Dodaj do ulubionych

Izydor w piętach rozcałowany

07.09.12, 12:33
Fakt, moja miłości !
Wampiryzm energetyczny jest naganny.
Ale urlopy - na szczęście - doładowują akumulatory.
Trochę skór się zabierze, trochę pięt frywolnie pocałuje i już można z pełną baterią wracać do pracy.
Przywołałeś Izby Lekarskie ?
Koniecznie zajmij się tym po powrocie. gdyż lekarz faktycznie powinien wykonywać zawód bez cienia depresji.
Inaczej skupia się na sobie a nie dolegliwościach innych. Dobrze, że to zauważyłeś Izydorze.
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Izydor w piętach rozcałowany 07.09.12, 12:34
      I nie martw się na zapas. Może do wieczora wróci z rehabilitacji Twoja psiapsiółka.
      Walnie posta, że się uśmiała i już będzie Ci raźniej. Taka świadomość uskrzydla.
      W odróżnieniu np. gdy sie kolegę po fachu permanentnie okresla mianem palanta i ubliża jego żonie.
      Że już o mailach otwierajacych "oczy" ich przyjaciolom nie wspomnę.
      Udanego korsarstwa na Korsyce Izydorze.

      • wscieklyuklad Re: Izydor w piętach rozcałowany 07.09.12, 19:14
        Drodzy Pństwo!
        Będąc doktorem nauk medycznych znakomicie znam się na kulturze i sztuce, a więc także na malarstwie. Będąc w tym temacie znawcą i bywalcem wielu wernisaży mogę Państwa zapewnić, że obrazy Pana Lipowczana to światowej klasy dzieła.
        Opinie negatywne jakie można przeczytać na tej stronie świadczą tylko o tym, że nikt koło tego malarstwa nie przejdzie obojętnie. Na każdym widzu dzieła te robią ogromne, choć niekiedy negatywne wrażenie.

        Przepraszam Państwa za to, że szczegółowo nie rozwijam tematu, ale śpieszę do moich pacjentów.

        Oto Izydorze post, o którego treść się tak dopraszasz i jako - jedyna ze swojego otoczenia nie znasz.
        Podpisano go moim imieniem i nazwiskiem.
        Prawda, ze się cieszysz ?
        Tak samo, jak sugerowałeś, że mój post o bombie w Monachium był manipulacją z gatunku "wejście smoka".
        Czy kiedy okazało się to prawdą było Ci choć trochę głupiutko ?
        Pewnie juz jesteś w drodze - ale jak wrócisz to sobie poczytasz.

        A jeśli byś nie byłą jeszcze czasem w drodze, to na Korsyce powtarzaj sobie jedno słowo włoskie
        MISOGINO.
        • wscieklyuklad Re: Izydor w piętach rozcałowany 07.09.12, 19:52
          Naturalnie Izydorze - masz całą bibliotekę takich "Białych kruków"
          Zwłaszcza z dedykacją "with compliments" czyż nie ? Może wkleisz jakąś fotkę takie "Kruka"?
          A- w kolejce nie stałem ( zawsze wpycham się jako pierwszy - to przynależne Człowiekowi Renesansu) O imię nikt mnie nie pytał, bo nie zrozumiałbym pytania. To imię widniało na plakietce wejściówce - czyżbyś nie znała takich podstaw dedykowania książęk ?
          No - jak nie zobaczę takiej dedykacji w jakimś białym kruku z imieniem Izydor - nie uwierzę !
          A co !
          • sorel.lina Re: Izydor w piętach rozcałowany 07.09.12, 20:52
            Przyrzekałam sobie nie pisać już więcej o Misogino, ani o Marco, tłumacząc sobie, że to przecież
            zaprzeszłość. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.

            Izydor pisze dziś tak:
            "I tak bardzo się ożywiał,gdy rozmawiał ze mną sam na sam i nie musiał grać roli Przyjaciela Soni."
            Czyli było tak: To WU wymyślił Sonię dla sobie tylko wiadomych celów ("wampirzych"?).
            Marco zaś, ze względu na swoją do WU sympatię, udawał że w istnienie Soni wierzy. Mało tego - grał rolę (zmuszany do tego naturalnie przez WU) Soni przyjaciela.
            Szczęśliwy był dopiero wtedy, gdy mógł rozmawiać z Klarą. O Sardynii.
            Tylko z Klarą. Sam na sam z Klarą.
            Bo już np. w rozmowach z pewną Hrabiną z Bałkanów - też z pewnością przez nią zmuszany - znów musiał grać rolę przyjaciela Soni, biedak! O udawaniu przyjaciela Soni musiał także pamiętać w rozmowach z pewną Misoginianką z Krakowa, którą nota bene Klara ponoć bardzo lubiła. Ta Misoginianka też oczywiście zmuszała Marco, by wchodził w rolę przyjaciela Soni, wymyślonej przez WU.
            Klara nie jeden raz próbowała jej "otwierać oczy" na manipulację palanta - psychopaty.
            Niestety - bezskutecznie!
            Ostatnią swoją rozmowę (dwa dni przed śmiercią) Marco zdecydował się jednak przeprowadzić nie z Klarą, a z WU, Misoginianką z Krakowa, Mirką i ze mną.
            Cóż..Widocznie lubił być zmuszany do "grania zadanej mu roli"...
            • sorel.lina Re: Izydor w piętach rozcałowany 07.09.12, 21:59
              Klara pisze:
              Pamiętam też dokładnie,że to Ty byłaś pierwszą i ostatnią osobą, która rozmawiała z Marco.Tak mówiłaś

              I tak mówię:
              Ostatnią swoją rozmowę (dwa dni przed śmiercią) Marco zdecydował się jednak przeprowadzić nie z Klarą, a z WU, Misoginianką z Krakowa, Mirką i ze mną.

              Szczęśliwej drogi, Klaro!
                • wscieklyuklad Re: Izydor w piętach rozcałowany 08.09.12, 10:58
                  Cóż tu komentować, Mirko ? Przecież nikt nikogo nie zmusza do wiary w cokolwiek.
                  Chce - niech wierzy, nie chce, niech nie wierzy.
                  Smuci jedynie kalanie pamięci tych, co odeszli. No bo skoro był tak "swobodny i radosny" jedynie rozmawiając z Izydorem, to należy Mu się chyba ze strony tegoż pośmiertny szacunek, czyż nie ? Tymczasem ciągłe aluzje, wycieczki słowne i ubliżanie wszystkim, którzy z Nim byli przeciez związani - także pamięcią osobistych spotkań.
                  Cóż - pozostaje tylko współczuć ludziom małym i zapiekłym w swej nienawiści - nie wiedzieć za co.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka