RT Turcja fascynująco-różnobarwna 2014 -informacje

04.06.14, 17:54
Byłam na tym objeździe w maju 2014 i na świeżo chciałabym podzielić się swoimi wrażeniami ze wszystkimi, którzy poszukują o niej najaktualniejszych informacji. Sama przed wyjazdem próbowałam znaleźć jak najwięcej informacji, ale ta trasa była dość skąpo opisana.
Postaram się pogrupować najistotniejsze zagadnienia tak, aby łatwo było znaleźć to, co każdego będzie interesowało. Naturalnie postaram się odpowiedzieć na bardziej szczegółowe pytania – jeśli takowe się pojawią :-)

Trasa opisana w programie RT jest realizowana krok po kroku, ale

podczas zwiedzania Kapadocji program został trochę pomiksowany i rozłożony (naturalnie każdy punkt programu został zrealizowany) ze względu na natężenie fakultetów. Zatem drugiego dnia zgodnie z planem byliśmy w Konya, po zwiedzeniu Mauzoleum Mevlany przejazd do Kapadocji z przystankiem w Sultanhani. O godz. 18.00 pierwszy fakultet – pokaz tańców wirujących derwiszów. Potem przejazd do hotelu i już o 20.00 następny fakultet – hamam. Jeśli ktoś decydował się na jedno i drugie to musiał kolację „przełykać” w pośpiechu. Trzeci fakultet – lot balonem skoro świt dnia trzeciego, zaś wieczór turecki na zakończenie tego dnia (ceny fakultetów były zgodne z tymi podanymi w programie). I trzeciego dnia zrealizowaliśmy zwiedzanie cudnej Kapadocji (miasteczko Mustafa Pasza, kompleks klasztorny Keslik, medresa Taskinpasza (zamknięta, tylko z zewnątrz), starożytne ruiny Sobessos, niesamowita dolina Soganli i podziemne miasto Derinkuyu.

w miejscowości Antakyi zamknięty był kościół św. Piotra, natomiast muzeum archeologiczne było w trakcie przeprowadzki (mocno zubożona ekspozycja, właściwie nie warta zwiedzania. Jak nowe muzeum zostanie otwarte wówczas będzie to super mocny punkt programu).

Zamiast zwiedzenia zamku Kizkalesi na wyspie było zwiedzanie ruin zamku Korykos (w miejscowości Kizkalesi). Moim zdaniem taki zamiennik jest całkowicie o.k. Osobiście uważam akurat ten punkt programu za niewart zatrzymywania się – ale to moja subiektywna opinia.
W Anamurze zamek Mamure był remontowany. Jako zamiennik podjechaliśmy do ruin starożytnego miasta Anamuri – rewelacja (RT powinien dodać ten punkt na stałe do programu).

W programie nie było Adany, w której się zatrzymaliśmy na zwiedzanie meczetu rodziny Sabanci. Również i w tym przypadku chętnie zasugerowałabym RT wprowadzenie tego punktu na stałe do programu.

Pilot – Pan Wojciech Jaszczak.
Świetnie zdyscyplinował grupę, biegle posługuje się językiem tureckim, jest pasjonatem kraju, po którym oprowadza z pasją, zaangażowaniem i wysoką kulturą osobistą. Innymi słowy - Pan Wojtek to Pilot Doskonały. Chętnie dzielił się swoją obszerną wiedzą o historii Turcji, przybliżał nam również czasy współczesne, a że jest świetnym obserwatorem i bardzo utalentowanym gawędziarzem, każda historia okraszona była humorem. Nie sposób się wyłączyć lub nie zainteresować :-) Dzięki Panu Wojtkowi czuję absolutny niedosyt i pragnienie poznania tego fascynującego kraju jeszcze dogłębniej (fajnie, że w ofercie są jeszcze inne objazdy :-).

Jeżeli RT zawsze będzie obsługiwało swoje objazdy takimi właśnie pilotami uroczyście przysięgam dożywotnią wierność RT !!!
    • maat7 Ciąg dalszy informacji :-) 04.06.14, 17:56
      Tempo zwiedzania i kilka organizacyjnych faktów:

