a jesli NIGDY sie nie uda?

11.09.09, 14:00
bo ja powoli dochodze do tego momentu... 40tka. 4 nieudane ICSI.
Co mozna zrobic, zeby dalej dobrze zyc?
    • 1elmo Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 11.09.09, 14:21
      a może sie uda ? smilei tego Ci z całego serca życzę.ja po dziewięciu
      latach "czekania" ciągle mam nadzieję.....są tylko chwile kiedy ją
      tracę.
      • edytka8080 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 11.09.09, 14:27
        też ja dziewięć lat walcze
        • 1elmo Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 11.09.09, 14:29
          edytka8080 napisała:

          > też ja dziewięć lat walcze

          a jaki u Ciebie jest problem z zajściem w ciążę ?
    • kotzmiot Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 11.09.09, 17:44
      Nooo, to jest pytanie. Wiesz... dobrze życ można na wiele sposobów, można odpuścić leczenie i pogodzić się z bezdzietnością- przecież pary bez dzieci nie muszą być do końca życia nieszczęśliwe, jeśli się chce można zrobić w życiu tyle dobrego. Innym wyjściem jest dalsza walka, do momentu kiedy to lekarz stwierdzi, że już nie ma sensu, albo przyjdzie ten wiek kiedy po prostu już będzie za późno. Trzecim rozwiązaniem (my je wybraliśmy)jest zaakceptowanie braku dziecka biologicznego i adoptowanie- droga trudna ale prowadzi do bycia rodzicem. Każdy musi sam wiedzieć co jest dla niego dobre i co da mu szczęście. Życzę znalezienia odp. na wszystkie nurtujące pytania, pozdr kotzmiot
      • hanna26 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 14.09.09, 00:35
        To prawda, każdy musi sam dojść do odpowiedzi na to pytanie. Jak
        wyobrażam sobie swoje dalsze życie za X lat. Można żyć bez dzieci,
        można czymś innym wypełnić swoje życie, można zacząć zastanawiać się
        nad adopcją. My, gdyby nam się nie udało, zaadoptowalibyśmy. Ale to
        my, każdy jest przecież inny.
        • anitaja Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 14.09.09, 16:36
          są dwa wyjścia:
          -bezdzietność
          -adopcja
          my zdecydowaliśmy się na to drugie, ale każda z opcji musi być
          świadoma i przemyślana.
          Życzę odpowiedzialnej i mądrej decyzji smile
          • grosik68 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 14.09.09, 17:31
            A jezeli nigdy sie nie uda, to pozostaje adopcja lub zycie bez dzieci. Jako ze
            moja lepsza polowa na adopcje sie nie mogia/nie chciala zdecydowac (a ja uwazam,
            ze do takiej decyzji nikogo nie mozna zmusic), to nas zostalo dwoje. Musielismy
            od nowa zaplanowac nasze zycie, zaczac od nowa ze swiadomoscia, ze bedzie nas
            dwoje. Ja jestem w stanie z tym zyc.
            • lusiasia Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 15.09.09, 06:34
              trudne pytanie, ktore zadaje sobie obecnie kazdego dnia...

              moi bezdzietni znajomi, walka od 6 lat, zdecydowali sie chyba na rozwod
              nie tylko przez to ze nie maja dziecka, zycie we dwoje, bez dziecka nie jest
              proste, jest inne i nie kazdy do tego pasuje

              ja z moim mezem nie mamy za bardzo szans ani na dalsze leczenie ani na adopcje,
              i nie wiem tez czy mamy szanse na zycie tylko we dwoje
              owszem moj maz zgadza sie na adopcje, bo jak to ostatnio powiedzial skoro tak
              bardzo chce..
              no wlasnie, tak bardzo to ja chce tylko jednego, zebysmy chcieli tego samego i
              dazyli do tego z ta sama sila
              ale widocznie to jest niemozliwe
              gdyby to bylo mozliwe, pewnie tez byloby mozliwe zycie we dwoje
              ale rozne pragnienia i potrzeby bardziej niszcza niz brak dziecka
              pradoksalnie
              • grosik68 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 15.09.09, 12:05
                Wlasnie sie zastanawiam, co jest trudniejsze do zniesienia, czy
                > owszem moj maz zgadza sie na adopcje, bo jak to ostatnio powiedzial skoro tak
                > bardzo chce..
                czy tez NIE mojego meza do adopcji, bez wzgledu na to jak bardzo ja pragnelabym dziecka? Trudno jest zyc z taka bezwzglednoscia. Ja przeszlam przez ciezka depresje, jej powodow bylo wiele.
                Ale zostalismy razem, bo chcielismy, choc powodow do rozstania tez by sie wystarczajaco duzo znalazlo.
                Rzeczywiscie nie jest latwo zyc tylko we dwoje. Powodow tej trudnosci jest wiele, najprostrzym jest niespelnione pragnienie macierzynstwa i rozczarowania z tym zwiazane, bez dzieci koncza sie szybko tematy do rozmowy, tresci zycia w ogole. Pozostaja tylko dwie osoby, ktore musza samymi soba wypelnic wspolne zycie, wspolna codziennosc, wieczory, weekendy, ulopy i swieta.
                Trudne, ale mozliwe. Trzeba wtedy umiec skupic sie na pragnieniach drugiej osoby, czerpac radosc ze sprawiania mu radosci, idealnie byloby, gdyby on robil to samo. Ach... wiele rzeczy trzeba robic inaczej, ale przede wszystkim nie skupiac sie na deficytach tego zycia, ale na jego dobrych stronach. A jesli ich malo, to trzeba zadbac o to, zeby ich bylo wiecej.
                Pozdrawiam i zycze nam wszystkim niespelnionym duzo sily.
                • kotzmiot Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 15.09.09, 14:29
                  To musi byc cholernie ciężka sprawa jeśli jedno chce adoptować a drugie zupełnie nie. Już wolałabym sytuację kiedy partner robi to troche dla mnie, bo myślę, że w trakcie kursu i czekania na dziecko wiele wątpliwości się rozwiewa i człowiek się już tak nie boi. Najstraszniejsze jest to czego nie zanamy. Codziennie dziękuję, że mój mąż ma otwarte serce na bycie rodzicem i nie ważne czy biologicznym czy adopcyjnym. Pozdr, kotzmiot.
                  • grosik68 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 15.09.09, 15:47
                    To jest bardzo ciezkie, zwlaszcza ze to niby madry i wyksztalcony czlowiek. W
                    zasadzie moj maz jest szalenie cierpliwym, dobrym i hojnym czlowiekiem, a w tym
                    przypadku jest tylko bezwzglednym facetem i upartym oslem.
                    Ale to raczej nie jest temat tego forum.
                    Pozdrawiam serdecznie.
                    • rodzynka_a Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 15.09.09, 22:16
                      grosiku68 i lusiasia - aż mi łzy popłynęły jak przeczytałam wasze
                      wypowiedzi. Ja dojrzewam do myśli o adopcji, bo 40-cha za chwilę na
                      karku, kilka lat leczenia bez efektów. Ale czuję, że mojej drugiej
                      połowie będzie b.cieżko podjąć taką decyzję. Dlaczego to wszystko
                      jest takie trudne..
                      • grosik68 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 16.09.09, 10:18
                        Tez dlugo sie nad tym zastanawialam, dlaczego to wszystko jest takie trudne.
                        Niestety na te pytania nie dostajemy odpowiedzi. To moze raczej temat innego
                        watku typu niespelnienie, depresja, pustka i brak perspektyw i inne beznadzieje.
                        Ale nawet jak sie nigdy nie uda, to trzeba jakos trwac dalej; jezeli jest taka
                        mozliwosc to adoptowac malenstwo, kochac siebie i swiat i wybaczyc losowi ta, w
                        zasadzie nie wybaczalna, pomylke.
                        Pozdrawiam i zycze duzo sily i wytrwalosci.
                        • lusiasia Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 17.09.09, 06:31
                          u mnie adopcja to dlugi proces (okolo 5 lat czekania i zadnych 100% ze dziecko
                          sie znajdzie)
                          ja znam swojego meza, on sie zgadza na adopcje bardzo teoretycznie, tzn podpisze
                          dokument i moze czekac, ale nie zgadza sie juz na chodzenia na kurs, terapie i
                          inne przygotowanie, na ta aktywnosc,
                          otwartosc, odpowiedz na trudne pytanie np dlaczego chce adoptowac itd
                          on mi caly czas powtarza ze moze zyc bez dziecka i to jest jego wyjscie
                          szkoda tylko ze ja nie moge...
                          • aurita Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 17.09.09, 07:33
                            grosik, lulasiu, przytulam was mocno
                            wielu ludzi ktorzy zrobili niesamowicie duzo dobrego dla dzieci nie mieli
                            wlasnych: np Korczak.

                            Nam sie udalo ale gdyby nie to moj maz mialby chyba problem z adopcja, a szkoda
                            bo fajnie umie sie zajmowac dziecmi.
        • ikakole Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 17.09.09, 12:30

          My tez walczymy dziewiec lat. Dwa nieudane podejscia icsi i
          jedno imsi . Wlasciwie to juz sie zdecydowalismy na adopcje
          mamy tylko taki problem ze przebywamy za granica . Ja mamm
          33 lata i niechce juz dluzej czekac . Nasz dom jest
          strasznie pusty a przyjelismy taka teze nawet jesli kiedys
          uda mi sie zaciazyc to przeciez od przybytku glowa nie
          boli i tak chcielismy miec wiecej dzieci .Pozdrawiam
          serdecznie .
          • lusiasia Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 19.09.09, 13:16
            ja tez mieszkam zagranica i probuje narazie bezskutecznie przekonywac swojego
            meza ze powinnismy wrocic do polski i adoptowac

            tutaj sie ludzie decyduja na przeprowadzki nawet do Azji, a ja jestem polka to
            przeciez nie moze byc to takie trudne mieszkac w Polsce, nawet jak bedziemy miec
            mniej pieniedzy
            co mi z tych pieniedzy tu, jesli wszystko i tak pojdzie dla panstwa?

            ale moj maz jest nieugiety, uwaza ze nie bedzie mial pracy i pieniedzy i nie
            chce nawet sprobowac

            czasami juz nie chce mi sie prosic i tlumaczyc,
            przyjdzie taki dzien ze powiem sobie dosc i wroce sama, i moj maz bedzie mogl
            wtedy wybierac, czy chce miec piekne, puste mieszkanie i te pieniadze
            czy mnie z wiekszymi mozliwosciami na dzieci (adopcje)
            • grosik68 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 19.09.09, 14:09
              To juz jest nas trzy za granica nieplodne i samotne z facetami, ktorzy bardziej
              dbaja o swoja kariere niz o nas. Gdzie jestescie dziewczyny? Moze blisko siebie
              jestesmy? Ale to by bylo zbyt piekne, zeby ktos byl w Szwajcarii blisko Bazylei smile
              Pozdrawiam serdecznie.
              • lusiasia Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 20.09.09, 07:55
                troche dalej
                tu u mnie jest duzo Polek ktore maja "zagranicznych" mezow i po 2-3 dzieci, ale
                nie znam w sumie tu nikogo kto by mial taki problem, mojego meza koledzy tez
                maja po 2-3 dzieci, niektore juz sa w szkole
                ale znam w Polsce ludzi walczacych z nieplodnoscia i czytam artykuly, ktore tu
                mowia o co 6 parze walczacej o dziecko
                swiat oszalal, jedni maja po 6 dzieci a drudzy wcale,
                i ci klepia biede a ci drudzy sie bogaca nie wiadomo po co



