Gość: ngel IP: *.chello.pl 14.07.06, 11:27 Czy był ktoś z biurem Almatur na objazdówce po Turcji? Bardzo proszę o jakieś informacje- będę wdzięczna. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: ngel Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? IP: *.chello.pl 24.07.06, 15:42 Naprawdę nikt nie był?? Odpowiedz Link Zgłoś
melatonina1 Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 03.08.06, 20:11 I ja " podłączam " sie do tego pytania ??? Co sadzicie o Almaturze ? Czy to biuro organizuje wyjazdy tylko dla młodzieży ? Czy na ich wycieczki jezdza osoby w wieku 30+ 40+ ? Czekam na odpowiedzi !! Bo nie wiem kupowac wyjazd u nich / chodzi o 7+7 / czy brac pod rozwage inne biuro ? A może Axel ? Ma dobre opinie na forum Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: orient Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? IP: 153.19.24.* 07.08.06, 11:57 A kto jezdzi do Turcji z Almaturem? Beznadzieja. Odradzam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Magda Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? IP: 5.2.* / *.mnii.gov.pl 08.08.06, 09:14 Nie rozumiem, ostatniego komentarza... Otóż ja jeżdżę. Tzn. pojechałam w tamtym roku z tym biurem (wycieczka wykupiona we Wrocławiu) i byłam bardzo zadowolona. Co prawda wycieczka nie była objazdowa, ale żadnych ukrytych kosztów nie było, rezydentki bardzo się starały, w ogóle bylo cool. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
vikii5 Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 15:09 Ja takze bylam zadowolona :) Odpowiedz Link Zgłoś
gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:55 2 lata temu miałam wątpliwą przyjemność zwiedzania Turcji z biurem Almatur. Oto moje wspomnienia spisane po przyjeździe do Polski. Dzień 1 Sprawny dowóz minibusem do Katowic. Na miejscu okazuje się, że autokar jest dwupiętrowy bo ma przewozić 68 osób- uczestników wycieczki objazdowej Kapadocja, wczasowiczów i obóz młodzieżowy. Dowiaduję się również, że cały wyjazd jest zorganizowany przez 2 biura Almatur i Tango Tour. Dziwię się dlaczego biuro Almatur nie poinformowało uczestników wycieczki o takiej niedogodności ( co ma znaczenie przy postojach toaletowych) w przeciwieństwie do Tango Tour, które dało swoim klientom możliwość rezygnacji z wyjazdu. Siadamy na wyznaczonym miejscu. Szyba obok jest cała zaparowana. Informujemy o tym fakcie panią przydzielająca miejsca, wyraża zdziwienie „ No i co z tego?”. Twierdzi, że szyba zaraz odparuje. Żądamy zmiany miejsca tłumacząc to chęcią podziwiania krajobrazów, sadza nas na miejscu osób, które jeszcze się nie pojawiły. Szyba do końca wycieczki nie odparowała. Z prawie godzinnym opóźnieniem wyruszamy z Katowic. Jedzie z nami 2 pilotów pan Janek i pan Jacek. Dopiero później okaże się, który z nich będzie naszym „pilotem”. Kierowcy są bardzo mili, uprzejmi. Przejazd przez Słowację, Węgry, Serbię . Dzień 2 Wszystkie postoje toaletowe z 10 minut przeciągają się do pół godziny. Samo wyjście 50 osób z górnego pokładu zajmuje około 7 minut. I mamy tylko jedno wyjście pośrodku autobusu. I to to akurat wyjście upatrzyli sobie ludzie siedzący na dole. Czyli najpierw wychodzi około 15 osób z dołu a potem 50 z góry. I to jednym wyjściem. Na moją uwagę, żeby spróbowali skorzystać z przedniego wyjścia skoro mają taką możliwość ( w przeciwieństwie do nas) reagują zdziwieniem. Na przejściu serbsko- bułgarskim zaczyna się koszmar. Po odprawie serbskiej znajdujemy się na około 500 metrowej przestrzeni czekając na odprawę bułgarską. Wokół śmierdzące toalety, porozwalane śmieci ( nie ma koszy) i 2 rzędy autokarów i 4 rzędy aut. Przed nami około 30 autokarów. Jest godzina 9 rano a przed nami stoją inni Polacy czekający od 23.30 !!! Tak wygląda odprawa bułgarska. Po ponad 5 godzinnym czekaniu, o 14.30 wjeżdżamy do Bułgarii. Przejeżdżamy przez nią i około 20.00 jesteśmy 5 km od granicy bułgarsko- tureckiej. Najpierw czekamy około godziny aby celnik turecki dał sygnał do jazdy. Pilot proponuje aby wszyscy potrzebujący udali się w okoliczne słoneczniki, gdyż toalet nie ma wzdłuż drogi. Po godzinie czekania prosi o nie opuszczanie autobusu bo zaraz ma ruszyć kawalkada aut. Jeden uczestnik obozu wychodzi w słoneczniki, autobus rusza, wybiega za nim młoda pani wychowawczyni. Jedziemy około 5 km podjeżdżając pod samą granicę. Nie ma 2 „zgub” wiec stajemy przepuszczając 4 autobusy. Po pół godzinie czekania dobiegają do nas. Nawet nie pada słowo” przepraszam”. Nie dość, że mamy kilkugodzinne opóźnienie to „dzięki” nieodpowiedzialnemu zachowaniu postoimy około 2 h dłużej, gdyż według słów pilota każda odprawa autobusu zajmuje około 25 minut. I znów stoimy wśród mnóstwa innych autokarów. Toalety obok nie zachęcają do ich odwiedzenia, nie dość , że płatne 0.5 euro to śmierdzące na zewnątrz. Nie korzystamy z nich a ci, którzy popełnili ten błąd mówią, że w chlewie jest czyściej- podobno stoi się w wodzie po kostki. Pilot twierdzi, że chyba nie zdążymy na pierwszy nocleg w okolicach Gelibolu, w najlepszym wypadku będziemy w hotelu na ranem. Ja i kilka osób naciskamy twierdząc, że musimy przyjechać do hotelu żeby chociaż wziąść prysznic. Odprawa kończy się o 3.10 w nocy a my mamy do pokonania ponad 200 km. Dzięki świetnej jeździe kierowców jesteśmy na miejscu o 6.30. Reasumując- zamiast wieczornego przyjazdu do hotelu jesteśmy w nim rankiem następnego dnia. Rozumiem, że nie jest to wina biura tylko celników bułgarskich ( na obu granicach staliśmy około 12 godzin) ale czy biuro wiedząc o tym nie powinno wyjazdu z Katowic zorganizować o kilka godzin wcześniej a nie o 12.00 ??? Przyznał to nawet w rozmowie jeden z kierowców. Dzień 3 Godzina snu, prysznic, śniadanie. Wyjeżdżamy o 10 zamiast planowanej 8-ej. To 2 godzinne opóźnienie będzie miało wpływ na plan dnia. Na Troję otrzymujemy tylko pół godziny. To trochę za mało że przeczytać tabliczki przed kolejnymi zwiedzanymi punktami, zrobić zdjęcia i poczuć atmosferę tego miejsca. Tym bardziej że bilety kupujemy sami i sami zwiedzamy. Po drodze mijamy wycieczkę z Polski- bodajże Itakę, której pilot tłumaczy oprowadzającego ich przewodnika tureckiego. Nawet nie możemy do nich dołączyć bo jak mamy się zmieścić w takim krótkim czasie. Na miejscu zbiórki okazuje się, że nie ma kilku osób w autokarze gdy ten odjeżdża. Informuję o tym kierowców, którzy stwierdzają, że oni muszą już jechać. Stajemy na parkingu przy wjeździe i czekamy na tych kilka osób. Próbuję się do nich dodzwonić ale jest to niemożliwe. Na szczęście oni sami zorientowali się i dobiegli. Należałoby wspomnieć, iż podczas jazdy pilot pan Janek przekazywał nam mnóstwo informacji o Turcji, jej mieszkańcach, ich zwyczajach. To samo dotyczyło państw, przez które przejeżdżaliśmy. Z kolei pilot pan Jacek- z wykształcenia geograf -dostarczał nam bądź co bądź monotonnej wiedzy na temat wysokości mijanych szczytów, okresu powstania gór. Jedziemy wzdłuż wybrzeża Morza Egejskiego . Mamy do pokonania około 400 km. W planie wyjazdu mamy „ krótki postój w Pergamonie”. Około 17.00 pilot informuje nas, że ze względu na opóźnienie rezygnujemy z Pergamonu. Mała grupka protestuje. Dowiadujemy się że nie zdążymy na kolację a poza tym plan nie obejmuje zwiedzania tylko postój na jakimś wzgórzu, z którego widać Pergamon. Trzeba by było wjechać do miasta a to zajęłoby nam godzinę. Proponujemy przełożyć kolację na później. Dalej protestujemy, w odpowiedzi słyszymy, że odbędzie się głosowanie- Pergamon czy kolacja? Głosować będą wszyscy w autobusie. Wychowawczyni obozu półgłosem zwraca się do swych podopiecznych „ Chyba wiecie jak macie głosować?”