Dodaj do ulubionych

Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo?

18.07.06, 12:29
Witajcie,
Pragne podzielis sie paroma spostzezeniami dotyczacymi wspolczesnej
turystyki. Przeraza mnie poziom i tematyka poruszana na turystycznych forach
internetowych - skrajnie rzadko ktos pyta, co warto zwiedzic, zobaczyc,
poznac, ba- nawet nie pytaja o specjalnosci miejscowej kuchni. Smutne to
bardzo. Padaja prawie wylacznie pytania o hotele i gdzie kupic alkohol, o
lezaki w hotelach, poziom all inclusive... Wszystko to sprawia bardzo
przygnebajace wrazenie.

Czy my w tym wszystkim nie utracilismy tego co najwazniejsze? Checi poznania
kawalka swiata, innej kultury...
Ostatnio bylam w Sousse, gdzie stoja dziesiatki hoteli-gigantow, nieraz na
ponad 2 tys osob, ale na ludnej promenadzie widac tylko wielobarwny tlum
Tunezyjczykow (dodam, ze promenada ta jest jednym z glownych atrakcji
miasta). Turystow ani na lekarstwo. Siedza w hotelach na animacjach i w
zasadzie nie odczuwaja czy sa w Tunezji, Turcji, na wyspach Bahama czy na
Bali. Lezaczki, bufety i stoly szwedzkie, baseny - wszedzie wygladaja tak
samo.
A juz zupelnie dobijaja mnie komentarze typu "na ulicach mnostwo arabow, czy
tez nawet "arabusów". To kogo spodziewales sie na ulicach kraju arabskiego?
Chinczykow? I dlaczego polski turystka, zamiest usiasc i kontemplowac
roznobarwny tlum tubylcow (doprawdy wielce interesujacy widok, wiekszosc
kobiet w oryginalnych strojach muzulmanskich) - odwraca sie ze wstretem - w
Tuenzji od Tunezyjczyka, w Turcji od Turków, na Dominikanie od mieszkancow
Karaibow.
Na podsumowanie przytocze podsluchana pod biurem podrozy rozmowe telefoniczna-
dzwonila mloda elegancka kobieta - chyba do kolezanki "wykupilam! tak,
kupilam, to jakas Tunezja czy Tanzania, nie wiem sama, cos takiego"
Obserwuj wątek
    • Gość: Ona Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: 155.140.122.* 18.07.06, 16:33
      Zgadzam sie z Twoja opinia.
      na forach bardzo trudno jest znalezc opinie prawdziwych podroznikow, glownym
      temetem jest wyglad hotelu i plazy, albo licytacja czyj lot byl bardziej
      opozniony.
      Mam wrazenie ze Polacy (w wiekszosci) wyjezdzaja dla szpanu, zeby moc
      pochwalic sie znajomym, pokazac zdjecia, a tak naprawde nie maja pojecia o
      kraju do ktorego jada i jego kulturze, historii.
      Gdy powiedzialam moim kolegom z pracy ze jade na Ukraine spojrzeli na mnie z
      politowaniem jakby chcieli powiedziec "Nie stac Cie na Majorke czy Egipt?"
      A dla mnie palmyw Egipcie i na Majorce wygladaja tak samo.
      • pietnacha40 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 18.07.06, 17:02
        Ja bym tak nie generalizowała. Nie lubię uogólnień, ale zgadzam się z Waszymi
        opiniami o częsci ( większej części ) turystów. Ale jest druga strona
        medalu.Gdybym była, załóżmy,pracującą matką dwójki dzieci, to chyba nic by mnie
        tak nie pociągało jak hotel z full wypasem. Gotują, sprzątają,zajmują się
        dziećmi i mężem , a ja mogę na tym leżaku nic przez dwa tygodnie nie robić. I
        pewnie poznanie kraju - obyczaju itd. zostawiłabym na przyszłe lata.
        Część osób z forum interesuje tylko hotel, dojazd, miejsce, bo resztę sami
        sobie przygotowują.Planują z przewodnikiemi i tyle. Są tacy , dla których
        istotny jest tylko poziom usług hotelowych, obojętnie w jakim kraju. Trochę
        żal, bo inne kultury są takie fascynujące - ale dla mnie - oni może wolą co
        innego. Nie każdy jest podróżnikiem ciekawym świata, niektórzy chcą tylko
        odpocząć. Co do tekstu " ile tu arabusów ", czy temu podobnych - to tylko
        świadczy o bardzo niskim poziomie kultury i dziwnym, niczym nie popartym
        poczuciu wyższości, ale to chyba nie tylko Polacy tak mają.
        • Gość: joanna_poz Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.icpnet.pl 19.07.06, 11:58
          ja własnie "tymczasowo" jestem z tych po drugiej strony medalu...
          Pracująca matka, z 2 letnim dzieckiem. Już drugie wakacje wyjeżdzamy wlasnie po
          to, żeby odpocząc: poleżec na plaży, nad basenem, pobawić się z synem i cieszyć
          się względnym luksusem w hotelu z AI:) W czasach bezdzietnych duzo zwiedzałam i
          widziałam wiele ciekawych miejsc. Teraz odpuściłam - bo dla mojego dziecka (czy
          to w zeszłym roku - roczenego, czy teraz 2letniego) lepszą frajda jest hotelowy
          plac zabaw czy wspolna zabawa w brodziku niż zwiedzanie. Do tego dochodzą
          ograniczenia odnośnie pory spania, pory jedzenia itp. Zwiedzac razem zaczniemy
          napewno za parę lat.

          Antidotumm - turystyka to nie tylko zwiedzanie, pod tym pojeciem kryje się
          również wypoczynek (rownież niezbyt czynny). A chyba nic w tym złego że zamiast
          zimnego Bałtyku wybieramy ciepłe plaże.

          Pozdrawiam
          Joanna

          • antidotumm Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 12:34
            Bardzo madra wypowiedz. Zdziwisz sie, Joanno, ale ja tez jezdze obednie z
            maluchem (3 latka), dawniej zwiedzalam 'ostro' - teraz troche mniej, ale zawsze
            cos tam zobacze! A turysci nie wychodzili nawet na promenade 5 m od hotelu! I to
            nie tylko ci z dziecmi!

            Gość portalu: joanna_poz napisał(a):

            > ja własnie "tymczasowo" jestem z tych po drugiej strony medalu...
            > Pracująca matka, z 2 letnim dzieckiem. Już drugie wakacje wyjeżdzamy wlasnie po
            >
            > to, żeby odpocząc: poleżec na plaży, nad basenem, pobawić się z synem i cieszyć
            >
            > się względnym luksusem w hotelu z AI:) W czasach bezdzietnych duzo zwiedzałam i
            >
            > widziałam wiele ciekawych miejsc. Teraz odpuściłam - bo dla mojego dziecka (czy
            >
            > to w zeszłym roku - roczenego, czy teraz 2letniego) lepszą frajda jest hotelowy
            >
            > plac zabaw czy wspolna zabawa w brodziku niż zwiedzanie. Do tego dochodzą
            > ograniczenia odnośnie pory spania, pory jedzenia itp. Zwiedzac razem zaczniemy
            > napewno za parę lat.
            >
            > Antidotumm - turystyka to nie tylko zwiedzanie, pod tym pojeciem kryje się
            > również wypoczynek (rownież niezbyt czynny). A chyba nic w tym złego że zamiast
            >
            > zimnego Bałtyku wybieramy ciepłe plaże.

            > Joanna
            >
            • Gość: joanna_poz Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.icpnet.pl 19.07.06, 12:48
              My tez staramy się z naszym maluchem "coś" jednak zobaczyć, bierzemy samochod,
              wyjeżdzamy gdzieś - bardziej to oglądanie i rekreacja niz zwiedzanie, ale udaje
              nam się przywieźć z wakacji sporo wrażeń i wspomnień nie tylko z terytorium
              hotelu:)

              A co do "turystów" których opisujesz - przyznam Ci rację, bo i ja takich
              niestety widuję, którzy nie wychodzą poza obreb hotelu.
              I tylko narzekają: że za gorąco, że drogo, że nie ma polskiego jedzenia i w
              ogole wszystko nie tak... żenujące, doprawdy. Przykre to, ale często mi wstyd
              za naszych rodaków za granicą. Ale dziwnym trafem zazwyczaj trafiamy do takich
              hoteli, gdzie jestesmy jedynymi Polakami:)

              Pozdrawiam,
              Joanna

                • Gość: la rose warzywa, albo jeszcze gorzej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.mlyniec.gda.pl 19.07.06, 20:40
                  Ze smutkiem muszę stwierdzić, że na serio znakomita większośc Polaków, nie
                  tylko z grona moich znajomych czas spędzają jak roślinki na plaży podlewane
                  wodą z ciepłego morza (lub) i basenu oraz karmionych ekskluzywnym jedzeniem ...
                  Szczr4ze powem, FUJ!!! nie mówię o młodych małżeństwach, które mają małe
                  dzieci, no bo fakt, na traperską wyprawę ich się nie zabierze... ale inych
                  młodych ludziach, których zupełnie nie roumem! Po co płacićtyle kasy za pobyt w
                  Egipcie, Chrwacji, Grecji czy innej Tunezji skoro na basen można pojechać do
                  łeby np, albo do Juraty... Bez przesady! Co to za turystyka??? wydaje mi się,
                  zę tych PI- turystów nie mozna nazwać turystami. Podam przykład. Moi zanjomi
                  wybrali się na wycieczkę do Kenii, tzn na wypoczynek. Mieli tam jeną wycieczkę,
                  na safarii 2 dni, to wszystko. resztę czasu soedzili na basenie.. mozna
                  powiedzieć, ze w zasadzei tej Kenii w gole nie zobaczyli. Iwęc po co to? chyba
                  gdzieś dlaeko od domu jedzie się po to, by COŚ zobaczyc, zobaczyć tę kulturę, a
                  nie po prostu poleżeć przy basenie.... Ja w tym roku jadę (trapersko) do
                  Bośni., Jedzie ktoś?
                  • szarikdowozu Re: warzywa, albo jeszcze gorzej!!!!!!!!!!!!!!!!! 20.07.06, 13:15
                    Nie do konca rozumiem Was, krytykujacych tzw. "warzywa turystyczne". Chyba
                    troche sie wywyzszacie na zasadzie "jestem superbosem bo z plecakiem przez
                    Sahare popieprzam, a inni 2 tygodnie leza nad hotelowym basenem". No i co z
                    tego? Sa rozne sposoby wypoczynku i kazdy robi co lubi. A to ze wiele osob
                    jedzie gdzies dla szpanerstwa i nie wazne gdzie, byle za duza kase to juz ich
                    problem.
                    • cabernet.merlot Re: warzywa, albo jeszcze gorzej!!!!!!!!!!!!!!!!! 20.07.06, 19:24
                      szarikdowozu napisał:

                      > Nie do konca rozumiem Was, krytykujacych tzw. "warzywa turystyczne". Chyba
                      > troche sie wywyzszacie na zasadzie "jestem superbosem bo z plecakiem przez
                      > Sahare popieprzam, a inni 2 tygodnie leza nad hotelowym basenem". No i co z
                      > tego? Sa rozne sposoby wypoczynku i kazdy robi co lubi. A to ze wiele osob
                      > jedzie gdzies dla szpanerstwa i nie wazne gdzie, byle za duza kase to juz ich
                      > problem.