      Trzeba się przygotować na wczesne wstawanie i długie jazdy. Cała trasa to trochę ponad 4,5 tys. km. Autokar jest bardzo przyzwoity, można wygodnie podróżować, klimatyzacja działa, ale kiedy autokar „wspina” się wśród gór i serpentyn (bardzo malownicze trasy) wówczas może ciut gorzej działać. Wyjazdy odbywały się wcześnie – najwcześniejszy to 5.30 (wyjazd z Midyat i przejazd przez Harran i Sanliurfę do Kahty, skąd jedzie się na górę Nemrut), najpóźniejsze to 08.00 – 08.30. Najczęściej wyjazdy odbywały się albo o 06.30, 07.00 lub 07.30. Śniadania były serwowane zawsze godzinę przed wyjazdem, ale można było wpaść na ostatnią chwilę (choć nie zawsze bym to polecała – patrz opis bazy hotelowej :-) W opisie wycieczki są śniadania kontynentalne, ale faktycznie były to bardzo „obfite” bufety (jajka, wędliny, mnóstwo serów, pomidory i ogórki, różnorodne sałatki, lokalne przysmaki (bakłażany, cukinie, pyszne słodkie chałwy i słodkie bułeczki).
      Bardzo sprawnie zorganizowany był przydział pokoi. Nasza grupa nie była duża, bo tylko 27 osób + piloci i kierowca. Zjeżdżaliśmy do hotelu, wchodziliśmy z walizkami, albo obsługa nam je wnosiła do holu, w tym czasie Pan Wojtek „orientował się” gdzie, kiedy i jak – następnie wyczytywanie nazwisk, klucze do łapki i po sprawie. Żadnych kolejek i ogonków przy recepcji, aby być pierwszym ;-)
      Kolacje były średnio o 19.30 – 20.00. Na początku dominowały bufety szwedzkie, pod koniec częściej serwowane, ale w każdym przypadku można było się najeść do syta, wręcz przejeść. Napoje płatne dodatkowo – ale i to różnie – napiszę o tym więcej przy opisie poszczególnych hoteli.
      W ciągu dnia zawsze wygospodarowana była chwila (średnio 1 godzina) na zjedzenie obiadu. Zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach, Pan Wojtek ustalał z właścicielem, co może nam zaoferować (dania + kwotę), a następnie każdy mógł usiąść i zjeść albo z obiadu rezygnować. Ja jadłam wszędzie i żałuję tylko jednego posiłku na samym starcie w Konyi – szwedzki stół, ogromny wybór, ale też i wielka stołówka, jedzenie mało smaczne. Ale każdy następny raz był coraz smaczniejszy. Na początku obiad kosztował 20 lirów za osobę + napoje dodatkowo płatne, im bardziej w głąb Turcji tym robiło się taniej – pod koniec jedliśmy już za 11 lirów :-) Na początku (jakieś 3 razy) był to szwedzki bufet, czasami nakładany przez kucharza na talerz, ale można było podchodzić ile razy się chciało i prosić o dokładkę wszystkich tych pyszności. Potem proponowane były zestawy w cenie, czyli zupa + danie główne (kebab do wyboru – a było z czego wybierać, najczęściej z ryżem), sałatka i obowiązkowo chleb (chleba było zawsze wszędzie pod dostatkiem). Napoje to cola, piwo, herbata, ayran … Herbata i ayran były śmiesznie tanie, a doskonale podkreślały aromat zjadanych pyszności. Kiedy zatrzymywaliśmy się w miastach (Kars, Antakyi) na zwiedzanie i dostawaliśmy czas wolny, wówczas wybór lokanty czy restauracji należał do nas :-)
      Osoby, które rezygnowały z obiadu najczęściej mogły skorzystać ze znajdującej się obok kawiarenki (kawa, herbata, albo i nic), lub też zjadać własne zapasy, kupowane w marketach. Zatrzymywaliśmy się na stacjach benzynowych, gdzie były toalety i często markety z podstawowymi produktami, albo z bardzo bogatym asortymentem spożywczo-przemysłowym.
      Tylko jeden jedyny raz nie było przerwy – kiedy spieszyliśmy się, aby zdążyć na busiki wiozące nas na górę Nemrut. Cały ten dzień był w pośpiechu – wpierw przejazd do Harriry, gdzie moim zdaniem zbyt długo się zasiedzieliśmy, następnie marne 30 minut na zwiedzanie kompleksu Golbasi w Urfie. Potem szybka jazda z przystankiem koło tamy Ataturka, i szalony wyścig z czasem. Spóźniliśmy się na busiki, ale nie na Nemrut :-) Obiadowo też daliśmy radę, bo koło wyjścia stała budka z gotowaną kukurydzą (pyszencja) i obwarzankami (sprzedawca miał najlepszy dzień targowy w tym miesiącu).
