podróżować, albo chcę zostac naukowcem, albo
        kimkolwiek innym. Każda z nas ma prawo do własnych pieniędzy. Bardzo
        niewiele kobiet pamięta, że jeszcze 100 lat temu żadna z tych rzeczy
        (oprócz gospodyni domowej) nie była oczywista, tak jak to jest
        dzisiaj.
        Nawet fakt wypowiadania się publicznie - jak np. na tym forum.

        Nie widzę powodu, dla którego każda kobieta miałaby być aktywistką
        feministyczną, ale fakt, że może być jakąkolwiek aktywistką
        społeczną czy polityczną, zawdzięcza - czy o tym pamięta, czy nie -
        ruchowi feministycznemu.
        • eeela Re: pseudo 09.10.07, 23:00
          > Nie wiem, kogo masz na myśli, pisząc o pseudofeministkach, ale jeśli
          > masz na myśli "kobiety, które twierdzą, że walczą o prawa kobiet i
          > które siebie nazywają feministkami", to nic bardziej błędnego -
          > feministki podkreślają odmienność kobiet i mężczyzn.
          > Ich pytanie brzmi: na czym polega ta odmienność i - co znacznie
          > ważniejsze - czy jest ona przeszkodą w traktowaniu kobiet jako
          > równowartościowych członków społeczeństwa?

          Pseudofeministkami nazywam kobiety, ktore nazywaja siebie feministkami
          walczacymi o prawa kobiet, nie do konca zdajac sobie sprawe, o co powinny
          walczyc, zeby zrownac szanse spoleczne kobiet i mezczyzn, ale za to robiac duzo
          medialnego, dosc agresywnego w swej wymowie szumu.
Pełna wersja