                      Czy ktos mowi, ze nie albo im tego zabrania?

                      Ale jesli ktos ma inne upodobania to tak samo
                      ma prawo o nich mowic i wyrazic swoja
                      krytyczna opinie na temat sposobow wypoczynku, ktore jemu
                      sie nie podobaja, chociazby po to by swoj wybor uzasadnic,
                      jesli to mozliwe.

                      Jesli chodzi o wywyzszanie sie to czym jest"szpan" jesli nie
                      wywyzszaniem sie?


                    • pose.one byc warzywem czy nie... 20.07.06, 15:24
                      w polowie maja bylem w Tunezji, a dokladniej w Hammemet. idealne polozenie,
                      gdyz to swietna baza wypadowa do zwiedzenia blizszej i dalszej okolicy. hotel
                      byl 3+ AI z 2 basenami i swietna obsluga. czas spedzilem zarowno w hotelu jak i
                      na samodzielnych wycieczkach tunezyjska koleja, autobusami, tramwajami i
                      taksowkami. zwiedzilem Tunis, Sidi Bou Side, Hammamet Old i Yasmine, Nabul...

                      co mi sie najbardziej podobalo? turysci z Polski. sympatyczni, wyluzowani,
                      chetni do udzialu w animacjach jak i wycieczkach. tylko jedna rodzinka
                      odstawala na blisko 50 normalnych osob.

                      wydaje mi sie, ze wynika to m.in. z terminow wyjazdow. na wycieczki przed i po
                      sezonie jezdza fajniejsi ludzie, duzo mniej buractwa.

                      co do spedzanie wolnego czasu na wakacjach. zyjemy w wolnym kraju, niektorzy
                      odpoczywaja opalajac sie po 8 godzin na plazy, a niektorzy z 20kg plecakiem w
                      deszczy brnac w blocie pod gore. co kto lubi. na szczescie sa rozne gusty ;)

                      mnie przeraza np. "turystyczna" wycieczka na giewont. setki osob idacych jedna
                      za druga. wole wakacje bez szczytu turystycznego, bez pospiechu, bez tlumow,
                      dotrzec tam gdzie dociera malo osob.



                    • cabernet.merlot Re: Po to się jedzie do Kenii ,bo masz pogodę zap 20.07.06, 19:31
                      Gość portalu: cfaniak napisał(a):

                      > -ną . Może ktoś ma pracę "na nogach" 12 godzin ? Wkur.... mnie tacy Polacy co
                      > niby wszystko wiedzą ,a nic nie wiedzą . Dlatego Polska jest 200 lat za
                      > Japonią ,100 lat za USA tzw. głupimi Amerykanami (tak mówi większość Polaków) i
                      >
                      > 50 lat za Europą . Jesteście między zachodem ,a murzynami .

                      Pogoda ci ucieknie buraku, gdy sie ruszysz poza hotel?
                      Jestes nielogiczny i masz umysl z klapkami.
                      Dlatego nie ruszasz sie poza hotel
                      bo g... wiesz o swiecie.

                      Tyle o nim wiesz, ze jest tam piasek na ktorym sie mozna uwalic
                      a o miejscowych, ze "Murzyny".
                      Jestes 100 lat za tymi "Murzynami".
                  • cirkon Re: warzywa, albo jeszcze gorzej!!!!!!!!!!!!!!!!! 20.07.06, 16:44
                    Zgadzam się z Tobą (i z większością przedmówców) w 100%!
                    Ja byłem w maju w Serbii. Fantastyczny, w znacznym stopniu nieodkryty jeszcze
                    turystycznie, kraj! Interesująca kultura, dramatyczna historia, piękna
                    przyroda, robiąca wrażenie architektura, cudowna kuchnia (wina!!), śliczne
                    kobiety ;), przemili ludzie... Fakt, że bez morza, kurortów z basenami,
                    animacji i 'full wypasu' AI. To kraj zaniedbany, biedny. Naród bardzo
                    skrzywdzony. Również przez tzw. społeczność międzynarodową, w ramach struktur
                    której Polska jest ostatnio tak aktywna (NATO, UE...) Czasem niewygodnie,
                    czasami brudno, śmiesznie (trudno kupić w sklepie butelkowe piwo bez butelek na
                    wymianę! ;-) Ale za to autentycznie, kolorowo, niekomercyjnie, ciekawie!
                    No, ale - jak ktoś powiedział - nie każdy tak może, nie każdy tak lubi...
                    Do Bośni może pojadę w przyszłym roku... Natomiast chętnie poznam Twoje
                    wrażenia i spostrzeżenia, więc po powrocie napisz (na cirkon@wp.pl), proszę,
                    jak było! :-)

                    pozdrawiam, C.
                  • fnoll Re: warzywa, albo jeszcze gorzej!!!!!!!!!!!!!!!!! 20.07.06, 20:15
                    Gość portalu: la rose napisał(a):

                    > Po co płacićtyle kasy za pobyt w
                    > Egipcie, Chrwacji, Grecji czy innej Tunezji skoro na basen można pojechać do
                    > łeby np, albo do Juraty...

                    powód jest taki sam, jak w przypadku innych dóbr luksusowych - "bo mnie stać",
                    "bo chcę pokazać, na ile mnie stać"

                    dziecinnie proste - licytacja "kto ma lepszą zabawkę"
                • Gość: Takitam Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: 81.210.21.* 20.07.06, 19:14
                  Trzeba rozróżnić turystę od urlopowicza. Turysta jeździ by zwiedzić świat, a
                  urlopowicz by wypocząć najlepiej leżąc do góry brzuchem. Dlatego uważam , że nie
                  należy obrażać się na urlopowiczów. Oni mają taki styl! Prawdziwy turysta jeździ
                  po świecie by coś poznać i wtedy nie zwraca uwagi na komfort pobytu. Urlopowicz
                  zaś chce mieć jak największy komfort, co często w Jego mniemaniu jest dobra
                  wyżerka i całkowity brak ruchu.
                  • Gość: kalina Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.sbr2.nsw.optusnet.com.au 20.07.06, 20:37
                    zgadzam sie ,

                    > Trzeba rozróżnić turystę od urlopowicza. Turysta jeździ by zwiedzić świat, a
                    > urlopowicz by wypocząć najlepiej leżąc do góry brzuchem. Dlatego uważam , że
                    >nie należy obrażać się na urlopowiczów. Oni mają taki styl! Prawdziwy turysta
                    >jeźdz i po świecie by coś poznać i wtedy nie zwraca uwagi na komfort pobytu.
                    >Urlopowicz zaś chce mieć jak największy komfort, co często w Jego mniemaniu
                    >jest dobra wyżerka i całkowity brak ruchu.

                    sa rozni ludzie i nalezy to uszanowac , ja tez uwielbiam zwiedzanie swiata, a
                    nie lezenie na basenie, ale musze przyznac , ze spedzilismy z mezem ostatnio 2
                    miesiace na wyspach francuskiej polinezji zwiedzajac kilka jej wysp i bedac na
                    wyspie Bora Bora trzeba koniecznie chociaz 2 noce zostac w hotelu z domkami na
                    wodzie inaczej jest sie bardzo rozczarowanym


                    www.antypody.com
                • cabernet.merlot Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 19:17
                  Gość portalu: Le.O.N. napisał(a):

                  > Nie wstydz sie za Polakow.
                  > To nie nasza cecha narodowa.
                  > Inni tez tak marudza.
                  > Albo i bardziej.
                  > A to ze wurst nie taki jak trzeba, a to ze croissant nie za bardzo, a to ze
                  > herbata nie dobra, a to ze piwo ....

                  Najbardziej mnie smiesza milosnicy wurstow, croissantow i kiepskiego piwska
                  w nadmiarze uwazajacy sie za znawcow dobrego zarcia.
                  Gdyby wiedzial jakie piwo jest dobre to by wiedzial
                  o co pytac, gdzie je znalezc a od picia kiepskiego sie
                  powstrzymal i tyle. ale jesli ktos jest przyzwyczajony
                  wchalaniac to samo na okraglo to zapewne czuje sie strasznie
                  gdy dostaje cos lekko odmiennego od tego do czego przywykl.
                  Gdy przywykl do jednej odmiany swojego piwska to juz
                  jakiekolwiek inne go skreca i nie potrafi nic dla siebie wybrac.

                  W wielu wypadkach jest to czyste pozerstwo.
                  Sa tacy ludzie, ktorzy nie maja wlasnego zdania
                  a chca wygladac na wymagajacych.
                  z dodatniej strony, jest to jedna z dzwigni
                  poprawy standardow.

                  Nasladuja tacy powierchowne zachowania innych, ktorych
                  biora sobie za wzor.


                  Gdy im ktos taki raz powiedzial glupie przyslowie,
                  ze "American beer is f*&^ng close to water"
                  czyli podobne do milosci w kajaku to bedzie
                  chodzil i to powtarzal a amerykanskiego
                  piwa nie sprobuje bo juz taka ma zasade
                  wielkiej jakoby wybrednosci.

                  Zeby przypadkiem nie musiec zmieniac zdania,
                  to gdy juz kupi amerykanskie piwo to musi to byc
                  piwo najtansze. Nie wie oczywiscie o prostej
                  zasadzie, ze zawartosc alkoholu w piwie
                  ma wplyw na jego cene, ze wzgledu na wieksza
                  ilosc surowca wymagana do produkcji.

                  Tak wiec jego przemadra zasada oznacza
                  po prostu, ze piwo o malej zawartosci
                  alkoholu jest rzeczywiscie "f*&^ing close
                  to water" ale jesli ktos takiego nie lubi
                  to powinien poszukac mocniejszego, a
                  sa takie, takze amerykanskie, tylko trzeba wiedziec ktore.

                  Ale taki ktos zobaczy nalepke z cena
                  i powie "f*&^ng expensive".
                  Kolko sie zamyka.
                  Producenci tak dopasowali zawartosc alkoholu,
                  zeby klient chetnie duzo tego piwa kupil.
                  Im slabsze tym wiecej pije i wiecej wydaje,
                  sadzac blednie, ze straszna taniocha mu sie trafila, :))

                  > Pzdr.Le.O.N.
          • cabernet.merlot Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 18:46
            Gość portalu: joanna_poz napisał(a):

            > ja własnie "tymczasowo" jestem z tych po drugiej strony medalu...
            > Pracująca matka, z 2 letnim dzieckiem. Już drugie wakacje wyjeżdzamy wlasnie po
            >
            > to, żeby odpocząc: poleżec na plaży, nad basenem, pobawić się z synem i cieszyć
            >
            > się względnym luksusem w hotelu z AI:) W czasach bezdzietnych duzo zwiedzałam i
            >
            > widziałam wiele ciekawych miejsc. Teraz odpuściłam - bo dla mojego dziecka (czy
            >
            > to w zeszłym roku - roczenego, czy teraz 2letniego) lepszą frajda jest hotelowy
            >
            > plac zabaw czy wspolna zabawa w brodziku niż zwiedzanie. Do tego dochodzą
            > ograniczenia odnośnie pory spania, pory jedzenia itp. Zwiedzac razem zaczniemy
            > napewno za parę lat.
            >
            > Antidotumm - turystyka to nie tylko zwiedzanie, pod tym pojeciem kryje się
            > również wypoczynek (rownież niezbyt czynny).

