Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r.

28.11.12, 21:52
Wrocławska prokuratura skierowała we wtorek do sądu akt oskarżenia przeciw pilotowi wycieczki na Kretę, 26-letniemu Piotrowi P. Zarzuca mu narażenie rodzeństwa Danuty i Marka S. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne doprowadzenie do śmierci.
Piotr P. przyznał się w śledztwie do popełnienia zarzucanego mu czynu. Wycieczka, którą pilotował była drugą oprowadzaną przez niego samodzielnie wycieczką. Grozi mu do 5 lat więzienia.

Do tragicznej śmierci rodzeństwa S. doszło w lipcu 2007 r. podczas ich urlopu na Krecie, w wąwozie Samaria, gdzie wybrali się z innymi turystami na wycieczkę. Pilotował ją Piotr P. Rodzeństwo zgubiło się już na początku wyprawy. Ich ciała odnaleziono 5 dni później. Zmarli z powodu wycieńczenia i odwodnienia organizmu oraz odniesionych ran.

Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Małgorzata Klaus, pilot miał co prawda listę uczestników, ale sprawdził ją tylko raz w autokarze. "Później nie liczył uczestników wycieczki ani po wyjściu z autokaru, ani po odejściu od kasy biletowej, ani w wąwozie w trakcie krótkich postojów" - powiedziała rzeczniczka.

Wycieczkowicze wiedzieli tylko, że mają spotkać się na dole wąwozu w tawernie, gdzie pilot ma rozdać bilety na prom, odpływający o godz. 18. Piotr P. przy wydawaniu biletów zaznaczał na liście uczestników osoby, które odebrały już bilet. Ok. godz. 17.00 zauważył, że dwoje turystów, Danuta i Marek S., nie odebrało biletów; nie byli też na obiedzie. Wtedy zadzwonił do swego przełożonego Jakuba Sz., którego poinformował o braku dwóch osób. Ten kazał mu czekać na Danutę i Marka S. do czasu odpłynięcia promu. Sam poinformował straż Parku Narodowego Samaria o zaginięciu rodzeństwa.

Tego samego dnia wieczorem strażnicy przeszukali wąwóz, ale nie znaleźli S. Szeroko zakrojone poszukiwania rozpoczęły się dopiero dwa dni później. Przełom nastąpił, gdy na policję zadzwonił turysta, który w trudno dostępnym miejscu, w górach zauważył mężczyznę w stanie zaawansowanego odwodnienia i krańcowego wycieńczenia organizmu. Gdy na miejsce, po trudnym, wielogodzinnym marszu, dotarła grupa ratownicza, Marek S. już nie żył. Kilka godzin później odnaleziono ciało Danuty S.

Przy kobiecie znaleziono aparat fotograficzny. Analiza wywołanych z niego zdjęć pozwala wywnioskować, że w dniu wycieczki rodzeństwo nie weszło do wąwozu Samaria, lecz podążyli innym szlakiem. Tymczasem "Piotr P. podczas akcji poszukiwawczej twierdził, że wszyscy turyści, których pilotował weszli do wąwozu, a on szedł ostatni" - powiedziała Klaus. Dodała, że ta okoliczność w znaczący sposób wpłynęła na poszukiwania Danuty i Marka S., które rozpoczęto w złym miejscu, czyli w obrębie wąwozu Samaria, a nie tam, gdzie zaginieni faktycznie się znajdowali.

Według prokuratury z przekazanych materiałów jednoznacznie wynika, że Danuta i Marek S. nie weszli do wąwozu, ale z nieznanych powodów, po skasowaniu biletów, poszli złą drogą. Weszli na trudny szlak górski, możliwy do przejścia tylko dla wspinaczy ze specjalistycznym sprzętem.(PAP)

    • turrr Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 29.11.12, 09:52
      Boli, ale trudno, praca Pilota to nie "wożenie pewnej części ciała" po świecie ale to także ODPOWIEDZIALNOŚĆ za powierzonych turystów.

