Gość: obserwator
IP: *.chello.pl
13.10.05, 00:27
Redakcyjny dopisek na końcu tego artykułu, "wejście na Gerlach nie jest
możliwe bez przewodnika" jest wierutnym łgarstwem. Obydwie opisane przez
autorkę drogi (z egzaltacją zresztą i przesadnym akcentowaniem trudności) są
ŁATWE i możliwe do samodzielnego pokonania dla wprawnych turystów bez asysty
tych wyrdrwigroszy, przewodników. Aż do lat 70-tych korzystanie z przewodnika
było możliwe, ale nie przymusowe. Byłem na GIERLACHU (tak się po polsku pisze
tę nazwę, nie "Gerlach") dwukrotnie jako 20-parolatek, a potem jeszcze
dwukrotnie jako 53-latek i 58-latek i ani razu nie korzystałem z przewodnika
(chociaż przy tych dwóch ostatnich wejściach zostałem wielokrotnie opyskowany
przez przewodników prowadzących grupy). Teraz obowiązuje administracyjny
przymus korzystania z przewodników, ale jest to tylko terror zorganizowanej
mafii. Asekuracja na "krótkiej linie" wcale nie jest zabezpieczeniem, wręcz
przeciwnie, stwarza niebezpieczeństwo dla turystów, bo są zmuszeni poruszać
się synchronicznie, jak w balecie. Przy tak małych odległościach żaden z nich
nie ma żadnego luzu i jeśli upadnie, to natychmiast pociągnie za sobą
pozostałych. Jeśli polecą wszyscy czterej klienci naraz, przewodnik nie
będzie miał żadnej szansy, żeby utrzymać 300 kilogramowy albo większy ciężar
w pojedynkę na linie. Cała ta "asekuracja" jest tylko teatralnym
przedstawieniem, mającym zrobic wrażenie na zielonych turystyach i dostarczyć
uzasadnienia dla wyciągania pieniędzy z ich kieszeni. Trzeba coś nareszcie
zrobić z tym skandalem. Nigdzie w cywilizowanym świecie nie ma przymusu
korzystania z przewodników, tylko w trzecim świecie, np na Kilimandżaro w
Afryce.