            Wlasnie w ten sposob te znane turystyczne miejscowosci zamieniaja
            sie w takie dziwne cudzoziemskie enklawy-kolonie oderwane od reszty kraju,
            bo ci wypoczynkowicze chca, zeby one takie byly.
            Chca sobie w cudzym kraju zbudowac kawalek swojego, taka
            atrakcyjna wypoczynkowo kolonie, w ktorej nie musieliby
            zmieniac swojego trybu zycia. Budowniczowie kurortow dobrze o tym wiedza.
            Czyli sa to enklawy cywilizacyjno-kulturowe dzisiaj dostosowane
            do Europejczykow i Amerykanow.
            Kiedys, gdy bedzie w nich wiecej Chinczykow i Hindusow beda budowane
            bardziej na modle chinska i hinduska. Dopiero wtedy Europejczyk zobaczy
            jak takie kurortowe srodowisko jest cialem obcym w danym kraju.
            Bardziej to sie pewnie odczuwa w swoim kraju, n.p. Polacy w Polsce.


            Wypoczynkowicze w zasadzie miejscowymi sie nie spotykaja, a nawet zaczynaja im
            oni przeszkadzac.
            Najlepiej gdyby zostawili im swoj kraj, by mieli gdzie wypoczywac
            a sami znikneli. Stad komentarze, ze "na ulicach pelno arabusow".

            Siedza w srodowisku przypominajacym im swoj kraj pomiedzy soba,
            miejscowego jezyka ani mru-mru. Wypisz wymaluj obca kolonia.


            Troche mozna to zrozumiec. Wsrod miejscowych tez sza rozne
            typki. Pieniadze na turystach chetnie by zarabiali
            ale przyjemnosci potraktowania turysty po chamsku
            tez sobie odmowic nie potrafia. To lagodniejszy przypadek.
            Sa tez zwykle bandziory, ktore poluja na turystow
            i co tu duzo gadac takze zwykli miejscowi rasisci.


            Wlasnie w obcym kraju, nie w swoim, podczas krotkiego pobytu,
            mozna poczuc jak obrzydliwy, tepy i bydleco bezrozumny jest rasizm.

            Turysta jest tarcza latwa i czesto bezbronna.
            Od miejscowych odroznia nsie a odleglosc, jezyka nie zna,
            sam mowi innym, nie wie co miejscowi moga knuc, porzadnych ludzi od mend
            odroznic mu trudno a na dodatek nie wie po oczym poznaja go bandziory,
            jesli nie jest to po prostu kolor skory czy stroj, nie wie komu
            i jak sie pozalic. Sam to wyczuwa i zaczyna sie bac.
            Dlatego ciagnie go do jakiejs strefy chronionej, pomiedzy
            ludzi bardziej sobie podobnych albo przynajmniej w podobnej
            sytuacji. Tam czuje sie bezpiecznie

            > A chyba nic w tym złego że zamiast
            >
            > zimnego Bałtyku wybieramy ciepłe plaże.
            >

            Zalezy jakiego dobra kto szuka.
            Sa dobre skutki i uboczne zle
            i przez roznych ludzie roznie postrzegane.

            To, ze te kurorty sa robione
            pod dominujacego turyste czyli dzisiaj
            europejsko-amerykanskiego widac po reakcjach
            ludzi z innych kultur.

            Do Ameryki Poludniowej jezdza tez Amerykanie
            latynoskiego pochodzenia. Otoz ich wcale nie
            zachecaja rozne amerykansko-europejskie
            atrakcje nawet stylizowane na lokalna egzotyke
            jak "talapy" na Jukatanie.

            Pamietam gdy czytalem "reviews" takiego jednego
            ladnego miejsca, w ktorym bylem juz po powrocie.

            Wszyscy sie tym miejscem zachwycali, ale jakis Latynos
            napisal ze zloscia, ze to jest "gringo" miejsce,
            zrobione prze "gringo" (wlasciciela Amerykanina) dla "gringos"
            i wcale mu sie nie podobalo. Pewnie widzial tylko bande
            rozpanoszonych "gringos", ktorzy zyli stloczeni w izolacji
            od miejscowych i miejscowego jezyka ani-ani, pomimo, ze wiekszosc z nich byla
            z jednego stanu, w ktorym ten osrodek jest bardzo popularny
            i w ktorym jest wielu Latynosow. (Gwoli sprawiedliwosci trzeba przyznac,
            ze byly tam co niektore nieliczne mlode osoby, ktore potrafily mowic
            z miejscowymi po hiszpansku bo wybraly sobie jego nauke w szkole)

            I to bylo jeszcze miejsce chetnie odwiedzane przez ludzi
            bardziej otwartych, ktorzy chcieli zwiedzac Meksyk.
            Ale niektorzy rzeczywiscie, nie ruszali sie stamtad
            i siedzieli ciagle na plazy. Gdy sie samemu ciagle
            tam nie siedzi to trudniej to zauwazyc.

            Co dopiero powiedzialby ten Latynos o plazy zabudowanej wielkimi hotelami?
            Lepiej pewnie nie wiedziec.
            Co do dzieci to ciekawi mnie czemu maja dzieci ludzie, ktorym one ciagle
            przeszkadzaja i najlepiej by je gdzies upchneli.

            Lamentuja w pozniejszym wieku, ze nie mogli swoim dzieciom
            nic ze swoich "wartosci" przekazac, zwlaszcza gdy sa emigrantami
            w obcym kraju, ze ich dzieci dryfuja od nich.
            A jak maja nie dryfowac skoro rodzice dryfuja od nich w dziecinstwie?

            Jaka jest lepsza okazja do przekazania "wartosci" niz
            wspolne zwiedzanie, choc kawalka, innego kraju
            i podzielenia sie z dzieckiem swoja wiedza
            o jego ludziach i historii, a takze wspolne
            dzielenie trudow zwiedzania, a nie tylko wygod?
            Wygody to kazdy potrafi dzielic, trudniej z niewygodami.

            Poza tym, jak mozna dziecko nauczyc tolerancji i zyczliwosci
            dla ludzi innych narodowosci siedzac caly czas pomiedzy takimi,
            ktorzy glosno wyrazaja swoje niezadowolenie z obecnosci "arabusow"
            na ulicach? Takie srodowisko moze byc tylko szkola fobii
            i nietolerancji.



            Wielkie hotele na plazach sa budowane miedzy innymi ze wzgledow ekonomicznych
            - oszczednosc miejsca. Sami zawsze je starannie omijamy te zadeptane
            kurorty, lokujac sie gdzies w poblizu, bo gdzies trzeba, ale tam gdzie
            mniejszy tlum zwiedzamy sami, nie z zadnymi wycieczkami.
            Najczesciej podjezdzamy samochodem, to tez nie taka calkiem rasowa turystyka,
            ale gdy sie trzeba przemieszczac na wieksze odleglosci to inaczej nie mozna.

            Mozna potem ewentualnie zalozyc plecak i pojsc na piesza wycieczke.
          • cabernet.merlot Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 18:54
            Gość portalu: joanna_poz napisał(a):

            > ja własnie "tymczasowo" jestem z tych po drugiej strony medalu...


            p.s.

            Przeciez wiekszosc, z tych, ktorzy tlocza sie w tych
            wielkich hotelach wcale nie tloczy sie tam z takich powodow.
            Taka maja po prostu nature. Nie wiedza co traca, wydaje
            im sie to wielka atrakcja. Przeplacaja duze pieniadze
            za byle jaki ersatz. Miejscowym to wszystko jedno,
            skoro moga na tym zarobic prostym sposobem.

            Chetnie sprzedadza cudzoziemcom, w tym celu, kazda tandete.
            W oczach duzej czesci tych cudzoziemcow, ta tandeta, zawieziona do kraju
            zamienia sie w wielki skarb, ktorym mozna sie chwalic.
            Troche to przypomina handel lusterkami z nie znajacymi sie
            na rzeczy "dzikusami", w odwrotna strone: My im tandetne lusterka
            oni nam zloto. Poczucie wyzszosci nad "dzikusami" moze przybierac
            rozne formy. Kazdy moze miec swoje.
        • Gość: aischa Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.upc.at 20.07.06, 17:13
          szufladkowanie nie jest dobrym pomyslem, posrdnio zgadzam sie z moja
          poprzedniczka. Lecz sadze iz zwyczajnie od kilku lat w Polsce namietnie jest
          kultywowany wizerunek nie turysty takiego jak np. z Chin<ze gdy idzie to widac
          iz turysta , posiada kapelusz, parasol chroniacy od slonca, aparat przewieszony
          przz szyje, mapa w jednej rece a w drugiej przewodnik z najciekawszymi
          miejscami>, u nas turysta -polski jadacy w dalekie... cieple lub i nie kraje
          jedzie i wybiera hotel w ktorym wszystko bedzie all inclusive,przeciez czyms
          trzeba bedzie sie pochwalic znajomym, a ze cal dzien sie spedzalo..wlansie w tym
          hotleu, ze wyprawe z przewodnikiem odbebnilo sie aby pozniej pokazac fotografie
          z zachwycajacyh wypaw, ktore to rzekomo ytak bardzo nas zafascynowaly...

          hola... rodacy.. naczmy sie czeprac przyjemnosc z turystki, z podrozowania, gdy
          uwierzymy ze moze byc to doskonaly sposb relaksu to tak bedzie...
          ale kazdy ejt inny :):)

          pozdrawiam z Wiednia :*
      • tierralatina Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 10:51
        Wszystko zalezy od tego jakie fora sie czyta. Akurat to jest poswiecone przede
        wszystkim wyjazdom zorganizowanym. Nie ma sie wiec co dziwic, ze korzystaja z
        niego przede wszystkim wczasowicze.
        Chcesz spotkac podroznikow? Jest forum Swiat:
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=193
        sa tez fora wyspecjalizowane, jak chociazby to - poswiecone Ameryce Lacinskiej:
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14831
        Jest tez chociazby, bardzo dobre, forum TravelBit.
      • wiktoryna25 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 15:37
        > Mam wrazenie ze Polacy (w wiekszosci) wyjezdzaja dla szpanu, zeby moc
        > pochwalic sie znajomym, pokazac zdjecia, a tak naprawde nie maja pojecia o
        > kraju do ktorego jada i jego kulturze, historii.

        nie popadajmy w skarjosc, czy Ty przed kazdym dalszym wypadem, kupujesz ksiazki
        historyczne i sledzisz z zapartym tchem historie kraju do ktorego sie wybierasz?
        ...ja mam wrecz odwrotnie, jak jade w jakies zupełnie egzotyczne dla mnie
        miejsce,to przed wyjazdem zdobywam ogolne informacje, bo i tak na miejscu
        najpeiej poznasz kulture,zwyczaje,mentalnosc mieszkancow a nie z ksiazki czy
        przewodnika ...a jak cos cie zainteresuje, to potem po powrocie mozesz poszerzyc
        swoja wiedze... ale nie kazdy czuje taka potrzebe,nie lubie spedzac wakacji na
        lezaku na plazy badz w hotelu, ale sa ludzie dla ktorych takie nic nierobienie
        to relaks i nie ma czemu sie dziwic...
      • Gość: malgoo Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.pool8174.interbusiness.it 20.07.06, 16:27
        Jestem raczej nietypowym "turystą". Ostatnie 2 tygodnie "wakacji" spędziłam na międzynarodowym
        szkoleniu - w Wenecji. Każdą wolną chwilę poświęcałam zwiedzaniu. Na pocieszenie dodam, że nasz
        poziom ingnorancji nie różni się specjalnie od innych narodów. Europejczycy nie wiedzą co to Werona i
        wybierając się tam, nie poświęcają czasu na studiowanie przewodnika, by dowiedzieć się czegokolwiek o
        tym mieście, po Wenecji poruszają się jak błędni, zwiedzają głównie restauracje. Nie mają bladego pojęcia
        o malarstwie i architekturze tego miasta. Poziom podtrzymują, o dziwo, amerykanie, oraz Portugalia:)!
    • Gość: valentino Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.06, 17:32
      zdecydowanie to drugie. niestety.

      ja wprowadziłabym podział na podrózników i turystów. prawdziwy podróżnik jest w
      stanie podjąć wysiłek by poznać nową kulturę i odnieść się do niej. turysta
      tylko ogląda i szuka podobieństw do własnego ogródka. a najlepiej, żeby wszystko
      przypominało mu dom. zero wysiłku i maksimum wymagań.
      podróżnik otwiera się na inną kulturę, bo potrafi i chce. turysta jest
      ograniczony. gwiazdkami w hotelu i stałymi posiłkami. tłumaczy się, że haruje
      cały rok i ma ochotę walnąć się pod palmą i mieć wszystko w nosie. podróżnik
      chętnie znosi niewygody, bo wie, że dzięki temu przeżyje coś niepowtarzalnego.

      jednak nie oceniałabym ani jednych, ani drugich. osobiście mam w sobie ducha
      podróżnika i jest mi on bliższy. jestem jednak w stanie zrozumieć, że każdy
      odpoczywa, jak potrafi.
      tylko szkoda mi turystów, bo nie potrafią wyciągnąć dla siebie z takiej podróży
      znacznie większych korzyści. ale cóż.. ich strata.

      prawdziwi podróżnicy nie wdają się w głupie dyskusje, bo szkoda im na nie czasu.
      oni organizują pokazy slajdów ze swoich wędrówek, opowiadają, czego
      doświadczyli. spotykają się z ludźmi i dają świadectwo tego, że podróże naprawdę
      zmieniają sposób patrzenia na rzeczywistość.
      na forach internetowych najłatwiej wylewać anonimowo żale i złość, chyba na
      samych siebie, bo musi być bardzo męczące bycie ograniczonym. dlatego nic na
      siłę. nie można nikomu kazać być otwartym na świat, bo do tego trzeba dojrzeć i
      tego bardzo chcieć.


    • Gość: Marta Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.nat.kon.tvknet.pl 18.07.06, 20:29
      masz zupełna racje.. mnie szczerze mowiac nie rajcuje łażenie po jakichs tam
      bocznych sciezkach i odkrywanie ciemnej strony miast arabskich ale teksty,
      ktore słyszałam przed wyjazdem do maroka, ze na plazy jest za duzo miejscowych
      sa poprostu smieszne..to tak jakby ktos przyjechał z maroka do polski i
      stwierdził, ze na ulicy jest za duzo polakow... poprostu żenada..
      w sumie nie mozna tak generalizowac, ze sie nie cieszymy z wyjazdu...
      najczesciej jest tak, ze jest jakis jeden motyw, ktory zapada nam w pamiec
      (najczesciej zły) i tym motywem chcielibysmy sie podzielic z innymi, chociazby
      po to, zeby smai nie musieli tego przezywac...
      Bedac w wielu krajach zawsze starałam sie i wypoczac (z tym,ze nie potrzebuje
      animatorow i innych bzdurek, bo potrafie sie sama zanimowac ;] ) i zobaczyc
      kawałek swiata ;)
      POZDRAWIAM
    • Gość: Lena Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: 80.48.96.* 18.07.06, 22:48
      Zupełnie się z tobą nie zgadzam. Nie wiem czego oczekujesz po takim forum. Tu
      zwykle bywają poczatkujący lub troszeczkę już wyjeżdżający turyści,
      wycieczkowicze lub plażowicze - zależnie od tego czego potrzebuja do
      szczęścia.Oni pytają o rady i mają problemy które każdy z nas miał kiedyś i
      szybko się nauczył jeśli dużo podróżował. Nazywanie kogokolwiek "warzywem"
      jest -delikatnie mówiąc - chamstwem. Tym bardziej,że chyba sama niezbyt wiele
      zobaczyłaś ale ruszając się poza hotel nabrałaś wysokiego mniemania o sobie
      jako o golbtroterze. Krytykując takich którym inni (tubylcy) zawadzają
      pokazujesz jak tobie inni zawadzają. Obawaim się,ze większość takich ludzi po
      prostu boi się inności, boi się ulicy, obcych spojrzeń, może zaczepek,
      nagabywań sprzedających. Po prostu nie potrafią sobie z tym poradzić a do tego
      ze znajomością języka kontakowego mają problem. Nazywanie ich warzywem jest
      nieporozumieniem. To jest takie nuworyszowska maniera świeżego turysty.
      PS. Zjedździliśmy we dwójkę z mężem trochę świata na własną rękę i dalecy
      jesteśmy od oceniania. Spotkaliśmy np. na Dominikanie ludzi którym znajomi
      naopowiadali jacy okropni są tubylcy, jacy czuli się zaszczuci na ulicy więc ci
      ludzie nastawieni byli na to,ze z hotelu nie powinni się ruszać. Wyciągnięci
      przez nas nie mogli nadziwić się temu,że tam mieszkają "normalni" ludzie, że
      można jeżdzić komunikacją miejską i tańczyć z nimi na ulicy,że kierowca
      taksówki którą wynajęliśmy był studentem i zapoznał nas z historią swojego
      kraju (tą oficjalną i tą nieoficjalną).
      Nie oceniajcie tak szybko ludzi.
      • voyager747 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 18.07.06, 23:37
        Nie wszyscy są tacy sami, pamiętajcie o tym. Nie wszyscy ludzie lubią też
        zaprzyjaźniać się z tubylcami. Większość tubylców niestety "zaprzyjaźnia" się z
        turystami tylko po to by wyciągnąć do nich trochę kasy. Pamiętam tych wszystkich
        "przyjaciół" z Kenii, ja osobiście tego nie lubię, co nie znaczy ,że w Kenii
        ogólnie mi się nie podobało. Zależy co kto lubi.
        • Gość: Lena Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.jachpol.net 19.07.06, 08:31
          Właśnie w Keni pojechaliśmy pociągiem (kupowanie biletów to jest coś co warto
          zobaczyć)z Mombasy do Nairobi, potem do Muzeum Karen Blixen, złaziliśmy
          Nairobi, złaziliśmy Mombasę i okolice, dojeżdżaliśmy wszędzie
          miejscowymi "matatu" i chodzilismy, chodzili. Nachalnym miejscowych próbujących
          z turystami pohandlować spotyka się wyłącznie w obrębie resortów hotelowych ale
          wielu niedoświadczonych turystów obawia się właśnie tego - jeśli w strzeżonym
          hotelu jestem tak nagabywany to co się dzieje na zewnątrz!!! I nie wychodzą ze
          strachu.
          Poza tym jesteśmy jeszcze takim społeczeństwem ( w dużej mierze - i niestety
          część polityków to wykorzystuje!!!!),że gdy obcy się do nas uśmiecha to
          podejrzewamy,że coś od nas chce.
          • mario57 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 12:18
            Oczywiscie macie racje. Super jest wyruszyc na poszukiwanie przygod w głuszy z
            maczeta w reku i dobrym nastrojem. Byc moze na forum powinny pojawic sie
            informacje ile i na ktorej pustyni szuka sie wody, zeby przetrwac kolejna
            przygode. Ale trzeba tez wziac pod uwage to, ze wiekszosc z osob, ktore wkrotce
            wybiera sie na urol po porstu wyrwalo tydzien loub dwa tygodnie urlopu po
            ciezkiej pracy przez caly rok. Wiec wcale sie nie dziwie, ze tez ich
            interesuje, czy w hotelu ktory chca wybrac beda im lazily po lózkach karaluchy.
            Czy bedzie co jesc i czy jest szansa, ze w dniu wylotu na urol, nie spedza 12
            hodzin na lotnisku w oczekiwaniu na sp[ozniony samolot, bo biuro ktore wybrali
            slynie z balaganu organizacyjnego. Swietnie jest poznawac nowe kultury,
            zobaczyc miejsca, ktore oglada sie tylko w telewizji. Albo takie o ktorych sie
            wczesniej nawet nie sylszalo. Mozna to robic nawet mieszkajac w
            kilkugwiazdkowym hotelu. Ale jak na mijescu okazuje sie, ze ten hotel to brudna
            speluna, mozna stracic ochote to zwiedzania czegokolwiek. Wiec mnie nie dziwi,
            ze ludzie pytaja o warunki jakie moga znalesc na mijescu. Bo o atrakcjach
            turystycznych mozna przeczytac w kazdym przewodniku.
            • Gość: Lena Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.jachpol.net 19.07.06, 12:33
              Właśnie o to chodzi. Częśc ludzi lubi sobie połazić bo ma pracę siedzącą i
              nawet powinni się ruszyć albo tacy już są a części potrzebny jest tydzień czy
              dwa leniuchowania. Część ludzi ruszyłaby poza hotel ale ma opory bo nic nie wie
              o kraju w którym jest a pobieżny kontakt z miejscowym marketingiem
              jest "przyciężkawy". Inni ruszają by zobaczyć, poznać, powąchać i spróbować.
              Częśc lubi samodzielne wyjazdy bez tłumu za plecami i pośpiechu, bez
              zorganizowanego dnia a część woli fakultatywną wycieczkę bo jest zorganizowana
              i dla nich mniej męcząca. I to właśnie widzę na tym forum. Może częściej
              powinno pisać się o tym o czym napisał mario 57 - przed wyjazdem należy kupić
              przewodnik i poczytać. Naprawdę warto. Zachęci to człowieka do zobaczenia
              kraju, cikawych miejsc, skonfrontowania tego co w książce z naszymi odczuciami.
              Nic nie dają tutaj rady - zabacz to i to. Poczytaj obszernie w przewodniku
              (polecam zawsze Lonely Planet) i jak zaciekawi to pozwiedzasz.
              • antidotumm Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 12:46
                Ja polecam przewodniki Pascala. Do glowy by mi nie przyszlo wyjezdzac bez
                przewodnika. Sporo podrozowalam w zyciu, nawet po takich dziwnych krajach jak
                np. Gruzja lub Iran, mieszkalam w warunkach roznych i rozniastych.
                Pamietam autokarowe wycieczki studenckie np.Paryz i Zamki nad Loara, czy tez
                kraje bliskiego wschodu - uczestnicy spotykali sie kilkakrotnie i omawiali
                kulture i zabytki docelowego kraju - aby polechac naprawde dobrze przygotowanym.
                Chodzi mi o to , ze obecnie ludzie sa pozbawieni krzty zainteresowania swiatem,
                nie chodzi mi piesze wedrowki po Saharze, po prostu zero zainteresowania czy ja
                jestem w Tunezji czy Tanzanii...
                Podroze juz nie ksztalca.
                • Gość: Lena Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: 80.48.96.* 19.07.06, 13:26
                  Kiedyś "w zamierzchłych czasach" by wyjechac trzeba było mieć duzo samozaparcia
                  i pieniędzy. Gdy już człowiek wyjeżdżał wydając "cenne dolary" (zupełnie inny
                  przelicznik) to starał się zobaczyć najwięcej jak można było. To był często
                  turysta-podróżnik. A dzisiaj taniej można pojechać nad południowe morze niż nad
                  nasze, do Afryki (czyli północnych arabskich krajów) po to by wygodnie poleżeć
                  nad basenem. Dlaczego ludzie mają tego nie robić? Nie muszą zwiedzać jeśli
                  Polski też nie zwiadzali i żyją? Oni wcale nie jadą tam po to by zwiedzać ale
                  po to by włąśnie poleżeć nad basenem. Nie wmuszajmy wszystkim naszego sposobu
                  na życie.
                  Jeżdżę na weekendy z rowerem na dachu samochodu do różnych gospodarstw
                  agroturystycznych i na rowerze zwiedzam różne świetne miejsca, parki (ostatnio
                  jeździłam w Górach Stołowych, dwa tygodnie temu w Poleskim Parku Narodowym).
                  Gospodarze gdy mówię,ze mamy z mężem rowery zawsze przygotowują nam 50-80km
                  trasy rowerowe (na dzień) by najwięcej zobaczyć i cieszą się,ze mogą nam
                  opowiedzieć o wszystkim miejscowych atrakcjach. Część ludzi przyjeżdżą do
                  tekich gospodarstw po to by leżeć w ogrodzie na leżaku, zrobić grila lub
                  ognisko i spacer do miejscowego sklepu po piwo. Mają do tego prawo. Każdy
                  odpoczywa jak lubi.
                    • jan.kulczyk Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 15:36
                      Wiecie co, to nie jest tylko właściwość Polaków, to właściwość wszystkich ludzi "na dorobku", którzy nie mają czasu ani fantazji, żeby zastananowić się nad sensownym wyjazdem, chcą tylko jechać tam "gdzie wszyscy", porobić szpanerskie fotki i chwalić się przed znajomymi. Spotyka się takich ludzie wszędzie, a rekrutują się oni ze wszystkich krajów, tylko poziomy abstrakcji są różne. "Warzywa" spotyka się również wśród bakpakersów, turystów z plecakami. Np. w Kolumbii spotkałem 3 młodych Kangurów z plecakami, byli na tzw. modnej teraz na Zachodzie wycieczce dookoła świata. Czyli dziś Bombaj, jutro wyspy Wielkanocne, pojutrze Rio. Do Kolumbii wpadli tylko do Cartageny, bo najsławniejszy kurort w tym pięknym skądinąd kraju. Interesowało ich tylko siedzenie w hotelu, żłopanie piwska, podrywanie dziewczyn i wciąganie koki (wiadomo, z 80% światowej produkcji ceny w Kolumbii zbyt wysokie nie są). Potem mieli samolot do Rio na karnawał a potem chyba za 2 tygodnie zwiedzanie Wielkiego Muru w Chinach. Dla mnie to także "warzywne" podróże, ale to już co kto lubi...