. Pytam się jaka to demokracja, jeśli to co mam zagwarantowane w programie zależy od głosu osób, które ( chyba, nie znam programu obozu) nie mają tego zobaczyć. Odpowiada nam cisza. Rezygnujemy z Pergamonu i jedziemy do Didim. Żądamy kontaktu z biurem. Pilot pan Janek informuje nas, że możemy napisać skargę, którą on w najbliższym hotelu wyśle do biura. Powstaje takie pismo, podpisuje się pod nim aż 13 niezadowolonych osób. Pozostali patrzą na nas z ukosa. Przyjeżdżamy do Didim, zostajemy zakwaterowani w 3 hotelach- najpierw obóz potem wczasy i na końcu wycieczka objazdowa. Po dojściu do hotelu dostaliśmy klucze. Jeszcze w autobusie poinformowano, że pokoje z klimatyzacją kosztują 3 € za dzień a wszyscy chętni powinni to zgłosić wcześniej. Rezygnujemy z klimatyzacji ale są tacy, którzy proszą o nią. Dowiadują się , że nie kosztuje ona 3 € ale 6 € i to od osoby. Czyli 36 € za 3 dni pobytu. Protestują a stojący obok pilot pan Jacek ( okazało się że jest z nami w hotelu) twierdzi, że tak musi być. Zastanawiam się kogo w tym momencie reprezentuje- hotel czy klientów biura? Następnego dnia okazuje się, że to pomyłka i klimatyzacja kosztuje tylko 6 € za pokój. Sam hotel przeciętny ale nie zamierzamy przecież w nim spędzać czas. Gdyby jeszcze nie ten dziwny zapach z ubikacji... Dzień 4 Mamy wolny dzień . Sami jedziemy do świątyni Apollina znajdującej się na drugim krańcu miasta. Rano przy śniadaniu pojawia się pani rezydentka. Informuje o wycieczkach fakultatywnych. Wszelkie zażalenia – dotyczące śmierdzącego pokoju jej nie interesują. Tzn obiecuje, że coś zrobi ale kończy się na obiecankach. Ponieważ nie zaopatrzyliśmy się w żadne porządne pr Odpowiedz Link Zgłoś
gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:57 Dzień 4 Mamy wolny dzień . Sami jedziemy do świątyni Apollina znajdującej się na drugim krańcu miasta. Rano przy śniadaniu pojawia się pani rezydentka. Informuje o wycieczkach fakultatywnych. Wszelkie zażalenia – dotyczące śmierdzącego pokoju jej nie interesują. Tzn obiecuje, że coś zrobi ale kończy się na obiecankach. Ponieważ nie zaopatrzyliśmy się w żadne porządne przewodniki licząc, ze zastąpią nam je piloci, przy kolacji pytamy się pilota pana Jacka, czy nie pożyczyłby nam do przejrzenia jedną z książek- przewodników po Turcji, którymi był obłożony siedząc wcześniej na tarasie. Otrzymaliśmy następującą odpowiedź: -No nie wiem, muszę rozpatrzyć tę prośbę, zastanowić się i jutro udzielę odpowiedzi. Odpowiedź nas zaskoczyła, uznaliśmy, że nie chce pożyczać książek bo musi się porządnie przygotować do zwiedzania. Ale byliśmy naiwni. Skarga do biura przyniosła efekt. Pilot poinformował nas, że z uwagi na straty moralne zamiast Pegarmonu zwiedzimy Prienę. Ma to nastąpić w drodze do Pamukkale. Na pytanie o wartość historyczną Prieny w porównaniu z Pergamonem dostajemy wymijającą odpowiedź. Dzień 5 Fakultatywna wycieczka - jeep safari. Byłoby to świetny dzień gdyby nie ranek i wieczór. Wycieczka miała zaczynać się o 8.30. Śniadanie jak nas zapewnił pilot pan Jacek będzie o 8.00. Okazało się, że jest o 8.30 czyli straciliśmy pół godziny, o które mógłby być wydłużony i tak krótki sen. Sam wyjazd był bardzo udany nawet pomimo niemiłych niespodzianek w postaci awarii jednego jeepów i przymusowego prawie 2 godzinnego postoju na kolejne auto. Jest to głównie zasługą pilota pana Janka, który z nami pojechał w góry Taurus. Wróciliśmy późno- po 22-ej. Na szczęście zostawiono dla nas kolację .Wsiadamy do windy- jest nas 5 osób-winda nie chce jechać ani otworzyć się. Nagle dobiega nas z holu głos pilota pana Jacka- Co, czytać nie potraficie? Przychodzą Turcy, otwierają windę, wychodzimy a pilot wskazując na tabliczkę nad drzwiami windy powtarza głośno swoje pytanie. Napis na tabliczce głosi 3 ( coś po turecku), 3 persons. Stanowczo żądamy aby w taki sposób pilot do nas się nie zwracał, bo nie jesteśmy młodzieżą ani jego studentami. I przypominamy, że nie poinformował nas o tym , że winda mieści tylko 3 osoby a my nie musimy znać języków obcych – szczególnie tureckiego nie wspominając o ewidentnym błędzie w języku angielskim. Siadam do kolacji i słyszę jak obok państwo ( byli zagorzałymi fanami pilota pana Jacka) określają nas jako jeepowicze gapowicze. Pytam się kto tak nas nazwał. W odpowiedzi słyszę, że pan Jacek. To już za wiele. Głośno protestuję. Warto nadmienić, iż sposób zwracania się pan Jacka do uczestników wycieczki był zgoła osobliwy. „ Ej” –takie słowo najczęściej padało z jego ust. A w Kapadocji instruował grupę – warto przypomnieć Polaków- w języku angielskim. C`mon, let`s go- mogą być zrozumiałe zwłaszcza dla młodszych osób a nie dla kilku osób znacznie od nich starszych. Dzień 6 Fakultatywna wycieczka- do Efezu i Meryemany. Zapowiadane na 8.00 śniadanie jest podane o 8.30. .O 8.42 pojawia się pilotka i popędza nas , mówiąc , że autobus już czeka bo przecież o 8.30 zaczyna się wycieczka. Tłumaczymy jej, że pomimo wczorajszych zapewnień pilot nie załatwił wcześniejszego śniadania. Ale ją to nie obchodzi. Wchodzimy do autobusu i jesteśmy publicznie przez pilota pana Jacka zrugani za spóźnienie bo przyszliśmy wedle jego słów jako ostatni. Po chwili pojawiają się kolejni uczestnicy tym razem wczasowicze. Jednak w taki sposób ich nie przywitano. Najpierw zwiedzaliśmy Meryemanę a potem w pełnym słońcu Efez. O historii miasta pilot pan Janek opowiedział nam gdy staliśmy na pełnym słońcu. Trwało to około 15 minut i nie było zbytnio ciekawym doświadczeniem. Ale jak mogło być inaczej skoro mikrofon w autobusie nie działał i głos dochodził tylko do połowy uczestników. Dużą cześć miasta pilot zwiedził z nami pokazując nam najciekawsze miejsca. Wówczas to dowiedzieliśmy się, że do Kapadocji pojedzie z nami pilot pan Jacek. Grupka kilku osób głośno wyraziła swoje wątpliwości. Nie pozbyliśmy się ich nawet po wyjaśnieniach że to świetny pilot i fachowiec. Dzień 7 Wyjeżdżamy do Miletu, Prieny i Pamukkale. Ktoś już się postarał aby faktycznie śniadanie było o 7.00. Wyjazd zamiast zapowiadanej 7.30 o 8.16. Tyle czekaliśmy na minibus. I to przy ciągłym przypominaniu ze strony pilota ze musimy jeszcze zwiedzić Prienę więc trzeba być bardzo punktualnym. Dostaliśmy 40 minut na Milet. Bez wcześniejszego poinformowania co warto zobaczyć, nic nie dowiedzieliśmy się o historii miasta. Inaczej było w przypadku Prieny. Kilkuminutowa historia miasta zakończona stwierdzeniem, że na wzgórze musimy iść sami bo pilot z nami nie idzie. Tak samo, bez poinformowania na co warto zwrócić uwagę. Po 14-ej przyjechaliśmy do hotelu w Pamukkale. Sposób przyznawania kluczy był dziwny- najpierw czytanie wszystkich nazwisk ( chyba pilot sprawdzał obecność). Następnie nazwisko, numer pokoju i klucz. Cała procedura trwała około 10-15 minut i to tylko przy 18 osobach. Dostajemy 10 minut aby przebrać się w stroje kąpielowe, ewentualnie wziąść prysznic. Zbiórka w holu i .... nie wiadomo dlaczego stoimy w nim aż 30 minut. Jak widać nie można było dać trochę więcej wolnego czasu w pokojach bo i po co. Wyruszamy na tarasy wapienne. Dołącza do nas turecki pilot, który od tej chwili staje się jedynym źródłem informacji dla naszego pilota. Zachowuje się on tak, jak pierwszy raz był w Turcji i to jako turysta. Po wyjściu z autobusu zaczyna robić zdjęcia nie