Najpiękniejsze drogi w Posce 2

12.03.03, 17:47
Hej :o)

nie będę ukrywał, że zainspirował mnie wowa44 swoimi opisami, wydaje mi się,
że również w Posce nie brakuje pięknych miejsc. Stąd ten wątek.

Pozdrawiam czytających, komentarze mile widziane :o)
    • _tomaszek Wisła - Istebna - Koniaków 12.03.03, 17:52
      Mijając jedną z najwyższych przełęczy w Polsce, po której możemy przejechać
      samochodem wjeżdżamy na teren Wisły, malowniczymi serpentynami wśród zwałów
      śniegu na poboczu zjeżdżamy w dół, mijając kilka działających wyciągów
      obłożonych narciarzami, którzy od kilku lat o tej porze roku mogli tylko marzyć
      o szusowaniu, ale w tym roku zima uśmiechnęła się do nich. Droga jest niestety
      w fatalnym stanie i musimy nieustannie lawirować pomiędzy dziurami, płatami
      rozmarzającego w wiosennym słońcu lodu i samochodami jadącymi z naprzeciwka.
      Momentami w zacienionych miejscach czuć pod kołami ten lód, który stanowi
      pułapkę dla nieuważnych kierowców rozpędzających się na krótkich odcinkach
      pomiędzy zakrętami.
      Zatrzymujemy się pod słynną skocznią w Wiśle – Malince, skocznią z normalną
      asfaltową drogą na zeskoku. To tu słynny już na cały świat Adam z Wisły jako
      chłopiec stawiał pierwsze kroki, a właściwie loty. Niestety w chwili obecnej
      widać wyraźnie, że w tym sezonie nikt nie oddał tu żadnego skoku (przynajmniej
      nie na nartach). Nie możemy oprzeć się wyzwaniu i próbujemy wspinać się po
      stalowych schodkach wzdłuż skoczni. Udaje nam się dojść mniej więcej do buli,
      tam schody kończą się. Brnięcie w śniegu przy tak dużym pochyleniu wydaje się
      raczej próbą samobójczą, grożącą stoczeniem się po skoczni na sam dół. Widok
      jednak zapiera dech, to, co czują skoczkowie w czasie skoku i zjazdu dzięki
      naszej wspinaczce staje się także częściowo naszym udziałem.
      Wracamy do samochodu i podążamy w kierunku słynnego centrum Wisły. Deptak jest
      pełny ludzi, którzy w sobotnie południe spacerują tu i tam wdychając jeszcze w
      miarę świeże powietrze, zaglądając na bazar pełen pamiątek z wizerunkiem
      naszego mistrza lub kosztując różnorakie oscypki. Po chwili wyjeżdżamy z tzw.
      Centrum podążając na południe. Nie możemy odmówić sobie krótkiego postoju pod
      słynną Cukiernią „U Janeczki”, gdzie możemy delektować się jedną z wielu kaw i
      oczywiście specjalnym, jedynie tu dostępnym „Ciachem Mistrza AM.AM”. Po
      rozkoszach podniebienia czas na rozkosze dla oczu, ruszamy więc dalej wąską
      drogą pod górę. I znów serpentyny, znów nierówna i dziurawa droga i oto
      jesteśmy już na przełęczy Kubalonka. Gdzieś w głębinach pamięci dźwięczy ta
      nazwa kojarzona z trasami biegowymi dla narciarzy. Przed nami tabliczka z nazwą
      miejscowości „Istebna”. I znów ciąg skojarzeń pamięciowych: Istebna, Koniaków,
      ludowe zabawy, itp. Tak, to właśnie te regiony upodobała sobie dawna władza,
      kiedy chciała pokazać zwyczaje narodowe, ludowe zabawy, kolędników...
      Droga prowadzi nas w górę i w dół, choć jednak częściej w dół, zakręty jeden za
      drugim nie pozwalają rozwinąć większej prędkości, ale to dobrze, dzięki temu
      możemy zwracać uwagę na piękną architekturę otoczenia, na mijane domy. Ciekawi
      rozglądamy się, gdzie jest centrum tej miejscowości, kilometry biegną, a
      centrum nie widać... nagle skrzyżowanie, mała tabliczka z napisem „Centrum”,
      droga w bok, kościół, karczma i już koniec centrum. A przed nami długi odcinek
      prostej stromo prowadzący w górę. Jedziemy nieświadomi tego, co szykuje nam
      okolica. Droga kończy się skrzyżowaniem, w jedną stronę dojazd do granicy, nie,
      tam nie jedziemy, nie dziś przynajmniej, skręcamy w lewo i po kilkuset metrach
      ukazuje nam się po lewej stronie niesamowita panorama Istebnej w całej
      okazałości. Widać i centrum i obrzeża... jedziemy tak chyba z kilometr, a widok
      z każdą chwilą jest coraz piękniejszy. Mijamy tabliczkę z napisem „Koniaków”, a
      widoki po obu stronach drogi są niezmiennie piękne. Widać góry, doliny, domy,
      lasy, wszystko, czego dusza człowieka potrzebuje do osiągnięcia tego błogiego
      stanu zadowolenia w momencie, kiedy myślimy „Jak tu pięknie, tu mógłbym
      mieszkać i na co dzień oglądać te widoki”.
      Droga zjeżdża w dół i powoli widoki zmieniają się, niestety na nieco mniej
      piękne, choć też niczego sobie. Jednak coraz więcej zabudowań wskazuje, że
      zbliżamy się do równie słynnej Milówki, o powrocie do której śpiewali dwaj
      bracia bliźniacy ze swoją uOrkiestrą. Miejscowość równie urokliwa, choć nie tak
      słynna jak Wisła. Po kilkunastominutowym postoju bez żalu odjeżdżamy w kierunku
      Żywca, gdzie czeka na nas słynny na całą Polskę browar produkujący oczywiście
      wyłącznie piwo bezalkoholowe ;o) Krótki dzień dobiega powoli końca, jak i nasza
      wyprawa. Jak zwykle ostatnie kilometry nie są tak emocjonujące, jak pierwsze,
      choć nie mniej ważne, a uwaga kierowcy musi być skoncentrowana na drodze i
      zwiększającym się ruchu.
      • Gość: monw Re: Wisła - Istebna - Koniaków IP: *.bochnia.sdi.tpnet.pl 07.08.03, 08:24
        Tomaszku,