      A skoro przy górze Nemrut jesteśmy to zostańmy tu na chwilę. Dobrym pomysłem organizatora jest zajechanie wpierw do hotelu, aby można było się przebrać i przygotować. Jednakże pierwotnie mieliśmy być w hotelu o 14.00, a wyjazd na górę zaplanowany został na 15.00. Ale nie zdążyliśmy i na przebranie się mieliśmy raptem 15 minut, a wyjechaliśmy w końcu o krótko przed 17.00. Warto zatem rano przygotować sobie wszystkie rzeczy tak, aby w przypadku braku czasu wpaść do hotelu, przebrać się i ruszyć w dalszą drogę. Pogodowo mogę odnieść się do maja, ale sądzę, że i w innych miesiącach pogoda może zaskoczyć. My mieliśmy cieplutki dzień (koło 25C), ale za namową Pilota do plecaka spakowaliśmy polary, parasol i kurtki przeciwdeszczowe – przydało się wszystko. Na Nemrut wjeżdża się stopniowo zatrzymując się przy 3 punktach: przy mogile Karakus, na moście rzymskim Cendere oraz przy Arsemi. Jest ciepło i miło. Potem zaczyna się podjeżdżanie busikami do punktu, z którego można już tylko wspinać się na piechotę i robi się chłodniej, ale widoki za oknem są niesamowite. Tuż przed dotarciem na miejsce spadł obfity deszcz. W samochodzie wybraliśmy kurtki i w smugach deszczu wysiedliśmy. Starożytni Bogowie chyba mocno się na nas pogniewali, bo do deszczu „dorzucili” małe kuleczki gradu. I tak przez 5 minut zapowiadała się tragedia iście antyczna, aż tu nagle pada komenda idziemy, no to idziemy, a deszcz ni stąd ni zowąd przestaje padać. Wszystko schnie błyskawicznie, jest chłodno łamane przez robi się coraz zimniej, słońce obrażone za chmurami, ale nie pada, a my z zacięciem wchodzimy wyżej i wyżej … i jesteśmy :-) Z plecaków wyjmujemy polary i teraz jest już ciepło i sucho. Jak się można domyślać zachodu słońca nie było, bo nie może zajść coś, co nie wyszło ;-) Ale było pięknie i wcale nie tak męcząco. Zejście poszło błyskawicznie – dochodzimy do busików i znowu zaczyna padać, ale my mamy to już głęboko w nosie. Dojazd do hotelu krótko przed 21.00, późna kolacja, pyszna herbatka i odpoczynek po bardzo intensywnym dniu.
      Następny trudny punkt programu to jaskinia Niebo. Tu też warto się przygotować. Przede wszystkim BUTY muszą być mocno przyczepne, bo schodzi się po wilgotnych głazach i kamieniach i moje adidaski, które zjeździły ze mną różne regiony świata, tutaj zawiodły. Ślizgawica była straszna, trzeba się było podpierać rękoma, albo zaliczać przysiady (czyli upadki kontrolowane :-) Dodatkowo glina – z jednej strony wspomagała zejście, bo niwelowała śliskość, z drugiej strony malowniczo się odbijała na tyłkach i nogawkach spodni. Ale daliśmy radę nie robiąc sobie krzywdy. Wejście na górę (no tak do Nieba trzeba zejść, a potem trzeba wejść jakieś 27 pięter – tak wyliczył przewodnik książkowy) było już mniej kłopotliwe – szłam po prostu prawie na czworakach :-D
      Rada – dobre buty i ciuchy, które sobie pobrudzicie i już na wycieczce nie założycie. Ale nie trzeba się martwić, ani wyrzucać - wszystko pięknie schodzi w domowej pralce.
      A wracając do zagadnień organizacyjnych – w autokarze można było kupić sobie wodną opcję All Inclusive za 10Euro :-) Szalenie praktyczne i bardzo wygodne rozwiązanie godne pochwały.
      • maat7 kilka praktycznych rad z mojej strony 04.06.14, 17:59
        Wtyczki są inne – jeśli macie wtyczki okrągłe z bolcem to nie podłączycie ich do gniazdka. Tam są takie dwie „wypustki” na górze i dole (chyba ichniejsza forma uziemienia). Każda wąska wtyczka jest o.k., okrągła z bolcem już nie. Dodatkowo polecam zabrać ze sobą rozgałęźnik, jeśli macie dużo sprzętu do podładowania, bo w pokojach z wystarczającą ilością gniazdek różnie bywało.

