pi-tu
02.07.14, 09:18
Biuro nie zważając na to, że członkowie wycieczki są ludźmi starszymi zamiast autokaru wynajęło busa. Co prawda VIP (ha ha ha) ale jednak busa. 24 osoby upchnięte (dostawiono dodatkowe siedzenia) przez to życiowa przestrzeń od siądźki do kolan przekroczyła wartość krytyczną- czego dowodem były radosne okrzyki wysiadających z busa, że nareszcie maja nogi razem. Ostatnie siedzenie (4 osobowe) było tak wąskie, że można było siedzieć jak na wiejskim weselu tzn. na przemian: dwie osoby oparte, dwie pochylone do przodu. Ale za to ponieważ fotel są podniesione wyżej niż reszta busa dawały pasażerom złudną nadzieję bezpiecznej jazdy, gdyż nie można było wyglądać przez okno. Wzrok padał powyżej młotków bezpieczeństwa wiszących powyżej okien.
Tylna namiastka luku bagażowego, w którym można było przewozić chyba jedynie kanapki wyrobiła u kierowców nową specjalność- jak ułożyć 24 bagaże i zamknąć drzwi. Pod koniec rejsu nawet nieźle im to wychodziło. O miejscu na podręczne bagaże nawet nie wspomnę.
Taka sytuacja poza narażaniem starszych ludzi na choroby spowodowane ciasnotą i bezruchem- przejechaliśmy ponad 3500 km (!)- zagrażała także bezpieczeństwu w ruchu drogowym. Przeciążony o ponad 900 kg bus- co stwierdziła niemiecka policja po zważeniu- dodatkowo narażał życie i zdrowie pasażerów. Jeżeli ktoś nie ma wyobraźni nie wejdzie do pudełka po telewizorze i posiedzi sobie parę minut, żeby poczuć się jak my.
Większość pasażerów, która niejednokrotnie wcześniej korzystała z usług Sigma Travel była zdania, że biuro zeszło na psy - nie obrażając czworonogów. Wcześniejsza afera z podstawieniem gimbusa (!!!) zamiast autokaru nie nauczyła niczego właścicieli ww. biura.
Żeby być sprawiedliwym: merytorycznie wycieczka była wspaniała, przewodnik super, rejs statkiem po Renie pozostawił niezapomniane wrażenia- nie tylko ze względu na jego obszerność i wysokość okien:) Wina niezłe, piwo dobre, hotele w porządku. No może za wyjątkiem czeskiego, który umieszczony był w dawnym psychiatryku co dało się wyczuć - dosłownie. Z parkingu trzeba było zejść dwa piętra po zewnętrznych schodach, żeby w ogóle móc wejść do hotelu. Brawo Czechy! :)
Niewątpliwym plusem wycieczki było to, że wspólny wróg zintegrował uczestników. Nawiązały się przyjaźnie- nie tylko męsko- damskie:) Tak sobie myślę, że jeden z uczestników - przedstawiciel Polonii w Kanadzie rozpropaguje wycieczki z tym biurem także na drugiej półkuli- a zna ponad 7 języków. Oczywiście wystąpię do biura o wypłacenie odszkodowania- jeśli je dostanę, pochwalę się tym na forum ( akonto kupiłem sobie flachę Gewürztraminera a żonie Liebfraumilch:)
ps. Wędzone piwo z Bambergu - do kitu.