                • ikakole Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 20.09.09, 15:20
                  Ja mieszkam we Francji , niestety powrot do Polski bedzie
                  niemozliwy poniewaz maz jest zangazowany praca w swojej
                  firmie . Planujemy adoptowac dziecko na Ukrainie .
                  • lusiasia Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 20.09.09, 18:49
                    u mnie nie ma nawet podpisanej umowy z ukraina, zeby adoptowac legalnie dziecko,
                    tak samo jak z Polski (ostatnie adoptowane dziecko, bylo zgodnie z statystyka
                    okolo 5 lat temu)
                    z Rosji np mozna adoptowac dziecko powyzej 6 roku zycia,
                    tutaj sie rozwinela adopcja z Azji, oprocz wszystkich wymagan glownie
                    finasowych, czekanie okolo 3-5 lat
                    a ja nie jestem nawet pewna czy nie zrobie dziecku z Azji krzywdy, sprowadzajac
                    go to tak nietolerancyjnego kraju...
                    • grosik68 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 20.09.09, 21:35
                      No wlasnie, to jest problem z ta nietolerancja... Myslac o powrocie do Polski
                      bardzo mocno bym sie zastanawiala. Ale ja i tak mam to za soba. Bedzie nas dwoje.
    • alice25 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 20.09.09, 22:24
      Grosik68, ja mieszkam w okolicach Bazylei. Jesli masz ochote ,
      odezwij sie alice25@gazeta.pl

      Pozdrawiam
      • coldsong Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 21.09.09, 09:46
        Jestem w podobnej sytuacji - ale mieszkam w kraju i juz jestem po
        szkoleniu adopcyjnym. Czekamy na dziecko. Jak wiadomo moze byc
        roznie z tym czekaniem - rok, dwa lata lub dluzej. Ale nie o sobie
        chcialam pisac.
        Moim zdaniem mozna pogodzic adoptowanie dziecka w Polsce z
        mieszkaniem zagranica. Trzeba byłoby miec tylko jakies mieszkanie
        tutaj - tak by ludzie z osrodka je zobaczyc i wpisac w dokumentach,
        ze sa odpowiednie warunki do wychowywania dziecka. Wiadomo, ze
        trudno byloby to zrobic w odniesieniu np. do mieszkania w Bazylei -
        nikt sie tam nie wybierze.
        Byla taka jedna para z Niemiec, ale rownoczesnie z rodzinnym domem w
        Polsce. Chyba wspominali, ze chca docelowo zamieszkac w Polsce, ale
        poki co mieszkaja w Niemczech. Po prostu dojezdzali na szkolenia
        (odbywaly sie co dwa tygodnie w sobote, czasami co trzy - w sumie
        bylo 8 spotkań, trwalo to ok. 3,5 miesiaca - same szkolenia).
        Wczesniej jedna wizyta w celu zapisania się i wypełnienia testów
        psychologicznych, no i wspomniana wizytacja. To wszystko.
        Przynajmniej u mnie w osrodku tak to wygladalo.
        Trzymam kciuki i moze przekonajcie mężów, że warto spróbować. Takie
        szkolenie jest dobre dla samych małżonków, potem jest b. dużo czasu
        na oswajanie się z myślą o adopcji, poznaje się ludzi w podobnej
        sytuacji - nie w sieci, a w realu. Poza tym zapisanie się na
        szkolenie nie oznacza, że nie można się potem wycofać - jeśli mąż
        nadal będzie miał wątpliwości. Nie trzeba sie decydowac nawet
        wowczas, gdy ośrodek zaproponuje konktetne dziecko - jest pierwsze
        spotkanie zapoznawcze, po ktorym i potencjalni rodzice - (i dziecko,
        jesli jest juz wieksze) moze sie okazac, ze nie ma "tego czegos" i
        adopcja bedzie nieudana, wiec nie ma co sie w to pakowac.
        I jeszcze jedna informacja. Po 40-stce trudniej dostac dziecko do 3.
        roku życia, które - ponoc - łatwiej sie wychowuje.
        Pozdrawiam i zycze powodzenia
        • grosik68 Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 21.09.09, 12:14
          Ja nie wiem, jak sie teraz sprawy maja z adopcja zagraniczna, jakie sa przepisy
          itd. Ja jestem pracownikiem socjalnym i 18 lat temu mialam praktyki w Domu
          Malego Dziecka przy Nowogrodzkiej w Warszawie. Wiem, ze wtedy byly tez
          przeprowadzane adopcje zagraniczne, rodzicami adoptujacymi byli Polacy
          mieszkajacy za granica, wywiady byly przeprowadzane przez instytucje w kraju
          zamieszkania. Niemozliwe to nie jest, warto by sie dokladnie dowiedzec, chociaz
          moglo sie teraz duzo zmienic.
          Ja wtedy jako mloda dziewczynka stalam po drugiej stronie.
          Pozdrawiam i zycze powodzenia.
    • thazin Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 21.09.09, 20:37
      Witam
      Ja jak wlasciwie sie pogodzilam, ze moge nie donosic nigdy ciazy (moim problemem
      byla immunologia i 4 poronienia), i zaczelam tez myslec o adopcji to znalazlam
      dobrego lekarza i jakos to poszlo potem z gorki..
    • melaniakb Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 22.09.09, 20:44
      Bardzo sie ciesze, ze tu trafilam chociaz oczywiscie wolalabym, zeby
      nikt nigdy nie musial tworzyc takich watkow. Ciesze sie bo nagle
      czuje, ze nie jestem sama. Sytuacje mam w zasadzie identyczna, 40 na
      karku, zycie (bardzo samotne) poza Polska, maz nie chce miec
      dzieci...
      Nie wiem co robic. Od jakiegos czasu mysle o rozwodzie ale przeciez
      to niczego nie zmieni. Zabrzmi to pewnie bardzo "biologicznie" ale
      przeciez wiem, ze teraz raczej nie mam juz szans na szybkie poznanie
      kogos innego kto by akurat chcial tego samego co ja.

