misia.m
20.03.05, 17:10
Miałam kiedyś panią ,która przychodziła do nas do pracy i przyjmowała
zamówienia na kosmetyki.
Typ-kobieta która równie dobrze mogłaby był handlarą na bazarku.
Ale pomyślałam sobie, kobiecina robi co może ,żeby parę groszy zarobić a ja i
tak lubie coś od czasu do czasu z Oriflame sobie zamówić.
Z biegiem czasu się zmieniła.Zaczęła mi zaokrąglac ceny przy zapłacie, no
niby to było 10, 20 groszy,ale jak sprawdziłam w domu ceny, to się w koncu
wkurzyłam!
Zadzwoniłam na infolinię, poprosiłam o kogoś kompetentnego.
A i owszem,przydzielono nam bardzo sympatyczną i słowna panią w średnim wieku.
Tylko z czasem zaczęła coraz natarczywiej namawiać mnie i koleżanki na
przyłączenie się do ORI.
W końcu zainteresowała się tym moja sąsiadka, ja nie mam ochoty być
konsultantką, uwielbiam byc klientką.
Panie wstępnie umówiły się ze sobą na kontakt, rozmawiały telefonicznie.
Swoje ostatnie zamówienie z marcowego katalogu złożyłam już pod koniec
lutego, moja "jeszcze " konsultantka nie pojawiła się z nim do dnia
dzisiejszego, pewnie liczy ,że wyręczy ją moja znajoma- tylko ona chyba i tak
się nie podejmie konsultanctwa w Ori.
"Moja " jest podobno bardzo wysoko w hierarchi Ori,szczyciła się tym w
niejednej rozmowie.Ja poczułam się "olana", bo podesłałam jej kandydantkę na
sponsorowanie.
Straciłam zaufanie do ludzi tu pracujących, widac na górze najmniej szanuje
się klientki.