        przypomniałeś mi te piękne krajobrazy Wisły,Istebnej,Koniakowej.
        A wiesz,że moja rodzina:ciocia,wujek i kuzynka mieszkają na Kubalonce???


        Pozdrowienia
        Monika


        "...Tam, gdzie masz pojechać jutro, pojedź dzisiaj, to, co masz zrobić dzisiaj,
        zrób pojutrze"
    • _tomaszek Warszawa 17.03.03, 09:59
      Wielkie budowle centrum są daleko z tyłu, za plecami mam również blokowiska
      warszawskich wielkich sypialni. Czarny asfalt drogi ciągnie się aż po widoczne
      w oddali zabudowania między drzewami, po obu stronach szosy pola, częściowo
      stojące w wodzie z rozpuszczonego niedawno śniegu. Drzewa pochylają się nad
      czernią drogi, jakby chciały przyjrzeć się dziurom w asfalcie. Na tym odcinku
      jest ich dość dużo, droga jest peryferyjna i punktu widzenia służb drogowych
      pewnie jest jedną z ostatnich w kolejności utrzymania. Mimo, że asfalt drogi
      jest prosty, ja skręcam. W drogę wyłożoną drobnym żwirkiem, tzw. podsypką, z
      mnóstwem małych dziur i dziurek, w których stoi jeszcze woda. Muszę uważać.
      Wbrew pozorom nie zwalniam, bo i tak posuwam się dość powoli.
      Idę. Jest sobotni wieczór. Zachęcony zapowiedziami w radio spoglądam w niebo.
      To właśnie dziś ma nastąpić niezwykłe wydarzenie astronomiczne – Księżyc,
      Jowisz i odległa mgławica gwiezdna mają podobno ustawić się prawie w jednej
      linii. Ale niestety, wygląda na to, że z obserwacji niewiele wyjdzie, niebo
      zasnute jest warstwą chmur. Idę dalej rozglądając się po polach. W ciemności
      widać niewiele, kilka stert roztapiającego się śniegu, odgarniętego w czasie
      wielkich opadów na bok, żeby można było przejechać samochodem, pokrytych kurzem
      i brudem. Przecieram oczy ze zdziwienia, bo mimo zmroku widać je coraz
      wyraźniej. Ruch głowy w górę i zagadka rozwiązana, czarne warstwy na niebie
      rozjaśniają się, widać coraz więcej, chmury przerzedzają się i oto Księżyc w
      całej okazałości ukazuje się moim oczom. Wytężam wzrok, aby doszukać się
      Jowisza. Czy to jest ta mała gwiazdka tuż obok Księżyca? Ledwo go widać, blask
      Księżyca jest tak silny, że obserwacja czegokolwiek w jego bezpośredniej
      bliskości jest mocno utrudniona. Tak, to chyba Jowisz, nie znajduję żadnego
      innego wytłumaczenia, zresztą gołym okiem i tak nie zobaczę dużo. Gwiżdżę na
      psa i powoli wracamy. Jestem zadowolony, ze udało mi się dokonać obserwacji
      astronomicznej, w poczuciu cichej satysfakcji z bądź co bądź historycznego
      wydarzenia, w którym mogłem wziąć udział idę wyboistą drogą do domu, omijając
      kałuże i wyboje. Mimo wszystko ta droga też jest jedną z piękniejszych dróg,
      które znam. Dlaczego? Bo to jest droga do mojego domu. Najpiękniejsza.