                      Przy okazji cynicznie zareklamuję nasz blog, pół roku w Am. Płd., jeśli ktoś ma ochotę. Jeśli admin posądza mnie o prywatę, proszę skasować stopkę, ale zachować posta : ))) Dzięki
                    • Gość: Lena Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.jachpol.net 19.07.06, 16:25
                      Obawiam się,że tu mylisz się jeszcze bardziej. Porównywanie edukacji szkolnej z
                      przymusem spędzania wolnego czasu tak ja ci a nie inni jako żywo przypomina mi
                      PiS. Nie robi to co ja, nie myśli tak jak ja to jest obcy czyli groszy. Moze
                      się zapisz, obierzesz jedną linię i rozpoczniesz krucjatę. Bo jakie u licha
                      masz prawo mówić ludziom jak mają wypoczywać!!! Leżeć czy zwiedzać to ich
                      wybór.
                      PS. to,że ktoś się nie chce uczyć też należy uszanować, w końcu nie wszyscy
                      muszą mieć studia, pracownicy fizyczni też są potrzebni - niekoniecznie metodą
                      giertychowską należy dać im maturę by byli "tacy jak wszyscy".
                      Niestety można objechać trochę świata a jak było się nietolerancyjnym tak się
                      zostaje takim samym. Podróże kształcą ale wykształconych, uczą tolerancji i
                      empatii ale tych co już to mają. Niestety, chcę zwykle wierzyć,zę jest inaczej
                      ale jest tak jak jest....
                      • Gość: Lena PS IP: *.jachpol.net 19.07.06, 16:42
                        Tak szczerze powiedziawszy takie baby które jadą na wczasy i dobrze widzą co
                        robią inni Polacy, lubią poobserwować innych jak się zachowują, co jedzą i jak
                        moim zdaniem uprawiają "turystykę obyczajową". Właściwei mogłyby zostać w domu
                        i w oknie siedzieć.
                        Co u licha mnie ochodzi co robią inni przeciwnie do mnie. Mogą nawet spać na
                        leżaku nad basenem jak im tak dobrze.
                    • Gość: Lena Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.jachpol.net 21.07.06, 14:57
                      Po pierwsze wcale już nie za ciężką, można "zamykać się w gaettach" jak to
                      nazywasz za mniejsze niż w Polsce na byle jakich wczasach. Po drugie - ZA
                      WŁASNE PIENIĄDZE. Dla jedngo wydawanie pieniędzy na wczasy może być deblizmem
                      bo "normalny człowiek (cytat z "Czetrdziestolatka") siedzi w domu i myśli co do
                      garnka włożyć". Tak więc idiotyzm niejedno ma imię.
                      Bronię tego,że ludzie mają prawo tak wypoczywać jak lubią. Warzywem dla mnie
                      jest człowiek który w życiu żyje bo żyje i bierze co mu dzień przynosi. Nie
                      uczy się, nie pogłębia swojej wiedzy (np. fachowej) i czeka na emeryturę.
            • Gość: Lena Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.jachpol.net 21.07.06, 15:02
              Nie, nie zaczepiano mnie, raczej powiedziałabym,że w MOmbasie spotykalismy się
              z normalnym zainteresowanie np. skąd jesteśmy i jak nam się podoba ich kraj. W
              Nairobi w ogóle nikt nas nie zaczepiał, to my pytaliśmy o różne rzeczy (np.
              bank otwarty był tylko do 15-ej i w bankomacie można było tylko uzywać lokalnej
              karty) i zwykle dobrze ubranych (w ganitry i z teczką) panów i spotykalismy się
              z życzliwością, obaca "biała" podwiozła nas pod muzemu Karen Blixen i pokazała
              skąd odjeżdżają autobusy. To my pytaliśmy ludzi !!!!
    • Gość: egoistka Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.botany.gu.se 19.07.06, 15:46
      A ja sie z tego ciesze. Dzieki temu na symbolicznej promenadzie jest
      wielobarwny tlum "arabusow", a nie turystow. Turysci wybierajac znane kurorty,
      z hotelami-kombinatami, przesiadujac przy hotelowym basenie, zostawiaja male
      miasteczka i spore kawalki plaz w spokoju, wlasnie dla kogos kto na wakacje
      jedzie z nadzieja zlapania chociaz jakis resztek lokalnego klimatu. Wlasciwie
      tych "podroznikow" i tak jest na moj gust za duzo.
      • mario57 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 16:39
        Czym sie rózni siedzenie przy basenie od zapełniania promenad w znanych
        kurortach? Co jest gorsze i dlaczego? Nie wiem. Wiem natomiast, że mam zamiar
        pojechac na urlop, także dlatego, żeby (to banalnie napisze) naładowac
        akumulatory na kolejne miesiace pracy. Pewnie do Grecji. I jak pomysle, ze
        mialbym teraz kombinowac, wydzwaniac po nieznanych miejscowosciach i szukac
        bazy, albo jechac w ciemno - to po prostu wole pojsc do biura i wykupic dwa
        tygodnie w jakims hotelu. I chciałbym miec pewnoesc, że moja podróz tam nie
        bedzie trwała zaskakujaco dwa dni i nietrafie do jakiejs speluny. Czy to
        znaczy, ze jestem gorszym turystą? Nie ukrywam pewnie z kilka dni na miejscu
        sie poobijam - kapiac sie w morzu i pijac własnie piwo w jakis lokalnych
        Tawernach. Kilka razy pojade w fajne miejsca o ktorych myslałem juz od dawna. I
        czy to źle, że nie pojde na autobus tłukac sie np do Aten z trzema
        przesiadkami, tylko wykupie na miejscu wycieczke? Ale jakos nie czuje sie
        warzywem.
        • tis Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 15:48
          Ale to chyba nie o Ciebie chodziło, przynajmniej sądząc po tym, jak opisujesz swoje plany.

          Ty WYJDZIESZ z hotelu (choćby do tawern :) ), ZOBACZYSZ jakieś miejsca. Chodzi (jak dla mnie) o ludzi, którzy NIE wyjdą i NIE zobaczą. A są i tacy.

          Oczywiście, należy zachować równowagę, po to się kupuje bilet na wycieczkę/załatwia dobry hotel/etc, żeby z tego skorzystać (inaczej byłoby to czyste wyrzucanie pieniędzy). Wydaje mi się, że chodzi o pewne ograniczenie. Bo właściwie jaka różnica dla opisanych osób siedzących w hotelu, w jakim kraju siedzą? W praktyce żadna, byle temperatura / słońce / inne warunki były OK. I to jest raczej smutne - brak chęci poznania czegoś nowego, czegokolwiek.

