traveler45
03.12.08, 15:13
OPAL TRAVEL niedbale zorganizowana Brazylia Argentyna Urugwaj Paragwaj?
Pomimo tego, że wyjazd ogólnie uznajemy za udany, poniżej wypisaliśmy zastrzeżenia dotyczące organizacji wycieczki. Zaznaczamy że to co znajduje się poniżej to tylko i wyłącznie negatywy, o pozytywach nie piszemy, one niejako „z urzędu” powinny cechować taki wyjazd. Poniżej więc lista „minusów” wyjazdu z Opal Travel na trasie Argentyna Urugwaj Paragwaj Brazylia. Ocena za organizację to słaba trójka. Powody poniżej.
1. Polski pilot.
Zamiast polskiego pilota na wycieczce towarzyszył nam polski tłumacz (znajomość języka angielskiego i francuskiego, brak znajomości portugalskiego i hiszpańskiego), który jechał na trasie pierwszy raz, a w związku z tym tej trasy nie znał. Jakie były tego konsekwencje?
Jego rola sprowadzała się do tłumaczenia tego, co lokalni przewodnicy mówili po angielsku, a ponieważ lokalni przewodnicy byli różni, to co przekazywał nam polski tłumacz, który robił za pilota też było różne.
Poza tym brak bezpośredniego tłumaczenia z hiszpańskiego i portugalskiego i brak informacji „od siebie” sprawiał, że to co docierało do naszych uszu przypominało „głuchy telefon”. Jakość takich informacji często była słaba, okrojona, poprzekręcana itp.
Pani będąca naszym pilotem tłumaczem była bardzo miła, starała się pomóc, jednak pewnych rzeczy nie była w stanie przeskoczyć, ponieważ nie miała doświadczenia na tej trasie. Sama nie do końca znała możliwości np. zagospodarowania wolnego czasu w danym miejscu, przez co ten wolny czas jak np. w Iguassu, gdzie pół dnia przesiedzieliśmy w hotelu oddalonym o 7 km od miasta, był marnowany.
2. Organizacja wyjazdu - Brak szczegółowego planu wycieczki.
Jako uczestnicy otrzymaliśmy plan , który w zasadzie niczym nie różnił się od ogólnie dostępnego planu ze strony internetowej, nie został uszczegółowiony i chyba od jakiegoś czasu nie był aktualizowany. Nie otrzymaliśmy szczegółowych rozkładów dnia, w związku z tym nie mogliśmy się do poszczególnych dni odpowiednio przygotować.
W praktyce taki dzień w ogóle nie był zaplanowany i zgadzał się z opisem jedynie w zarysie. Wyglądało to tak, że rano spotykaliśmy się z lokalnym przewodnikiem i nasz przewodnik-tłumacz, który był naszym pilotem dowiadywał się, co będziemy robić klecąc niejako na kolanie plan zwiedzania i „docierając się” z lokalnym przewodnikiem. Ponieważ pilot-tłumacz jechał na trasie pierwszy raz, mimo szczerych chęci nie był w stanie np. doradzić gdzie zjeść dobrze i tanio, jaką imprezę fakultatywną wybrać, jego rola sprowadzała się do przekazywania tego, co do zaoferowania ma nie zawsze dobry i nie zawsze tani lokalny przewodnik na zasadzie: „bierz co proponuje, albo organizuj sobie czas sam”.
Przykładowe zwiedzanie Buenos Aires – dzień pierwszy. Oglądając już dość długo miasto zza szyb autobusu ze zdziwieniem dowiedzieliśmy się, że nie ma czasu na to żeby odwiedzić cmentarz Recoleta i że również ten cmentarz obejrzymy sobie „po japońsku” czyli nie wysiadając, bo „nie ma czasu” . Po protestach grupy i po tym jak pani tłumacz-pilot zerknęła do planu i stwierdziła że rzeczywiście ten cmentarz w planie jest, po negocjacjach z lokalnym przewodnikiem wysiedliśmy i zwiedziliśmy cmentarz. W samym Buenos Aires niedociągnięć organizacyjnych było więcej. Nasz plan zwiedzania praktycznie układany „na żywo”, wcześniej nie był dograny, a Buenos Aires zwiedziliśmy „na szybko”, „po łebkach” i nie tak jak powinniśmy. Nie zatrzymaliśmy się np. przy pomniku – kwiecie symbolu Buenos Aires. Widzieliśmy zza szyb autobusu, ale to nie to samo.