    • tomaszek.jak_nowy Wojnicz - Nowy Sącz 06.08.03, 23:34
      Przecinam najruchliwszą na południu Polski drogę, słynną ‘czwórkę’ i powoli
      wyjeżdżam z zabudowań małego miasteczka. W miarę przejeżdżanych kilometrów
      krajobraz zmienia się i coraz bardziej dziczeje. Malowniczo wijąca się rzeka w
      dolinie, wzdłuż której prowadzi droga, prowadzi dość mało wody, widać, że susza
      dała się jej we znaki. Odsłonięte, kamieniste dno ma jednak swój urok i pasuje
      do okolicznych wzgórz. Mijając rozgałęzienie drogi docieram do mostu
      przerzuconego przez nurt, a za nim mijam senne miasteczko. Nie spodziewam się
      widoków, które zaskoczą mnie za parę kilometrów. Droga zakosami prowadzi w górę
      i w dół, jednak najwięcej najpierw w górę, potem mijając szczyt w dół. Nie da
      się na wąskiej drodze rozwinąć dużej prędkości, zresztą nie można by wówczas
      podziwiać widoków, jakie rozpościerają się za oknami samochodu. Nagle zauważam
      kilka osób spacerujących poboczem. Widać wyraźnie, że idą z kąpieli.
      Kąpielisko? Tu? Na przedgórzu? Myślę z niedowierzaniem i znienacka dostrzegam
      za drzewami niebieską toń. Jezioro? Tak, a właściwie zalew. Staram się
      przypomnieć sobie w zakamarkach pamięci jaki. No właśnie, jaki? Niestety,
      dopiero rzut oka na mapę leżącą na siedzeniu obok pozwala odświeżyć pamięć –
      Zalew Rożnowski. To, co mnie czeka, co będzie się działo w czasie najbliższych
      kilometrów zapiera dech w piersiach. Asfalt drogi mijając rozłożone nad wodą
      ośrodki wypoczynkowe miejscami ociera się jakby o wodę, biegnąc tuż nad nią a
      czasem tuż obok. Na wyciągnięcie ręki zdaje się być brzeg i zapewne miła w taki
      gorący dzień woda. I tak przez kilka ładnych kilometrów. Miejscami widać nieco
      więcej i dalej, wysepka na środku zalewu wydaje się być raz bliżej, raz dalej,
      w zależności, z jakiego kierunku na nią się spojrzy. Po drugiej stronie wody
      widać momentami ciągnący się sznureczek samochodów na drodze. Po minięciu
      kolejnej wioski z położonymi wokół zalewu ośrodkami i punktami małej
      gastronomii droga skręca pod górę i zalew znika po chwili za wzgórzami.
      Malowniczość wody zostaje zastąpiona łąkami, pastwiskami i lasami na pagórkach.
      Co jakiś czas widać jeszcze w oddali w dole coraz mniejszy obszar wody zalewu w
      jego początkowej części. Droga serpentynami wije się w dół w kierunku
      niegdysiejszego miasta wojewódzkiego i łączy się z ruchliwą trasą, którą widać
      było wcześniej po drugiej stronie zalewu. Coraz gęstsze zabudowania mieszkalne
      i różnego rodzaju firmy po obu stronach drogi wskazują, że wjeżdżamy powoli do
      miasta.
      • Gość: bah7 Wokół Jez. Żarnowieckiego... IP: 195.117.159.* 07.08.03, 08:53
        Tomaszku !

        A czy Ty wiesz, że podobne, ale może jeszcze bardziej niespodziewane widoki,
        ujrzysz objeżdżając wokół Jezioro Żarnowieckie ?
        Kąpieliska, skraj Puszczy Darżlubskiej, wysokie wzgórza, które pozwoliły na
        wybudowanie elektrowni szczytowo-pompowej, a całkiem blisko - najpiękniejsze
        polskie plaże nad Bałtykiem...

        Pzdr.

        bah7
        • tomaszek.jak_nowy Re: Wokół Jez. Żarnowieckiego... 08.08.03, 10:56
          bah-u,
          czy to nie tam właśnie zamierzano postawić szczytowe osiągnięcie polskiej myśli
          (za przeproszeniem) jądrowej - nasza własną elektrownię atomową? z tego
          wszystkiego została się jedynie szczytowo (-pompowa)? :-)
          jeśli będę miał szczęście być w tamtych okolicach (i je objechać) to pewnikiem
          tu opiszę, co widziałem...
          pozdrawiam
          • Gość: bah7 Re: Wokół Jez. Żarnowieckiego... IP: 195.117.159.* 08.08.03, 12:57
            tomaszek.jak_nowy napisał:
            > bah-u,
            > czy to nie tam właśnie zamierzano postawić szczytowe osiągnięcie polskiej
            > myśli (za przeproszeniem) jądrowej - nasza własną elektrownię atomową?

            Tam.
            A wiele dróg było w związku z tym niedostępnych...

            > z tego wszystkiego została się jedynie szczytowo (-pompowa)? :-)

            Niektórzy takich ładnych rurek nie widzieli na żywo...

            > jeśli będę miał szczęście być w tamtych okolicach (i je objechać) to
            > pewnikiem tu opiszę, co widziałem...

            Niestety, szczęściu trzeba chcieć pomóc...

            Pozdrawiam

            bah7
        • gdansk7 Re: Wokół Jez. Żarnowieckiego... 03.07.14, 21:27
          Witam

          Miejsce jest przepiękne. Woda czysta. Jeśli ktoś jest zainteresowany można uprawiać windsurfing na jeziorze Żarnowieckim. Fajne dla dzieciaków w wielu szkolnym. W Nadolu,jest fajna szkoła windsurfingu morski oraz wypożyczalnia. Można się nauczyć pływać, super zabawa. Adres do szkoły to www.szkolamorski.pl, tel. 791609515

          Oprócz windsurfingu Jezioro Żarnowieckie można objechać na rowerze. Piękna okolica. POLECAM
    • tomaszek.jak_nowy Piwniczna - Krynica 06.08.03, 23:35
      Położona malowniczo na wzniesieniu nad Popradem mieścina zawsze nastrajała mnie
      sentymentalnie. Tuż przy granicy, nad wijącą się rzeka, wśród gór. Nie wspomnę
      już o jej dzielnicy – Kosarzyska, do której jedzie się drogą w dolinie wzdłuż
      potoku Czercz, zaś po obu stronach domki i zabudowania, a powyżej łąki i
      lasy... No ale wracając na rynek Piwnicznej – zjeżdżamy w dół po brukowanej
      drodze i kierując się drogowskazami przejeżdżamy przez most. Za chwilę dołącza
      do nas linia kolejowa również wijąca się wzdłuż rzeki. Przez najbliższe
      kilkadziesiąt kilometrów te trzy elementy będą nierozłączne, droga i kolej będą
      się przeplatać wiaduktami, przejazdami, tunelami, cały czas jadąc wzdłuż rzeki,
      będącej na tym odcinku granicą pomiędzy Polską i Słowacją. Co parę kilometrów
      od głównej trasy odbija mniejsza, kierująca się wzdłuż doliny i za każdym razem
      dochodząca do małej miejscowości ukrytej wśród wzgórz. Również miejscowości,
      przez które przejeżdżam są dość malowniczo położone nad drogą. Bardzo
      malownicza droga prowadzi w górę i dół, wijąc się w prawo i w lewo, przecinając
      zarośla, krzaki, lasy, pola i łąki. Rzeka wijąca się w dole prowadzi coraz
      mniej wody, kamienie na jej dnie wskazują wiele miejsc, przez które spokojnie
      można by prawie suchą noga przeprawić się na drugą stronę. Widzę na brzegu
      bawiące się dzieci, a obok (zdziwiony) wędkarza... co on próbuje złapać w tej
      płytkiej wodzie? Miejscami wąska na ledwo 2 samochody osobowe droga zmienia
      nawierzchnię co parę kilometrów. Tuż za Piwniczną asfalt jest nowy, to widać,
      jednak w miarę oddalania się jego jakość pogarsza się, aby na terenie gminy
      Muszyna pokazać nieprzyjemne dziury. W Muszynie właśnie żegnamy się z Popradem
      i powoli jedziemy do jednego z najsłynniejszych kurortów w polskich górach.
    • Gość: Robert Re: Najpiękniejsze drogi w Posce 2 IP: *.astercity.net 07.08.03, 07:03
      Czy ty wszedzie poruszasz sie samochodem? A moze opiszesz jakas droge dla
      rowerow ale taka bezpieczna?
      • tomaszek.jak_nowy Re: Najpiękniejsze drogi - do Roberta 08.08.03, 11:02
        Robercie,
        muszę Cię rozczarować, ale niestety samochodem... no cóż zrobić, taka praca...
        czy znalazłeś wielu chętnych na rowerową wyprawę do Czech?
        pozdrawiam serdecznie
    • tomaszek.jak_nowy Cypel 11.08.03, 15:12
      Jestem nieco podemocjonowany, to moje pierwsze spotkanie z osobą poznaną przez
      internet, nie wiem, czego mogę się spodziewać, niby już tak dużo do siebie
      pisaliśmy, rozmawialiśmy przez telefon, ale zawsze... I na dodatek przez te
      korki i wypadek na trasie jestem nieco opóźniony. Dobrze, że mogłem wysłać SMSa
      uprzedzając o spóźnieniu. Mam nadzieję, że mi wybaczy, przecież w sieci
      wydawało się, że jest to osoba naprawdę wyrozumiała... Dojeżdżam na miejsce
      spotkania, wypakowuję się, zanoszę rzeczy do hotelu, przebieram się, przez okno
      widzę już, że właśnie podjeżdża ten samochód, którego miałem wyglądać...
      Wychodzę z pokoju i podchodzę do zaparkowanego w rzędzie pojazdu. Witamy się,
      widzę lekkie zdenerwowanie, podobne do mojego. W samochodzie jeszcze jedna
      osoba, witamy się również, trochę to dla mnie niespodziewane, no ale po chwili
      wszystko sie wyjaśnia. W przeciwieństwie do mnie oni zawsze jeżdżą razem.
      Zabierają mnie w podróż w 'nieznane'. W czasie rozmowy staram się rozglądać
      dyskretnie, żeby nie być kompletnie zaskoczonym tym 'nieznanym', ale niestety
      dzielnice miasta, przez które jedziemy są mi zupełnie obce. Nigdy tu nie byłem,
      więc nawet obserwacja trasy, nieco rozkojarzona zagadywaniem obydwojga i
      rozmową, nic mi nie daje. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym, jak to zwykle bywa
      przy pierwszych spotkaniach... Jestem wieziony drogą pośród drzew, momentami
      mam wrażenie, że drzewa łączą się nad nami tworząc swego rodzaju zielony tunel,
      mijamy małe wioski, budujące się dopiero domki, jak i też chałupki nieco
      zmurszałe... To może być wszędzie w Polsce, nie potrafię dostrzec żadnego
      punktu charakterystycznego dla konkretnego regionu kraju, nazwy też jakoś takie
      mało mówiące. Nagle wjeżdżamy pomiędzy ścisłe zabudowania wsi, zajęty rozmową
      przegapiłem tabliczkę z nazwą miejscowości. I wtem pomiędzy zabudowaniami z
      jednej strony spostrzegam niebieska taflę wody. Jezioro? Nie, jest nieco
      wieksza, niż zwykłe jezioro, zresztą w tej okolicy nie ma takich dużych
      jezior... tak, to morze, a konkretnie zatoka... Parkujemy samochód na końcu wsi
      i idziemy w stronę błękitu zlewającego się z niebem. Jakież to piękne miejsce.
      Ze zdziwieniem odkrywam, że woda otacza nas jakby z trzech stron. Oni się
      uśmiechjają i kiwają głowami, tak, to właśnie o to chodzi, dlatego to miejsce
      jest takie nietypowe i nieco magiczne. Idziemy początkowo szeroką na kilka
      metrów, a później coraz węższą łachą piachu. Zniknęły gdzieś towarzyszące na
      początku spaceru krzaki. Teraz oprócz coraz węższej ścieżki piachu dookoła nas
      morze. Pytam, jak daleko w wodę można iść, uśmiechają się do mnie, do mojej
      niewiedzy... przy odrobinie szczęścia można iść parę kilometrów, to wszystko
      zależy od prądów - słyszę... Parę kilometrów! no cóż, wydaje się, że te parę
      kilometrów kończy się na wąskim skrawku ziemi widocznej w oddali, za wodą. Co
      ciekawe: to tu jest linia rozgraniczająca wody zatok Puckiej i Gdańskiej, to ów
      słynny Cypel Rewski, tak mało znany większości turystów z centralnej Polski
      mknących swoimi limuzynami do Władysławowa i na płw. Helski. Cieszę się, że
      pokazali mi to miejsce, że mogłem je zobaczyć na własne oczy. Pewnikiem nie
      dotarłbym tu sam, dziękuję im z całego serca... Zachód słońca za lądem
      pośpiesza nas do powrotu. Jeszcze słynna morska ryba na kolację, wspólne piwo i
      powrót do hotelu. Jutro normalny dzień pracy, cóż trzeba się wyspać, dobranoc.
      • Gość: Barni Re: Cypel IP: 212.14.15.* 13.08.03, 10:58
        Nie chcialbym sie powtarzac, wiec krotko - przezylem dokladnie to samo. I wrocilem zadowolony :)))
      • katahdin Re: Cypel 14.08.03, 03:22


        Tak, z przyjemnoscia przeczytalam ...i z latwoscia "utozsamilam"
        sie z nieznajoma (pewnie zrobila to kazda z nas) , bo czyz nie jest
        wspaniale przeniesc sie myslami, chociaz na krotka chwile, w tak urocze
        miejsce...wspomniec dlugie spacery po rozgrzanej sloncem dzikiej plazy,
        gdzie tylko szum morza i "krzyk" mew zakluca cisze i spokoj...?
        pozbierac muszelek, zanurzyc sie w cieplej morskiej wodzie, a potem z
        rozkosza odpoczac na piasku, przymknac na chwile oczy...i przeniesc sie
        do "zatoczki kwiatow"... az wreszcie po calym , jakze odprezajacym dniu,
        usiasc na patio, ugasic pragnienie moze byc tym lodowatym piwem, ktore
        juz serwuje nam Tomaszek, ja tylko uzupelnie : koniecznie z sokiem
        malinowym (pysznosci) , no a potem.....????
        hmmmm...ale dosyc juz tych emocji bowiem tomorrow is another day...
        u mnie jeszcze sroda, a u was juz czwartek, miejmy nadzieje, ze w ten weekend
        pogoda nam dopisze i bedziemy mogli juz w realu pospacerowac nad brzegiem
        oceanu...
    • tomaszek.jak_nowy Nowy Targ - Nowy Sącz 08.09.03, 15:01
      Wyjeżdżam z miasta w kierunku wschodnim, dobrze, ze jest juz po południu, wiec
      slonce mam tak raczej z prawej strony, nie przeszkadza w jeździe. Mijam małe
      miejscowości po drodze wzdłuż rzeki, tak, mimo że jest niewielka, to musi być
      Dunajec. Zgodnie z poradą znajomego skęcam z głównej drogi zaraz za
      miejscowością Harklowa w prawo, na bardzo wąską drogę. Widać, że jest mało
      uczęszczana, asfalt nie naprawiany od wielu lat pamięta chyba jeszcze czasy
      Pierwszego Sekretarza od "Pomożecie?"... Dookoła pagórki, głównie łąki, trochę
      drzew w oddali. Droga systematycznie pnie się do góry, a ja po prawej stronie
      zaczynam dostrzegać zarysy najnowszego osiągniecia polskiej myśli
      hydrotechnicznej - słynne Jezioro Czorsztyńskie. Wznosząc się stromo znad
      miejscowości Frydman zauważam, że od ogromu wód zbiornika oddziela ją tylko wał
      ziemny usypany tuż za ostatnimi domami. Podziwiam ludzi, którzy mimo wszystko
      zdecydowali się pozostać i mieszkać w cieniu jeziora. Widok na jezioro mam
      coraz piękniejszy, w miarę jak coraz wyżej się wspinam autem, coraz dalej widać
      i coraz więcej. Niespodziewanie po prawej strony zauważam też Tatry w oddali,
      niesamowite wrażenie robią te odległe turnie w kontraście z pobliskimi
      pagórkami łąk. Zaczyna się trochę lasu, drzewa czasami przesłaniają widok na
      jezioro, ale droga stale wspina się pod górę. Typowe dla wysokogórskich dróg
      przeżycia stają się moim udziałem tuż za wsią Falsztyn, gdzie dwie serpentyny
      wyciskają ostatnie poty z mojego autka, które wyraźnie nie spodziewało się
      tak ciężkiej pracy. Po chwili przejeżdżamy przez grzbiet i rozpoczyna się zjazd
      w dół. Pusta do tej pory droga zaczyna się zapełniać, wjeżdżam w zabudowania za
      tablicą 'Niedzica - Zamek'. Parkujące na poboczu samochody i autobusy
      uświadamiają mi, że oto wjechałem do turystycznej atrakcji regionu. Zatrzymuję
      się na parkingu przed słynnym niedzickim zamkiem. Zauważam wesoły znak (chyba
      jedyny w Polsce) ostrzegawczy przed duchami (na znaku jest duszek z łańcuchami
      i informacją w godzinach od zmroku do pierwszego kura). Spaceruję jeszcze po
      zaporze czorsztyńskiej i ruszam w dalszą drogę. Przez kolejną zaporę w
      Sromowcach przejeżdżam na drugą stronę i wąską drogą kieruję się na Hałuszową.
      Otacza mnie Park Narodowy, ciszę i spokój zakłóca jedynie terkotanie mojego
      motoru. Zatrzymuję się na chwilę, aby nacieszyć oczy i uszy prawdziwą przyrodą.
      Dalej mijam Krościenko, droga skręca na północ i wije się malowniczo wzdłuż
      Dunajca, który zmężniał po przejściu przez Pieniny. Oczywiście teoretycznie i w
      porównaniu, albowiem widać na środku rzeki wędkarzy stojących po kolana w
      wodzie i próbujących szczęścia. Zastanawia mnie jedna z nazw mijanych
      miejscowości - Łącko. Czy to nie w tych właśnie okolicach wytwarza się słynną
      łącką śliwowicę? Rozglądam się bacznie, jednak nie widzę żadnego 'sklepu
      firmowego', żadnego miejsca, w którym możnaby nabyć ten specyfik. Podejrzewam,
      że miejscowi nie mają problemu, ale przejezdni bardzo często nie mają czasu na
      poszukiwania. Jeszcze malowniczy Stary Sącz i jego piękny rynek mijany z prawej
      strony, a po chwili mijamy tabliczkę z nazwą 'Nowy Sącz'.
      • jita Re: Nowy Targ - Nowy Sącz 09.09.03, 11:11
        Co do Łącka i śliwowicy. Próżno szukać sklepu firmowego, bowiem pędzenie jest
        nielegalne. W sklepach jedynie można kupić puste butelki z nadrukiem. Warto
        zagaić jakiegoś starszego miejscowego pana - chętnie pokaże, w którą bramę
        trzeba wejść, by zakupić prosto z garażu ten specyfik. Ale uwaga - 70% alkoholu
        kopie mocno.

        Pozdrawiam,
        Justyna
    • mlarka Re: Najpiękniejsze drogi w Posce 2 20.10.14, 13:13
      Ostatnio miałam okazję jechać na trasie Warszawa - Berlin. Autostrada świetna. Komfortowo się podróżuje, drogi bardzo dobrej jakości.
Pełna wersja