          Warzywo - to mocne słowo. ale jak nazwać człowieka zamykającego się hermetycznie w znanym środowisku i nawet nie PRÓBUJĄCEGO wyjśc poza nie?...
    • ricofederico Polecam wyjazd poza sezonem. 19.07.06, 16:38
      Bylem z dziewczyna cala zime na Krecie. W Polsce bylo -30 a tym najzimniej bylo
      +10. Moze nie byla to temperatura do kapieli ale pomieszkalismy tam, poznalismy
      Grekow, nauczylismy sie greckiego... Nigdy nie pojade na zaden zorganizowany
      wyjazd!!!! Zamierzam kupic campera i podrozowac z wlasnym dachem nad glowa...
      Polecam!!!
      • voyager747 Re: Polecam wyjazd poza sezonem. 19.07.06, 16:52
        To jest twój wybór, nie chcesz to nie jedź, każdy robi tak jak mu sie podoba.
        Jedni zaprzyjaźniają sie z tubylcami a inni leżą na basenie-każdy robi co chce
        na swoim urlopie i za własne pieniądze. Czasami jest tez tak,że ktoś jedzie
        kolejny raz w to samo miejsce i już ma zwiedzone wszystko więc teraz dla odmiany
        leży na basenie. Jest mnóstwo ludzi, którzy jeżdżą np. do Egiptu 7 raz. Ja
        akurat jeżdżę zawsze do nowych miejsc i zwiedzam, ale nie lubię tych wszystkich
        "przyjaźni" z Turkami itp. Każdy robi na urlpoie co chce i to jego wybór. Moim
        zdaniem pojechać np. do Egiptu i nie zobaczyc piramid to błąd ale jeśli ktoś nie
        chce to trudno, jego sprawa.
    • dunia77 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 18:19
      Duzo w tym prawdy, dlatego ja od jakiegos czasu staram sie unikac takich
      turystycznych spedow. Kazdy moze sobie spedzac urlop jak mu sie podoba, a ja
      moge unikac pewnego typu turystow. I tu nawet nie chodzi o _rodzaj_ spedzania
      urlopu (czynny czy taki bardziej leniwy), ale o ogolne nastawienie do miejsca,
      do ktorego sie jedzie, o styl bycia...
    • Gość: Le.O.N. Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.enitel.net.ni 19.07.06, 18:20
      No coz. Jest po prostu podzial na takich i na takich. Na niusach sa nawet do
      tego celu 2 oddzielne grupy niusowe. Jednak dla turystyki "zorganizowanej" -
      takiej ktorym wszystko jedno czy Tunezja czy Tanzania byleby hotel mial 5
      gwiazdek. I druga dla tych, ktorych jada gdzies po to zeby zobaczyc cos
      lokalnego, cos co tam jest ciekawe, unikalne. Taki podzial byl, jest i bedzie.

      Pzdr.Le.O.N.
      • Gość: Marta Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.nat.kon.tvknet.pl 19.07.06, 18:49
        ja jadac na wyspy kanarysjkie miałam tak zjechany rok za soba, ze postanowilam
        powarzwykować sobie na plazy, i przy basenie, i przy barze...zwiedziałm cała
        gran canarie, teneryfe, ale lezałam i sie paliłam na słoneczku.. to tez jets
        wypoczynek... kazdy robi co chce... ma wolna wole, zapał i checi..to jest
        wlasnie piekne... bo co by było gdyby kazdy z turystow w maroku jechał do
        marakeszu? marakesz byłby jak tykajaca bomba pelna europejczykow i innych,
        gdzie miejscowi byliby tylko niewielkim procentem... moze nawet atrakcja ;)
        • the_sleeper Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 20:58
          Zanik ciekawości świata to niestety oznaka postępującego zubożenia intelektualnego :( Tempo życia codziennego i konsumpcjonizm sprawiają, że turysta który wreszcie wyrwał się na urlop, interesuje się tylko plażą i cenami drinków. Moja znajoma powiedziała kiedyś że "nie lubi jeździć w miejsca gdzie jest dużo zabytków, bo presja zwiedzania przeszkadza w wypoczynku". Dla współczesnego turysty "fotelowego" poznanie specyfiki i kultury (nawet powierzchowne) odwiedzanego kraju i wypoczynek wzajemnie się wykluczają, a zwiedzanie ciekawych historycznie miejsc czy (nie daj Boże :>) muzeów, to ciężki wysiłek (w końcu czasem trzeba wejść po schodach :P).
          Osobiście nie rozumiem takich ludzi. Jesli chcę lezeć na plaży nic nie robiąc, mogę wyjechać za miasto nad zalew, a od opalania się są solaria. Za granicę wyjeżdża się po to, żeby poszerzyć horyzonty, spojrzeć z dystansem na siebie i własny kraj, zobaczyć miejsca o których wcześniej jedynie się czytało. Gdybym miał spędzić np. 2 tygodnie w Turcji poruszając się jedynie między plażą a hotelowym pokojem (z międzylądowaniem w hotelowym barze), miałbym poczucie że cały ten czas bezpowrotnie zmarnowałem.
          Niestety tak to już jest z masową turystyką - najważniejszy jest sam fakt odwiedzenia danego kraju, by móc później szpanować przed znajomymi. Z drugiej strony, to właśnie dzieki masowości turystyki możemy mówić o przemyśle turystycznym, który wytwarza ok. 10% globalnego PKB i daje zatrudnienie milionom ludzi. Gdyby ruch turystyczny składał się z samych backpackersów śpiących pod namiotami, turystyka nie byłaby tak ważna dla gospodarki :) (szkoda że w naszym kraju jej znaczenie, mimo dużego postępu, jest zbyt mało dostrzeżone).
          Na szczęście turystyka czynna i alternatywna stają się na całym świecie coraz popularniejsze i modniejsze. Mam tylko nadzieję że ta moda wyjdzie im na dobre.
          • joanna_poz Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 10:38
            To ja jednak od wyjazdu nad zalew i solarium wolę turecką, grecką czy
            tunezyjską plażę. Do solarium nie pojdę z moim 2 letnim synem, a w zimnym
            zalewie on się nie wykapie. Summa summarum - bardziej konstruktywnie, rodzinnie
            a przede wszystkim przyjemniej spędzimy czas na plazy.


            > Osobiście nie rozumiem takich ludzi. Jesli chcę lezeć na plaży nic nie
            robiąc,
            > mogę wyjechać za miasto nad zalew, a od opalania się są solaria.


    • Gość: Lulek To stąd ten owczy pęd na egipskie plaże... IP: 198.170.174.* 19.07.06, 21:04
      Mi się zawsze wydaje dziwne, że nasze firmy turystyczne zachwalają plaże
      Egiptu, ale jakoś nie wspomną o zabytkach pięciotysięcznej historii tego
      kraju. Ale to nie tylko nasza specyfika. Gadałem kiedyś z agentką jednej
      amerykańskiej firmy turystycznej. Facetka opowiadała mi jak to przychodzą do
      niej małżeństwa, które by się chciały wybrać a to do Egiptu, a to do Indii, a
      to gdzieś tam indziej, ale chcą spać tylko w amerykańskim hotelu i jeść tylko
      amerykańskie żarcie. No, i żeby wszyscy wokół nich mówili tylko po angielsku.
      I ta pani myślała sobie zawsze, ze może takie małżeństwo wysłać na przyklad do
      Kansas. Amerykańskich sieci hotelowych tam pod dostatkiem, amerykańskiego
      żarcia też, wszyscy mówią po angielsku i nie trzeba wydać małej fortuny na
      bilety lotnicze.
      • voyager747 Re: To stąd ten owczy pęd na egipskie plaże... 19.07.06, 21:12
        Ale jeżeli ich na to stać i są na świecie amerykańskie hotele i linie lotnicze i
        MacDonald w Chinach np. to oni płacą a pani im załatwia takie wakacje jak chcą.
        Klient nasz pan i tyle. Jeśli ktoś płaci za wakacje to może je spędzić jak chce
        i nikt nie może mu kazać zwiedzać albo jeść np.kus kus. Każdy robi to co chce,
        czy to tak ciężko zrozumieć? Z tego co słyszałem to niektórzy Polacy też by
        chcieli na wakacjach jeść schabowego z kapustą.
        • mniklas5 Re: wszystko zalezy od nas samych 19.07.06, 21:40
          bylem razem z zona wlasnie w Sousse, ale namowieni na tzw tallasso, chyba tak
          sie pisze , ale mimo to zwiedzalismy polnoc Tunezji mimo wszystko na wlasna
          reke , wynajetym busikiem z kierowca, pojechalismy rowniez na wielbladach na
          pustynie, zwiedzalismy male osady i miasteczka, spotykalismy Tunezyjczykow.
          Innym razem pojechalismy do Club Med na Sycylie, tam rowniez jezdlismy po wyspie
          do Paleromo , wspielismy sie na Etne, podrozowalismy auto stopem, autobusem
          odwiedzajac miasteczka i poznajac ludzi
        • tis Re: To stąd ten owczy pęd na egipskie plaże... 20.07.06, 16:04
          Ano popatrz. Ale przecież nie o to w tym wątku chodzi, że kogoś "stać". Bo wszystkich, którzy wyjeżdżają na to stać (z nielicznymi wyjątkami). Ale (wiem, że przykład drastyczny) jeżeli ktoś w któryms ze wschodnich krajów wynajmie dzieciecą prostytutkę (w danym kraju legalne), to nie będziemy dyskutować, czy go na to stać, czy nie (jak wynajął to wiadomo, że stać), tylko raczej CO i PO CO zrobił.

          Jak dla mnie wyjazd bez chęci zobaczenia czegoś (albo chociaż jakiegokolwiek kontaktu z obcą kulturą - na plaży, w knajpie, gdziekolwiek) dowodzi jednak pewnego zubożenia. I to jest smutne.

          A swoją droga - widać, że narzekanie to polski sport narodowy :) Narzekanie na tych, co narzekają też :D