interesując się zupełnie resztą grupy- bądź co bądź jego klientami. Razem z pilotem tureckim zwiedzamy tarasy i miasto Hierapolis rozpościerające się za nimi. Po 3 –5 zdaniach w języku angielskim następuje wolne tłumaczenie naszego pilota. Jakiekolwiek pytanie z naszej strony do pana Jacka jest następnie zadawane Turkowi i tłumaczona odpowiedź. Staje się to zbyt nudne więc sami korzystamy z jedynego źródła informacji bezpośrednio zwracając się do kompetentnego pilota tureckiego. Wieczorem szukaliśmy sami jadalni bo pilot nie raczył nas poinformować gdzie się ona znajduje. Tak samo było w kolejnym hotelu. Dzień zakończył się wieczorem tureckim w postaci rosyjskiej tancerki brzucha. Odpowiedz Link Zgłoś
gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:59 Dzień 8 Rankiem czekała nas niespodzianka- śniadanie było gotowe na 6.00. Mieliśmy dotrzeć do Kapadocji po drodze zwiedzając Konyę. Przez prawie godzinę kręciliśmy się w kółko w mieście mijając te same meczety. W końcu okazało się czego szukamy- restauracji. Pół godziny na obiad. Ceny były astronomiczne więc nikt z posiłku nie skorzystał. Oprócz tureckiego kierowcy, tureckiego pilota, tureckiego szefa firmy przewozowej, który z nami jechał i naszego pana Jacka. Pozostali zwiedzali sklepik . Wreszcie dotarliśmy do Konyi. Wchodzimy do meczetu i pan Jacek zaczyna się pytać Turka co to za meczet itd. Pełny profesjonalizm. Po kilkunastu minutach wychodzimy. Przechodzimy do mieszczącego się obok mauzoleum Mevlany – założyciela zakonu tańczących derwiszy. Panowie zaczynają ze sobą rozmawiać nie zważając na to jest z nimi 18 innych osób. A my stoimy w pełnym słońcu. W końcu dowiadujemy się, że wchodzimy do środka a potem jest 10 minut wolnego. Nie pada słowo o tym co warto wewnątrz zobaczyć. Za to słyszymy ze po wyjściu można pójść do pawilonów obok bo tam, też jest wystawa. Na wydawałoby się normalne w takiej sytuacji pytanie- jak tam wejść ( gdzie jest wejście do pawilonów) słyszymy sarkastyczną odpowiedz- Najlepiej drzwiami. Wewnątrz błąkamy się trochę bez sensu, pytam się pilota gdzie można zobaczyć ogromny różaniec składający się z prawie 1000 paciorków ( wyczytałam o nim w książce). Zdziwiony ucieka ode mnie. Po pewnym czasie znajduję ogromną gablotę z różańcem, staje przy mnie pilot i z triumfem oświadcza że oto znalazł tenże różaniec. Wychodzę na zewnątrz, widzę pilota i pytam się go czy już zaczyna się ten 10 minut wolnego. On oświadcza, że nie wie. Głośno pytam się „ A kto ma wiedzieć?. ’ W pędzie zwiedzamy ciekawą wystawę pokazującą życie mnichów z zakonu założonego przez Mevlanę. Po wyjściu z pawilonów szukamy sklepu z widokówkami, który powinien wedle słów pilota znajdować się na terenie przynależącym do mauzoleum. Niestety, takowego nie na, strażnik informuje nas że najbliższy jest poza jego terenem. Nie możemy do niego iść bo zbiórka jest tutaj. Przychodzi czas zbiórki, podjeżdża autokar, wsiadamy. Wraz z kilkoma osobami domagamy się aby podjechać pod sklep, kram z widokówkami. Spotykamy się z odmową, nalegamy twierdząc że pilot wprowadził nas w błąd. . W końcu stajemy pod jednym sklepem, dostajemy 2 minuty. Czy o wszystko musimy się wykłucać? Reasumując – w mieście byliśmy godzinę, półtorej godziny- straciliśmy na restaurację. Nareszcie jedziemy do Kapadocji. Jeżeli przejeżdżamy przez jakieś ciekawe miejsca to dowiadujemy się o nim po fakcie. Ciągle słyszymy- minęliśmy ...., po prawej minęliśmy.... . Nigdy za chwilę zobaczymy. A może za dużo wymagam? Nagle zatrzymujemy się pod karawanserajem- przystankiem dla karawan. To ogromne budowle obronne. Pilot informuje nas że mamy 10 minut i możemy sobie go zwiedzić albo udać się ubikacji naprzeciwko. Pytamy się czy karawanseraj jest