Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez

IP: 194.63.132.* 05.02.06, 13:03
Motto:
"Jak chcesz zobaczyć hienę zadzwoń po rezydenta Rainbow Tours"

Przepraszam wszystkich zainteresowanych za opóźnienie,wyskoczyliśmy z żoną i
znajomymi na deskę w góry i jakoś nie było czasu :)

Na wstępie kilka odpowiedzi na pytania z mojego pierwszego posta:
"Kenia z Rainbow Tours-sukces który ma gorzki smak."

Komary.

Właściwie jedynym zwierzakiem którego nie widzieliśmy był właśnie komar.
Myślę że była to kwestia pory roku,ale w hotelu i okolicy nie było ani sztuki.
W parkach też nie widziałem ale faktem jest że wieczorami człowiek był już
tak zmęczony safari i ogromem wrażeń jakie daje safari samo w sobie, że zaraz
po kolacji padaliśmy spać.

Leki antymalaryczne i preparaty odstraszające komary.

My nie braliśmy nic poza 2 opakowaniami OFF Max,z których zużyliśmy 1/2
opakowania.Część osób brała leki antymal. większość jednak nie.Na miejscu
można kupić specjalne plastry (nazwy nie pamiętam ale wszędzie je reklamują)
które zapewniają 36 godzinną ochronę przed ukąszeniami komarów i nie
zawierają DEET,więc szanse na skutki uboczne są b.małe.Środki odstraszające
komary są też do nabycia na miejscu,w hotelach i sklepach,więc targanie
nadmiernych ilości nie ma sensu.Moskitiery są wszędzie-nawet jeśli nie ma ich
w pokoju hotelowym wystarczy tel. na recepcje i natychmiast przynoszą.
My spaliśmy pod moskitierą tylko pierwszą noc,potem sobie odpuściliśmy.

Szczepienia.

My mieliśmy tylko żółtą febrę-i to jest szczepienie które warto mieć.W
zasadzie przylatując do Kenii z europy nie ma żadnych obowiązkowych
szczepień,na granicy nic nie sprawdzają,ale np.jeśli wybieracie się na safari
Kenia-Tanzania to lepiej je mieć,bo może się zdarzyć sytuacja że nie wpuszczą
wasz do Tanzanii,lub co gorsze spowrotem do Kenii.My szczepiliśmy się w
Katowicach przy ul.Raciborskiej 39 (tel.032 351 23 00). Koszt o ile pamiętam
ok 150 zł od osoby(było to jakiś czas temu,więc nie znam aktualnych
cen).Jeśli nie macie "żółtej książeczki" która jest certyfikatem szczepień
honorowanym na całym świecie,to wydają ją na miejscu.Czas nabycia odporności
na żółtą febrę to 10 dni,nie odkładajcie tego szczepienia na ostatnią chwilę.
O ile mi wiadomo żółtą febrę robi tylko Wojewódzka Stacja Sanit-Epidemiolog.
w Katowicach,Warszawie chyba Poznań oraz miasta portowe(Szczecin i
Trójmiasto).

Zakupy pamiątek.

Biżuteria i inne wyroby Masajów-najlepszym sposobem na zakup pięknych i co
ważne oryginalnych wyrobów Masajów jest zakup tychże prosto "z masaja".To co
mają na sobie jest zwykle droższe ale staranniej wykonane i
bardziej "masajskie" :)
Okazję do zakupów będziecie mieli też podczas pobytu w jednej z wiosek
masajskich,podczas safari napewno do jakiejś traficie.Wstęp do wioski
kosztuje ok 23 USD, w zamian za to macie możliwość robienia dowolnej ilości
zdjęć i zadawania pytań bez ograniczeń :)Po wizycie w wiosce idziecie
na "targ" gdzie masajowie wystawiają swoje wyroby.Ceny wywoławcze
są "kosmiczne" ale bez problemu można stargować cenę o 50-70 %.Masajowie
zresztą oczekują że będziesz się targował.Robią naprawde piękną biżuterię
(branzoletki,naszyjniki kolczyki oraz broń białą i pałki.)
Figurki i rzeźby.
Z Kenii różnego rodzaju rzeźby z drewna przywożą praktycznie wszyscy,nie bez
powodu.Plemię Akamba żyjące w Kenii powszechnie uznawane jest za mistrzów w
tej dziedzinie.Najlepszym miejscem na zakupy jest wioska Akamba w
Mombasie.Nie dajcie się namówić na zakupy w innym miejscu.Kupując tam macie
gwarancję że wyrób jest oryginalnym rękodziełem i co ważne zrobiony jest z
drzewa na którym wam zależy.Najpiękniejsze i najdroższe są wyroby z hebanu i
drzewa różanego.Heban jest b.ciężki(uwaga na nadbagaż) ale w mojej opinii
najpiękniejszy.W sklepie który jest na terenie wioski można kupić WSZYSTKO.Od
spinki do włosów po żyrafę o wysokości ponad 2,5 m.Teraz podpowiedź dla tych
co jadą do wioski(oj dostanie mi się za to od milonerów którzy gardzą takimi
sknerami jak ja :) Idąć do wioski weźcie ze sobą duży plecak-oczywiście
pusty :).Pracujący na terenie wioski artyści(tak trzeba ich nazwać)
spzrzedają swoje wyroby "na lewo".Niestety większość zysków z ich pracy
trafia do kieszeni Hindusów którzy prowadzą sklep w wiosce,oni dostają tylko
marne grosze.Dla przykładu my kupiliśmy dużego, ważącego 10 kg słonia z
hebanu za 50 USD,w sklepie musicie zapłaci za niego ok 200 USD.Oczywiście
Hindusi krzywo patrzą na takie praktyki-właśnie dlatego potrzebny jest
plecak :)W sklepie każdy wyrób ma swój numer który jest przypisany do
konkretnego wykonawcy-na tej podstawie właściciele sklepu rozliczają się z
pracownikami.Wyroby są fantastyczne-szczególnie te droższe hebanowe lub z
innego szlachetnego drewna.Nigdzie indziej w Kenii nie widziałem takiego
wyboru.Każdy znajdzie coś dla siebie-i milionerzy i osoby ze skromnym
budżetem.

Kwestia nadbagażu.
Nadbagaż na lotnisku w drodze powrotnej do Polski mają praktycznie wszyscy.
Limit w FisherAir to 20 kg. bagaż główny i 5 kg. podręczny.Praktycznie nie
możliwe do spełnienia,chyba że nic nie kupujecie albo przylecieliście z
minimalnym bagażem.Żadna z w/w sytuacji nie występuje u normalnych ludzi :)
Nie ma się co przejmować kupujcie ile wlezie i udźwigniecie, a na lotnisku
miejcie poprostu 10-20 USD przygotowane "pod ręką" w momencie ważenia.Po
przekazaniu bonusa kwestia nadbagażu przestaje kogokolwiek interesować.

Safari

Opis zacznę od safari 3 dniowego które mieliśmy wykupione w biurze.

Parki Tsavo i Ambosella.

Do Kenii jedzie się właśnie na safari,jak słusznie zauważył adam.wu cała
reszta to tylko dodatek.Nie można tego właściwie opisać słowami,trzeba to
zobaczyć i poczuć na własnej skórze.Jedna ważna uwaga,na nasze safari miał
jechać rezydent lub polskojęzyczny przewodnik(Rainbow gwarantował to podczas
podpisania umowy),jednak nikt z w/w nie raczył się nawet pojawić na
zbiórce,nie wspominając o uczestnictwie w safari.Jak się potem okazało dla
rezydentów ważniejsze było "zrobienie" wycieczki do Mombasy na której
prywatnie i poza wiedzą biura podróży zarabiają poważne pieniądze,niż jechać
z nami.Dla sporej części naszej grupy był to szok.Część osób nie mówiła po
angielsku-a bez tego traci się połowę radochy.Potem okazało się też że
napiwki które są zbierane przez rezydentów dla kierowców trafiają również do
kieszeni rezydentów.Kierowcy pracują dla napiwków,i obowiązuje zasada "jaka
płaca,tak praca"Z naszymi kierowcami dogadaliśmy się szybko i mimo że nie
dostawali napiwków od kilku wyjazdów,po wyjaśnieniu kwestii "kto kogo robi w
balona" cały wyjazd spisywali się świetnie,ale pierwsze godziny były nerwowe.
Swoją drogą okradanie kierowców z napiwków jest karygodnym zachowaniem-oni z
tego żyją.Moja rada, nie dawać napiwków rezydentom,a bezpośrednio kierowcy
Waszego auta.Efekt gwarantowany,stawka ok.3-5 USD dziennie od osoby-wedle
uznania i własnego zadowolenia.

Kurz i drogi na safari.

Drogi w Kenii w 90% to tragedia,po powrocie zaczeliśmy patrzeć na nasze drogi
jak na najlepsze autostrady.Podczas safari przemieszczacie się drogami
gruntowymi-trzepie jak jasna cholera i kurz wdziera się wszędzie.Można się
przyzwyczaić ale zabieranie dziecka w wieku poniżej 10-12 lat na safari
dłuższe niż 3-4 dni może być dla wszystkich przykrym doświadczeniem.Jeśli
chodzi o kurz,to o ile z siebie zmyjecie go w hotelu(lodży) to jeśli chodzi o
ciuchy konieczne są częste zmiany albo zaczynacie wyglądać jak młynarze w
kolorze ceglasto-brunatnym.
Kamery i aparaty foto są BARDZO narażone na kurz.Wybijcie sobie z głowy że
będziecie mieli kamerkę czy aparat powieszony na szyji czy ramieniu-żeby był
zawsze "pod ręką",jeśli to zrobicie może okazać się że po kilku godzinach
sprzęt nie nadaje się do użytku.Nam najlepiej sprawdziły się torebki
foliowe "Jan Niezbędny" z systemem wielokrotnego zamykania.Sprzet do foliówek
i wyciągać tylko na czas kręcenia lub robienia zdjęć.Nie
    • Gość: Martinez Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: 194.63.132.* 05.02.06, 13:04
      Kurz i drogi na safari.

      Drogi w Kenii w 90% to tragedia,po powrocie zaczeliśmy patrzeć na nasze drogi
      jak na najlepsze autostrady.Podczas safari przemieszczacie się drogami
      gruntowymi-trzepie jak jasna cholera i kurz wdziera się wszędzie.Można się
      przyzwyczaić ale zabieranie dziecka w wieku poniżej 10-12 lat na safari dłuższe
      niż 3-4 dni może być dla wszystkich przykrym doświadczeniem.Jeśli chodzi o
      kurz,to o ile z siebie zmyjecie go w hotelu(lodży) to jeśli chodzi o ciuchy
      konieczne są częste zmiany albo zaczynacie wyglądać jak młynarze w kolorze
      ceglasto-brunatnym.
      Kamery i aparaty foto są BARDZO narażone na kurz.Wybijcie sobie z głowy że
      będziecie mieli kamerkę czy aparat powieszony na szyji czy ramieniu-żeby był
      zawsze "pod ręką",jeśli to zrobicie może okazać się że po kilku godzinach
      sprzęt nie nadaje się do użytku.Nam najlepiej sprawdziły się torebki
      foliowe "Jan Niezbędny" z systemem wielokrotnego zamykania.Sprzet do foliówek i
      wyciągać tylko na czas kręcenia lub robienia zdjęć.Nie chodzi nawet o to że
      sprzęt się uszkodzi-po powrocie do Polski serwis,czyszczenie i zwykle jest
      ok.Ale fakt że zobaczycie np. stado słoni czy lwów a wasz sprzęt nie działa i
      nie możecie pstryknąć fotek może doprowadzić do załamki psychicznej :)

      Pierwszy nocleg i ogólne wiadomości na temat.

      Pierwsza noc na safari w Tsavo to hotel w Tahita zbudowany na wysokich palach
      tuż przy wodopoju.Wrażenia nieprawdopodobne-jeśli na dodatek tak jak nam uda
      się wam dostać pokój z widokiem na wodopój macie "film przyrodniczy z
      discovery" przez cały czas.Do wodopoju przychodzą najróżniejsze zwierzęta,i to
      w ilościach "hurtowych" dzień i noc macie możliwość podziwiania słoni,antylop
      wszelkiego rodzaju,zebr,ptactwa,małp itd.REWELACJA.Fragment wodopoju jest też
      tuż przy tarasie,siedzicie popijacie piwko a w odległości 3-4 m. od was stado
      słoni.Nie zawracajcie sobie głowy zabieraniem napoii na safari.Wprawdzie w
      hotelach na safari napoje są jeszcze droższe niż w hotelach,ale są chłodne i
      świeże.Woda w aucie nagrzewa się momentalnie i smakuje jak ścieki(chyba, bo nie
      piłem nigdy ścieków)Jedyne wyjście to zaopatrywać się w napoje "na bieżąco" w
      hotelach.jedzenie jest pyszne-przynajmniej w obiektach w których byliśmy.Macie
      zapewnione 3 posiłki dziennie(napoje oczywiście dodatkowo płatne).2 razy
      dziennie (rano i popołudniu) macie tzw. game drive'y czyli wyjazdy w teren
      gdzie macie możliwość obejrzenia wszystkich innych zwierzaków występujących na
      terenie danego parku.Jedzie się busikami po 6 osób w busie,każdy ma miejsce
      przy oknie,a dodatkowo kierowca otwiera i podnosi w górę wielki dach,bus
      zmienia się wtedy w ocieniony taras widokowy na kołach.Kierowcy są w stałym
      kontakcie ze sobą przez CB radio-więc jak komuś uda się "namierzyć" jakiegoś
      rzadszego zwierzaka daje znać innym.Na 5-7 dniowym safari w różnych parkach,
      macie praktycznie pewność że zobaczycie wszystko co chcecie,a nawet więcej.

      C.D.N.
      • Gość: web Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 18:49
        dzięki za info.:)
        • Gość: Kasia2 Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: *.kom / *.os1.kn.pl 05.02.06, 22:11
          Dzieki. Twoja relacja jest swietna! Gratuluje i prosze o wiecej! Juz nabralam
          ochoty na wyjazd do Kenii.
      • Gość: dusza Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: 80.50.250.* 06.02.06, 00:09
        zwracam honor,jednak mozna ciekawie ,inny klimat i od razu czytasz wspomnienia(z
        pierwszej reki)o Kenii ,takiej jak widzi ja podrozujacy europejczyk.Dobrze
        zrobilo Ci pare dni urlopu.
        Dodatowy plus za Katowice!
        sentyment do lat mlodosci.
      • Gość: Helena Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: *.mtp.pl 06.02.06, 11:06
        Witam
        Muszę przyznać, że z przyjemnością czytam Twoją relacje. Myślę, że dla wielu
        wybierających się do tego kraju może być pomocna. Ale nie ukrywam mam też pewne
        zastrzeżenia. Piszesz w taki sposób, że bardzo łatwo wyobrazić sobie, że taka
        jest Kenia i że tak będzie wszędzie. A to nie jest prawda. Kenia jest bardzo
        różnorodna i jakiekolwiek generalizowanie jest bardzo niebezpieczne.
        Odwiedziłeś tylko dwa rezerwaty Tsavo i Amboseli a to nie cała Kenia. Dlatego
        bardzo przestrzegałabym prze lekceważeniem środków antymalarycznych. Właśnie
        parę dni temu wróciłam z Kenii. Zjechałam kawał kraju i z całą
        odpowiedzialnością mogę napisać tylko tak. Komary były. Oczywiście nie w Tsavo
        i Amboseli ale w Maasai Mara, Nakuru i Samburu. Tam nikt nie ryzykował spania
        bez moskitiery. Ale to też jest moja prawda. Bo ktoś kto nocował np. w Maasai
        Mara ale w lodge nie nad rzeką Mara mógł nie spotkać nawet jednego komara. Taka
        jest Kenia. Co krok inna i zaskakująca. Każdy wybierający się do tego kraju
        powinien jak najwięcej przeczytać na temat rejonów kraju, które przyjdzie mu
        odwiedzić.
        Helena