          Coby nie być bezproduktywnym = może ta dyskusja zachęci kiedyś kogoś do wyjścia poza hotel? Byłoby miło...
      • Gość: misiu Re: To stąd ten owczy pęd na egipskie plaże... IP: 83.238.15.* 20.07.06, 10:27
        Kiedyś, na studiach i w kawalerskich czasach troche jezdzilem. Dwa razy Ameryka
        Poludniowa (od Gwatemalii do Argentyny, kilka miesiecy tylko lokalnymi srodkami
        komunikacji), Afryka Polnocna, no i Pakistan, dwa razy Indie, rok pracy przy
        obsłudze turystów w Tajlandii, Borneo, Chiny, Indie, Singapur, kilka miesiecy w
        Indonezji. Tak pokrótce. No a teraz z zoną i dwójka maluchów... Holel we
        Włoszech, plaża. I marzennie żeby był spokój i odpoczynek po roku zasuwania a
        firmie. Tak trudno to zrozumieć, że jest czas na poznawanie świata, ale jest też
        czas na bezczelne leniuchowanie na plaży...
    • motyla.noga1 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 19.07.06, 21:43
      Niestety masz racje. Trudno zrozumieć takich turystów. No cóż nastała moda aby
      co roku być gdzie indziej nie ważne gdzie ważne aby pochwalić się w pracy
      ,pokazać zdjęcia jak się moczyło w basenie w ekskluzywnym holelu. Żenada. smiać
      mi się chce z tych podróżnych pajacy. Jak można jechać tysiące kilometrów i nie
      chcieć poznać kultury,kuchni ,zabytków. Jesli już zwiedzaja to jakieś oklepane
      miejsca gdzie takich jak oni są setki... Ja podróżując wybieram miejsca nieznane
      gdzie trudno dojechać jednym środkiem lokomocji,gdzie mało dociera
      turystów,gdzie wszystko jest zwyczajne bez żadnych udziwnień. Dopiero wtedy
      widzę jak wyglada kraj do którego zmierzałam,dopiero wtedy poznakę jego
      prawdziwych mieszkańców,kulturę, kuchnie i ich życie.
      • antidotumm Re: No to my sa jak Amerykany 20.07.06, 11:10
        Zeby jeszcze restauracje! - lokalna kuchnia jest wazna czescia kultury danego
        kraju (na forum hellenofilow jest mnostwo watkow o musace, ouzo czy dolmades).
        Ale dyskusje nie tocza sie na temat wyrafinowanych miejscowych specjalow, ale
        raczej tego 'co mi nie smakowalo na stolowce". Bo takie hale w ogromnych
        hotelach duzo, duzo bardziej przypominaja stolowki.
      • Gość: lukasz Re: No to my sa jak Amerykany IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.06, 13:44
        bo człowiek to zwierz biesiadny;-)
        A co przygód dobrego wojaka Szwejka nie czytałaś? najlepiej obyczaje tambylców
        poznaje się w restauracjach/knajpach/barach. Tego nie zastąpią żadne
        przewodniki, pobyt w hotelu, leżenie na plaży, obserwacje, piloci wycieczek,
        muzea, cudy świata czy parki narodowe. Jak człowiek z takim
        Arabem/Grekiem/Turkiem da w czambuł, bruderszaft, regionalna kuchnia etc. to
        później już tylko dozgonna przyjaźć między narodami;-) Tak się poznaje świat...
        Tak go poznał Hasek, tak również Stasiuk ("Jadąc do Babadag")
        pozdrawiam
    • Gość: bobrek to polska "klasa srednia" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 01:17
      Kolejny dowod, ze pieniedzy w Polsce dorobili sie prostacy, cwaniacy,
      intelektualne zera. Skora, fura, komora i biale skarpetki do ciemnego garnitura
      od 15 lat maja sie dobrze. Rany, jak ja pomysle o polskich biznesmenach,
      przedsiebiorcach, menedzerach to kojarzy mi sie to widze cwaniakow ze swinskimi
      oczkami, ktorych jedyna umiejetnosc polega na kombinowaniu, jak dorobic sie na
      cudzej pracy samemu prawie nic nie robiac. Ile jeszcze to potrwa? Kiedy wreszcie
      w tym kraju zamoznosc bedzie efektem wiedzy, nauki i ciezkiej pracy, a nie
      taniego chamskiego cwaniactwa?
      • tierralatina Re: to polska "klasa srednia" 20.07.06, 01:34
        Bez przesady. To nie ma nic wspolnego z Polska. Masowi turysci sa wszedzie i
        wszedzie stanowia wiekszosc. Australijczycy na Bali pijani od rana do nocy,
        Niemcy na Ibizie, Amerykanie w Cancun... Znam takich co znaja nazwe "resortu" w
        ktorym spedzili wakacje ale nie wiedza nawet w jakim sie on panstwie
        znajduje. "Gdzies na Karaibach"... Na moje pytanie, czy bylo to panstwo
        hiszpanskojezyczne, odpowiedzieli z rozbrajajaca szczeroscia *nie wiemy, w
        osrodku wszyscy mowili po angielsku". Osrodka oczywiscie nigdy nie opuscili...
        I nie byli to Polacy. Ani tez "klasa srednia".
      • sonrie Re: to polska "klasa srednia" 20.07.06, 08:18
        Mnie takie spędzanie czasu kojarzy się raczej z Niemcami, a nie z "polską klasą
        średnią". No ale ja nie mam kompleksów pod względem narodowości. To są wakacje,
        a ludzie są różni - jeśli mają ochotę, niech leżą na plaży. I co z tego?!!
    • Gość: xxx Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.resourcesuk.com 20.07.06, 10:55
      turystyka podobnie jak inne potrzeby ponadpodstawowe zalezy od stylu zycia,
      poziomu tego co masz w glowie i spojrzenia na swiat...i nie chodzi tu tylko na
      polakow...dresowy chlopak z utelniona blondynka raczej nigdy nie beda z
      namiotem na plecach wspinac sie himalajach czy zwiedzac swiat na stopa nie
      bedzie sie interesowal alternatywnym kinem czy muzyka...wiekszosc turystow to
      turystyka masowa wiec nie wymagajmy od przecientego kowalskiego ze 2 tygonie
      lata spedzi na nurkowaniu czy zwiedzaniu europy z namiotem
    • Gość: mona lisa Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.06, 12:38
      Niestety buractwo narodu polskiego jest tak straszne,ze trzeba jezdzic w bardzo
      dziwne miejsca aby sie od niego uwolnic. W 5* hotelu /Sheraton/ narzekali na
      brak salcesonu i normalnego jedzenia ! Rozumiem ze czesc ludzi chce tylko
      odpoczac, nie maja ochoty na zwiedzanie i nie specjalnie ich interesuje gdzie
      sa, ale stosunek do mieszkancow kraju w ktorym sa goscmi to dramat, np w Kenii,
      gdzie bylo niby dobre towarzystwo /lekarze, adwokaci itp./ zwracali sie do
      obslugi hotelu, skadinad bardzo milej per tu cytuje: te bambus..., czarna
      malpa, oraz dziwili sie ze nie rozumieja polskiego. To jest dramat, nigdy wiecej
      w zyciu nie pojade na zorganizowany wyjazd z Polakami.
        • antidotumm Re: Autor wątku to swiezo upieczony turysta :) 20.07.06, 13:31
          Autor(ka) watku jezdzi na wakacje zagraniczne, wstyd przyznac, od 19 lat i jest
          swiadkiem przemiany jakosciowej w turystac ktora zdumiewa, przeraza i zatrważa.
          Po dluzszym namysle nazwalam ta przemiane 'od podróznika przez turyste do
          warzywa". Ciekawi mnie, jaki moga byc ew. dalsze stadia.
          Dawniej wypadalo zdobyc sie na jakis wysilek (z pewnoscia nikogo nie
          przerastajacy): kupic przewodnik, poczytac o kraju, kulturze, klimacie, obyczajach.
          • przemkowa.bi No to tym bardziej mnie zaskakuje 20.07.06, 14:07
            Skoro autorka tyle podrozuje to dlaczego pisze takie watki ?
            i wszystko uogolnia i czy wlasnie podroze autorki to nie wegetacja gdzies pod
            parasolem ?
            Poza pseudo turystami mozna zauwazyc zwiekszony ruch w turystyce podrozniczej
            coraz wiecej osob podrozuje bo pozwala na to korzystny kurs zlotego do euro i
            dolara.
            Odlegle zakatki swiata sa dostepne dla coraz wiekszej liczby polakow na forach
            trampingowych az mnozy sie od pytania jak i gdzie dojechac
            Wiec absurdem jest uogolnianie ze polscy turysci to warzywa - zdajmy sobie tez
            sprawe ze zagranice jezdzi coraz wiecej nowobogackich ktorzy boja sie wyjechac
            albo nigdy nie wyjechali poza swoje miasteczko gdzies w bialostockim :)
            i nagle znalezli sie gdzies w egipcie : i co nagle maja zwiedzac :)
            oni nie wiedza co to znaczy zwiedzac poznawac :) oni pojechali bo maja kase i
            trzeba jezdzic na wakacje :)
            Ale absurdem jest pisac wiekszosc z nas itd
            • patrzminausta Re: No to tym bardziej mnie zaskakuje 20.07.06, 14:29
              Dlaczego absurdem? To chyba nie podlega dyskusji, ze znamienita wiekszosc
              turystow na swiecie to wlasnie turysci masowi, ktorych bez problemu nawac mozna
              warzywami. Nie interesuje ich kraj do ktorego jada. Ich interesuje jedynie
              wyposazenie hotelu w ktorym beda.
            • antidotumm Re: No to tym bardziej mnie zaskakuje 20.07.06, 14:35
              Ja nie pisalam w watku ze "polscy turysci" to warzywa, ale ze "wspolczesni
              turyski" do warzywa. Trend ten ma charakter globalny i byc moze do nas dotarl z
              niejakim opoznieniem.

              przemkowa.bi napisała:

              > Wiec absurdem jest uogolnianie ze polscy turysci to warzywa - zdajmy sobie tez
              > sprawe ze zagranice jezdzi coraz wiecej nowobogackich ktorzy boja sie wyjechac
              > albo nigdy nie wyjechali poza swoje miasteczko gdzies w bialostockim :)
              > i nagle znalezli sie gdzies w egipcie : i co nagle maja zwiedzac :)
              > oni nie wiedza co to znaczy zwiedzac poznawac :) oni pojechali bo maja kase i
              > trzeba jezdzic na wakacje :)
              > Ale absurdem jest pisac wiekszosc z nas itd
      • Gość: baracuda Re: Więcej elastyczności IP: *.sggw.waw.pl 20.07.06, 16:01
        Czyli-niech każdy robi to co lubi. Trzeba takze pamietac, ze zmieniły sie
        niesamowicie czasy i to co było niesamowite kiedys jest czasem smutną
        koniecznościa (w pierwszej połowie zeszlego stulecia poruszanie sie samochodem
        było sportem i ekstrawagancja-teraz taka podróz to często najgorsza częśc
        wakacji). To tak na marginesie, ale nie oceniajmy innych zajmijmy sie soba. Sam
        jestem dośc ruchliwy, swego czasu przebyłem ponad 2,5 tys. kilometrow po
        dalekim i stosunkowo pustym kontynencie śpiac na dziko, niedawno byłem
        natomiast w Turcji w hotelu i przez 6 dni nie opuścilem jego terytorium. Muszę
        jednak dodac, ze pojechałem tam jesienia pływac na windsurfingu i interesowal
        mnie tylko wiatr i woda. Coż-z punktu widzenia turysty-zwiedzacza to
        profanacja, ale ja tam pojechałem uprawiac windsurfing. Ktos inny moze
        natomiast grac w golfa i tez nie opusci terenu hotelowego. Zwiedzanie zabytków
        bywa interesujace, dla niektorych jest to pasja, mam jednak nieodparte
        wrażenie, że dla wiekszości turystow zwiedzanie zabytkow odbywa się na zasadzie-
        NO BO TO TRZEBA KONIECZNIE ZOBACZYC. Ale skoro sie z tym dobrze czują, to w
        porzadku. Sam mógłbym stworzyc długa listę słynnych historycznie miejsc, ruin
        itp., obok ktorych byłem niedaleko i ich nie odwiedziłem. Wcale sie tym nie
        chwalę, po prostu mnie to nie interesuje. Znam sie jednak na życiu podwodnym bo
        nurkuje, widziałem lodowce, lawiny, wodospady, ściany, przepasci i dzikie
        zwierzeta i to jest świat, ktory mnie fascynuje.Może, ludzie, ktorzy nie
        wychodzą z hotelu przez cały wyjazd graja w szachy, albo medytuja? Nazywanie
        ich warzywami ma wydźwięk pejoratywny, a więc automatycznie autor tekstu
        wywyższa się, sugrujac, że jest lepszy (bez urazy proszę). Niech każdy robi to
        co lubi. Dobrze, że chce sie niektórym ruszyć chocby na lotnisko-zawsze to
        jakas nauka!
        • Gość: joanna_poz Re: Więcej elastyczności IP: *.icpnet.pl 20.07.06, 16:17
          Baracuda, świetnie napisane