3. Wymiana dolarów na reale w Brazylii
Nikt nie potrafił grupie zorganizować korzystnej wymiany dolarów na brazylijskie reale. W sklepach można było płacić dolarami, ale traciło się na tym sporo. Kiedy kurs oscylował w granicach 2,30 – 2,40 za reala, sklepy oferowały 2,00, a nawet 1,90. Podobnie hotelowe recepcje.
Lokalni przewodnicy również nie byli zainteresowani zaprowadzeniem nas w miejsce gdzie kurs chociażby zbliżył się do 2,20. Sami na nas zarabiali i wymieniali nam reale po kursie 2.00, mimo że za rogiem (jak się później okazało) w kantorze kurs wynosił 2,20 – czyli był niemal 10% korzystniejszy. Nasz polski pilot nie był w stanie pomóc ani doradzić, bo w tej materii nie orientował się w ogóle (początkowo twierdził że kurs dolara to 7-8 reali) W konsekwencji nieświadomi ludzie pozamawiali w restauracji jedzenie ciesząc się, że jest tak tanio (wydawało im się że dolar to 7-8 reali, w rzeczywistości były to tylko dwa reale)
4. Imprezy fakultatywne.
Ceny nie był aktualne, poza tym w planie który otrzymaliśmy nie było wszystkich dostępnych imprez fakultatywnych, a było też i tak że płaciliśmy za jakąś imprezę a byliśmy prowadzeni na inną.
Rio de Janeiro. Do wyboru wieczorem była Brazyliana lub Samba Show. Ponieważ poprzednio widzieliśmy już i pokazy capoeiry i tańce kobiet z Bahii i coś na kształt folkloru brazylijskiego i popisy Gaucho z bolo i tango, bardzo szczegółowo pytaliśmy o brazylianę i sambę w Rio, żeby nie oglądać któryś raz z rzędu tego samego za 95 USD bez kolacji 120 USD z kolacją. Wszyscy zdecydowali się na Samba Show (wiadomo jak Rio to i samba) i odpuścili sobie brazylianę.
Poza tym gdzie jak gdzie ale w Rio Samba Show miał stać na najwyższym poziomie. To co otrzymaliśmy było mocno rozczarowujące. Pomijając już to, że zamiast 3 godzin były niecałe 2, że tytuł tego na co poszliśmy to nie było ani Samba Show ani nawet Brazyliana, tylko jakiś mix dla turystów z folklorem w nazwie (nie pamiętam już dokładnie tytułu), poziom tego przedstawienia był knajpiano – biesiadny. Przed występem jakieś dziewczę przez pół godziny odbijało piłkę na scenie. Samby było tam może z 40 min, reszta to były biesiadne zawodzenia publiczności, integrowanej przez konferansjera na zasadzie (Rosjanie niech wejdą na scenę i zaśpiewają Kalinkę). Nie mam nic przeciwko takim imprezom, jeżeli ktoś świadomie się na nie wybiera, ale my płaciliśmy 95 USD za Sambę, a nie imprezy integracyjne rodem z domu spokojnej starości.
I znowu zawiniła nieznajomość trasy przez pilota. Gdyby był już na trasie i na tych showach, wiedziałby jak doradzić na co pójść, a tak mimo szczerych chęci nie był w stanie powiedzieć i przestrzec nas przed tym nudnym i drogim knajpianym pokazem. 100 USD od głowy poszło więc w koszty.
5. Paragwaj. W tytule wycieczki na stronie Opal Travel widnieje nazwa PARAGWAJ. Jak dowiedzieliśmy się na miejscu, na rozpiskach wycieczki, które otrzymaliśmy mailowo, PARAGWAJ znajduje się w nawiasie, ponieważ do Paragwaju nie wiedziemy, ale „będzie go przez chwilę widać”.
Wiemy, że do Paragwaju, a konkretnie do paragwajskiego Ciudad del Este będącego strefą wolnocłową organizowane są wypady fakultatywne podczas pobytu w Iguassu. To „standardowy” punkt do zaliczenia podczas pobytu przy tamie ITAIPU. Niestety nasza wycieczka nawet fakultatywnie za dodatkową opłatą nie otrzymała możliwości odwiedzenia Paragwaju podczas pobytu w Iguassu, umieszczanie go więc w reklamówkach wycieczki na stronie internetowej, niezależnie od tego czy to w nawiasie, czy bez nie jest uczciwe.
Na tej samej zasadzie Opal mógł rozszerzyć reklamę wycieczki o Francję i Wyspy Kanaryjskie i tłumaczyć zdziwionym turystom zawiedzionym brakiem odwiedzenia wyżej wymienionych miejsc tym, że przecież nad Kanarami lecieliśmy i „było je widać” , a w Paryżu się przesiadaliśmy, dlatego były „w nawiasie”.