planeta-ziemia
19.03.07, 11:44
Kilka tygodni temu wykupiłam wycieczkę Neckermanna do Maroka w biurze Holiday
Land Poznań.
Ponieważ mam małe dziecko, zależało mi na tym, żeby lot był w rozsądnych
godzinach, a hotel przyjazny rodzinom z dziećmi.
Dość dużo podróżuję i korzystam z biur podróży, więc mam porównanie co do
jakości usług, lotu, itp. Dodam też, że nie kierowałam się ceną, zależało mi
na tym, żeby odpocząć i spędzić miło czas.
Wycieczka miała miejsce w dniach 11-18.03.2007.
Pierwsza niespodzianka.
Podczas rezerwowania wycieczki dowiadujemy się, że możemy zapłącić za nią na
lotnisku ponieważ biuro nie przyjmuje (sic!) płatności kartą kredytową ani
przelewem. Jedynie gotówka. OK. Dwa dni później informacja: nie, jednak nie
możemy zapłacić na lotnisku, trzeba pieniadze przesłać do Niemiec.
Druga niespodzianka.
Po opłaceniu wycieczki, dwa dni przed odlotem dostajemy informację, że 'z
powodu awarii samolotu' lot zostaje przesunięty z godziny 9 rano na 21
wieczorem. Przylot na miejsce planowany o 1.30 w nocy. Oczywiście za późno na
to, by z wycieczki zrezygnować bądź zmienić ją na inną.
Trzecia niespodzianka:
Central Wings obsługujące tę wycieczkę - siedzenia były upchane tak, że nie
sposób było usiąść wygodnie. Dostaliśmy miejsca w ostatnim rzędzie - pomijam
możliwość odchylenia foteli do tyłu, która w ogóle nie wchodziła w rachubę -
siedzenia były pochylone DO PRZODU, dodatkowo, pani stewardesa usiłowała
upchnąć za nasze siedzenia potężne lustro jakiegoś pana, który zakupił je w
Maroku i bał się nadać je na bagaż. Próbowano przesunąć siedzenia do przodu,
żeby 'pomóc jakoś panu'. Niestety się nie udało, lustro wylądowało w luku
bagażowym.
Jako że siedzieliśmy z tyłu, byliśmy obsługiwani jako pierwsi (dodam, że lot
odbywał się o 2 w nocy). Poprosiliśmy o herbatę z cytryną. "Nie ma cytryny,
skończyła się". Zdziwieni, zapytaliśmy, jak coś się może skończyć, jeśli
ledwo co samolot wystartował. Pani stewardesa z rozbrajającą szczerością
powiedziała, że dostają tylko 20 plasterków cytryny na 150 podróżujących
osób, że to jest ich lot powrotny i że po każdym locie przekazują skargi
rozżalonych klientów swojemu szefostwu, ale to nie reaguje.
Czwarta niespodzianka.
Podczas pobytu w Maroku usiłujemy się dowiedzieć, czy lot powrotny (planowany
na godz. 14) odbędzie się zgodnie z zapowiedzią. Dostajemy odpowiedź, że tak,
ale że potwierdzenie tego dostaniemy w dzień poprzedzający wyjazd, czyli w
sobotę.
W błogiej nieświadomości żyjemy do soboty. Wieczorem znajdujemy wsuniętą pod
drzwi kartkę:
"Mili Państwo,
otrzymaliśmy wiadomość o przesunięciu lotu w dniu 18.03.07. Proszeni są
państwo o opuszczenie pokoju DO GODZ. 12. Wylot z Agadiru o godz. 1:50, w
Warszawie o godz. 7:45 (!!!!!!!!!)
I jeszcze potem info o tym, że dostajemy 'darmowy' obiad i kolację i kwotę
220 MAD (od osoby) jako rekompensatę.
Na dole informacja, że biuro, w którym można osobiście odebrać pieniadze,
znajduje się w hotelu Tivoli ( zero informacji, gdzie ten się znajduje, jak
do niego dotrzeć) i rozbrajająca info, że punkt czynny jest do soboty do
godz. 18. Przypominam, że kartkę dostajemy późnym popołudniem w sobotę, wobec
czego zareagowanie na nią jest niemożliwe (mamy małe dziecko, wróciliśmy z
wycieczki, trudno jest rzucić wszystko i gnać do jakiegoś hotelu po
pieniądze).
Dzwonimy do rezydentki, która - delikatnie mówiąc - spuszcza nas na drzewo.
Nie potrafi wytłumaczyć, skąd to przesunięcie lotu, że to nie ich wina tylko
przewoźnika, że wtedy była awaria, a teraz - niewiadomo co.
Prosimy zatem o zapewnienie nam pokoju na czas, w którym musimy zostać w
hotelu (przed nami dodatkowe 11 godzin czekania). Pani zasłania się
regulaminem i mówi, że nie może pomóc, że to leży w naszym zakresie, itp.
Płacimy zatem za dodatkową dobę - 100 Euro (za syfiasty pokój od strony
ulicy, w którym nie można swobodnie rozłożyć walizki).
Przyjeżdżamy na lotnisko. Okazuje się, że nie wystartujemy o 1:50, ponieważ
właśnie o tej wylądował samolot z Polski i musimy czekać aż zostanie
rozładowany i zatankowany. A więc przywieźli kolejnych naiwnych, ciekawe, co
im powiedzieli? Niesłowny przewoźnik? Awaria samolotu? Zła pogoda?
Startujemy z opóźnieniem, w Warszawie lądujemy o 8 rano.
Trudno opisać naszą złość, bezradność, desperację. czujemy się po prostu
oszukani, nabici w butelkę. Jesteśmy osobami pracującymi, które miały
zobowiązania od rannych godzin w poniedziałek, tymczasem dzięki Neckermannowi
wylądowaliśmy po 24 h bez snu, w tragicznych (naprawdę, ludzie, uwierzcie,
warunki w tym samolocie przypominały pociąg osobowy relacji Warszawa-Ełk w
głebokim PRL-u: porwane fotele, syf, ciasnota, dramat. Ważę 50 kg, a ledwo
mieściłam nogi pod fotelem, patrzyłam ze współczuciem na ludzi ważących
więcej, o wysokich nie wspomnę).
Na pewno nie zamierzam tego tak zostawić i płakać w rękaw.
Po prostu mam dość głupich biur podróży, które uważają, że polski obywatel to
obywatel drugiej albo piątej kategorii, którego można transportować jak
bydło. Oszukiwać go, dawać byle co, licząc na to, że jest bezradny i że nie
zareaguje, niczego nie zrobi. Podróżowałam z różnymi biurami, kupowałam
wycieczki z wylotem w innych krajach i wiem, że tam się tak ludzi nie
traktuje. Dlaczego my mamy to akceptować? Za ciężką kasę. Za dwie dorosłe
osoby i małe dziedcko zapłaciliśmy prawie 2 tys Euro, ciężko zapracowane,
które nie miały być wywalone w błoto.
Tymczasem siedzę wkurzona i piszę. Może ktoś wyciągnie z tego wnioski i uda
mu się uniknąć bezczelnego 'organizatora wakacji', który robi z ludzi kpiny.
Ludzie, nie dajmy się!
Tym optymistycznym akcentem pozdrawiam wszystkich podróżujących :-)