        • Gość: Martinez Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: 194.63.132.* 06.02.06, 21:39
          W pełni się z tobą zgadzam.Kwestia leków antymal. i ochrony przed moskitami
          jest sprawą poważną.Decyzja oczywiście należy do każdego z osobna.My poprostu
          bardziej baliśmy się skutków ubocznych,szczególnie ja ponieważ nurkuję i
          zaburzenia widzenia lub równowagi to ostatnia rzecz jakiej było mi potrzeba :)
          Malarię na miejscu można wyleczyć praktycznie 1 zastrzykiem (koszt ok 20
          USD),ale w Polsce szczególnie jeśli jest źle zdiagnozowana może nawet
          doprowadzić do śmierci.Więc nie polecam nikomu "olania" tematu,dzielę się
          poprostu swoimi doświadczeniami do niczego nikogo nie namawiając.
          Pozdrawiam
          • Gość: sprin Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.06, 13:19
            Kilka dni temu wróciłem z Kenii. Byłem tam, tak jak Pan, z Rainbow'em.
            Z wieloma przekazanymi przez Pana informacjami się zgadzam, z innymi nie.
            Otóż rzeczywiście hotel Travellers Beach jest świetną stacją wypadową i miejscem
            odpoczynku po wyczerpującym safari.
            Jedzenie- doskonałe.

            Jeżeli chodzi o rezydentów, to w tej chwili są dwie przesympatyczne dziewczyny
            (Monika i Marta), które doskonale wiedzą po co tam są i jakie są ich obowiązki.
            Są pozytywnie zakręcone, ale przy tym zorganizowane i pomocne w każdej sytuacji.
            Posiadają bardzo dużą wiedzę, a (co ważne) jeżeli czegoś nie wiedzą (bo np. nie
            były w danym miejscu) to potrafią się do tego przyznać i proszą o pomoc
            przewodników, czy kierowców. Ani razu nie byliśmy ściągani do żadnego sklepu na
            siłę, tak więc jeżeli chodzi o tę kwestię, to proponuję ją zamknąć.

            Safari: Byliśmy na dwóch. 3 dniowe Savo West i East oraz 3 dniowe "samolotowe"
            do Maasai Mara. W obu przypadkach mieliśmy szczęście do kierowców.
            Komarów brak (podczas 2 tygodni widziałem szt.2), ale jeden zdołał mnie dziabnąć
            (pomimo moskitiery, wystarczyła chwila, by wyciągnąć rękę po telefon leżący na
            stoliku). Jadąc pod koniec lutego i w marcu do Maasai Mara koniecznie weźcie ze
            sobą coś cieplejszego. To są jednak góry, a i czas już pod porę deszczową
            podchodzi. I nastawcie się, że prąd w większości Lodżów jest "porcjowana". W
            naszym z energii elektrycznej można było korzystać w godzinach 18:30 - 23:30 i
            5:00 - 7:00.

            Jeszcze o lekach i szczepionkach. Szczepienia braliśmy tylko na żółtą febrę.
            Poza 10 dniami do pełnego zadziałania trzeba wspomnieć, że po szczepieniu
            pojawiają się objawy takie jak grypy, odurzenia i zmniejszonej koncentracji.
            Ważne może być też to, że przez tydzień po szczepieniu nie można pić alkoholu.
            Leki na malarię braliśmy. Wybraliśmy droższy, brany codziennie lek o nazwie
            handlowej MALARONE. Cena opakowania (12 tabletek)to 288,00PLN. Pierwszą tabletkę
            należy wziąć 2 dni przed wyjazdem, a po powrocie należy stosować lek jeszcze
            przez tydzień. Tak więc na 14 dniowy wyjazd potrzeba 23 tabletek (2 opakowania).
            Może drogo, ale powiem szczerze i otwarcie- zero skutków ubocznych. Nasza grupka
            (6 osób) nie miała absolutnie żadnych negatywnych odczuć po zarzywaniu tabletek).

            Zapewne jeszcze przypomnę sobie jakieś dodatkowe wiadomości i będę miał
            komentarze do Pana wypowiedzi, tak więc pozdrawiam, ale się nie żegnam ;)
            • Gość: magda Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: *.chello.pl 11.03.06, 18:25
              hej,

              piszesz ze byłes w parkach Tsavo West i East oraz Maasai Mara.

              Ja odwiedziałam Kenie w styczniu i bylam w Savo West i East.
              Troche mnie to rozczarowało ;)

              Masz porównanie, czy w Maasai Mara jest lepiej?
              Czym ten park sie różni od Tsavo?

              opoz.d,
              magda

              • Gość: sprin Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez IP: *.goweb.pl / 89.171.48.* 12.03.06, 10:51
                W Maasai Mara jest zdecydowanie więcej zieleni (jest wyżej), dużo więcej lwów,
                gepardów, ale za to dużo mniej zebr, prawie w ogóle słoni, jedna odmiana żyraf
                (masajska oczywiście- ta najciemniejsza). Powiem szczerze, że Maasai Mara
                zdecydowanie bardziej mi się podobało. Klimat jest tam bardziej przyjazny, nie
                jest to zrobione pod turystów (odcinek rzeki Mara, gdzie ogląda się hipcie nie
                jest w ogóle wybetonowany w przeciwieństwie do odpowiednika z Savo). My
                trafiliśmy już na początek pory deszczowej, gdzie te tereny żyją. Podobno
                wcześniej nie było tak zielono (3 tygodnie całkowitej suszy).
                Masaje także są inni. Nie turystyczni. Bo raczej nie przepędza się krów koło
                basenu dla uciechy turystów ;).
                Także pamiętać trzeba, że park Maasai Mara jest zarządzany przez prywatną firmę
                (w przeciwieństwie do Savo) tak więc i przepisy nie sąakie rygorystyczne.

                Czyli: więcej dziczy, więcej drapieżników, więcej naturalności mieszkańców, ale
                i mniej luksusów (ale nie po luksusy się tam jedzie).
    • voyager747 Re: Kenia z Rainbow Tours c.d Martinez 05.02.06, 23:51
      Myślę,że komarów i malarii nie można lekceważyć. Ja byłem w KENII w 2002 roku w
      czerwcu i widziałem mnóstwo komarów. Były także w hotelu(Southern Palm Beach
      Resort). Ja brałem Lariam i używałem Autanu do odstraszania komarów.
      Pamiętam jak lekarz z Instytutu Chorób Tropikalnych opowiadał o młodym
      Polaku,który wrócił z Kenii z malarią i zmarł. Proponuję udać się przed wyjazdem
      do takiego instytutu i porozmawiać z lekarzem mimo wszystko.
      Pozdrawiam
      • Gość: youbabe [...] IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.02.06, 19:08
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: wrazliwy [...] IP: 81.210.112.* 06.02.06, 18:25
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: yobabe [...] IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.02.06, 19:10
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: Lalamido [...] IP: *.aster.pl 18.02.06, 13:58
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: know [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.06, 14:32
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
Pełna wersja