Gość: Puchy69
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
04.12.05, 20:23
Witam serdecznie,
Mam problem z niemieckim biurem podróży i proszę o pomoc.
Pod koniec października zamówiłem przez Internet wycieczkę.
Pocztą (tradycyjną J) miałem otrzymać potwierdzenie rezerwacji z numerem
konta, na które należało przelać pieniądze. Ponieważ w ciągu 9 dni nie
otrzymałem żadnego listu, a minął termin w ciągu, którego miałem opłacić
ubezpieczenie od ewentualnych kosztów rezygnacji, wysłałem informację do
biura, że zmuszony jestem zrezygnować z ich usług. Przeczuwając, że coś jest
nie tak, następnego dnia zadzwoniłem do biura dowiedzieć się czy moja
rezygnacja została anulowana. Niestety nikt nie mówił po angielsku. W kolejne
dni wykonałem jeszcze dwa telefony i dopiero za trzecim razem udało mi się
połączyć z osobą, która mówiła po angielsku. Poinformowała mnie, że moja
rezerwacja nie jest anulowana i żeby przesłać jej kopię maila, którego
wysłałem do biura, co też zaraz zrobiłem. Po 2-óch dniach otrzymałem
odpowiedź, że muszę zapłacić bardzo wysokie opłaty anulacyjne. I znowu
pojawiło się pytanie z ich strony, co mają zrobić z moja rezerwacją. Na to
ponownie ich poinformowałem, że moją podróż anulowałem 8 dni temu i nie
zmienię zdania.
Napisałem również, że nie zgadzam się na zapłatę kosztów anulacjiwycieczki,
ponieważ anulacja była nie z mojej winy, a ponadto w mail-u, który od nich
otrzymałem (wysłanym w trakcie procesu rezerwacji przez internet) była
zawarta informacja, że mam dziesięć dni od daty bookowania na wycofanie się z
rezerwacji.
Na to otrzymałem informację, że mnie obowiązują warunki, jakie musiałem
zaakceptować w trakcie bookowania przez Internet i jeżeli nawet dostałem
maila z dokumentem, w którym było napisane, że mam 10 dni na ewentualne
wycofanie się z rezygnacji, to musi być to jakiś błąd. Oczywiście napisałem,
że nie mogę się z tym zgodzić i wysłałem kopię maila z informacją, jaką
dostałem od nich w trakcie procesu bookowania.
Następnie zapadła cisza. Na 2 dni przed planowaną (wydawało się anulowaną)
podróżą odebrałem telefon z Niemiec. Dzwoniła Pani, która coś mówi do mnie po
niemiecku. Poprosiłem o połączenie z osobą, która mówi po angielsku. I znowu
trafiłem do dobrze mi już znanej Pani z niemieckiego biura.
Pani poinformowała, że jutro mam wylot na wycieczkę, a oni ciągle nie dostali
zapłaty.
Byłem kompletnie zaskoczony. Spytałem jak to możliwe, skoro mój wyjazd został
anulowany 2 tygodnie temu i o co tu w ogóle chodzi. Pani poinformowała mnie,
że mój wyjazd ciągle nie jest anulowany, ale jak chce to oni to dzisiaj
zrobią. Zaprotestowałem i powiedziałem, że nie dzisiaj tylko 2 tygodnie temu
anulowałem tę podróż. Otrzymałem odpowiedź, że to przecież nie ma znaczenia,
kiedy była zrobiona anulacja podróży, bo i tak opłaty anulacyjne są takie
same (co oczywiście nie było prawdą).
Zaprotestowałem ponownie i spytałem, co z kopią dokumentu, który do niej
wysłałem, a w którym była informacja o możliwości anulowania wyjazdu.
Otrzymałem odpowiedź, że nie jest przy swoim komputerze, najlepiej żebym jest
zacytował to zdania, a tak w ogóle to nie ma znaczenia, bo i tak muszę
zapłacić opłatę anulacyjną. Następnie „przemiła” Pani rozłączyła się.
Po tygodniu otrzymałem list z Niemiec z informacją, że moja wycieczka została
anulowana i muszę zapłacić opłatę anulacyjną. Oczywiście wysokość opłaty
anulacyjnej została policzona tak jakbym anulował wycieczkę na dzień przed
wyjazdem!!!!!
Prawdę mówiąc nie wiem, co dalej z tym zrobić.
Czy ktoś mógłby mi zasugerować, jakie kroki powinienem teraz podjąć?
Może powinienem zwrócić się o pomoc do jakieś instytucji - Komitet
Integracji Europejskiej?
A może już czas na jakąś pomoc prawną? Może macie kogoś godnego polecenia
(jestem z Warszawy)?
Z góry dziękuję za pomoc,
Pozdrawiam,
Tomek
E-mai: puchy69@wp.pl