za bardzo sie staramy? /dlugie

03.12.09, 09:45
bardzo zastanawia stwierdzenie, ze jezeli sie staramy, to nic z tego nie
wychodzi. Ze mamy wyluzowac. Takie komentarze przewijaja sie tutaj, jak i w
zyciu. I nie ukrywam, denerwuja mnie tylko!

Czyli co - mamy sie nie starac? Nie leczyc sie? A kto wtedy za nas to zrobi?
Sila nas zaciagna na laparoskopie, udroznia jajowody, przebadaja tarczyce,
endometrioze, zapalenia, nasienie partnera? Mamy sie po prostu wyluzowac i
zaskoczymy?

i kolejna sprawa - zrownywanie nieplodnosci idiopatycznej do nieplodnosci
wynikajacej z blokady psychicznej. Przeciez idiopatyczna oznacza tylko, ze nie
mozna zdiagnozowac przyczyny, a moga nimi byc: np. wadliwa budowa komorek
jajowych, problemy z jej transportowaniem, z zagniezdzeniem zarodka, itd. Wiec
dlaczego to mialoby byc bardziej psychicznie uwarunkowane niz niedrozne
jajowody czy zle parametry nasienia??

Owszem, kobieta czy mezczyzna w stresie moga miec problemy z poczeciem i
donoszeniem zdrowego dziecka. Ale czy my naprawde mamy w zyciu codziennym taki
stres jak kobiety na wojnie, w czasach glodu, gwalcone? A one zachodzily w
ciaze. Stres ma wplyw na plodnosc, ale bez przesady, typowa Europejka, nie
jest w dramatycznej sytuacji!

To nie nasz stres wywoluje nieplodnosc, ale nieplodnosc stres! I to dopiero
nie pomaga w staraniach! wiec rozwiazaniem tego problemu jest wyleczenie tej
choroby lub pogodzenie sie z choroba.

Wiele z nas chetnie poszlo po wsparcie, takze psychologicznie, kiedy juz sobie
nie radzily. I wtedy widzicie, ze depresja to nie jest tylko codzienny smutek
wynikajacy z leczenia, braku dziecka.

Wiec dlaczego jestesmy ciagle atakowane tym, ze mamy sie wyluzowac, ze mamy
blokady psychiczne! Nie stresujcie nas wiecej, pomozcie kiedy naprawde jest
pomoc potrzebna, wysluchajcie, a nie obwiniajcie nas, ze nie mozemy zajsc w
ciaze bo sie stresujemy!
Stres jest niezdrowy, ale w odpowiedniej dawce motywuje do dzialania, czyz nie??

Jestesmy determinowane, prowadzimy zdrowy tryb zycia, przechodzimy przez
trudna chorobe, ale jednak przez wiele lat dajemy sobie rade! i wiekszosc z
nas doczeka sie upragnionego dziecka. Takie sa statystyki, to sa potwierdzone
badania naukowe!

A w psychologii nadal nie ma 100% zgody jaki jest zwiazek stresu na poczecie w
nieplodnosci. Sa takie, ze nie ma zbyt duzego i ze nie mozna tego udowodnic.
Autorzy badan sugerowali, ze madrzej jest nas dodatkowo nie stresowac, skoro
nie mozna faktycznie naukowo udowodnic tej relacji i nam pomoc.
    • bluemka78 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 03.12.09, 09:59
      Tez jestem takiego zdania farlinko.
      Najbardziej denerwowaly mnie teksty mojego gina, do ktorego neistety
      za dlugo chodzilam, ze to widocznie psychika i powinnismy wyjechac
      na dlugie wakacje, nie na tydzien, bo to nie pomoze. Tak jego
      zdaniem najlepiej byloby jakbysmy rzucili prace i wyjechali na pol
      roku na safari chyba, nie myslelibysmy o tym "stresujacym" poczeciu
      i na pewno by sie udalo. Tak gorzej jakby sie nie udalo, a po
      powrocie nie byloby juz za co isc do kliniki ;/
      Dopiero w klinice uzyskalismy fachowa diagnoze, byc moze nie jest to
      jedyny nasz problem, ale jakis punkt zaczepienia sie znalazl. Teraz
      zyjemy w nadziei, ze in vitro sie uda.
      Czesto pisze sie, ze pierwsze dziecko bylo poczete metoda in vitro,
      a drugie udalo sie normalnie. Ale przeciez wiele schorzen u kobiety
      przechodzi po ciazy, np. lekkie problemy z endometrioza, czesto
      problemy hormonalne, ktore maja wplyw praktycznie na wszystko co sie
      w naszym ukladzie rozrodczym dzieje. Czasami okazuje sie, ze
      partnerom poprawia sie nasienie po urodzeniu pierwszego dziecka,
      mozliwe ze to koniec ich stresu, a mozliwe, ze zupelnie inne
      przyczyny. To sa tylko domysly i byc moze przypadki. Zreszta nawet
      jak stwierdzone sa niskie parametry nasienia to nie oznacza to
      bezplodnosci meskiej. Jedynie problem z zajsciem w ciaze, nie jest
      wcale wykluczona ciaza naturalna. Problem polega na tym, ze my nie
      chcemy czekac w nieskonczonoc, czy nam sie jednak uda czy nie.
      • farlinka Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 03.12.09, 10:08
        no wlasnie - to tez jest prawda, ze my tez mamy szanse zajsc naturalnie, ale
        moze to trwac wieeele lat. Hehhe, najlepsze sa tego typu komentarze: "zona
        kolegi kuzyna znajomego to po 8 latach zaszla naturalnie!" (zawsze to jest ktos
        daleki, kto bardzo dlugo sie staral i NATURALNIE sie udalo)
        No gratuluje, co za pocieszenie, nie mam sil tyle lat sie starac, bo jezeli jest
        medyczny problem (np. endometrioza), czy nawet nasz wiek, to 7 lat czekania nie
        pomoze!

        kurcze, szkoda ze ludzie nie umieja po prostu powiedziec: "przykro mi, jak moge
        pomoc? sluze rozmowa"?
        • greennadia79 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 03.12.09, 10:53
          farlinka, zgadzam się z tobą w 100%. Bardzo dobrze to
          wszystko ujęłaś.
          Najgorsze jest gadanie a "koleżance mojej koleżanki siostry udało
          się naturalnie po 5 latach starań i nawet się nie leczyli tylko
          czekali"\
          No szlag jasny człowieka trafia!
          Jak można tak mówic komuś kto ma problem z połodnością i tak bardzo
          pragnie dziecka. Tzn. ze musi odczekac kilka lat???? Przeciez w tym
          czasie to mozna kompletnie ześwirować i zestarzeć a na to już nie ma
          rady. Niecierpię takich beznadziejnych niby pocieszeń.
          a przecież tak łatwo poprostu porozmawiać i starac się zrozumieć tą
          osobę w potrzebie.Tego oczekuję ale rzadko kiedy (nigdy) spotykam
          sie ze zrozumieniem.
          Dziewczyny walczcie o swoje i pomagajmy naturze, która ostatnio się
          troszkę rozleniwiła.
          pzdr.
          • karolina.and Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 03.12.09, 12:05
            Prawda jest taka Drogie koleżanki że większość nas musi się długo
            leczyć zanim dojdzie do in vitro czy chodzby do inseminacji a
            czekanie wcale nie jest dobre bo nikt nam nie gwarantuje że skoro
            odczekamy np 7 lat to uda sie bądz nie ja mam ZPJ i bardzo wysokie
            hormony męskie żeby je obnizyć do minimum zajścia w ciąże obniżałam
            je rok a leczę sie juz 4ipól roku mam 26 lat a lekarz powiedział ze
            obnizić się to da tylko do ok 27 roku zycia potem jest już bardzo
            ciężko więc moje zdanie jest takie trzeba robić wszystko i to jak
            najszybciej zeby sobie kiedyś nie zażucić czy aby zrobiłyśmy
            wszystko i tak jak trzeba aby mieć swoje maleństwo.życzę wytrwałości
            i cierpliwośći bo wiem jak czasami jest ciężko.POWODZENIA DZIEWCZYNY!
    • ochra Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 03.12.09, 14:07
      Właśnie tak trzeba, bardzo się starać i nie odpuszczać!
      • dagmara-k Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 03.12.09, 14:18
        dokladnie tak! kazde twoje zdanie mi sie bardzo podoba i podpisuje sie pod nimi.
        gdybym sobie olala leczenie mialabym juz pewnie duzo dzieci, w niebie gdzies.
    • lesny_drobiazg Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 10:03
      Farlinka, wyraziłaś w swojej wypowiedzi dokładnie to co myślę!
      Jestem nowa na forum, ale wcześniej je podczytywałam. Masz rację, co
      z tego, że ta czy tamta starała się 10 lat i w końcu jej się udało.
      Ja staram się 2 lata, mam 32 i się nie udaje! Nie mogę czekać
      kolejnych ośmiu, zresztą... na co tu czekać?! Każdy przypadek jest
      inny. A tutaj nic, tylko słyszę od męża, mamy, teściowej: "odpuść,
      nie przejmuj się, po co się tak stresujesz, jak będziesz się tak
      stresowała, to nigdy się nie uda". No to co mam do cholery robić?!
      Stres, proszę bardzo, na pewno utrudnia. Bo podwyższa PRL. A u mnie
      PRL jest w normie. Nawet lekarka z Invimedu mówi żeby dać sobie na
      luz, pojechać na wakacje (byliśmy nie raz!), odpuścić. Jedyne co
      potrafiła stwierdzić, to niepłodność idiopatyczną, bo wszystkie
      wyniki są w normie. I te jej sugestie, że się uda, jak odpuszczę!
      No, albo zrobimy IVF, tylko muszę się zdecydować przed 35 rokiem
      życia. A nawet IUI wcześniej nie proponowała. Po prostu nie wiem co
      mam dalej robić sad
      • farlinka Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 10:23
        Lesny_drobiazg, my tez mamy idiopatyczna wlasnie, i prawie 3 lata staran. Ale my
        mamy o tyle to szczescie, ze tu gdzie mieszkamy lekarze robia w takich jak nasz
        przypadku stymulacje owulacji, IUI, a pozniej IVF. Moze skonsultuj Wasza
        sytuacje z innym lekarzem? dla swietego spokoju?

