dodino
11.06.12, 18:53
Koszmarnie nabici w butelkę - tak można streścić nasze wakacje które planowaliśmy od kilku tygodni, zarezerwowaliśmy ofertę, zapłaciliśmy... i cisza. Wyjazd 19 czerwca a Pani na infolinii pociesza że dokumenty dopiero będą wysłane na kilka dni przed i zdążą dojść na czas. Cóż, wierzymy na słowo. Po czym następnego dnia miła Pani z TUI dzwoni i odwołuje nasze wczasy na Ibizie - bez żadnego powodu, bez przepraszam, dowiaduję się że mamy jedyną propozycję nie do odrzucenia - inny hotel, termin w lipcu, wylot z Katowic zamiast z Warszawy!!! Urlop wzięty, pieniądze zainwestowane kilka miesięcy wcześniej - koszmar. Po dwóch dniach dodzwaniam sie do "kierownika" - pytam jakim prawem rujnują mi wakacje - i pan ze stoickim spokojem twierdzi że "to biznesowa strategia TUI", "że odwołali pół kontyngentu bo im się nie opłacało" - tylko pójść z tym do sądu. Nie żeby hotel im odwołała, czy linia lotnicza, nie - po prostu nie mam wakacji bo im sie przestało opłacać. A jak pytam o ofertę zastepczą - "najpierw Pani grzecznie zrezygnuje z poprzedniej umowy a my coś super dla pani znajdziemy" - Po dwóch dniach i kilku telefonach dostaję "coś" w stylu pierwsza lepsza oferta na stronie www. Super! Najgorsze w tym jest klient został zrobiony w bambuko przez renomowane biuro podróży i 2 tyg przed urlopem jest bez szans na znalezienie oferty w podobnej cenie. Cóż po kilku dniach stresu, złości a potem szybkiego szukania w końcu jedziemy na wakacje z innym renomowanym biurem podróży - ale 25% drożej niż planowaliśmy. A teraz powód, dla którego dzielę się moją historią - coś co przekroczyło próg mojej wytrzymałości - kurier właśnie przyniósł bilety lotnicze i vouchery - pięknie zapraszające na wyjazd którego nie ma mimo, że półtora tygodnia temu zakończyliśmy swoją przygodę z TUI nim się na dobre rozpoczęła.