        Toalety – płatne po 1 lirze, albo bezpłatne. Lepiej mieć przy sobie zawsze papier toaletowy, bo z tym potrafiło być kiepsko (w damskich i męskich toaletach).

        Wnoszenie bagaży – w niektórych hotelach bagaże wnosiliśmy sami, ale w większości była wyznaczona do tego obsługa hotelowa, która nalepiała na walizki białe karteczki. Wystarczyło podejść i wskazać swój bagaż oraz numer pokoju, a obsługa bardzo szybko dostarczała bagaże do pokoju. Niestety opcja ta nie zyskała uznania w oczach większości podróżujących, którzy chcieli sami zaopiekować się swoim dobytkiem. Prowadziło to do tego, że zapychały się windy i dostanie się do pokoju wydłużało się niemiłosiernie. Dlatego ja pokazywałam bagaże i rezygnowałam z windy idąc schodami do pokoju. Niczego nie musiałam dźwigać, czas oczekiwania na moje walizki to góra 5 minut. Owszem za dostarczenie ich do pokoju dawałam napiwek, ale to była moja decyzja a nie obowiązek.
        • maat7 Baza hotelowa - część 1 04.06.14, 18:12
          Wiadomo to jest objazd, zatem nie należy oczekiwać luksusów. Grunt żeby można było się przespać w czystym pokoju i wykąpać w posprzątanej łazience (to mój osobisty standard hotelowy na objazdówkach ;-)
          No to zaczynamy wyliczankę:
          1 noc w Antalyi – Hotel Ring położony w centrum miasta, pokoje średnio na 5, 6 i 7 piętrze. Winda tradycyjnie mała czyli na 4 osoby, albo 2 + 2 (czyli 2 osoby plus 2 bagaże :-). Przy opuszczaniu hotelu warto pomyśleć strategicznie i walizki zwieźć do holu wcześniej zanim zrobi się tłoczno i będzie trzeba je nieść w ręku.
          Wifi dostępne w pokoju. Kolacja smaczna, śniadanie przyzwoite. Można wyskoczyć (w prawo lub w lewo) do kantoru i wymienić spokojnie Euro, ale warto uczynić to do 21.00 bo potem kantory mogą być pozamykane. W łazience suszarka i kapciuszki hotelowe, które będą nam towarzyszyć już prawie w każdym hotelu :-)