          Tak naprawde wielu z tych "stacjonarnych" turystów wyjeżdża zagranice po prostu
          ze względu na klimat. Czy to że nie chcą zwiedzac ma ich skazywac na pochmurny
          i zimny Bałtyk? Albo jeśli się chce spędzić urlop w kwietniu czy październiku
          to trzeba marznąć w Polsce w temp. 10 stopmi? Zaden to szpan ani nowobogactwo,
          że chcemy się po prostu wygrzać.. Szkoda pieniędzy? chyba nie tym którzy je
          wydają
    • Gość: s_u Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.plus.com 20.07.06, 15:04
      :) Ja tam jestem turystka. Jestem w Anglii i zaraz wybieram sie do kolejnego
      zamku i rezerwatu. W zeszlym tygodniu biegalam po Szkocji i zwiedzialam
      wszystkie zamki w okolicy w ktorej bylam. Fantastyczne. A jakie tam widoki.
      Zrobilam mase zjdec i strasznie zaluje ze nie moglam byc tam dluzej. Tylko
      zostalo zamkow i pieknych miejsc do zobaczenia. Polecam czynne zwiedzanie.
      A tak by the way. Jesli chodzi o wakacje na mazurach to np jezeli chodzi o
      zeglarzy zauwazamy dwa trendy. Jest zeglarstwo tzn. ludzie plywaja na lodkach
      cieszac sie woda i falami i frugi trend tzw. Yachting. Yachting polega na tym ze
      wynajmuje sie duza i droga lodke a potem sie na niej imprezuje nie odplywajac od
      brzegu aaa i robi sie jeszcze zdjecia ze sie bylo na takiej lodce. Czasem nie
      wiem czy smiac sie czy plakac. A na Mazurach mozna robic wiele rzeczy. Wiem bo
      spedzam czas czynnie.
      • Gość: barnaba Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.lodz.msk.pl 20.07.06, 15:47
        W górach jest tak samo. Część wypoczywających nie wytknie nosa poza główną ulicę
        w Wiśle lub Karpaczu. Innych na tej ulicy spotkasz tylko wtedy, gdy muszą kupić
        nową mapę na miejsce podartej i zamokniętej.
        Kilka lat temu proporcje były jak 50 do 50. Dzisiaj w góry idzie może 10%,
        reszta woli pić piwo przy głónej ulicy. Tylko nie rozumiem, po co jeżdżą w góry.
        Uchlać się mogą na ławce przed blokiem.
    • java84 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 15:08
      czesc, rok temu tez bylam kolo Sousse i do dzis pamietam stare miasto (nie
      pamietam juz fachowej nazwy:() suki i caly klimat, nawolywania muezinow, itp.
      w lodowce mam jeszcze sloiczek harissy. bylo bardzo fajnie i choc pod koniec
      meczyla mnie juz temperatura i arabska mentalnosc, to sama tego chicalam.
      przynajmniej dosc bezboilesnie poznalam obca kulture i to nie majac zbyt duzo
      kasy. nie jestem znawca sztuki czy kultury, ale warto bylo.
      pozdrawiam,
      podrozniczka
    • Gość: Agent Orange Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.pronet.lublin.pl 20.07.06, 15:17
      masz całkowitą rację - nie rozumiem ludzi wykupujących wycieczki all inclusive i
      którzy potem całe dnie spędzają leżąc przed hotelem przy basenie i pijąc darmowe
      rozcieńczane drinki. Dochodzi do takich paranoi, że niektórzy siedzą 2 tygodnie
      nad Morzem Śródziemnym (np. właśnie Tunezja) - 50 metrów od morza, ale z
      rozbrajającą szczerością przyznają, że nad morzem byli ze dwa razy, na mieście
      nie jedli nic bo bali się zatrucia, na targ nie chodzą bo łapią za ręce itd. W
      sumie nie przyjechali wcale do danego kraju tylko do hotelu jakiegośtam i
      ewentualnie zaliczyli jakąś wycieczkę fakultatywną polegającą na obiegnięciu
      maksymalnej ilości zabytkowych miejsc w jak najkrótszym czasie. Szkoda tylko
      wywalonej kasy na coś takiego.
    • Gość: aga Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.06, 15:31
      nie widzę w tym nic dziwnego że więcej ludzi woli leżeć na leżaku niż pełzać po
      nieznanych miejscach. Każdy robi to co lubi i to jest super. Nie każdy lubi
      muzea, etniczny folklor ale ma np ochotę na luksusowy hotel nad brzegiem morza
      (niektórzy moi znajomi którzy bynajmniej nie są warzywami intelektualnymi
      uważają pobyt w jakimś nowym miejscu bez wizyty w wodnym parku za stracony i
      jakoś specjalnie im nie przeszkadza że nie zobaczą tych wszystkich "nudnych
      miejsc" jak deptak w sousse czy prawdziwy, pachnący przyprawami targ arabski.
      • pose.one ja sie ciesze... 20.07.06, 16:23
        ja sie ciesze, ze czesc turystow zostaje w hotelach, basenach, na promenadach.
        i wcale sie im nie dziwie, ze tak robia. duza czesc z nich wyjezdza odpoczac po
        pracy fizycznej, a odpoczynek kojarzy im sie z lezeniem, drinkami i basenem. i
        super skoro daje im to radosc i relaks.

        czesc ludzi wyjezdzajacych za granice boi sie opuszczac hotelu bo ich znajomosc
        jezyka angielskiego jest zerowa. nie mieli potrzeby sie go uczyc, gdyz nie
        mieli paszportow i praktycznie mozliwosci wyjazdu. dlatego tworza sie grupy
        polskie w hotelach razem spedzajace czas. i nie ma sie tu z czego smiec.

        sa tez grupy wiecznych malkontentow, ktorym nic nie pasuje. placa za wycieczke
        last minute do 3 gwiazdkowego hotelu a wymagania maja jak gwiazdy showbiznesu.
        malkontenci majacy AI, a nie potrafiacy normalnie podziekowac za nalanego
        drinka. bo przeciez to terrorysta arab czarnuch powienien sie cieszyc, ze
        dzieki mnie Polakowi ma prace i place. a co taki arab wniosl do historii swiata
        i europy? czy zatrzymal turkow? czy walczyl z hitleryzmem? albo obalil komunizm.

        jest tez grupa ludzi z dziecmi. ktorzy chca miec dobry hotel, z dobrym
        jedzeniem, basenem i brodzikiem dla dzieci. chca miec gwarancje pogody, blisko
        sklep i ewentualnie apteke. dziwisz sie im, ze nie pchaja sie w ponad 35'C
        upaly z dzieciatkiem zwiedzac pustynie?

        dlatego nie wrzucalbym wszystkich turystow spedzajacych czas w hotelu do
        jednego worka. a czy wszyscy ci, ktorzy zwiedzaja aktywnie, biegaja po gorach,
        skacza przez strumyki sa tacy fajni? czesto zachowuja sie ostatnie buraczki,
        potrafiace swoj zachwyt wyroznic tylko slowami :Q...rwa ale zajebiste: i
        pstrykajac fotki albo wchodzac tam gdzie nie wolno.

        ludzie sa rozni i roznie beda spedzac czas. pozwolny im na to. to czesc
        tolerancji jakiej powinny uczyc nas wypady.

        mnie osobiscie odpowiada dobry hotel z niezlym jedzeniem i AI jako baza
        wypadowa do dalszych i blizszych wojazy. przeciez jak bede chcial pojechac np.
        na pustynie i tam nowac to nic sie nie stanie ze nie bedzie mnie w hotelu. a
        zawsze wracam, zwlaszcza po wyjatkowo meczacej wycieczce, do pokoju z klima i
        prysznicem, basenu i drinkbaru, gdzie moge kontemplowac to co widzialem,
        przezylem...
      • marcines01 Re: Turysta współczesny - podróżnik czy warzywo? 20.07.06, 16:38
        jestem sobie teraz w Bukareszcie - sluzbowo jakby nie patrzec
        Na gg dalem sobie opis gdzie jestem - wiekszosc wiary ktora mnie pytala jak
        jest zaczynala od pytania - a czy bieda a czy smierdzi albo czy syf.
        Troche dziwi takie uogulnianie bo generalnie wiele sie Bukareszt od Polski
        nie rozni - jesli chodzi o ludzi,samochody etc.
        Co natomiast chcialem powiedziec - odkrylem co sprawia mi niesamowita
        przyjemnosc - siedzenie i ogladanie ludzi - siedze wiec w UWAGA Mc Donalds
        gdzie przewijaja sie watachy ludzi i obserwuje ...
        ...obserwuje i zaluje , ze w Polsce wiarze brakuje tego luzu i usmiechu jaki
        jest tutaj na twarzach tych ludzi;
        Pisze to dlatego , ze chcac byc nominowanym turysta ,zgodnie z przeczytanym
        powyzej powienienem zapierniczac w kolo miasta z Pascalem w reku (lezy w torbie
        btw) - ja jednak siedze w takim miejscu , pije rozcienczona cole, jem sztuczne
        lody ,jakies 50 m od hotelu i fantastycznie wypoczywam - i to chyba trzeba
        sobie powiedziec - cytujac film - ustalic co sie lubi robic a potem zaczac to
        robic;
        Kazdemu co innego sprawia przyjemnosc niezaleznie od tego jak to sie pisze czy
        tez jak to sie robi;
        Pozdrawiam z wyluzowanego Bukaresztu
    • Gość: Arturo1977 no to co z tego??? IP: *.leom.ec-lyon.fr 20.07.06, 16:16
      rocznie jestem zluzbowo w conajmniej w 6 roznych krajach, co w tym zlego ze mam ochote sie pie..nac na lezak z piwem w reku i nic nie robic przez dwa tygodnie skoro camy rok zapie..m jak maly samochodzik?? nie interesuja mnie zabytki, najwyzej dobre towarzystwo. co w tym jest do ku.. nedzy zlego??? ma
      m sie czuc gorszy niz stado baranow ogladajacych stare mury???
      • Gość: w Re: no to co z tego??? IP: *.opera-mini.net 20.07.06, 18:08
        tak wlasnie masz sie czuc. pracuje na kontraktach jako specjalista i zapie..m jak parowoz caly rok. jednak daje rade zagranica poszwedac sie po mniej uczeszczanych miejscach. lezenie 12dni w hotelu i brak ciekawosci swiata to bida intelekualna. praca to nie wszystko.
        • Gość: Arturo 1977 Re: no to co z tego??? IP: *.leom.ec-lyon.fr 20.07.06, 18:40
          sam jestes bida intelektualna, bo widac nie rozumiesz po co sie jezdzi na wakacje. ja mam rozrywek intelektualnych na codzien po uszy, taka jest moja praca, na wakacje jezdze po to, zeby od nich odpoczac i poswiecic troche czasu rodzinie, bo na codzien nie moge sobie na to pozwolic. "ciekawych" miejsc widzialem w zyciu wiecej niz niejeden pozal sie boze "prawdziwy turysta" i ch..j mnie one obchodza. wole posiedziec sobie z wedka nad brzegiem jeziora lub potaplac sie w cieplym morzu z moja corka, niz pieprzyc na forum o zabytkach w sousse (ktore jest do dupy, tak na marginesie).

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka