"Powiew orientu" almatur- był ktoś?

IP: *.chello.pl 14.07.06, 11:27
Czy był ktoś z biurem Almatur na objazdówce po Turcji? Bardzo proszę o jakieś
informacje- będę wdzięczna.
    • Gość: ngel Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? IP: *.chello.pl 24.07.06, 15:42
      Naprawdę nikt nie był??
    • melatonina1 Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 03.08.06, 20:11


      I ja " podłączam " sie do tego pytania ???
      Co sadzicie o Almaturze ?
      Czy to biuro organizuje wyjazdy tylko dla młodzieży ?
      Czy na ich wycieczki jezdza osoby w wieku 30+ 40+ ?
      Czekam na odpowiedzi !!
      Bo nie wiem kupowac wyjazd u nich / chodzi o 7+7 / czy brac
      pod rozwage inne biuro ?
      A może Axel ?
      Ma dobre opinie na forum
    • Gość: orient Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? IP: 153.19.24.* 07.08.06, 11:57

      A kto jezdzi do Turcji z Almaturem?
      Beznadzieja.
      Odradzam
      • Gość: Magda Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? IP: 5.2.* / *.mnii.gov.pl 08.08.06, 09:14
        Nie rozumiem, ostatniego komentarza...
        Otóż ja jeżdżę. Tzn. pojechałam w tamtym roku z tym biurem (wycieczka wykupiona
        we Wrocławiu) i byłam bardzo zadowolona. Co prawda wycieczka nie była
        objazdowa, ale żadnych ukrytych kosztów nie było, rezydentki bardzo się
        starały, w ogóle bylo cool.
        Pozdrawiam
        • vikii5 Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 15:09
          Ja takze bylam zadowolona :)
    • gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:55
      2 lata temu miałam wątpliwą przyjemność zwiedzania Turcji z biurem Almatur.
      Oto moje wspomnienia spisane po przyjeździe do Polski.

      Dzień 1
      Sprawny dowóz minibusem do Katowic. Na miejscu okazuje się, że autokar jest
      dwupiętrowy bo ma przewozić 68 osób- uczestników wycieczki objazdowej
      Kapadocja, wczasowiczów i obóz młodzieżowy. Dowiaduję się również, że cały
      wyjazd jest zorganizowany przez 2 biura Almatur i Tango Tour. Dziwię się
      dlaczego biuro Almatur nie poinformowało uczestników wycieczki o takiej
      niedogodności ( co ma znaczenie przy postojach toaletowych) w przeciwieństwie
      do Tango Tour, które dało swoim klientom możliwość rezygnacji z wyjazdu.
      Siadamy na wyznaczonym miejscu. Szyba obok jest cała zaparowana. Informujemy o
      tym fakcie panią przydzielająca miejsca, wyraża zdziwienie „ No i co z tego?”.
      Twierdzi, że szyba zaraz odparuje. Żądamy zmiany miejsca tłumacząc to chęcią
      podziwiania krajobrazów, sadza nas na miejscu osób, które jeszcze się nie
      pojawiły. Szyba do końca wycieczki nie odparowała.
      Z prawie godzinnym opóźnieniem wyruszamy z Katowic.
      Jedzie z nami 2 pilotów pan Janek i pan Jacek. Dopiero później okaże się,
      który z nich będzie naszym „pilotem”. Kierowcy są bardzo mili, uprzejmi.
      Przejazd przez Słowację, Węgry, Serbię .

      Dzień 2
      Wszystkie postoje toaletowe z 10 minut przeciągają się do pół godziny. Samo
      wyjście 50 osób z górnego pokładu zajmuje około 7 minut. I mamy tylko jedno
      wyjście pośrodku autobusu. I to to akurat wyjście upatrzyli sobie ludzie
      siedzący na dole. Czyli najpierw wychodzi około 15 osób z dołu a potem 50 z
      góry. I to jednym wyjściem. Na moją uwagę, żeby spróbowali skorzystać z
      przedniego wyjścia skoro mają taką możliwość ( w przeciwieństwie do nas)
      reagują zdziwieniem.
      Na przejściu serbsko- bułgarskim zaczyna się koszmar. Po odprawie serbskiej
      znajdujemy się na około 500 metrowej przestrzeni czekając na odprawę
      bułgarską. Wokół śmierdzące toalety, porozwalane śmieci ( nie ma koszy) i 2
      rzędy autokarów i 4 rzędy aut. Przed nami około 30 autokarów. Jest godzina 9
      rano a przed nami stoją inni Polacy czekający od 23.30 !!! Tak wygląda odprawa
      bułgarska. Po ponad 5 godzinnym czekaniu, o 14.30 wjeżdżamy do Bułgarii.
      Przejeżdżamy przez nią i około 20.00 jesteśmy 5 km od granicy bułgarsko-
      tureckiej. Najpierw czekamy około godziny aby celnik turecki dał sygnał do
      jazdy. Pilot proponuje aby wszyscy potrzebujący udali się w okoliczne
      słoneczniki, gdyż toalet nie ma wzdłuż drogi. Po godzinie czekania prosi o nie
      opuszczanie autobusu bo zaraz ma ruszyć kawalkada aut. Jeden uczestnik obozu
      wychodzi w słoneczniki, autobus rusza, wybiega za nim młoda pani wychowawczyni.
      Jedziemy około 5 km podjeżdżając pod samą granicę. Nie ma 2 „zgub” wiec stajemy
      przepuszczając 4 autobusy. Po pół godzinie czekania dobiegają do nas. Nawet nie
      pada słowo” przepraszam”. Nie dość, że mamy kilkugodzinne opóźnienie
      to „dzięki” nieodpowiedzialnemu zachowaniu postoimy około 2 h dłużej, gdyż
      według słów pilota każda odprawa autobusu zajmuje około 25 minut. I znów
      stoimy wśród mnóstwa innych autokarów. Toalety obok nie zachęcają do ich
      odwiedzenia, nie dość , że płatne 0.5 euro to śmierdzące na zewnątrz. Nie
      korzystamy z nich a ci, którzy popełnili ten błąd mówią, że w chlewie jest
      czyściej- podobno stoi się w wodzie po kostki.
      Pilot twierdzi, że chyba nie zdążymy na pierwszy nocleg w okolicach Gelibolu,
      w najlepszym wypadku będziemy w hotelu na ranem. Ja i kilka osób naciskamy
      twierdząc, że musimy przyjechać do hotelu żeby chociaż wziąść prysznic. Odprawa
      kończy się o 3.10 w nocy a my mamy do pokonania ponad 200 km. Dzięki świetnej
      jeździe kierowców jesteśmy na miejscu o 6.30.
      Reasumując- zamiast wieczornego przyjazdu do hotelu jesteśmy w nim rankiem
      następnego dnia. Rozumiem, że nie jest to wina biura tylko celników
      bułgarskich ( na obu granicach staliśmy około 12 godzin) ale czy biuro wiedząc
      o tym nie powinno wyjazdu z Katowic zorganizować o kilka godzin wcześniej a nie
      o 12.00 ??? Przyznał to nawet w rozmowie jeden z kierowców.

      Dzień 3
      Godzina snu, prysznic, śniadanie. Wyjeżdżamy o 10 zamiast planowanej 8-ej.
      To 2 godzinne opóźnienie będzie miało wpływ na plan dnia.
      Na Troję otrzymujemy tylko pół godziny. To trochę za mało że przeczytać
      tabliczki przed kolejnymi zwiedzanymi punktami, zrobić zdjęcia i poczuć
      atmosferę tego miejsca. Tym bardziej że bilety kupujemy sami i sami zwiedzamy.
      Po drodze mijamy wycieczkę z Polski- bodajże Itakę, której pilot tłumaczy
      oprowadzającego ich przewodnika tureckiego. Nawet nie możemy do nich dołączyć
      bo jak mamy się zmieścić w takim krótkim czasie. Na miejscu zbiórki okazuje
      się, że nie ma kilku osób w autokarze gdy ten odjeżdża. Informuję o tym
      kierowców, którzy stwierdzają, że oni muszą już jechać. Stajemy na parkingu
      przy wjeździe i czekamy na tych kilka osób. Próbuję się do nich dodzwonić ale
      jest to niemożliwe. Na szczęście oni sami zorientowali się i dobiegli.
      Należałoby wspomnieć, iż podczas jazdy pilot pan Janek przekazywał nam mnóstwo
      informacji o Turcji, jej mieszkańcach, ich zwyczajach. To samo dotyczyło
      państw, przez które przejeżdżaliśmy. Z kolei pilot pan Jacek- z wykształcenia
      geograf -dostarczał nam bądź co bądź monotonnej wiedzy na temat wysokości
      mijanych szczytów, okresu powstania gór.
      Jedziemy wzdłuż wybrzeża Morza Egejskiego . Mamy do pokonania około 400 km. W
      planie wyjazdu mamy „ krótki postój w Pergamonie”. Około 17.00 pilot informuje
      nas, że ze względu na opóźnienie rezygnujemy z Pergamonu. Mała grupka
      protestuje. Dowiadujemy się że nie zdążymy na kolację a poza tym plan nie
      obejmuje zwiedzania tylko postój na jakimś wzgórzu, z którego widać Pergamon.
      Trzeba by było wjechać do miasta a to zajęłoby nam godzinę. Proponujemy
      przełożyć kolację na później. Dalej protestujemy, w odpowiedzi słyszymy, że
      odbędzie się głosowanie- Pergamon czy kolacja? Głosować będą wszyscy w
      autobusie. Wychowawczyni obozu półgłosem zwraca się do swych podopiecznych „
      Chyba wiecie jak macie głosować?”. Pytam się jaka to demokracja, jeśli to co
      mam zagwarantowane w programie zależy od głosu osób, które ( chyba, nie znam
      programu obozu) nie mają tego zobaczyć. Odpowiada nam cisza. Rezygnujemy z
      Pergamonu i jedziemy do Didim. Żądamy kontaktu z biurem. Pilot pan Janek
      informuje nas, że możemy napisać skargę, którą on w najbliższym hotelu wyśle do
      biura. Powstaje takie pismo, podpisuje się pod nim aż 13 niezadowolonych osób.
      Pozostali patrzą na nas z ukosa.
      Przyjeżdżamy do Didim, zostajemy zakwaterowani w 3 hotelach- najpierw obóz
      potem wczasy i na końcu wycieczka objazdowa. Po dojściu do hotelu dostaliśmy
      klucze. Jeszcze w autobusie poinformowano, że pokoje z klimatyzacją kosztują 3
      € za dzień a wszyscy chętni powinni to zgłosić wcześniej. Rezygnujemy z
      klimatyzacji ale są tacy, którzy proszą o nią. Dowiadują się , że nie kosztuje
      ona 3 € ale 6 € i to od osoby. Czyli 36 € za 3 dni pobytu. Protestują a
      stojący obok pilot pan Jacek ( okazało się że jest z nami w hotelu) twierdzi,
      że tak musi być. Zastanawiam się kogo w tym momencie reprezentuje- hotel czy
      klientów biura? Następnego dnia okazuje się, że to pomyłka i klimatyzacja
      kosztuje tylko 6 € za pokój. Sam hotel przeciętny ale nie zamierzamy przecież w
      nim spędzać czas. Gdyby jeszcze nie ten dziwny zapach z ubikacji...

      Dzień 4
      Mamy wolny dzień . Sami jedziemy do świątyni Apollina znajdującej się na
      drugim krańcu miasta. Rano przy śniadaniu pojawia się pani rezydentka.
      Informuje o wycieczkach fakultatywnych. Wszelkie zażalenia – dotyczące
      śmierdzącego pokoju jej nie interesują. Tzn obiecuje, że coś zrobi ale kończy
      się na obiecankach.
      Ponieważ nie zaopatrzyliśmy się w żadne porządne pr
      • gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:57
        Dzień 4
        Mamy wolny dzień . Sami jedziemy do świątyni Apollina znajdującej się na
        drugim krańcu miasta. Rano przy śniadaniu pojawia się pani rezydentka.
        Informuje o wycieczkach fakultatywnych. Wszelkie zażalenia – dotyczące
        śmierdzącego pokoju jej nie interesują. Tzn obiecuje, że coś zrobi ale kończy
        się na obiecankach.
        Ponieważ nie zaopatrzyliśmy się w żadne porządne przewodniki licząc, ze
        zastąpią nam je piloci, przy kolacji pytamy się pilota pana Jacka, czy nie
        pożyczyłby nam do przejrzenia jedną z książek- przewodników po Turcji, którymi
        był obłożony siedząc wcześniej na tarasie. Otrzymaliśmy następującą odpowiedź:
        -No nie wiem, muszę rozpatrzyć tę prośbę, zastanowić się i jutro udzielę
        odpowiedzi.
        Odpowiedź nas zaskoczyła, uznaliśmy, że nie chce pożyczać książek bo musi się
        porządnie przygotować do zwiedzania. Ale byliśmy naiwni.
        Skarga do biura przyniosła efekt. Pilot poinformował nas, że z uwagi na straty
        moralne zamiast Pegarmonu zwiedzimy Prienę. Ma to nastąpić w drodze do
        Pamukkale. Na pytanie o wartość historyczną Prieny w porównaniu z Pergamonem
        dostajemy wymijającą odpowiedź.