      Niechaj będzie to przestrogą dla nas ale także dla Organizatorów wyjazdów, którzy poszukują jak najtańszych pilotów.
      Ważne jest to także w kontekście uwolnienia zawodów.
    • bluemar Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 30.11.12, 09:37
      Oskarżenie to jeszcze nie wyrok.Mam nadzieję,że trafi na kompetentnego sędziego,który odróżni pilota od przewodnika górskiego.
      Co to znaczy "oprowadzał"?Pilot?
      Rozdał bilety,powiedział gdzie zbiórka i to wszystko co powinien zrobić-liczyć dorosłych ludzi?Poszli inną drogą bo chcieli albo gamonie nie słuchali pilota i na własne życzenie (pamiątki?) stracili kontakt wzrokowy z grupą.
      Kolejna polska paranoja.Zaczynam patrzeć inaczej na Białoruś gdzie istnieje coś takiego jak "obowiązki turysty",które klient musi podpisać przed wyjazdem.
      Czy pilot ma być odpowiedzialny za utonięcie uczestnika w hotelowej wannie?Bo nie sprawdził czy uczestnik nie jest "chory na głowę" i np zaczął sprawdzać ile wytrzyma pod wodą?Mam ochotę zainicjować zrzutkę pilotów na dobrego adwokata dla kolegi.
      • diabelski_tuzin Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 30.11.12, 22:06
        Interesuje mnie ta sprawa z tego względu, że sąd będzie musiał określić, na czym w tym konkretnym przypadku (teren górski, ale trasa spacerowa, uczęszczana) ma polegać opieka pilota wycieczki nad uczestnikami. Innymi słowy - co pilot w konkretnej, rozpatrywanej sytuacji powinien uczynić. Co zrobił, a czego zaniechał. Będzie musiał też zważyć, o ile sami uczestnicy przyczynili się do nieszczęścia. Już w tej chwili są znaki zapytania - dwójka uczestników skasowała bilety, ale nie weszła na szlak. Nie znam topografii wąwozu Samaria, nie wiem, czy było to możliwe, czy też jest to niezręczne sformułowanie dziennikarza. W każdym razie będę obserwował proces z zainteresowaniem.
        Co do dobrego adwokata... Hm, a może któreś ze stowarzyszeń pilotów by się w to zaangażowało? To chyba zgodne z ich statutami? Może sama wspaniała Federacja Pilotów i Przewodników, konferująca za tydzień w stolicy? Wiem, wiem, tu trzeba się zaangażować, również finansowo, ale ile na tym można zyskać medialnie... Proszę bardzo, nie zostawili kolegi w potrzebie! A odłączanie się uczestników od grupy? W polskich realiach to nagminne - gdy pełnię funkcję przewodnika, to nie jestem w stanie upilnować 40 osobowej grupy. Gdy mam przewodnika, który prowadzi grupę np. w mieście, to idąc na końcu przemieszczającej się grupy widzę, co robią uczestnicy, mogę zatrzymać się i poczekać na kogoś, kto odstał - zwłaszcza, gdy znam miasto i wiem, dokąd kieruje się przewodnik. W tym roku miałem możność obserwować jedną z turystek w Ratyzbonie, która mimo słusznego wieku (niech mi wybaczy!) niczym szalona biegała do wystawy do wystawy, gdy reszta uczestników wycieczki słuchała, co ma do powiedzenia przewodniczka. Oczywiście, mówiąc o "upilnowaniu" mam na myśli drogich rodaków, bowiem w grupach niemieckich bądź szwajcarskich dziwnym trafem problem taki jakoś nie występuje...
        • bluemar Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 01.12.12, 09:39
          diabelski_tuzin napisał:

          > W każdym > razie będę obserwował proces z zainteresowaniem.
          > Co do dobrego adwokata... Hm, a może któreś ze stowarzyszeń pilotów by się w to
          > zaangażowało? To chyba zgodne z ich statutami? Może sama wspaniała Federacja P
          > ilotów i Przewodników, konferująca za tydzień w stolicy? Wiem, wiem, tu trzeba
          > się zaangażować, również finansowo, ale ile na tym można zyskać medialnie... Pr
          > oszę bardzo, nie zostawili kolegi w potrzebie!>

          I to jest trafne spostrzeżenie,które jak zwykle zweryfikuje życie.Odkąd jestem obecna w turystyce a trochę tego nazbierało się, nadrzędnym celem wszelkich stowarzyszeń było przechwycenie dostępu do zleceń (najlepiej w formie scentralizowanego rozdzielnictwa) czyli co lepsze dla siebie i swoich a reszcie ochłapy.Całe szczęście,że jeszcze nigdy nikomu to nie udało się skutecznie.
          Obecnie doszły jeszcze łakome "kąski" czyli kasa z przeróżnych programów,wykorzystywana a to na zbędne szkolenia ,a to na wydawnictwa firmowane nazwiskami "działaczy" na ogół mało przydatne (albo wręcz wcale).
          Wątpię żeby którekolwiek ze stowarzyszeń zaangażowało się w tą sprawę.
          Ja również to obserwuję ze względu na możliwość zaistnienia precedensu.Zawsze kwestionowałam użycie słowa "opieka" z uwagi na możliwość nadinterpretacji przez osoby spoza branży w tym i samych prawników.A w praktyce właśnie ze względu na to słowo zrezygnowałam całkowicie z prowadzenia imprez dla młodzieży.
          Zresztą co tu dużo mówić czy pisać-wiosną prowadziłam imprezę z UP,którego to pracownicy powinni posiadać przynajmniej pdst wiedzę o profesjach-tymczasem nawet pani prawnik owego urzędu zwracała się do mnie per
          Pani przewodniczko :).
          Czarno widzę ponieważ nawet jeżeli będzie powołany biegły to będzie nim najprawdopodobniej ktoś ze środowisk akademickich czyli tzw teoretyk, "urlopowy pilot" lub pasjonata-podróżnik czyli osoby wykonujące pracę pilota dorywczo bez dogłębnej wiedzy za to z nazwiskiem popartym jakimiś publikacyjkami o treści podróżniczej a bez znajomości aspektów praktycznych.
    • mari_kola Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 01.12.12, 01:14
      Przykra sprawa. Wyrok w tej sprawie będzie bardzo ważny dla całego środowiska, bo tak naprawdę będzie wyznaczał granicę odpowiedzialności pilota za - bądź co bądź - dorosłych ludzi. Bluemar ma rację, przydałyby się jakieś zobowiązania turysty, zwłaszcza w kwestii zachowania dyscypliny w grupie, ale obawiam się, że model białoruski nie przejdzie, w końcu po wielu bojach znaleźliśmy się w tej części Europy, która szanuje wolność człowieka. Ale nawet Papieżowi rodaków nie udało się nauczyć, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiega człowieka... Wybaczcie, że sobie tak "filozuję". Moje najbardziej szokujące odkrycie w tej pracy (a szok nie opuszcza mnie do dziś), to fakt, że ludzie będąc w grupie pod czyjąś opieką czują się zwolnieni z samodzielnego myślenia i odpowiedzialności za samych siebie.
      Zastanawiam się cały czas, co ja bym zrobiła na miejscu Piotra P. Po wąwozach się nie szlajam, ale myślę - ot, głupotka - o metrze w Rzymie. Zbieram ludzi po czasie wolnym, w garści mam odliczoną ilość biletów, rozdaję je systematycznie jak się ludzie schodzą. Idę do metra, schodzę na dół - rzut oka na tył, czy zeszli wszyscy, kasujemy bilety, wsiadamy - kontrolny rzut oka, ale na litość Boską nie liczę grupy 50-osobowej z częstotliwością co 10 minut. A jeśli ktoś odebrał bilet i w międzyczasie poszedł dokończyć zakupy, grupa mu się straciła, a on zaginął w wielkim mieście, tylko dlatego, że