          2 i 3 noc w Avanos „Büyük Avanos Oteli” 4*. Hotel dość mocno na uboczu, pokoje duże i przestronne, łazienka czysta, ale … dziwna, wanna wpuszczona w podłogę, wąska, a projektujący rozmieszczenie umywalki i wc w tym pomieszczeniu powinien otrzymać nagrodę za dobrze przemyślane utrudnienia w poruszaniu się ;-) Suszarka w łazience, pantofle hotelowe w pokoju. Pokoje mamy na 2 piętrze – jest winda (mała – to już będzie taka turecka tradycja) .
          W hotelu jest basen, Wifi tylko w lobby. W lobby rezyduje również psiak właściciela - słodka bestia rozkładająca się na samym środku :-) Pokoje są sprzątane codziennie, ale po podłodze sądząc nie za dobrze. Jedzenie przepyszne – jak dla mnie to jedzeniowo jeden z lepszych hoteli na trasie. Bardzo sympatyczna obsługa, niesamowity Właściciel piszący książki i opowiadający o nich w różnej zbitce językowej. Dużo gości z Indii i Turcji – multi kulti, ale ze wszystkimi szło się dogadać … najczęściej na migi. Akurat ten hotel wspominam bardzo ciepło głównie dzięki tej egzotycznej „otoczce”.

          4 noc w Amasya „Panoramik Amasya Manzarasi – The Apple Palace” 4*. Hotel położony wysoko ponad miastem gwarantuje przepiękny widok. Pokoje urządzone ze smakiem z balkonem, łazienka wyposażona w suszarkę i kosmetyki hotelowe. Na zewnątrz w pięknie zadbanym ogrodzie basen. Luksus aż miło. W pokoju Wifi. Kolacja (bufet) przyzwoita, ale tylko tyle, na stołach woda mineralna (bezpłatnie), w holu wypiliśmy herbatę i też nie chcieli przyjąć od nas zapłaty. Śniadanie bardzo smaczne i mocno urozmaicone.
          To jest pierwszy hotel gdzie bagaże nam wnoszą (system nalepek, na które wpisuje się numer pokoju).

          5 noc w Trabzon Hotel Demirgrand 3*. Hotel wygrywa położeniem w samym centrum, można wyjść i podglądnąć trochę wieczorne zwyczaje. Poza tym wifi jest w pokoju, bagaże (system nalepkowy) szybko wnoszone do pokoju. Winda maleńka :-) Kolacja smaczna i z lokalnymi potrawami. Nie wiem czy napoje płatne, bo nikt się nie pojawił, żeby ewentualnie zebrać zamówienie. Przy śniadaniu nie było już tak różowo – zeszłam na 15 minut przed odjazdem, więc musiałam pogodzić się z brakiem podstaw jedzeniowo-naczyniowych. Poza tym sporo osób skarżyło się na hałaśliwo-imprezowe sąsiedztwo, faktycznie w hotelu było sporo młodych ludzi (głównie anglojęzycznych), którym można by włożyć w usta motto „noc jest jeszcze taka młoda”. Pokoje dość małe, łazienka jeszcze mniejsza, ale generalnie jak najbardziej o.k.

          6 noc w miejscowości Sarikamis (ok. 30 km od Karsu) – Hotel Camkar 3*. Jest to ośrodek górsko-narciarski, całkowicie na uboczu. Pokoje czyste, przestronne i ładne. Wifi w pokojach wraz z hotelowymi kapciuszkami :-) Tutaj także prężnie działa system nalepkowy dla wnoszonych bagaży.
          Kolacja była serwowana – smakowo poprawna choć już chłodna, ale to dlatego że nie byłam świadoma, iż będzie serwowana i zeszłam całe pół godziny później, a jedynymi gośćmi hotelowymi była nasza grupa. Od tego momentu zawsze się dopytywałam czy kolacja jest serwowana, aby już nie jeść jej na zimno :-) Śniadanie było dość mizerne, choć wybór potraw wbrew pozorom spory.