        Dzień 5
        Fakultatywna wycieczka - jeep safari. Byłoby to świetny dzień gdyby nie ranek
        i wieczór. Wycieczka miała zaczynać się o 8.30. Śniadanie jak nas zapewnił
        pilot pan Jacek będzie o 8.00. Okazało się, że jest o 8.30 czyli straciliśmy
        pół godziny, o które mógłby być wydłużony i tak krótki sen. Sam wyjazd był
        bardzo udany nawet pomimo niemiłych niespodzianek w postaci awarii jednego
        jeepów i przymusowego prawie 2 godzinnego postoju na kolejne auto. Jest to
        głównie zasługą pilota pana Janka, który z nami pojechał w góry Taurus.
        Wróciliśmy późno- po 22-ej. Na szczęście zostawiono dla nas kolację .Wsiadamy
        do windy- jest nas 5 osób-winda nie chce jechać ani otworzyć się. Nagle dobiega
        nas z holu głos pilota pana Jacka- Co, czytać nie potraficie? Przychodzą
        Turcy, otwierają windę, wychodzimy a pilot wskazując na tabliczkę nad drzwiami
        windy powtarza głośno swoje pytanie. Napis na tabliczce głosi 3 ( coś po
        turecku), 3 persons. Stanowczo żądamy aby w taki sposób pilot do nas się nie
        zwracał, bo nie jesteśmy młodzieżą ani jego studentami. I przypominamy, że nie
        poinformował nas o tym , że winda mieści tylko 3 osoby a my nie musimy znać
        języków obcych – szczególnie tureckiego nie wspominając o ewidentnym błędzie w
        języku angielskim. Siadam do kolacji i słyszę jak obok państwo ( byli
        zagorzałymi fanami pilota pana Jacka) określają nas jako jeepowicze gapowicze.
        Pytam się kto tak nas nazwał. W odpowiedzi słyszę, że pan Jacek. To już za
        wiele. Głośno protestuję.
        Warto nadmienić, iż sposób zwracania się pan Jacka do uczestników wycieczki
        był zgoła osobliwy. „ Ej” –takie słowo najczęściej padało z jego ust. A w
        Kapadocji instruował grupę – warto przypomnieć Polaków- w języku angielskim.
        C`mon, let`s go- mogą być zrozumiałe zwłaszcza dla młodszych osób a nie dla
        kilku osób znacznie od nich starszych.

        Dzień 6
        Fakultatywna wycieczka- do Efezu i Meryemany. Zapowiadane na 8.00 śniadanie
        jest podane o 8.30. .O 8.42 pojawia się pilotka i popędza nas , mówiąc , że
        autobus już czeka bo przecież o 8.30 zaczyna się wycieczka. Tłumaczymy jej, że
        pomimo wczorajszych zapewnień pilot nie załatwił wcześniejszego śniadania.
        Ale ją to nie obchodzi.
        Wchodzimy do autobusu i jesteśmy publicznie przez pilota pana Jacka zrugani
        za spóźnienie bo przyszliśmy wedle jego słów jako ostatni. Po chwili pojawiają
        się kolejni uczestnicy tym razem wczasowicze. Jednak w taki sposób ich nie
        przywitano.
        Najpierw zwiedzaliśmy Meryemanę a potem w pełnym słońcu Efez. O historii
        miasta pilot pan Janek opowiedział nam gdy staliśmy na pełnym słońcu. Trwało
        to około 15 minut i nie było zbytnio ciekawym doświadczeniem. Ale jak mogło
        być inaczej skoro mikrofon w autobusie nie działał i głos dochodził tylko do
        połowy uczestników. Dużą cześć miasta pilot zwiedził z nami pokazując nam
        najciekawsze miejsca. Wówczas to dowiedzieliśmy się, że do Kapadocji pojedzie
        z nami pilot pan Jacek. Grupka kilku osób głośno wyraziła swoje wątpliwości.
        Nie pozbyliśmy się ich nawet po wyjaśnieniach że to świetny pilot i
        fachowiec.

        Dzień 7
        Wyjeżdżamy do Miletu, Prieny i Pamukkale. Ktoś już się postarał aby
        faktycznie śniadanie było o 7.00. Wyjazd zamiast zapowiadanej 7.30 o 8.16. Tyle
        czekaliśmy na minibus. I to przy ciągłym przypominaniu ze strony pilota ze
        musimy jeszcze zwiedzić Prienę więc trzeba być bardzo punktualnym.
        Dostaliśmy 40 minut na Milet. Bez wcześniejszego poinformowania co warto
        zobaczyć, nic nie dowiedzieliśmy się o historii miasta.
        Inaczej było w przypadku Prieny. Kilkuminutowa historia miasta zakończona
        stwierdzeniem, że na wzgórze musimy iść sami bo pilot z nami nie idzie. Tak
        samo, bez poinformowania na co warto zwrócić uwagę.
        Po 14-ej przyjechaliśmy do hotelu w Pamukkale. Sposób przyznawania kluczy był
        dziwny- najpierw czytanie wszystkich nazwisk ( chyba pilot sprawdzał obecność).
        Następnie nazwisko, numer pokoju i klucz. Cała procedura trwała około 10-15
        minut i to tylko przy 18 osobach. Dostajemy 10 minut aby przebrać się w stroje
        kąpielowe, ewentualnie wziąść prysznic. Zbiórka w holu i .... nie wiadomo
        dlaczego stoimy w nim aż 30 minut. Jak widać nie można było dać trochę więcej
        wolnego czasu w pokojach bo i po co. Wyruszamy na tarasy wapienne. Dołącza do
        nas turecki pilot, który od tej chwili staje się jedynym źródłem informacji dla
        naszego pilota. Zachowuje się on tak, jak pierwszy raz był w Turcji i to jako
        turysta. Po wyjściu z autobusu zaczyna robić zdjęcia nie interesując się
        zupełnie resztą grupy- bądź co bądź jego klientami.
        Razem z pilotem tureckim zwiedzamy tarasy i miasto Hierapolis rozpościerające
        się za nimi. Po 3 –5 zdaniach w języku angielskim następuje wolne tłumaczenie
        naszego pilota. Jakiekolwiek pytanie z naszej strony do pana Jacka jest
        następnie zadawane Turkowi i tłumaczona odpowiedź. Staje się to zbyt nudne więc
        sami korzystamy z jedynego źródła informacji bezpośrednio zwracając się do
        kompetentnego pilota tureckiego.
        Wieczorem szukaliśmy sami jadalni bo pilot nie raczył nas poinformować gdzie
        się ona znajduje. Tak samo było w kolejnym hotelu.
        Dzień zakończył się wieczorem tureckim w postaci rosyjskiej tancerki brzucha.

        • gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:59
          Dzień 8
          Rankiem czekała nas niespodzianka- śniadanie było gotowe na 6.00.
          Mieliśmy dotrzeć do Kapadocji po drodze zwiedzając Konyę. Przez prawie
          godzinę kręciliśmy się w kółko w mieście mijając te same meczety. W końcu
          okazało się czego szukamy- restauracji. Pół godziny na obiad. Ceny były
          astronomiczne więc nikt z posiłku nie skorzystał. Oprócz tureckiego kierowcy,
          tureckiego pilota, tureckiego szefa firmy przewozowej, który z nami jechał i
          naszego pana Jacka. Pozostali zwiedzali sklepik . Wreszcie dotarliśmy do Konyi.
          Wchodzimy do meczetu i pan Jacek zaczyna się pytać Turka co to za meczet itd.
          Pełny profesjonalizm. Po kilkunastu minutach wychodzimy. Przechodzimy do
          mieszczącego się obok mauzoleum Mevlany – założyciela zakonu tańczących
          derwiszy. Panowie zaczynają ze sobą rozmawiać nie zważając na to jest z nimi 18
          innych osób. A my stoimy w pełnym słońcu. W końcu dowiadujemy się, że
          wchodzimy do środka a potem jest 10 minut wolnego. Nie pada słowo o tym co
          warto wewnątrz zobaczyć. Za to słyszymy ze po wyjściu można pójść do pawilonów
          obok bo tam, też jest wystawa. Na wydawałoby się normalne w takiej sytuacji
          pytanie- jak tam wejść ( gdzie jest wejście do pawilonów) słyszymy
          sarkastyczną odpowiedz- Najlepiej drzwiami.
          Wewnątrz błąkamy się trochę bez sensu, pytam się pilota gdzie można zobaczyć
          ogromny różaniec składający się z prawie 1000 paciorków ( wyczytałam o nim w
          książce). Zdziwiony ucieka ode mnie. Po pewnym czasie znajduję ogromną gablotę
          z różańcem, staje przy mnie pilot i z triumfem oświadcza że oto znalazł tenże
          różaniec. Wychodzę na zewnątrz, widzę pilota i pytam się go czy już zaczyna się
          ten 10 minut wolnego. On oświadcza, że nie wie. Głośno pytam się „ A kto ma
          wiedzieć?. ’ W pędzie zwiedzamy ciekawą wystawę pokazującą życie mnichów z
          zakonu założonego przez Mevlanę. Po wyjściu z pawilonów szukamy sklepu z
          widokówkami, który powinien wedle słów pilota znajdować się na terenie
          przynależącym do mauzoleum. Niestety, takowego nie na, strażnik informuje nas
          że najbliższy jest poza jego terenem. Nie możemy do niego iść bo zbiórka jest
          tutaj. Przychodzi czas zbiórki, podjeżdża autokar, wsiadamy. Wraz z kilkoma
          osobami domagamy się aby podjechać pod sklep, kram z widokówkami. Spotykamy się
          z odmową, nalegamy twierdząc że pilot wprowadził nas w błąd. . W końcu stajemy
          pod jednym sklepem, dostajemy 2 minuty. Czy o wszystko musimy się wykłucać?
          Reasumując – w mieście byliśmy godzinę, półtorej godziny- straciliśmy na
          restaurację.
          Nareszcie jedziemy do Kapadocji. Jeżeli przejeżdżamy przez jakieś ciekawe
          miejsca to dowiadujemy się o nim po fakcie. Ciągle słyszymy- minęliśmy ...., po
          prawej minęliśmy.... . Nigdy za chwilę zobaczymy. A może za dużo wymagam?
          Nagle zatrzymujemy się pod karawanserajem- przystankiem dla karawan. To
          ogromne budowle obronne. Pilot informuje nas że mamy 10 minut i możemy sobie go
          zwiedzić albo udać się ubikacji naprzeciwko. Pytamy się czy karawanseraj jest
          płatny. Brak odpowiedzi. Pilot mówi o ubikacjach. Siedząca za nim młoda
          dziewczyna- pani Edyta zaczyna go naciskać aby poinformował czy zwiedzanie
          jest płatne. Dialog brzmi komicznie:
          - Po prawej mamy ubikacje, obok sklepiki..
          - Czy karawanserai jest płatny?
          - Ubikacje i sklepiki...
          - Powiedz czy karawanseraj jest płatny?
          - Sklepik i ubikacje- to na 10 minut...
          - Płatny czy nie?
          - Karawanseraj jest płatny a wracając do ubikacji..........
          Oczywiście nie dane nam było w tak krótkim czasie zwiedzić karawanseraja.
          Do hotelu przyjechaliśmy na tyle wcześnie aby zdążyć na kolację. Rozdzielanie
          pokoi trwało około 15 minut.

          Dzień 9
          Kolejna niespodzianka- śniadanie było punktualnie o 8.00. Ale to chyba zasługa
          tureckiego pilota.
          Kapadocję zaczęliśmy zwiedzać zgodnie z programem. O powstaniu fantastycznych
          tworów natury z tufu dowiedzieliśmy się tylko tyle, że stworzyły je woda,
          słońce, wiatr i człowiek.
          Kilka punktów widokowych, dolina Goreme z pięknymi skalnymi kościołami. Gdy
          odjeżdżaliśmy to pilot poinformował nas, że musimy zapłacić 5 mln lirów
          tureckich kierowcy za parking. A to tylko 250 tys. lirów na głowę. Trochę
          zdziwieni dokonaliśmy tejże zrzutki.
          Kolejnym punktem programu była wizyta w fabryce onyksu. Młoda Turczynka
          opisywała nam i pokazywała jak powstają przepiękne wyroby onyksowe. W tym
          czasie pilot pan Jacek chwycił do ręki onyksowego fallusa, przyłożył sobie do
          krocza i chwaląc się mówi- Niech pan patrzy, panie kolego... Takie zachowanie
          pozostawiliśmy bez komentarza. Pewne rzeczy nie przystoją młodym a co dopiero
          ponad 50 letniemu mężczyźnie.
          Po wizycie w fabryce przyszłą pora na obiad. Zatrzymaliśmy się w bardzo
          drogiej restauracji. Wokół pustkowie. Pół godziny na obiad. Ale nikt z
          uczestników wycieczki nie je bo wszystko jest bardzo drogie. Nikt, oprócz obu
          panów pilotów, kierowcy i jego szefa. Jak widać oni są dla nas a nie my dla
          nich. Gdy wsiedliśmy do autobusu proponuję pilotowi, aby nie było więcej
          postojów na posiłki bo nikt z nich nie korzysta. Wolelibyśmy pozwiedzać. Po
          chwili milczenia słyszę, że kierowca musi zjeść. Zapomniał dodać że on sam też
          ( tak bardzo zależało mu na tych obiadach, że śmiem przypuszczać, że albo mu
          je fundowano albo finansował je z pieniędzy za parkingi).
          Oprócz zrealizowania wszystkich punktów programu o czym pilot ciągle nam
          przypominał, stanęliśmy aby zobaczyć piękną panoramę Zelve. W przewodniku
          wyczytałam że w tym mieście są meczety wykute w tufie. Podeszłam do pilota
          tureckiego ( zdążyliśmy wcześniej kilkukrotnie porozmawiać) i spytałam się czy
          to prawda, że są tutaj meczety. Odparł, że nie ma. Pokazałam książkę.
          Stwierdził, że to jest błąd i ponowił pytanie czy mu wierzę? Odparłam że tak Na
          moje nieszczęście obok stanął pan Jacek i zaczął przysłuchiwać się naszej
          rozmowie. Po wejściu do autokaru publicznie ogłosił, iż nie życzy sobie aby
          podważać zdanie i wiedzę pilota tureckiego i jeżeli mamy jakieś wątpliwości to
          mamy udać się do niego. . Mówił tak, jakby to miało doprowadzić do konfliktu
          polsko- tureckiego... Oczywiście było to skierowane do mnie. Odparłam, że
          chciałam się tylko spytać kompetentnej osoby ale jak widać pan poczuł się tym
          urażony. Poparło mnie kilka osób. Dalej usłyszeliśmy że pewna grupa osób nie
          potrafi się dostosować do reszty, że jesteśmy wichrzycielami, podburzamy
          grupę ...itd. Miał na myśli nasze towarzystwo oraz małżeństwo, któremu również
          nie podobała się niekompetencja pilota. Oprócz tych kilku osób, w prywatnych
          rozmowach kolejni wyrażali swoje oburzenie zachowaniem pilota. Jednakże uznali,
          że nie warto publicznie się ujawniać. Pozostałe osoby- były zadowolone, nawet
          chciały sprezentować mu jakiś podarek za jego
          pracę.
          Kolejnym punktem programu była wizyta w fabryce garncarstwa w Avanos.
          Znajdowała się ona na obrzeżach miasta, po wyjściu z niej dostaliśmy 30 minut
          wolnego. To było zbyt mało aby dojść do centrum. Następnie zbiórka, jedziemy
          oglądać zachód słońca nad Kapadocją. Czekaliśmy na niego ponad godzinę. Zamiast
          dłużej pochodzić po mieście. Ale wówczas należałoby pomyśleć trochę.
          • gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:59
            Dzień 10
            Śniadanie o czasie.
            Jedziemy do podziemnego miasta Derinkuyu. ( Wcześniej pilot pan Janek prosił
            aby przypomnieć naszemu pilotowi, że mamy zwiedzać znacznie ciekawsze
            podziemnie miasto Kayamakli zamiast Derinkuyu. Pan Jacek nie przyjął tego do
            wiadomości ).
            Tuż przed wejściem pod ziemię usłyszeliśmy, że pilot z nami nie idzie, a
            zastąpi go pani Edyta, która również jest pilotem. Wtedy pani Edyta wyciąga
            plakietkę i staje się naszym pilotem. Wątpię czy biuro było powiadomione o
            istnieniu kolejnego pilota i czy podobne działania są zgodne z prawem. W samym
            mieście zwiedza się jego mały fragment, choć jest z pewnością ciekawe
            doświadczenie.
            Po wyjściu widzimy naszego pilota i jednego uczestnika wycieczki, który nie
            wchodził do środka, przy stoliku kawiarnianym. Obok stoi nasz minibus.
            Wsiadamy, pilot prosi o zrzutkę na parking „ bo przecież kierowca nie będzie za
            nas płacił”. Tego już za wiele, głośno pytam się ile jeszcze przewidzianych
            jest parkingów na naszej trasie. Słyszę, że to tylko w przeliczeniu 60 groszy.
            Odmawiam zapłaty twierdząc że takie koszty nie były przewidziane w uwagach
            zawartych w programie wyjazdu. Pilot mówi że jak mnie nie stać to on zapłaci za
            mnie. Wtedy pytam się czy biura nie stać na te 5 milionów i stwierdzam, że
            jeszcze nigdy nie słyszałam o biurze, które pobiera od swych klientów opłaty za
            parking. Popiera mnie kilka osób i jest to chyba wystarczające bo pilot
            zaniechał tego pomysłu. Czy podobne praktyki są zgodne z prawem? Wątpię.
            Udajemy się do wąwozu Ihlara. Ciągnie się on na długości prawie 15 km i jest w
            nim ponad 100 skalnych kościołów. Jedna z pań chce się dowiedzieć , które z
            nich będziemy zwiedzać. W odpowiedzi słyszy, że „ na pewno nie wszystkie”. To
            kolejny przykład niekompetencji pilota, który z kolei...
            Wieczorem w hotelu ma miejsce dziwna sytuacja Nasz pilot ma zwyczaj otwierania
            drzwi wyjściowych na korytarz. W hotelu wykonanych z tufu dźwięk łatwo się
            niesie. Pilot przebywa w pokoju pani Edyty, z którego dochodzą rozmowy o „
            sterczących sutkach, naprężonych penisach”. Nie interesują nas stosunki łączące
            pilota z panią Edytą jednak pewne granice zachowania zostały tu z pewnością
            przekroczone.

            Dzień 11
            Śniadanie zamiast zapowiadanej 5.45 jest 6.00. Przed 7-ą wyjeżdżamy do
            Stambułu przez Ankarę. Po drodze zatrzymujemy się na pół godziny przy słonym
            jeziorze Tuz.
            Dowiadujemy się, że zamiast panoramicznego zwiedzania stolicy Turcji udamy się
            na wzgórze, na którym znajduje się mauzoleum Ataturka. Pilot nie podał nam
            informacji, w jaki sposób Ojciec Turków doszedł do władzy, jakim był
            człowiekiem, jak postrzegają go sami Turcy. Jak widać uznał, iż to nie jest
            konieczne. Przed samy mauzoleum dowiedzieliśmy się, iż po zwiedzeniu mamy udać
            się do ubikacji. To wszystko w ciągu 25 minut. Stanowczo zakazał również
            robienia zdjęć przed grobem Paszy Ataturka. Wewnątrz spytaliśmy się strażnika,
            czy można robić zdjęcia. Potwierdził. Skorzystaliśmy z tej okazji. Pędem
            zwiedziliśmy pawilony z przedmiotami należącymi do Ataturka, chcieliśmy zdążyć
            do ubikacji. Na miejscu zbiórki okazało się, że teraz wszyscy idą do ubikacji.
            A my czekaliśmy na nich 10 minut. Zamiast w spokoju pozwiedzać ale jak widać
            pilot uznał, że kolejny raz musi nas czymś zaskoczyć.
            W samej Ankarze byliśmy niecałą godzinę. „Zwiedziwszy” tylko mauzoleum. W
            drodze do Stambułu znowu szukaliśmy restauracji. Kolejna strata czasu ale
            odnoszę wrażenie, że na tym polegała prawie cała nasza wycieczka. Tym razem z
            posiłku skorzystali prawie wszyscy uczestnicy ale chyba tylko dlatego, że byli
            już porządnie głodni.
            W okolicach Stambułu pilot „uraczył nas swoją umiejętnością czytania”. Czytał
            mianowicie nazwy fabryk , które mijaliśmy. Po lewej fabryka BMW, po prawej
            Wranglera. Historię miasta zaczął czytać z przewodnika ale po pierwszej
            stronie znudziło mu się i zaczął bawić się telefonem.
            Na szczęście w hotelu w Stambule czekał na nas pan pilot Janek i pozostałe 2
            grupy- wczasowicze i obozowicze. Udaliśmy się na nocne zwiedzanie miasta.

            • gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 09.08.06, 00:00
              Dzień 12
              Niezbyt szczęśliwym wydaje się pomysł aby po śniadaniu prawie 70 osób składało
              swe bagaże w jednym pokoju ( co prawda był on duży) by tuż przed samym wyjazdem
              do Polski- wieczorem- je zabrać. Po całodniowym zwiedzaniu miasta- w upale-
              jest się tak zmęczonym że najchętniej wzięłoby się prysznic przed 2 nocami w
              autobusie. Ale 70 osób do jednej łazienki się nie zmieści...
              Po zwiedzeniu Błękitnego Meczetu udaliśmy się na przystań by z pokładu statku
              zobaczyć miasto. Rejs trwał 1, 5 godziny. W trakcie których pan Janek próbował
              przedstawić nam mijane zabytki. Próbował, gdyż siedzący kilka metrów dalej pan
              Jacek- wyraźnie podchmielony- próbował go przekrzyczeć przekomarzając się z
              młodzieżą. Nie dość że był beznadziejnym pilotem to jeszcze uniemożliwiał pracę
              innym.
              Można było tylko żałować, że nie dane było nam zwiedzać Kapadocji z pilotem
              panem Jankiem. Zamiast tego biuro zafundowało nam jego „ nędzną podróbkę”.
              Godna pochwał jest chęć pomocy, którą zawsze służył pan Janek. Na każde nasze
              pytanie znał odpowiedź. Dokładnie przedstawił nam drogę do Top Kapi, gdy w
              czasie wolnym chcieliśmy się tam udać ( wypisał wszystkie przystanki
              nadziemnego metra tak abyśmy się nie zgubili). Zaproponował nawet że o każdej
              pełnej godzinie będzie w umówionym miejscu czekał aby zaprowadzić chętnych na
              Wielki Bazar.
              Tuz przed samym wyjazdem do Polski okazało się, że pilot pan Jacek z nami nie
              jedzie bo zostaje w Turcji. Publicznie pożegnał się z nami, stwierdzając że
              wszystkie pretensje puszcza w niepamięć, bo uważa je za żart. Bez komentarza …
              W drodze powrotnej okazało się, że autobus ma problemy z klimatyzacją. W
              dojazdowej na dolnym pokładzie panowała normalna temperatura a na górze robiło
              się coraz zimniej. W końcu zabrakło rzeczy, którymi moglibyśmy się okryć. Po
              wielokrotnych skargach kierowcy wyłączali klimatyzację na kilkanaście minut po
              czym włączali.
              Tym razem na górnym pokładzie nie działała klimatyzacja. Przy 50 osobach
              stłoczonych na tak małej przestrzeni robiła się sauna. Podczas postojów w
              pełnym słońcu było chłodniej niż w autobusie. W końcu stanęliśmy, kierowcy
              zaczęli ją naprawiać. Z miernym efektem, bo znów robiła się „Syberia”. I tak
              było podczas całej drogi do Katowic.

              Podsumuwując cały wyjazd.
              Turcja jest tak piękna, orientalna że może zachwycić każdego. Najjaśniejszym
              punktem całej wycieczki była niesamowita Kapadocja.
              Osoba pilota pana Jacka byłą tak żenująca iż dziwię się że biuro korzysta z
              jego usług.
              A) brak podstawowej wiedzy o zwiedzanym kraju , jednocześnie wielokrotnie
              popełniał tak oczywiste błędy merytoryczne; brak jakichkolwiek chęci do
              pogłębienia swej wiedzy pomimo faktu posiadania kilka przewodników
              B) brak umiejętności organizacyjnych
              C) chamstwo w stosunku do uczestników
              D) problemy natury seksualnej
              Nie bez przesady można cały wyjazd parafrazując znany film zatytułować „ Czy
              leci z nami pilot?”

Pełna wersja