Ostrzegam Villa Madre Golf & Family w Wisełce

17.08.13, 22:13
Byłam w "hotelu" Villa Madre Golf & Family w Wisełce. Zrobiłam rezerwację przez booking. Zapłaciłam 360 zł za noc. A to były pokoje gościnne nad barem, a nie żaden hotel. Brak nawet najmniejszego balkoniku. W apartamencie do sypialni prowadziły strome schody (jak na strych) - niedostępne dla dzieci i psa. Oczywiście nie ma czajnika w pokoju i innych tego typu rzeczy. Telewizor podwieszony pod sufitem. Recepcja w formie kontorku więc z korytarza wychodzi się do baru i bezpośrednio na ulicę. Widok z okna na bary z kiełbaskami i goframi. Wieczorem można posiedzieć w pokoju, bo innej opcji nie ma. Parking niestrzeżony na który trudno trafić. Obsługa arogancka. Nie polecam, a już na pewno nie za tą cenę.
    • norm-a Re: Ostrzegam Villa Madre Golf & Family w Wisełce 02.09.14, 17:31
      Ja też powinna napisać OTRZEGAM .... bo to nie villa ani nie Madre tylko pokoje nad stołówką, gdzie co rano dochodzą zapachy z restauracji. Oczywiście te 4 gwiazdki to sobie ktoś albo pomalował albo "posmarował" żeby je mieć bo to w żadnym wypadku nie jest hotel o tym standardzie. Poza tym mija już 4 tydzień a my nie możemy wydobyć faktury za ten pokój bez szklanki na wodę i wody, nie mówiąc o czajniku czy czymś co pozwoli zwilżyć usta gdy pobyt trwa tam nie jedną dobę .... Nazwałabym to Villa Macabre bo pobyt tam to jak pisze moja przedmówczyni/przedmówca istna makabra ...
    • mronia09 Re: Ostrzegam Villa Madre Golf & Family w Wisełce 26.06.15, 12:47
      Ja z kolei chciałabym ostrzec wszystkich, którzy planują pracować w Villi Madre. Piszę ten komentarz, bo sama chciałabym być uprzedzona, że nie warto tam jechać. Niestety, informacji na temat pracy w Villi Madre nie znalazłam i pojechałam, aby przekonać się na własnej skórze jak tam jest. A jechałam prawie z drugiego końca Polski. Jako młoda dziewczyna, maturzystka, chciałam dorobić sobie podczas wakacji. Wierzcie mi lub nie, nie boję się ciężkiej pracy. Oprócz tego, znam na poziomie zaawansowanym język angielski. Zaaplikowałam na stanowisko kelnerki, jednak, współwłaściciel, Pan Łukasz, zadzwonił i poinformował mnie, ze jest wolne stanowisko recepcjonistki w Villi Madre. Zgodziłam się bez zastanowienia. Rozmowa telefoniczna z Panem Łukaszem była bardzo przyjemna i wzbudzała zaufanie, do tego stopnia, że nie miałam żadnych wątpliwości, co do tego, że praca w tym miejscu to strzał w dziesiątkę. Chciałabym, aby moja odpowiedź, była w stu procentach zgodna z prawdą. Pragnę więc zaznaczyć, że oprócz zadań recepcjonistki, Pan Łukasz uprzedził mnie, że przez pierwszy miesiąc będę zobowiązana "pomagać na pokojach". Teraz przejdę do tego, jak w rzeczywistości wygląda praca recepcjonistki w Villi Madre. Na recepcji byłam raz, całe TRZY MINUTY. Poza tym do moich obowiązków należało: wnoszenie skrzynek z gruzem do ciężarówki, sprzątanie podwórka i pomieszczeń, mycie toalet. Tak jak napisałam wcześniej - ciężkiej pracy się nie boję. Wnosiłam więc gruz, myłam kible i robiłam wszystko, co kazano mi robić. Żadna praca nie hańbi, prawda? Tylko, że w Villi Madre się nie pracuje, w Villi Madre jest się niewolnikiem. Współwłaściciel ma swoje metody sprzątania, na przykład zamiatania. Uważa, że zamiatanie miotłą "do siebie" jest błędem całego społeczeństwa i że jedyny prawidłowy sposób zamiatania jest miotłą "od siebie". Mycie mopem podłogi też jest bardzo oryginalne. Szef musiał słyszeć szorowanie, bo jeśli nie słyszał, to oznacza, że nie myję podłogi tylko "odświeżam". W ostatni dzień pracy, szef skrzyczał mnie, ponieważ po umyciu łazienek i toalet porwałam niechcący gumowe rękawiczki, (domestos i inne chemikalia osłabiają gumę rękawic do tego prawdopodobnie zahaczyłam rękawicę paznokciem) które były już wcześniej używane. Powiedział, że powinny one starczyć na wiele razy i że tak nie może być, bo go nie stać na takie marnotrawstwo. Jeśli chodzi o pokoje, w których mieszkają pracownicy, są ładne i schludne, 3 łóżka w jednym pokoju. Łazienka również czysta i ładna. Podczas pracy w Villi Madre miałam dostawać wyżywienie. Z tym było różnie, w zależności od humoru wielmożnego szefa. Wyżywienie określę tak: obiad co drugi dzień, albo rzadziej - to wszystko. Za przepracowane dni dostałam pieniądze wypłacone co do grosza, więc jeśli chodzi o finanse można czuć się bezpiecznie. Warto jednak zastanowić się, czy za 70 złotych dniówki jesteśmy w stanie poświęcić swoją godność i spełniać dziwne rozkazy i zachcianki rozwydrzonego gówniarza (szef ma 20 parę lat). Gdyby ktoś miał jeszcze jakieś pytania co do pracy w tym miejscu proszę o kontakt: lemonsapling5@gmail.com. Pozdrawiam.
Pełna wersja