          7 noc w Van w Madi Hotel 3*. Największy koszmar na wyprawie. Hotel koło stacji benzynowej, ale po drugiej stronie ulicy sklepiki, choć do centrum miasta daleko. Pokój duży, ale … brudny brudem absolutnie wiekowym. Łazienka jeszcze brudniejsza – zamiast po prezenty wyskoczyliśmy do sklepu po proszek i gąbkę, aby wyszorować to wszystko i bez obrzydzenia skorzystać z toalety. Wystarczyło kilka machnięć i umywalka odzyskiwała dawno zapomnianą biel, o wc nie wspomnę. W pokojach było dostępne Wifi (jedyny luksus :-), bagaże wnoszone na piętra (wąskie klatki schodowe, brak wind) i znoszone przed wyjazdem. Kolacja smaczna, choć po pierwszym wrażeniu tego miejsca jakoś mi to jedzenie nie wchodziło, śniadanie już dramatycznie przerzedzone (brak sztućców, talerzy i szklanek o jedzeniu nie wspominając – ale tradycyjnie zeszłam na 15 minut przed odjazdem, gdybym była wcześniej to wybór bym miała całkiem spory).
          Najbardziej zirytowało mnie to, że akurat do Van i hotelu przyjechaliśmy bardzo wcześnie, gdzieś po 16.00. Gdyby było bliżej centrum można by z tym czasem jeszcze coś zrobić, a tak siedzieć w pokoju strach, że się coś przylepi, więc spacerniak po okolicy zalecany – tyle tylko, że zaczęło padać …
          No ale w końcu wyjechaliśmy z hotelu i
          8 noc spędziliśmy w Midiyat Hotel Matiat 5* !!!!!!!!!!!! Po nocy w Van ten luksusowy hotel był szczytem wszystkich wygód i absolutnym wypasem - taka złota klatka, w której chętnie by się pozostało. Ale akurat następnego dnia mieliśmy najwcześniejszą pobudkę i wyjazd o 05.30 :-(
          A do hotelu powracając leży on poza centrum, ma oczywiście basen, wszędzie dostępne Wifi, piękne i przestronne pokoje, wielką łazienkę (dawno nie pisałam o obecności suszarki i hotelowych papuciach – oczywiście były, tak samo jak hotelowe kosmetyki :-).
          Kolacja serwowana, przystawki, zupa, danie główne, deser owocowy + woda wliczona w cenę - bardzo smaczna. Restauracja przestronna i urządzona ze smakiem. Na śniadanie przebogaty bufet, ale mój znerwicowany poranną porą żołądek zaakceptował tylko pyszną i łagodną zupę-krem ze świeżo wypieczonym i jeszcze ciepłym chlebem :-)

          9 noc to Kahta i Hotel Nemrut. Hotel jest przy głównej ulicy, ale po późnym powrocie z góry Nemrut i kolacji nie miałam już siły rozglądnąć się, co okolica ma do zaoferowania.
          Hotel podzielony jest na dwie części – jedna za recepcją (z windą), druga za restauracją (ze schodami :-) Ale bagaże pomagali nam wnosić – tu nie było karteczek tylko maksymalny speed aby dotrzeć do pokoju, odświeżyć się i zdążyć na Nemrut, więc wypadło to wszystko dość dramatycznie i chaotycznie. Niemniej pokoje bardzo duże, łazienka o.k., czysto i funkcjonalnie. Wifi teoretycznie w pokoju, ale komórka nie była w stanie ściągnąć poczty, a tablet potrafił wyświetlić ostrą jak żyleta jakością filmy na youtubie :-)
          Kolacja serwowana smaczna, a deser (baklawa z lodami waniliowymi mniam) przepyszna i do samodzielnej obsługi (byłam bezwstydna i zjadłam porcję męża ;-). Woda do kolacji bezpłatna, herbata także, tylko na herbatę należało pójść do sali kawiarnianej obok restauracji. Sporo gości (Niemcy, Turcy). Pobudkę urządził nam znerwicowany kogut, ale akurat tego dnia wyjazd mieliśmy o 08.30, więc mogliśmy leniwie się pozbierać. Tradycyjnie śniadaniowy bufet 15 minut przed odjazdem przebrany, ale to właśnie w tym hotelu zjadłam najpyszniejszy obważanek z sezamem.
      • Gość: blondynka2 Re: Ciąg dalszy informacji :-) IP: *.dynamic.chello.pl 04.06.14, 18:00
        znowu laurka dla rainbow, rzygam już tym
        • maat7 w odpowiedzi na komentarz 04.06.14, 18:15
          Miłego rzygania, bo to wcale nie koniec.
          Piszę o imprezie RT na której byłam - a była zorganizowana dobrze. Tu wszystko dobrze zagrało, co nie znaczy że tak będzie wszędzie i zawsze ...
          • maat7 Baza hotelowa - część 2 04.06.14, 18:19
            10 noc w Antakya „Büyük Özcihan Hotel” 3*. Tuż obok hotelu malownicze wodospady, sklepiki i kawiarenki oraz market spożywczy. Do hotelu przyjechaliśmy koło 16.00, więc popołudnie spędziliśmy bardzo leniwie i przyjemnie.
            Pokoje duże i czyste, zadbana łazienka, bagaże tradycyjnie dostarczone do pokoju. Wifi dostępne w pokoju. W tym hotelu zjadłam najpyszniejszą kolację (serwowaną) i niesamowity deser könefe (jakoś podobnie chyba to się pisze). Także bufet śniadaniowy był przebogaty w smaki tureckie i to na przysłowiowe 15 minut przed odjazdem. Do kolacji woda w cenie, pozostałe napoje płatne dodatkowo. Także tutaj zaliczyłam spotkanie pierwszego stopnia z żarłocznymi bestiami czyli komarami, które nie dały mi już spać od 4.00. Połowę wytłukłam, reszcie musiałam darować życie, bo czas było ruszać w drogę. Zatem rada dla wszystkich – otoczenie za hotelowym oknem jest zielone i wilgotne, więc radzę włączyć klimę i zamknąć okna.

            11 noc – ostatnia na objeździe w Silifne Hotel Calamie 3* położony bardzo blisko jaskiń (Niebo i Piekło), które są ostatnim punktem programu tego dnia. Przyjazd do hotelu w okolicach 17.30. Tutaj akurat trzeba zaopiekować się walizkami samodzielnie (jest winda – tradycyjnie maluch). Pokoje duże, czyste i jasne z przyzwoicie dużym balkonem obsadzonym przepięknym bluszczem kwitnącym na różowo (ten kwiat zapewne jakoś się nazywa) i widokiem na morze – po przeżyciach związanych z wydostaniem się z pułapki Nieba wręcz anielskie widoki. W pokoju Wifi. Na kolację radzę zejść bardzo punktualnie – musiałam „najeść” się zupą i frytkami bo już niczego nie było, tak samo śniadanie – nie jesteś punktualny to jesz resztki lub wcale nie jesz :-)

            Natomiast pobyt przez ostatnie dwa dni jest w Alanyi. Do wyboru hotel 3*, 4* i 5*.
            Hotel 3 i 4* znajduje się w samym centrum Alanyi (Tag Premier 4* oraz Tag Premier Aneks 3*). Hotel 5* jest w Konakli – to Titan Select.
            Ale nie wiem czy to jest tak zawsze, czy też każdy objazd kończy inaczej. Z aktualną wiedzą zdecydowałabym się teraz na 4* (centrum + ładny hol przy recepcji, fajny basen i mnóstwo różnych zakątków wokół). Osoby z hotelu 3* też sobie bardzo go chwaliły za czyste i duże pokoje i całkiem smaczne jedzenie.
            Hotel 5* (czyli mój) położony był poza centrum (choć w sąsiedztwie są różne stragany, ale to już marność nad marnościami po tym wszystkim, co można było kupić fajnego, ciekawego czy też smacznego na objeździe). Wifi tylko w lobby, w pokojach jedynie do południa. Pokoje duże, jasne i czyste, ładna łazienka, fajny balkon. Jedzenie smaczne, choć dość tłoczno, ale prócz restauracji był duży taras, na którym można było zjeść posiłek (minus tego rozwiązania to fakt, że na tarasie można było palić). Dwa baseny, leżaki i parasole bezpłatnie, ale za materac na leżak trzeba było już zapłacić 1 Euro. Tak samo sejf w pokoju – odpłatny 2 Euro za dobę. Wszystkie napoje lokalne i alkohole lokalne w ramach opcji AI, ale już np. kawa po turecku (wydawałoby się, że to napój lokalny) kosztowała 2 Euro :-) Tradycyjnie leżaki pozajmowane ręcznikami, torbami, książkami i czym się da już o 7.00 rano (goście hotelowi to głównie Holendrzy, Niemcy i Polacy). Niby wszystko gra, ale tak jakoś … nudno się zrobiło ;-)
            • maat7 Pogoda w maju - Turcja Wschodnia 04.06.14, 18:22
              W maju jest ciepło, nie upalnie i duszno, tylko idealnie na zwiedzanie. Pamiętać należy, że udajemy się w rejony górskie, które mogą być chłodniejsze niż nadmorskie kurorty i spodziewać się należy różnych różności. Nam pogoda „psuła” się stopniowo. Już w Trabzonie było pochmurno, ale wjeżdżając na klif do klasztoru Sumeli wszystko było zasnute mgłą, co tylko potęgowało niesamowitość i tajemniczą aurę tego miejsca. Przy powrocie zaczęło już bezczelnie padać. W Karsie niebo zabetonowane, przelotny deszcz. Jadąc z Karsu do Ani przedzieramy się przez ulewy, jakby każda chmura chciała się popisać tym na co ją stać. W Ani wysiadając z autobusu nie pada, zatem ruszamy … aby po chwili okapturzyć się i chronić przed deszczem. Niestety na tym niesamowitym pustkowiu wiatr hula i niecnie pogrywa z każdą próbą rozłożenia parasola. Morał – kurtka przeciwdeszczowa zawsze wygrywa :-)
              W Dogoubeyazit jest pochmurnie i chłodnawo, ale nie pada, punktu widokowego na górę Ararat nie ma bo chmury betonują wszystko. Wodospady zwiedzamy z parasolami w dłoni. W Van popołudniem leje, ale już podczas wycieczki na wyspę Akdamar pogoda się rehabilituje i zza chmur wyskakuje słoneczko. Rozbestwieni słonecznym dniem pozwalamy pogodzie uśpić naszą czujność i na zwiedzanie Hasankeyf idziemy bez niczego – błąd :-) Przed deszczem chronimy się pod prowizorycznymi dachami straganów z pamiątkami. Midyat nie robi nam już żadnych numerów i jest ciepło i bezchmurnie, ale nie koniecznie słonecznie. Potem góra Nemrut jak już pisałam wita nas ostrym deszczem i delikatnym gradem, aby uspokoić się na czas i opamiętać, potem tylko groźnie grzmi i pomrukuje granatowe i ciężkie od chmur niebo, ale nie niepokoi nas już deszczem – stwarza to też odpowiedni klimat tego miejsca. Od tego miejsca pogoda zaczyna się już poprawiać i w Antakyi jest słonecznie i gorąco, choć podczas obiadu spada bez ostrzeżenia przelotny deszcz. A potem robi się upalnie, ale zbliżamy się ku Alanyi, w której panuje już wysoka temperatura i która zwiastuje kres naszej podróży.
              • maat7 Podsumowanie 04.06.14, 18:29
                Jeśli macie pytania - śmiało :-)
                Ja mogę tylko w ramach podsumowania powyższego opisu powiedzieć, że wycieczka jest super fajnie skomponowana, można zobaczyć spory kawałek Turcji innej niż tej na turystycznych szlakach w części zachodniej. Jest trochę spokojniej, mniej tłoczno i gwarno i po części to my turyści stajemy się atrakcją w niektórych miejscach. Spotykani po drodze Turcy i Turczynki są bardzo uprzejmi i pomocni, chętnie nawiązują rozmowę, przedstawiają się i łamią sobie języki na naszych imionach, tak jak my nie potrafimy poprawnie powtórzyć ich imion. Dzieciaki wszędzie machają rączką, nieśmiało podchodzą, aby z bliska pooglądać sobie to kuriozum czyli Turystę.
                Nie odczuwałam nigdzie strachu czy też zaniepokojenia, wszędzie było bezpiecznie i przyjaźnie. Nikt nas nie nagabywał, nie oszukiwał, nie próbował wciągnąć do sklepu na siłę, nie okradł. Pan Wojtek w drodze zafundował nam przyspieszony kurs języka tureckiego – warto sobie przyswoić kilka podstawowych zwrotów, bo uśmiech obsługujących to wynagradza.
                Baza hotelowa jest na bardzo wysokim poziomie – RT obiecuje hotele klasy turystycznej, ale dostajemy o wiele więcej (no oprócz Van oczywiście :-).
                Rewelacyjny pilot, komfortowy autobus, kierowca o kamiennej twarzy i żelaznych nerwach (nie jeden raz zamykaliśmy oczy). Potrafił sprawnie zawrócić, wycofać na wąskim przesmyku tuż nad przepaścią i dokonać niemożliwego bez zadraśnięcia i przy wręcz milimetrowych odległościach.
                W programie są naturalnie wizyty w sklepie ze słodyczami (jedliście kiedyś cieciorkę w czekoladzie – jak nie to koniecznie i bezwzględnie spróbujcie, ja będę za tym smakiem tęsknić jak szalona). W sklepie z wyrobami skórzanymi tradycyjnie pokaz produktów na wybiegu, a potem zwabienie do części zakupowej. Ale nie ryglują drzwi i można się oddalić ze spokojem. W Midyat zaś jest wizyta u jubilera, gdzie można kupić ładne wyroby filigranowe ze srebra i inne świecidełka, ja upolowałam sobie piękny naszyjnik :-)

                Wiem, że za powyższe i poniższe słowa niektórzy mnie zlinczują i ukamieniują słownie, ale RT stanęło na wysokości zadania i zasługuje na pochwałę za ten program i tą wycieczkę.
                Chętnie wybiorę się z nimi na następny objazd i mam nadzieję, że wrócę zadowolona (wystarczy, że zapewniony zostanie taki sam standard jak w tym roku :-)
                • Gość: gopsc Re: Podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 04.06.14, 18:38
                  ile osób było na objezdzie zaden termin na lato jest niepotwierdzony
                  • maat7 Re: Podsumowanie 04.06.14, 19:46
                    Było nas 27 sztuk :-) Ale na objazd Turcja orientalna jechały już 2 pełne autokary po 40 dusz na pokładzie. Przypuszczam, że ta trasa jest mało popularna w stosunku do Turcji zachodniej stąd nie potwierdzone terminy. Ale warto 😎
                • izm-ir Re: Podsumowanie 04.06.14, 19:34
                  Dziękuję za wyczerpującą relację, można wiedzieć ile zapłaciliście za wycieczkę?
                  • maat7 Re: Podsumowanie 04.06.14, 19:49
                    Kupowaliśmy ją zimą i ze wszystkimi zniżkami i promocjami za 1 osobę płaciłam 3370zł.
                    • Gość: slawo Re: Podsumowanie IP: *.adsl.inetia.pl 04.06.14, 20:51
                      Dziękuję za wyczerpującą i rzetelną relację . Cieszę się , że wyjazd był udany . Niestety mój termin czerwcowy nie dojdzie do skutku ( żałuję ) , ale wybieram się Sułtańskie Rarytasy . Może za rok . Zastanawia mnie fakt , że w katalogu wydanym na początku roku dwa terminy majowe były zaznaczone jako te które się odbędą . Czy RT zakłada , że maj jest najodpowiedniejszym miesiącem na Turcję Fascynująco-Różnobarwną ? A blondynka2 pojechała po całości . "Kocham" takich ludzi , nic nie wniosą ale swoje frustracje wyleją . Konkrety "blondynko" . Z RT byłem kilka razy , było więcej wzlotów niż upadków , a wtedy piszę na forum to co leży na sercu .
                      • maat7 Re: Podsumowanie 04.06.14, 21:21
                        Ja decydując się na maj też brałam pod uwagę potwierdzenie terminu przez RT. Zresztą wyjechać mogłam tylko w maju, a potem późną jesienią ...
                        Ale jeśli dobrze rozumiem, to Twój czerwiec slawo był już potwierdzony, a mimo to odwołany?
                        Faktycznie przykrość wielka, bo trasa ciekawa i niepowtarzalna.
                        Ale Turcja to kraj wielki i ciekawy :-) Ja też jeszcze planuję kilka tras, aby zjechać wzdłuż i w szerz i Sułtańskie Rarytasy są na mojej liście. Mam nadzieję, ze opiszesz na forum po powrocie imprezę dla tych, którzy będą się tam wybierać ... może już za rok?
                    • Gość: slawo97 Re: Podsumowanie IP: *.adsl.inetia.pl 04.06.14, 20:55
                      Jak z płatnościami w sklepach i straganach ? Euro , dolary , lir turecki ? Kupić liry w Polsce , wypłacić w bankomacie , czy kantor ? Pozdro .
                      • maat7 Re: Podsumowanie 04.06.14, 21:34
                        Ja wymieniłam Euro na liry i wszędzie płaciłam lirami. Są miejsca gdzie Euro przyjmą bez problemu (nadmorskie kurorty), ale w przypadku Turcji wschodniej posłuchałam pilota, który radził płacenie lirami z przyczyn czysto praktycznych (przeliczanie z lirów na Euro w sklepach po jakimś kursie nie zawsze najlepszym, poza tym wymaga to czasu, miejscowi mają go pod dostatkiem, a my na wycieczce wciąż w biegu ... :-)
                        Odradzam kantory w Polsce - kurs jest szalenie niekorzystny. W Turcji można wymienić Euro po o wiele lepszym kursie. Kantory są już na lotnisku tureckim, ale jeśli się zdecydujesz wymieniać na lotnisku to radzę mniejszą kwotę (tak aby mieć 50 lirów w kieszeni dla bezpieczeństwa i na pierwsze konieczne wydatki). Większe kwoty lepiej zamieniać w kantorach. Jeśli jedziesz w kierunku zachodnim to miejsc do wymiany będzie mnóstwo, w przypadku wschodu bywa to bardziej kłopotliwe.
                    • izm-ir Re: Podsumowanie 04.06.14, 21:39
                      a na dodatkowe wstępy, napiwki, napoje do posiłków mniej więcej ile należy mieć?
                      • Gość: blondynka3 Re: Podsumowanie IP: *.dynamic.chello.pl 04.06.14, 22:18
                        drugie tyle
    • Gość: Justyna Re: RT Turcja fascynująco-różnobarwna 2014 -infor IP: *.ip-192-99-42.net 11.06.14, 22:46
      matt, dzięki za opis! Jadę na tę wycieczkę za miesiąc, mam nadzieję, że będzie równie udana. A Twoje opinie na pewno się przydadzą :) jednak to prawda, że piloci są największym bogactwem biura. Byłam z RT juz kiedyś na objeździe, ale po Hiszpanii i również dzięki pilotce był to niezapomniany wyjazd :)
      A że trasy długie, to wiadomo, w końcu jedzie się jak najwięcej zobaczyć! Ale się cieszę!
      Daj jeszcze znać, co warto przywieźć z Turcji, jakie pamiątki, bo chyba nie doczytałam :)
      • maigold Re: RT Turcja fascynująco-różnobarwna 2014 -infor 14.06.14, 18:12
        Akurat w Turcji wschodniej byłam z Itaką (W poszukiwaniu zaginionej arki), w zachodniej z Rainbow oraz w Stambule.
        Zależy co Cię interesuje zakupowo. Ja lubię gotować i turecka papryka pul biber jest niezrównana. Warto też sos z granatów nar eksisi i suszone a'la czarne porzeczki (jako dodatek do ryżu). Dla wielbicieli słodyczy Turcja jest rajem- warto pistacje, chałwę i typowo tureckie słodkości. Świetne są wyroby z bawełny, skóry.
Pełna wersja