płatny. Brak odpowiedzi. Pilot mówi o ubikacjach. Siedząca za nim młoda dziewczyna- pani Edyta zaczyna go naciskać aby poinformował czy zwiedzanie jest płatne. Dialog brzmi komicznie: - Po prawej mamy ubikacje, obok sklepiki.. - Czy karawanserai jest płatny? - Ubikacje i sklepiki... - Powiedz czy karawanseraj jest płatny? - Sklepik i ubikacje- to na 10 minut... - Płatny czy nie? - Karawanseraj jest płatny a wracając do ubikacji.......... Oczywiście nie dane nam było w tak krótkim czasie zwiedzić karawanseraja. Do hotelu przyjechaliśmy na tyle wcześnie aby zdążyć na kolację. Rozdzielanie pokoi trwało około 15 minut. Dzień 9 Kolejna niespodzianka- śniadanie było punktualnie o 8.00. Ale to chyba zasługa tureckiego pilota. Kapadocję zaczęliśmy zwiedzać zgodnie z programem. O powstaniu fantastycznych tworów natury z tufu dowiedzieliśmy się tylko tyle, że stworzyły je woda, słońce, wiatr i człowiek. Kilka punktów widokowych, dolina Goreme z pięknymi skalnymi kościołami. Gdy odjeżdżaliśmy to pilot poinformował nas, że musimy zapłacić 5 mln lirów tureckich kierowcy za parking. A to tylko 250 tys. lirów na głowę. Trochę zdziwieni dokonaliśmy tejże zrzutki. Kolejnym punktem programu była wizyta w fabryce onyksu. Młoda Turczynka opisywała nam i pokazywała jak powstają przepiękne wyroby onyksowe. W tym czasie pilot pan Jacek chwycił do ręki onyksowego fallusa, przyłożył sobie do krocza i chwaląc się mówi- Niech pan patrzy, panie kolego... Takie zachowanie pozostawiliśmy bez komentarza. Pewne rzeczy nie przystoją młodym a co dopiero ponad 50 letniemu mężczyźnie. Po wizycie w fabryce przyszłą pora na obiad. Zatrzymaliśmy się w bardzo drogiej restauracji. Wokół pustkowie. Pół godziny na obiad. Ale nikt z uczestników wycieczki nie je bo wszystko jest bardzo drogie. Nikt, oprócz obu panów pilotów, kierowcy i jego szefa. Jak widać oni są dla nas a nie my dla nich. Gdy wsiedliśmy do autobusu proponuję pilotowi, aby nie było więcej postojów na posiłki bo nikt z nich nie korzysta. Wolelibyśmy pozwiedzać. Po chwili milczenia słyszę, że kierowca musi zjeść. Zapomniał dodać że on sam też ( tak bardzo zależało mu na tych obiadach, że śmiem przypuszczać, że albo mu je fundowano albo finansował je z pieniędzy za parkingi). Oprócz zrealizowania wszystkich punktów programu o czym pilot ciągle nam przypominał, stanęliśmy aby zobaczyć piękną panoramę Zelve. W przewodniku wyczytałam że w tym mieście są meczety wykute w tufie. Podeszłam do pilota tureckiego ( zdążyliśmy wcześniej kilkukrotnie porozmawiać) i spytałam się czy to prawda, że są tutaj meczety. Odparł, że nie ma. Pokazałam książkę. Stwierdził, że to jest błąd i ponowił pytanie czy mu wierzę? Odparłam że tak Na moje nieszczęście obok stanął pan Jacek i zaczął przysłuchiwać się naszej rozmowie. Po wejściu do autokaru publicznie ogłosił, iż nie życzy sobie aby podważać zdanie i wiedzę pilota tureckiego i jeżeli mamy jakieś wątpliwości to mamy udać się do niego. . Mówił tak, jakby to miało doprowadzić do konfliktu polsko- tureckiego... Oczywiście było to skierowane do mnie. Odparłam, że chciałam się tylko spytać kompetentnej osoby ale jak widać pan poczuł się tym urażony. Poparło mnie kilka osób. Dalej usłyszeliśmy że pewna grupa osób nie potrafi się dostosować do reszty, że jesteśmy wichrzycielami, podburzamy grupę ...itd. Miał na myśli nasze towarzystwo oraz małżeństwo, któremu również nie podobała się niekompetencja pilota. Oprócz tych kilku osób, w prywatnych rozmowach kolejni wyrażali swoje oburzenie zachowaniem pilota. Jednakże uznali, że nie warto publicznie się ujawniać. Pozostałe osoby- były zadowolone, nawet chciały sprezentować mu jakiś podarek za jego pracę. Kolejnym punktem programu była wizyta w fabryce garncarstwa w Avanos. Znajdowała się ona na obrzeżach miasta, po wyjściu z niej dostaliśmy 30 minut wolnego. To było zbyt mało aby dojść do centrum. Następnie zbiórka, jedziemy oglądać zachód słońca nad Kapadocją. Czekaliśmy na niego ponad godzinę. Zamiast dłużej pochodzić po mieście. Ale wówczas należałoby pomyśleć trochę. Odpowiedz Link Zgłoś
gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 08.08.06, 23:59 Dzień 10 Śniadanie o czasie. Jedziemy do podziemnego miasta Derinkuyu. ( Wcześniej pilot pan Janek prosił aby przypomnieć naszemu pilotowi, że mamy zwiedzać znacznie ciekawsze podziemnie miasto Kayamakli zamiast Derinkuyu. Pan Jacek nie przyjął tego do wiadomości ). Tuż przed wejściem pod ziemię usłyszeliśmy, że pilot z nami nie idzie, a zastąpi go pani Edyta, która również jest pilotem. Wtedy pani Edyta wyciąga plakietkę i staje się naszym pilotem. Wątpię czy biuro było powiadomione o istnieniu kolejnego pilota i czy podobne działania są zgodne z prawem. W samym mieście zwiedza się jego mały fragment, choć jest z pewnością ciekawe doświadczenie. Po wyjściu widzimy naszego pilota i jednego uczestnika wycieczki, który nie wchodził do środka, przy stoliku kawiarnianym. Obok stoi nasz minibus. Wsiadamy, pilot prosi o zrzutkę na parking „ bo przecież kierowca nie będzie za nas płacił”. Tego już za wiele, głośno pytam się ile jeszcze przewidzianych jest parkingów na naszej trasie. Słyszę, że to tylko w przeliczeniu 60 groszy. Odmawiam zapłaty twierdząc że takie koszty nie były przewidziane w uwagach zawartych w programie wyjazdu. Pilot mówi że jak mnie nie stać to on zapłaci za mnie. Wtedy pytam się czy biura nie stać na te 5 milionów i stwierdzam, że jeszcze nigdy nie słyszałam o biurze, które pobiera od swych klientów opłaty za parking. Popiera mnie kilka osób i jest to chyba wystarczające bo pilot zaniechał tego pomysłu. Czy podobne praktyki są zgodne z prawem? Wątpię. Udajemy się do wąwozu Ihlara. Ciągnie się on na długości prawie 15 km i jest w nim ponad 100 skalnych kościołów. Jedna z pań chce się dowiedzieć , które z nich będziemy zwiedzać. W odpowiedzi słyszy, że „ na pewno nie wszystkie”. To kolejny przykład niekompetencji pilota, który z kolei... Wieczorem w hotelu ma miejsce dziwna sytuacja Nasz pilot ma zwyczaj otwierania drzwi wyjściowych na korytarz. W hotelu wykonanych z tufu dźwięk łatwo się niesie. Pilot przebywa w pokoju pani Edyty, z którego dochodzą rozmowy o „ sterczących sutkach, naprężonych penisach”. Nie interesują nas stosunki łączące pilota z panią Edytą jednak pewne granice zachowania zostały tu z pewnością przekroczone. Dzień 11 Śniadanie zamiast zapowiadanej 5.45 jest 6.00. Przed 7-ą wyjeżdżamy do Stambułu przez Ankarę. Po drodze zatrzymujemy się na pół godziny przy słonym jeziorze Tuz. Dowiadujemy się, że zamiast panoramicznego zwiedzania stolicy Turcji udamy się na wzgórze, na którym znajduje się mauzoleum Ataturka. Pilot nie podał nam informacji, w jaki sposób Ojciec Turków doszedł do władzy, jakim był człowiekiem, jak postrzegają go sami Turcy. Jak widać uznał, iż to nie jest konieczne. Przed samy mauzoleum dowiedzieliśmy się, iż po zwiedzeniu mamy udać się do ubikacji. To wszystko w ciągu 25 minut. Stanowczo zakazał również robienia zdjęć przed grobem Paszy Ataturka. Wewnątrz spytaliśmy się strażnika, czy można robić zdjęcia. Potwierdził. Skorzystaliśmy z tej okazji. Pędem zwiedziliśmy pawilony z przedmiotami należącymi do Ataturka, chcieliśmy zdążyć do ubikacji. Na miejscu zbiórki okazało się, że teraz wszyscy idą do ubikacji. A my czekaliśmy na nich 10 minut. Zamiast w spokoju pozwiedzać ale jak widać pilot uznał, że kolejny raz musi nas czymś zaskoczyć. W samej Ankarze byliśmy niecałą