Dodaj do ulubionych

Słowa też mogą ranić...

18.04.12, 22:40
Odkąd pamiętam, czuję przymus robienia różnego rodzaju osobistych list i zestawień. Ulubionych i znienawidzonych. Obecnie na mojej lodówce (w celu zdławienia apetytu, bo się odchudzam) wisi ranking najbardziej wkurzających, jeżących włosy (wszędzie) określeń i zwrotów, nadużywanych w TV oraz języku potocznym. Zaczęło się to wszystko od roku ’93, kiedy to zewsząd osaczało mnie „dokładnie tak” i „po prostu”.
Poniżej zwycięzcy ostatnich lat:
2008 – „masakra”, „masakryczny”
2009 – „generalnie”
2010 – „niepowetowany”
2011 – „ogarnąć”
2012 styczeń - „oj tam, oj tam”
luty - „dzieciaczki” ( koniecznie l.m.), „dzieciątko” ( koniecznie l.p.)
marzec – „manipulacja”, „zmanipulowany”, „manipulator”
Jak jest u Was? Macie łagodne fobie na punkcie jakiś określeń?
Aaaa, dodam, że listę ulubionych słów też mam.
Obserwuj wątek
    • nessie-jp Re: Słowa też mogą ranić... 18.04.12, 22:58
      Nieodmiennie irytują mnie słowa "ubogacić", "pochylić się nad" oraz "kasa" w znaczeniu pieniędzy, środków na coś. Teraz już nawet w najbardziej poważnych tekstach można znaleźć sformułowania w stylu "Szpitale nie mają kasy". A mnie coś urywa nać za każdym razem, gdy tę paskudną gwarę słyszę uncertain
      • lezbobimbo Re: Słowa też mogą ranić... 18.04.12, 23:35
        Oprócz 2 nazw własnych dojonych przez kużden jeden polski brukowiec i trzepanych w każdych możliwych odmianach, tytułach i zdaniach (wiadome lotnisko oraz wiadoma dziewczynka), nienawidzę też do syczącej białości wyrażenia "beka" albo "kręcić/mieć/robić bekę".

        Jak cokolwiek z tego slyszę lub czytam, to mi się włącza berserk i jihad zarazem i wrzeszczę tylko z krwawym okiem ALLAT KILJU BICZ!!! WRAAAAA!!!
      • nieszpolka-japonska Re: Słowa też mogą ranić... 18.04.12, 23:56
        "Kasy", "kaski" "kasiorki", "keszu" też nie znoszę, tak jak "pieniążka" (koniecznie l.p., żeby podkreślić dramatyzm), tak jak "wynagrodzenia". Wolę brzmiącą niepokojąco "mamonę" albo swojsko "kapustę" czy "szmal", "szmalec". (Zauważyłam, że Manaam miał w tekstach i "mamonę" i "kapustę".)
        • lezbobimbo Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 00:06
          nieszpolka-japonska napisała:
          tak jak "pieniążka" (koniec
          > znie l.p., żeby podkreślić dramatyzm),

          Pieniążek l.p. brzmi dla mnie śmiesznie. Ale wpienia mnie albo doprowadza do pogardliwego prychania liczba mnoga tegoż, używana przez oficjalne/ważniackie biura, banki, firmy wystawiające faktury itd.
          Jakby infantylizacja miała sprawić, ze chętniej im oddam moje bejmy? Takiego...
          • nieszpolka-japonska Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 00:14
            lezbobimbo napisała:

            > Pieniążek l.p. brzmi dla mnie śmiesznie.
            Na forum Pomocne emamy często "pieniążek" występuje.

            Ale wpienia mnie albo doprowadza do po
            > gardliwego prychania liczba mnoga tegoż, używana przez oficjalne/ważniackie biu
            > ra, banki, firmy wystawiające faktury itd.
            > Jakby infantylizacja miała sprawić, ze chętniej im oddam moje bejmy? Takiego...
            >

            Może sądzą, że bejmy tak czule zawołane chętnie same przejdą?
      • meduza7 Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 08:07
        Ja tak z innej beczki (nie beki wink ) - ostatnio zirytowało mnie straszliwie słowo "prekariat", które brzmi jak nazwa tej pierwotnej zupy w pierwotnym oceanie - a oznacza nie bakterie bynajmniej, tylko pewną grupę społeczną, ludzi na śmieciowych umowach, bez perspektyw.
        • mary_ann Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 08:16
          meduza7 napisała:

          > Ja tak z innej beczki (nie beki wink ) - ostatnio zirytowało mnie straszliwie sło
          > wo "prekariat", które brzmi jak nazwa tej pierwotnej zupy w pierwotnym oceanie
          > - a oznacza nie bakterie bynajmniej, tylko pewną grupę społeczną, ludzi na śmie
          > ciowych umowach, bez perspektyw.

          No wiesz, skojarzenia to rzecz w dużej mierze indywidualna.
          Końcówka "prekariatu" nawiązuje zręcznie do "proletariatu", a rdzeń to francuskie
          słowo précaire - niestabilny, kruchy, którego przyszłość nie jest pewna
    • jhbsk Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 09:38
      Nie ranią, ale denerwują:
      w oparciu zamiast na podstawie, według, zgodnie z. Dawno temu Krzysztof Ibis Wróblewski napisał, że w oparciu są pluskwy gdy gospodarze są flejtuchami.
      Zawsze pamiętałam, że po polsku opieramy się na czymś, a nie o coś (chyba, że o szafę),
      pieniążki zamiast pieniędzy,
      ubierać coś zamiast zakładać.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 09:50
          A, z podobnych problemów z regionalizmami, to w Warszawie dziwnie mi brzmi na dworzu - właśnie z "u" na końcu, taka maksymalnie regionalna odmiana. Ale nie walczę z tym, bo w ogóle uważam, że lokalne dialekty są fajne. Nie lubię, gdy ktoś oburza się na dialekt, że to niby nieprawidłowa polszczyzna.
          • jhbsk Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 10:51
            Profesor Miodek mówił, że się oduczał nieprawidłowości. Wydaje mi się, że co innego regionalizm (kurczak, poniatowszczak w Warszawie, na pole w Krakowie) a co innego błąd. Ubieram choinkę albo kogoś. Ale głowy nie dam, może się mylę.
            • ding_yun Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 11:38
              Ze wstydem przyznam, że używam i "masakry" i "ogarniania", a także - o zgrozo - słowa "epicki" świadomie w jego angielskim, a nie polskim znaczeniu. Ale nigdy na piśmie, więc może będzie mi wybaczone smile

              Ostatnio nie znoszę pewnego rodzaju modnych wtrętów konwersacyjnych.

              1. Dodawanie na końcu każdego zdania "tak", mające podkreślić jak ważne jest to, co rozmówca ma do powiedzenia. "I wtedy ona powiedziała, że nie pójdzie tam ze mną, tak? I od razu ją wywaliłam, bo to jest całkowicie niedopuszczalne, tak?"

              2.Modne w kręgach show biznesu "gdzieś tam". Na przykład "zawsze gdzieś tam była we mnie ta potrzeba tworzenia". "I ten motyw gdzieś tam w jego filmach się powtarza".

              3.Używane przez stylistów ubioru i fryzur "zadziało się". "Tutaj przez dodanie kamizelki już nam się z tym strojem coś zadziało"

              4.Słowa - klucze sugerujące, że to z rozmówcą cos jest nie tak. Na przykład:
              -musimy zaraz wyjść, żeby tam zdążyć
              -nie histeryzuj

              -znowu obiecujesz, że coś zrobisz, a tego nie robisz
              -oj tam oj tam

              • ananke666 Re: Słowa też mogą ranić... 21.04.12, 00:32
                ding_yun napisała:

                > a także - o zgrozo -
                > słowa "epicki" świadomie w jego angielskim, a nie polskim znaczeniu. Ale nigdy
                > na piśmie, więc może będzie mi wybaczone smile

                Chwała boru, że nie nie na piśmie, bo ten "epicki" mnie strasznie wkurza... smile
                • ding_yun Re: Słowa też mogą ranić... 21.04.12, 15:08
                  > Chwała boru, że nie nie na piśmie, bo ten "epicki" mnie strasznie wkurza... smile

                  Jak i wiele osób, dlatego też u mnie funkcjonuje jako element języka, którym porozumiewam się z wybraną częścią społeczeństwa, ściślej pewna grupą moich znajomych. Łącznie z innymi dość hermetycznymi wtrętami.

            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 11:46
              jhbsk napisała:

              > Profesor Miodek mówił, że się oduczał nieprawidłowości. Wydaje mi się, że co in
              > nego regionalizm (kurczak, poniatowszczak w Warszawie, na pole w Krakowie) a co
              > innego błąd. Ubieram choinkę albo kogoś. Ale głowy nie dam, może się mylę.

              To chyba trudno rozróżnić. Ile razy czytam na forach: a fuj, "oglądnąć" to błąd! Tymczasem jest to regionalizm galicyjski, tak samo jak "na pole". Btw obydwa są nie krakowskie, lecz galicyjskie, tak mówi się w prawie całej południowej Polsce.
              • jottka Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 12:29
                anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                > To chyba trudno rozróżnić. Ile razy czytam na forach: a fuj, "oglądnąć" to błąd!

                ale to nie działa w ten sposób (tzn. wszystko, co odstaje od normy, to regionalizm, czyli uprawniony jest). nie znam się na tym przesadnie, ale o tym, czy coś jest regionalizmem czy błędem nie decyduje widzimisię, tylko względy gramatyki, w tym historycznej, dopuszczalne przegłosy i odstępstwa fleksyjne. znaczy fachowiec to rozróżnia bez trudu, więc nie ma powodu, żeby amator stwierdzał "e tam, wszystko jedno"smile


                > Tymczasem jest to regionalizm galicyjski, tak samo jak "na pole". Btw obydwa są nie krakowskie, lecz galicyjskie, tak mówi się w prawie całej południowej Polsce.

                jeśli już, to małopolski, a nie galicyjski - ten ostatni termin jest określeniem historycznym i do tego stworzonym przez zaborcę, nie ma powodu go używać w odniesieniu do współczesnych warunków. a już zupełnie poza tym - jeśli zwrot miałby być galicyjski, to powinno się go używać nie tylko w południowej polsce, ale i we lwowie czy haliczu...
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 15:36
            klymenystra napisała:

            > Tak, to jest regionalizm. Podobnie jak "włanczac". Więc w Galicji można tak mów
            > ic, ale wszędzie indziej jest niepoprawne.

            Znaczy, wyjeżdżając do Warszawy należy się cenzurować? Jakoś tego nie widzę. Mój niegdysiejszy szef był Szwajcarem, zamieszkał w Bawarii, ale nawet na uczelni mówił tak trochę po swojemu. To jakieś sztywne, tak się dopasowywać do "jedynie słusznych" reguł. To tak jakby ktoś bał się: "o rany, zaraz się wyda, że jestem ze wsi!" wink
            • nessie-jp Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 15:53
              > Znaczy, wyjeżdżając do Warszawy należy się cenzurować? Jakoś tego nie widzę. Mó
              > j niegdysiejszy szef był Szwajcarem, zamieszkał w Bawarii, ale nawet na uczelni
              > mówił tak trochę po swojemu. To jakieś sztywne, tak się dopasowywać do "jedyni
              > e słusznych" reguł. To tak jakby ktoś bał się: "o rany, zaraz się wyda, że jest
              > em ze wsi!" wink

              A coś się znowu uczepiła Warszawy? Rozmawiając polszczyzną oficjalną, nie stosuje się regionalizmów i tyle. Ja sobie w Warszawie mogę mówić "nogie" i "renkie", "bułkie" i "cukerek", ustrojstwo i rozpiska. Ale upieranie się, że to jest językowo równoważne z oficjalną polszczyzną
            • klymenystra Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 16:03
              Jakich "jedynie słusznych"? Nie rozumiem. Norma to norma, regiolekt to regiolekt. Należy mówic tak, żeby inni nas rozumieli. Nie twierdze, że należy porzucac całkiem swoją mowę, ale jak powiem w Warszawie "nakastlik", to szansa, że zostanę zrozumiana, jest niewielka.

              A tu jest mowa o czymś innym - regionalizm jest poprawny na terenie danego regionu, ale niekoniecznie poza nim i według znormalizowanej wersji języka. Włańczac i oglądnąc to takie właśnie przypadki.
            • pavvka Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 16:17
              anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

              > Znaczy, wyjeżdżając do Warszawy należy się cenzurować? Jakoś tego nie widzę. Mó
              > j niegdysiejszy szef był Szwajcarem, zamieszkał w Bawarii, ale nawet na uczelni
              > mówił tak trochę po swojemu.

              Ja bym się upierał, że to trochę inna sytuacja, bo o szwajcarskim niemieckim można powiedzieć, że jest oficjalnym językiem swojego kraju, a nie dialektem. To podobna sytuacja jak z amerykańskim wykładowcą na brytyjskiej uczelni - nikt nie będzie od niego oczekiwał mówienia z oksfordzkim akcentem, tylko standardowego American English. Natomiast rodowity londyńczyk nie powinien na uczelni wykładać cockneyem.
              • verdana Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 16:53
                Regionalizmy są OK, jesli nie móei się oficjalnie. W warunkacjh oficjalnych już zdecydowanie należałoby uzywać poprawnej polszczyzny.
                Mnie do szału, podobnie jak jednego z przedmówców, doprowadza "tak?" na końcu zdania. Co to, q... jest? Anglicyzm?
                Nie wiem z jakich przyczyn dostaję furii przy powiedzeniu "że głowa mała". Wszelkie zdrobnienia w oficjanych przemowach. "Pieniązki" . "Modernizacja" tam gdzie chodzi o zmianę uszczelki.
              • ding_yun Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 19:12
                pavvka napisał:

                > anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
                >
                > > Znaczy, wyjeżdżając do Warszawy należy się cenzurować? Jakoś tego nie wid
                > zę. Mó
                > > j niegdysiejszy szef był Szwajcarem, zamieszkał w Bawarii, ale nawet na u
                > czelni
                > > mówił tak trochę po swojemu.
                >
                > Ja bym się upierał, że to trochę inna sytuacja, bo o szwajcarskim niemieckim mo
                > żna powiedzieć, że jest oficjalnym językiem swojego kraju, a nie dialektem. To
                > podobna sytuacja jak z amerykańskim wykładowcą na brytyjskiej uczelni - nikt ni
                > e będzie od niego oczekiwał mówienia z oksfordzkim akcentem, tylko standardoweg
                > o American English. Natomiast rodowity londyńczyk nie powinien na uczelni wykła
                > dać cockneyem.

                Z tym że cockney jest nie tylko dialektem właściwym danemu miastu, ale także językiem pewnej grupy społecznej, konkretnie raczej working class niż wykładowców akademickich. I z tych właśnie powodów raczej nikt tymże cockneyem wykładać nie będzie.
    • zla.m Re: Słowa też mogą ranić... 19.04.12, 18:19
      nieszpolka-japonska napisała:

      > 2008 – „masakra”, „masakryczny”

      mam przyjaciela, który stosuje stopień wyższy od masakry: "cios, po prostu cios". Ale to akurat mnie bawi.

      Czego nie lubię strasznie, to kalek językowych, które powodują, że używa się polskiego słowa w obcym znaczeniu:
      - ekskluzywny - w znaczeniu "na wyłączność" (ekskluzywny wywiad) - tak ekspansywne, że trafiło do słowników
      - eskalować - w znaczeniu "przenieść na wyższy poziom, na inny termin" (nie wiem, czy to jest powszechne, ale w kręgach zbliżonych do projektów informatycznych spotykam nagminnie: "eskalowaliśmy to zagadnienie na kolejne spotkanie", "na poziom dyrektorów projektów"). Strasznie tego nie lubię, brzmi głupio, choć czasem rzeczywiście przekazanie problemu dyrektorom prowadzi do problemu tegoż eskalacji
      - całkiem kuriozalne, ale zabawne: ontologia w znaczeniu "całość wiedzy z dziedziny projektu, zawierająca pojęcia, powiązania między nimi, ich hierarchę itp."

      I jakby odwrotne, ale w tym samym klimacie: tłumaczenie "pathetiic" jako patetyczny. Takież tłumaczenie raczy przedstawiać także google translator - Tekst linka, co jest, nieprawda, pate... eee.... żałosne wink
    • gat45 Całościowo : 21.04.12, 08:59
      W obszarze mleczarstwa, przed półtorej godziną w miesiącu kwietniu moja osoba rozmawiała przez godzinę czasu o zakupieniu półtorej litry mleka w wyznaczonym czasokresie, proszę panią!

      z wątku "Chryzostomia" z sąsiedniego forum :

      forum.gazeta.pl/forum/w,89075,134094048,134094048,Chryzostomia.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka