Fale Dunaju i szczyty Karpat, Rainbow

13.09.14, 00:21
Tak, znowu będzie o Rainbow, i tak, będzie to opinia dobra. Nie jestem pracownikiem tego biura, pracuję w ogóle w innej branży. Dzisiaj wróciłam z ww. imprezy. Jest to wycieczka objazdowa po Rumunii z dojazdem samolotem. Ściślej, żeby było śmieszniej, samolot leci do Warny. Pierwszy i ostatni nocleg są w Warnie, skąd jedzie się do Rumunii. Wycieczka obejmuje Bukareszt, Wołoszczyznę, Transylwanię (Siedmiogród) i deltę Dunaju - przynajmniej w tym roku. Czyli wycieczka nie obejmuje całej północy kraju, np. miasta Cluj. No ale nigdy nie byłam w Rumunii, a ciekawa byłam tego kraju.
Na pewno jest to kraj biedniejszy niż Polska, dużo, bardzo dużo budynków jest mocno zaniedbanych albo wręcz zrujnowanych, infrastruktura trochę słabsza, w sklepach i gastronomii mniejszy wybór. Ale ten, kto jedzie na _objazd_ po Rumunii, czyli zwiedzać, z grubsza zdaje sobie chyba sprawę z tego, że nie będzie oglądał Francji czy Niemiec.
No więc jeżeli chodzi o sam kraj jako cel turystyki, nie jest doskonale, ale jest znośnie. Hotele są porządne i czyste. W jednym nie było windy (pokoje mieliśmy na I lub II piętrze). Śniadania bufetowe, wybór jedzenia niezły, oczywiście stosowny do klasy hoteli. Oczywiście nie zawsze było idealnie (jakieś ledwo ciepłe parówki zdarzały się, albo nieuzupełnienie chleba po poprzedniej grupie), ale nie ma co narzekać (śniadania były na moje oko lepsze niż 3 lata temu na Bułgarii z Itaką, a i tam źle nie było). Obiadokolacje w porządku. Dla mnie kłopotem była sprawa jedzenia w połowie dnia, a raczej jego braku. Były oczywiście przerwy (czas wolny) w ciągu dnia, ale grupa nie była zawożona w miejsce, gdzie można byłoby dostać szybki a pożywny obiad. Przewodniczka wyjaśniła, że takich miejsc po prostu nie ma (tzn. na ogół nie ma - w Mamai właśnie mieliśmy czas wolny w miejscu, gdzie była przyzwoita restauracja samoobsługowa ze sporym wyborem dań, czyli idzie się z tacą, widzi się gotowe jedzenie na ogrzewanych ladach, nakłada się, płaci i gotowe). W miejscach turystycznych owszem, są knajpki i restauracje, ale to trzeba byłoby mieć więcej czasu (normalna obsługa, zamawianie z karty), są lody, natomiast nie bardzo jest coś na szybko (typu hot-dogi chociażby). Czasem sprzedają charakterystyczne rumuńskie wielkie, tłuste pierogi z nadzieniem np. z sera, czasem coś w rodzaju słodkiej buły. Widziałam, że niektóre starsze małżeństwa codziennie miały kanapki. Zapewne zabrali z domu kabanosy, torebki śniadaniowe, jakiś zestaw sztućców, i kupowali sobie produkty. Codziennie była okazja wstąpić do sklepu spożywczego, przewodniczka pokazywała, gdzie takowe są. Nie są rewelacyjnie zaopatrzone, ale jakiś chleb, masło, puszki można tam kupić.
Toalety porządne. Częściej niż w Polsce istnieją toalety publiczne - czasem darmowe, czasem kosztują 1-2 leje. Jest czysto, na ogół jest pod dostatkiem papieru, czasem drzwi nie chcą się zamknąć na zasuwkę.
Ludzie są przyjaźni. Nikogo z grupy nikt w Rumunii nie okradł ani nie oszukał. Oczywiście, to się może zawsze i wszędzie zdarzyć, ale Rumunia jest raczej bezpieczna.
Ciekawostka: większa kultura jazdy, a w każdym razie przed przejściem dla pieszych auta stają jak wmurowane. Podobno dlatego, że piesi włażą na pasy jak krowy, kompletnie się nie rozglądając.
Ceny podobne jak u nas, trochę wyższe niż w Bułgarii. W Bukareszcie (mało ciekawy) na tzw. starym mieście wyjątkowo drogo.
Co do organizacji samej imprezy. Przeloty w obie strony (Enter Air) bez najmniejszych problemów i bez opóźnień. Obsługa miła. Co ciekawe, prowadzą sprzedaż wolnocłową - muszę się chyba douczyć, czym się różni przynależność do strefy Schengen od przynależności do UE, bo nie spodziewałam się duty free na trasie Polska-Bułgaria.
Transfery na lotnisko/z lotniska, autokary, kierowcy (tzn. na objeździe jest jeden kierowca, Bułgar) - w całkowitym porządku, klimatyzacja działająca itd.
Pilotka i przewodniczka - super. Dobrze zorganizowane, kompetentne i uprzejme.
Hotele: w Warnie inna grupa Rainbow (chyba ci, co jechali na wycieczkę łączoną Bułgaria z Rumunią) mieli hotel Aqua, z zewnątrz wyglądał nieciekawie, a okolica w ogóle nieciekawie (nie w sensie, że brudno czy niebezpiecznie, tylko co tam robić?). Takie miałam wrażenie, jak ich tam wysadzali z naszego autokaru, ale potem ktoś mówił, że pokoje wcale niezłe, a do centrum nie tak daleko. Nas zakwaterowano I dnia w hotelu CzarnoMore. Jedyny problem, że pokoje malutkie, trzeba było kombinować, gdzie powciskać walizki, żeby się o nie nie potykać. Natomiast atutem hotelu była lokalizacja - tuż obok deptaku. W ostatni dzień mieszkaliśmy natomiast w Grand Hotel Dimyat - 5 gwiazdek i naprawdę dobra jakość, lokalizacja nieco gorsza niż poprzedniego (bulwar nadmorski, do miasta 10-15 minut na piechotę, są także autobusy). Aha, hotele mogą się zmieniać, na dzień przed wyjazdem nie można się było dowiedzieć, które to.
We wszystkich hotelach był darmowy internet wifi w pokoju - czyli lepszy standard niż w niejednym kraju zachodnim, gdzie jest tylko w lobby. I działał, bo wszędzie się łączyłam. Telewizory oczywiście były też, z tym, że o programach się nie wypowiem, bo nie włączałam. W tym ostatnim hotelu na pewno była TV Polonia.
W czasie naszego pobytu w obu krajach pogoda była bardzo dobra: ciepło, ale nie gorąco. Miałam wrażenie, że w niektórych hotelach klimatyzacja nie działa jak należy - na przykład w hotelu w Tulczy było ją słychać, ale nic nie czułam, a na dodatek okna nie dawało się otworzyć (to chyba nie było zamierzone, tylko okno było zepsute). Być może zatem stanowiłoby to problem w miesiącach letnich.
Suszarki do włosów w większości hoteli były, poza jednym (a może dwoma), podobnie jak płyn pod prysznic (też raz nie było, bo nie nalali). Ciepła i zimna woda - oczywiście była.
Osoby jadące pojedynczo, wyrażające zgodę na zakwaterowanie, niech mają świadomość, że to może być zakwaterowanie w "trójce" w 3 osoby albo na dostawce do dwójki. Nie jest to jednak regułą. U nas były trzy "pojedyncze" panie i otrzymywały pokoje różnie w poszczególnych hotelach. A to trójka, a to 2+1, a to nawet trzy jedynki.
Co do programu, myślę, że dobry. Oczywiście zdarzało się, że ktoś wolałby godzinę dłużej czasu wolnego w mieście X, a komuś drugiemu nie podobało się miejsce Y, ale nigdy nie dogodzi się wszystkim. Oczywiste jest także, że wycieczka objazdowa nie pozwala na dokładne i dokumentne zapoznanie się z danym miejscem, za to z kolei organizowane są spotkania z ciekawymi ludźmi/oprowadzanie czy objaśnienia przez osoby miejscowe, pełniące rolę przewodnika, z tłumaczeniem ich słów przez naszą przewodniczkę.
Wyjazd z hotelu rano był albo o 7:30, albo o 8:30 (śniadanie o godzinę wcześniej się zaczynało), powrót wieczorem, ale nie nocą. Czyli program wypełniony w sam raz - bez zamęczania, ale też nie tak, że co drugi dzień pół dnia wolnego. Przejazdów ok. 300 km dziennie. Grupa liczyła ok. 30 osób, więc przejazd autokarem był wygodny, wiele osób mogło zajmować w pojedynkę podwójne siedzenia.
Program nie wymagał bardzo dobrej kondycji fizycznej, jakkolwiek czasami trzeba było podejść pod górę. Najbardziej pod tym względem dał mi się we znaki dzień ze zwiedzaniem Sighisoary. W grupie było kilka osób starszych i zwykle pilotka i przewodniczka ustawiały zwiedzanie tak, że jakiegoś bardziej forsownego odcinka te osoby mogły nie pokonywać (np. chętni wchodzą 160 stopni na minaret w Konstancy, a kto nie chce, siedzi na ławce na dziedzińcu).
Dużo się na tej wycieczce dowiedziałam o Rumunii, o jej historii i nie tylko - jak dla mnie, to było cenne i ciekawe.
    • korka85 Re: Fale Dunaju i szczyty Karpat, Rainbow 15.09.14, 23:56
      @agulha widzę, że jesteś rządna podróży - przeglądałam to forum i widziałam też Twój wpis o Australii i szczerze zazdroszczę, że planujesz taki wyjazd, moim marzeniem jest pojechać tam kiedyś. Dziękuję za szczegółową recenzję wycieczki Fale Dunaju - miałam na nią jechać w wakacje, a niestety nie dostałam urlopu, a teraz gdy dostałam jest już wycofana ze sprzedaży bo jest po sezonie. Mam nadzieję, że w maju lub w czerwcu pojawi się znowu. Słyszałam wiele dobrego o Rumunii, o gościnności ludzi i ich miłym usposobieniu. Nic to, zobaczymy w przyszłym roku, mam nadzieję, że uda mi się pojechać.
Pełna wersja