godzinę. „Zwiedziwszy” tylko mauzoleum. W drodze do Stambułu znowu szukaliśmy restauracji. Kolejna strata czasu ale odnoszę wrażenie, że na tym polegała prawie cała nasza wycieczka. Tym razem z posiłku skorzystali prawie wszyscy uczestnicy ale chyba tylko dlatego, że byli już porządnie głodni. W okolicach Stambułu pilot „uraczył nas swoją umiejętnością czytania”. Czytał mianowicie nazwy fabryk , które mijaliśmy. Po lewej fabryka BMW, po prawej Wranglera. Historię miasta zaczął czytać z przewodnika ale po pierwszej stronie znudziło mu się i zaczął bawić się telefonem. Na szczęście w hotelu w Stambule czekał na nas pan pilot Janek i pozostałe 2 grupy- wczasowicze i obozowicze. Udaliśmy się na nocne zwiedzanie miasta. Odpowiedz Link Zgłoś
gohaz Re: "Powiew orientu" almatur- był ktoś? 09.08.06, 00:00 Dzień 12 Niezbyt szczęśliwym wydaje się pomysł aby po śniadaniu prawie 70 osób składało swe bagaże w jednym pokoju ( co prawda był on duży) by tuż przed samym wyjazdem do Polski- wieczorem- je zabrać. Po całodniowym zwiedzaniu miasta- w upale- jest się tak zmęczonym że najchętniej wzięłoby się prysznic przed 2 nocami w autobusie. Ale 70 osób do jednej łazienki się nie zmieści... Po zwiedzeniu Błękitnego Meczetu udaliśmy się na przystań by z pokładu statku zobaczyć miasto. Rejs trwał 1, 5 godziny. W trakcie których pan Janek próbował przedstawić nam mijane zabytki. Próbował, gdyż siedzący kilka metrów dalej pan Jacek- wyraźnie podchmielony- próbował go przekrzyczeć przekomarzając się z młodzieżą. Nie dość że był beznadziejnym pilotem to jeszcze uniemożliwiał pracę innym. Można było tylko żałować, że nie dane było nam zwiedzać Kapadocji z pilotem panem Jankiem. Zamiast tego biuro zafundowało nam jego „ nędzną podróbkę”. Godna pochwał jest chęć pomocy, którą zawsze służył pan Janek. Na każde nasze pytanie znał odpowiedź. Dokładnie przedstawił nam drogę do Top Kapi, gdy w czasie wolnym chcieliśmy się tam udać ( wypisał wszystkie przystanki nadziemnego metra tak abyśmy się nie zgubili). Zaproponował nawet że o każdej pełnej godzinie będzie w umówionym miejscu czekał aby zaprowadzić chętnych na Wielki Bazar. Tuz przed samym wyjazdem do Polski okazało się, że pilot pan Jacek z nami nie jedzie bo zostaje w Turcji. Publicznie pożegnał się z nami, stwierdzając że wszystkie pretensje puszcza w niepamięć, bo uważa je za żart. Bez komentarza … W drodze powrotnej okazało się, że autobus ma problemy z klimatyzacją. W dojazdowej na dolnym pokładzie panowała normalna temperatura a na górze robiło się coraz zimniej. W końcu zabrakło rzeczy, którymi moglibyśmy się okryć. Po wielokrotnych skargach kierowcy wyłączali klimatyzację na kilkanaście minut po czym włączali. Tym razem na górnym pokładzie nie działała klimatyzacja. Przy 50 osobach stłoczonych na tak małej przestrzeni robiła się sauna. Podczas postojów w pełnym słońcu było chłodniej niż w autobusie. W końcu stanęliśmy, kierowcy zaczęli ją naprawiać. Z miernym efektem, bo znów robiła się „Syberia”. I tak było podczas całej drogi do Katowic. Podsumuwując cały wyjazd. Turcja jest tak piękna, orientalna że może zachwycić każdego. Najjaśniejszym punktem całej wycieczki była niesamowita Kapadocja. Osoba pilota pana Jacka byłą tak żenująca iż dziwię się że biuro korzysta z jego usług. A) brak podstawowej wiedzy o zwiedzanym kraju , jednocześnie wielokrotnie popełniał tak oczywiste błędy merytoryczne; brak jakichkolwiek chęci do pogłębienia swej wiedzy pomimo faktu posiadania kilka przewodników B) brak umiejętności organizacyjnych C) chamstwo w stosunku do uczestników D) problemy natury seksualnej Nie bez przesady można cały wyjazd parafrazując znany film zatytułować „ Czy leci z nami pilot?” Odpowiedz Link Zgłoś