jeszcze tylko znaczek na kartkę, to co - moja wina? Jakieś granice absurdu muszą zostać jasno określone. Chłopak rozdał bilety, tyle ile miał, może zbyt pochopnie założył, że dorośli ludzie jadący na zorganizowaną wycieczkę, na nieznanym sobie terenie, w dodatku górskim, będą się trzymać grupy. Nie liczył ich po krótkich postojach na trasie. A gdzie do ciężkiej cholery mieli się odddalić w czasie tych krótkich postojów? Policzył ich na koniec, okazało się, że nie ma, zgłosił. A że był przekonany, że nie odłączyli się jeszcze na samym początku...
      Każdy z nas szukał w swojej karierze zaginionych turystów, dzięki Bogu w zdecydowanej większości bez tak tragicznego finału. Pochylając głowę nad tragedią, z ogromnym szacunkiem dla rodziny ofiar - nie dajmy się zwariować, bo wyjdzie, że pilot wycieczek jest winny "kokluszu i trzęsienia ziemi", że o głodzie na świecie i katastrofie smoleńskiej nie wspomnę. Kluczowe będzie rozstrzygnięcie, czy Piotr P. ich rzeczywiście zlekceważył, czy oni zlekceważyli Piotra P. i grupę i zbyt lekkomyślnie poszli w swoją stronę.
      Moi turyści dostają na początku wyjazdu wizytówkę z moim numerem telefonu, na wizytówce ładnie po włosku mają napisane "czy mógłby pan/pani zadzwonić do Marii K., pilotki wycieczki", mają powiedziane, że w razie czego z wizytówką mają podejść do jakiegokolwiek policjanta, a on na pewno do mnie zadzwoni (tym sposobem mam już rozległe znajomości we wszystkich włoskich służbach mundurowych;-)), mają powiedziane, że dla bezpieczeństwa to dokumenty i telefon nosi się przy d..ie, a nie zostawia w autokarze, liczę po każdej zbiórce i większym zamieszaniu, idę na końcu, jak prowadzi przewodnik, nie urywam się na zakupy ani na spotkania ze znajomymi i mam wrażenie, że oczy mam dookola głowy. Starm się, pilnuję jak Cerber, zaganiam jak owaczarek, a i tak giną jak ciotka w Czechach. Czytałam powyższą relację prasową kilka razy i cały czas zastanawiałam się, jak ja bym się zachowała na miejscu tego chłopaka. I doszłam do wniosku, że tak samo. Nogi mi się ugięły. Też się chętnie dorzucę na tego dobrego adwokata.
      • smerv Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 01.12.12, 16:19
        Obawiam się, że biegłym sądowym jest jakiś członek (!) władz organizacji przewodnickiej, więc takiego kogoś sąd powoła.
        W świetle greckich przepisów i zwyczajów, to chyba grupa musiała mieć lokalnego przewodnika. Ale biuro zaoszczędziło, wzięli pilota za stówkę na dzień.
        Nawet, jak się poruszam z grupą po mieście (czy to miejską komunikacją, czy to pieszo), nie jestem w stanie liczyć co chwilę moich owieczek, bo wtedy nigdzie nie dojdę ani nie dojadę.
        Na początku albo daję karteczki z numerami telefonów - zwykle proszę organizatora o przygotowanie - numery do biura i do mnie, albo podaję swój numer w autokarze i pilnuję, żeby każdy wklepał w telefon. Turyści zasadniczo komórki noszą - wielu ma tam aparaty fotograficzne.
        Ciąganie do odpowiedzialności pilota, który prowadzi dorosłych ludzi, to jednak paranoja. Ludzi, którzy nie posłuchali wyraźnych poleceń, odłączyli się od grupy i poszli swoją drogą.
        Chyba zacznę teraz rozdawać karteczki z oświadczeniem, że uczestnik odłącza się od grupy na własną odpowiedzialność i każę podpisywać przed odjazdem.
        A jeszcze sprawa trzeźwości - ile razy owieczka jedna z drugą ledwo się na raciczkach trzyma, ale przecież pilot musi jej pilnować, bo uczestnik ma same prawa - w końcu"płacę to wymagam, a wypić też mi wolno, bo jestem na wakacjach".
        • bluemar Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 01.12.12, 21:19
          smerv napisał:

          >...Turyści zasadniczo komórki noszą...>

          akurat- a całkiem świeży przypadek tej kobiety zaginionej w Wilnie?
          Chyba nawet jeszcze jej nie znaleziono.Komórka została w domu- żeby nie ukradli :).
          Ja obawiam się czegoś innego-organizator pewnie się od pilota odetnie a on bez doświadczenia i kontaktu z innymi pilotami prawdopodobnie nie będzie potrafił obronić się
          bo jak większość wchodzących do branży nie miał pojęcia jaki właściwie kurs skończył ,co należy do obowiązków a co nie,cieszył się,że pojedzie "za darmo" i jeszcze zarobi na kieszonkowe.
          • smerv Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 01.12.12, 23:00
            Tam to inksza inkszość. Ko będzie śmiał organizatora pociągnąć za odpowiedzialność. Opieka miała co najwyżej wymiar duchowy.
            Jasne, już się odciął. Gdyby stanął w jego obronie, to nie byłoby takich absurdalnych zarzutów.
            • agnes-05 Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 02.12.12, 11:23
              Ja myślę, że największym błędem tego pilota było utrzymywanie, że turyści weszli do wąwozu, przez co akcja ratunkowa skierowana była zupełne gdzie indziej, niż znajdowali się w rzeczywistości ci ludzie. Jeśli sąd stwierdzi związek przyczynowo - skutkowy między tym małym kłamstewkiem, a śmiercią tych dwojga ludzi, to nie chciałabym być w skórze tego pilota. Nie wiadomo też, co zeznają swiadkowie. Czy pilot liczył tych ludzi, czy nie?
              Z argumentami kolegów o odpowiedzialności pilota za dorosłych ludzi zgadzam sie w całej rozciągłości, bo nieraz byłam świadkkem skrajnie nieodpowiedzialnych zachowań.

              Faktu, że biuro wysyła do oprowadzania po górskich terenach w Grecji pilota, który robi to po raz drugi w życiu, nawet mi się komentować nie chce.
              Na to sąd także powinien zwrócić uwagę, bo całe nieszczęście zaczęło się właśnie od tego. Gdyby był miejscowy przewodnik, a pilot zajmowałby się swoimi obowiązkami, to do tragedii zapewne by nie doszło. I ktoś jest przecież za to odpowiedzialny. Wiadomo...kasa...
              Organizator od odpowiedzialności oczywiście się miga, ale to jego zdanie, sąd może mieć zupelnie inne.
              • smerv Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 02.12.12, 12:31
                Jak owieczki skasowały bilety, to pilot miał wszelkie podstawy sądzić, że weszły na właściwą ścieżkę. Idąc ścieżką, musiał być na przedzie, a nie na końcu, bo inaczej na czoło wskoczą najsilniejsi i rozerwą grupę. Można co najwyżej wejść jako pierwszy i poprosić, by ludzie stanęli za 50 m, zanim pilot policzy stadko. Ale to tylko teoria. Nie wiem, jak duża była grupa, ale generalna zasada jest taka - lokalny przewodnik, szczególnie w górskim terenie, idzie pierwszy, ostatni idzie pilot. Szczególnie, jak pilot był świeżak i być może był w tym miejscy pierwszy raz w życiu (a w biurze mu powiedzieli "wiesz, to jest proste jak budowa cepa, jest tylko jedna droga, nie da się zgubić").
                Sam miałem taką sytuację, jeszcze w epoce przedkomórkowej. Liczyłem ludzi w centrum Budapesztu, na placu Vorosmarty, przed odejściem na parking. Ustawiłem bramkę w wąskim przejściu i stan mi się zgodził. Ale w bramkę weszło dwóch przypadkowych ludzi, a ja poszedłem z grupą do autokaru (jeszcze wtedy parkowało się przed schodami bazyliki). W autokarze manko. Biegałem jak wariat, nawet z miejscową policją. W końcu zdzwoniłem się z organizatorem i odjechałem z resztą. No, a owieczki się spóźniły, zobaczyły, że grupy nie ma, więc wsiadły do byle jakiego autokaru do Polski i jeszcze byli z siebie dumni, że tacy obrotni.
                • agnes-05 Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 02.12.12, 12:58
                  Oczywiście chłopak ne mógł przewidzieć, ze to skończy się taką wielką, podwójną tragedią. Pewnie bał się powiedzieć, że tak naprawdę, to nie liczył i nie był pewien, czy oni są, czy ich nie ma. Grupa też zapewne się nie znała, ot, przypadkowa zbieranina, która kupiła lokalną wycieczkę. Jeżeli jedynym winnym całej tej sytuacji będzie pilot, a nie ten, kto, cały ten bajzel zorganizował i wysłał świeżaka w góry, to polsi wymiar sprawiedliwości po raz kolejny pokaże, że jest do niczego.
                  • mari_kola Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 04.12.12, 11:09
                    Znalazłam taką oto relację wydarzeniu z 2007, czyli na gorąco wyborcza.pl/1,76842,4476986.html
                    a w niej taki akapit:

                    Dlatego gdy tylko stwierdził, że Danuta z Markiem są nieobecni, powinien był zawiadomić policję. Nie zrobił tego, przez co - uważa prokuratura - doprowadził do ich śmierci. Grozi mu za to do pięciu lat więzienia.
                    Kilka tygodni temu w rozmowie z nami P. tłumaczył, że o zaginięciu rodzeństwa powiadomił rezydenta hotelu, w którym mieszkali, Jakuba S., też pracownika biura Ecco Holiday. A on zapewnił go, że zawiadomi grecką policję o zaginięciu Danuty i Marka.
                    Jednak oficjalne zawiadomienie o zaginięciu złożył na policji dopiero w poniedziałek po południu Grek, właściciel firmy współpracującej z Ecco Holiday. I poszukiwania zaginionych rozpoczęto dopiero w trzeciej dobie po stwierdzeniu zaginięcia.

                    Chyba oskarżonych w całej sprawie powinno być więcej. Chciałabym, żeby przy okazji sprawy określono również zakres odpowiedzialności organizatorów za turystów wysyłanych za granicę. Jak to jest w przypadku innych grup zawodowych? Na przykład w przypadku lekarzy? Czy za błędy lekarskie nie ponosi odpowiedzialności również szpital? Wie ktoś, jak to działa? Jeżeli chłopak był niekompetentny, czy organizator nie powinien ponieść odpowiedzialności za zatrudnienie takiej osoby? Jakie są służbowe zależności w tym biurze? Czy dzwoniąc do rezydenta zachował normalną drogę służbową, a ciała dał ktoś inny? Czy może rzeczywiście zarabiamy zdecydowanie za mało, skoro rola organizatora ogranicza się li tylko jedynie do stworzenia produktu (czasem dość kiepskiego) i zarobienia na nim duuużych pieniędzy, a cała odpowiedzialność spada na nas?
                    • agnes-05 Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 04.12.12, 18:50
                      To, co czasami wytwarza prokuratura, woła o pomstę do nieba. Tam przecież też pracują ludzie, i to nie zawsze najwyzszych lotów. Zadaniem sądu jest zbadanie wszystkich okoliczności, w tym też roli organizatora. W zasadzie to abstrahując od wspöłczucia dla chłopaka, ktory znalazł się w fatalnej sytuacji, czekam na wyrok, bo bedzie to ważny sygnał dla branży.
                      I może doprowadzi do wyraźniejszego zarysowania odpowiedzialności, a nawet w przyszłości do obligatoryjnego wykupiena polis OC dla wszystkich pilotów, co z kolei wpłynie na wzrost naszych kosztów. Jesli sąd uzna, że cała odpowiedzialność spoczywa na pilocie, to towarzystwa ubezpieczeniowe mogą wycenic te polisy bardzo wysoko.