      O adopcji nie mysle, z roznych powodow ale ostatnio wpadlam na taki
      pomysl, zeby zaczac finansowo pomagac dzieciom, ktore tego
      potrzebuje, musze tylko poszperac by znalezc jakas dobra fundacje. W
      koncu jak ktos wspomnial wczesniej - lepiej srodki przeznaczac na
      cos z czym sami czujemy jakis emocjonalny zwiazek niz zeby kiedys
      przejelo to panstwo.

      Smutne to wszystko. Czasami zastanawiam sie dlaczego tak mi sie w
      zyciu ulozylo? Moze odpowiedz kiedys nagle sama sie pojawi?
      • lusiasia Re: a jesli NIGDY sie nie uda? 24.09.09, 19:48
        caly czas mysle, ze trzeba walczyc, trzeba sie z tym ze moze nigdy nie bedzie
        dziecka godzic, i tym samym miec na oku inne alternatywy

        ja wczoraj dostalam telefon z kliniki, ze po dlugim czasie czekania, moge sie
        szykowac na adopcje "komorki jajowej" od dawczyni
        narazie sie nie znalazla, ale chca moje dane na temat cyklu itp
        zaprosili nas na terapie, a moj maz mowi mi nie, tlumaczy ze nie lubi terapii,
        ze nie chce miec dziecka z inna kobieta, ze i tak sie nie uda
        nie reaguje i zapisalam nas na terapie i podalam dane na temat cyklu
        moj maz nie moze sie tak zachowywac.. musi to zrozumiec, albo niech sobie
        znajdzie kogos innego, kto mu urodzi normalnie dziecko
Pełna wersja