Gość: olek
IP: 188.33.29.*
05.08.10, 23:35
chyba poznałem co to znaczy narzekający turysta :D
uwaga przypadek ekstremalny:
otóż wśród znajomych puściłem plotkę, że można zorganizować wczasy za 370 zł
na IBIZIE - w tym lot i hotel.
Zgłosiło się 6 chętnych z Krakowa, którym udzieliłem porad i użyczyłem swojej
karty prepaidowej.
Na początku euforia do momentu kiedy nie zobaczyli hotelu:
www.booking.com/hotel/es/san-antonio-de-potmany/playasolmarch.html?aid=304142;label=postbooking_confemail;sid=1dc97f20c3e0a37a04200e37d8a3eef6
od tego momentu:
zastraszanie, "wjazd na chate", "dorwiemy cie", "albo zwrot pieniędzy albo nam
dopłacasz za hotel", "znajdziemy cie" :)
facet wyczytał na forach, że ten hotel jest najbardziej obskurnym jaki tylko
się może tracić na Ibizie - przypominam cenę za dobę: 35 zł, cenę za cały
pobyt wraz z lotem: 370 zł :)
oczywiście kasę zwróciłem ale ten przykład powinien się znaleźć w "kanonie
polskich turystów" :D
myślałem, że facet dwudziestoparoletni trochę inaczej będzie podchodził do
wyjazdów :)