                      W świetle informacji przytoczonych przez mari_kola widać jak na dłoni, że winni zaniedbań są tez inni, ale oni nie zostali oskarżeni. I zapewne pojawią się jako świadkowie.
                      Doprawdy, ciężki orzech do zgryzienia, bo niewątpliwie dużą winę za tragedię ponoszą też jej ofiary, przez własną lekkomyślność..

                      • bluemar Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 04.12.12, 21:58
                        Żaden ubezpieczyciel nie ubezpieczy od odpowiedzialności za wypadki spowodowane nieprzemyślanym lub lekomyślnym zachowaniem osoby dorosłej ponieważ pilot nie posiada uprawnień,które pozwoliłyby na wymuszenie zachowań właściwych.Dziwi mnie fakt,że jeżeli już to nie oskarżono raczej rezydenta za zbyt późne powiadomienie odpowiednich służb chociaż z drugiej strony fakt,że odłączyli się nie musiał oznaczać,że zaginęli.
                        Pilot ma obowiązek realizacji programu.Prawdopodobnie sprawa braku przewodnika lokalnego została celowo pominięta.
                        Zapewne też prokuratura nie wgłębiała się w "zależności służbowe" a organizator nie był zainteresowany żeby taki temat podjąć (nie wiemy kim dla firmy był rezydent:).

                        Maria napisała;"oskarżonych powinno być więcej"-no nie wiem czy w ogóle należało kogoś oskarżać-to byli dorośli ludzie ,mieli niestety"pełne obywatelskie prawo" :) do odłączenia się i nie informowania nikogo,do pokrzepienia się np winkiem,do lekkomyślności itp.Wypadek podobny do np letnich utonięć.
                        Jedynym uchybieniem w tej sprawie wydaje się brak miejscowego przewodnika i to górskiego (legalnie oprowadzającego po tym parku)-wąwóz Samaria to wprawdzie wąwóz ale jest to teren górski a przejście to nie jest asfalt do Morskiego Oka.
                        • agnes-05 Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 05.12.12, 10:32
                          Ja tę odpowiedzialność widzę raczej jako to wszystko co sie łączy z reakcją pilota czy rezydenta na zniknięcie ludzi, zawiadamie policji i służb ratunkowych itd, a nie jako odpowiedzialność za sam wypadek. I z doniesień prasowych rozumiem, ze chłopaka oskarżają raczej o to, ze jego kręcenie ( liczył, nie liczył) spowodowało opóźnienie akcji ratunkowej, która poszła w zupelnie inną stronę, a nie o to, że ludzi nie upilnował. Byli przecież dorośli, więc sami za siebie odpowiadają.
                          Ale myślę też, że wielu szczegółów nie znamy i w tej chwili możemy jedynie gdybać. Bardzo jestem ciekawa tego wyroku, bardzo...
    • justynaciupa Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 05.12.12, 19:23
      Czytam, czytam, czytam ... i nie wierzę.
      Do dobrego adwokata tez się dołożę. Każdy z nas - pilotów może znaleźć się w podobnej sytuacji.
      • diabelski_tuzin Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 03.02.14, 16:02
        Minął rok, upływa następny... Jakieś wieści w sprawie?
        • diabelski_tuzin Re: Sądowy finał wypadku na Krecie w 2007 r. 28.12.14, 22:13
          Siedem i pół roku od zdarzenia, dwa lata od skierowania aktu oskarżenia do sądu...
Pełna wersja