        Mysle ze same musimy wiedziec, czuc, kiedy potrzeba jest pomoc psychologa, bo
        stres moze sie kazdemu wymknac spod kontroli. Ale ja tez uwazam, ze rady "odpusc
        sobie", sa nietrafione. Czy komus choremu na raka mowi sie: "odpusc sobie,
        wyjedz na wakacje"??? Jemu stres tez nie pomaga. A czemu choremu na nieplodnosc
        sie tak radzi?

        Jasne, robie wszystko co moge zeby zycie bylo normalne, ale jest, jezeli mam
        uprawiac seks z mezem wtedy kiedy lekarz zdecyduje, a nie kiedy mamm ochote,
        chodzic na ciagle badania, robic sobie zastrzyki. Wiec wole zaakceptowac, ze to
        choroba i ja leczyc, ze swiadomoscia, ze kiedys skoncze terapie i bede zyc dalej
        (z dzieckiem lub bez).

        musimy byc dzielne, nie oszalec (o ile to jeszcze mozliwe smile) i pamietac, ze
        bedziemy mialy to kiedys za soba!
        sciskam i powodzenia!
        • lesny_drobiazg Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 10:52
          Farlinko, właśnie tak się zastanawiam nad konsultacją z innym
          lekarzem, albo wybiorę się do tej mojej (bo bardzo ją lubię jako
          człowieka i kobietę) i poproszę o stymulację i IUI. Na IVF nie
          jestem jeszcze zdecydowana / gotowa i nie wiem czy kiedykolwiek
          będę... Teraz jestem na takim etapie, że po prostu muszę zacząć COŚ
          robić, cokolwiek, bo ostatnio byłam u lekarza chyba w sierpniu
          (ostatnie badania), a później, wedle wszelkich zaleceń, miałam
          właśnie "odpuścić". No to odpuściłam i rzeczywiście przez jakieś 2-3
          miesiące starałam się nie myśleć i przyjmować wszystko takie, jakie
          jest. A teraz znów chcę działać, bo czuję że inaczej oszaleję sad
          I przy okazji zwariuje ze mną mój mąż...
          Pozdrawiam serdecznie i oczywiście również życzę powodzenia!
    • jaa.goda Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 10:25
      Ja również podpisuje się pod Twoimi słowami. najbardziej
      zdenerwowały mnei słowa koleżanki,która ma 2 dzieci i w każdą ciążę
      zaszła bez problemu. Próbowała mi przetłumaczyć, żebyśmy się własnie
      wyluzowali a u nas problem leży po stronie faceta. no myślałam, że
      szlag mnie trafi. Teraz nasza wspólna koleżanka nie może zajść w
      ciążę od roku a ona dalej uskutecznia te swoje rady. Nie mogę tego
      słuchać.
      • farlinka Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 10:37
        Jaa.goda, a co odpowiadasz w takich sytuacjach? watek o "dobrych radach" tez
        moglby byc - mysle ze wszystkie ich wysluchujemy. Moze mamy ta sama znajoma? wink
        mojemu mezowi probowala wytlumaczyc, ze moze ZLE to robimy.
        czasami az mnie krew zalewa i mam ochote cos wypalic!
        • lesny_drobiazg Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 10:54
          > mojemu mezowi probowala wytlumaczyc, ze moze ZLE to robimy.

          A powyższe to słyszymy - oczywiście "w żartach", haha, jakie to
          zabawne! - od wszelkich wujków i od mojego teścia. Ech, szkoda słów.
        • greennadia79 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 11:03
          Ech dziewczyny, te wszystkie rady to wyprowadzają człowieka z
          równowagi. U nas też niepłodność idiopatyczna i też w invimedzie.
          Ale były już stymulowane cykle i IUI i NIC. Teraz trzeba zebrac się
          w sobie i zdecydowac się na IVF.
          bo w końcu ile mozna czekać...?
        • jaa.goda Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 13:04
          tej koleżance próbowałam wytłumaczyć, że nie zawsze chodzi o blokadę
          psychiczną, bo często jest tak że problem jest bardziej złożony ale
          ona jest głucha na argumenty więc teraz nic się nie odzywam. nie
          powiedziałam też ani jej ani nikomu, że staramy się o kolejne
          dziecko. ukrywam ten fakt ponieważ nie mam ochoty wysłuchiwać tych
          wszystkich komentarzy. ogólnei nie wdaję się w dyskusję z osobami
          które nie mają pojęcia o czym mówią. ignoruje wypowiedzi w
          stylu "może wam pomóc" lub "może wam pokazać jak to się robi".

          wątek o dobrych radach (dosyć długi) gdzieś jest tylko nie mogę
          znaleźć. trzeba poszperać w archiwum.
          • farlinka Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 13:14
            kobietki, ulzylo mi jak czytam ten watek smile to brzmi glupio, ale lzej sie robi,
            ze inni tez przez to przechodza. I ciesze sie, ze jednak mamy sily walczyc
            dalej! (albo ze mamy sile pogodzic sie)...

            pozdrawiam Was wszystkie serdecznie! smile
            • lesny_drobiazg Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 14:47
              > lzej sie robi,
              > ze inni tez przez to przechodza

              Oczywiście że tak. I to nie dlatego, że źle życzymy tym innym, tylko
              w grupie jest po prostu raźniej... nie jest się samemu z takim
              problemem. Forum to bardzo dobra terapia, pomaga pozbierać się
              psychocznie. Bo ile można truć mężowi? Żalić się koleżankom? Z mamą
              już w ogóle o tym nie rozmawiam, bo widzę że ona też się tym
              stresuje... stresuje się moim stresem sad A tutaj można się wypisać
              bezkarnie, wiedząc że po drugiej stronie są osoby, które
              zrozumieją...
              Ściskam Was mocno Dziewczyny!
              • greennadia79 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 14:56
                w końcu i nam się uda smile
                • szerszenpa Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 16:09
                  na początku roku umówiłam się z dwiema koleżankami, jak się okazało
                  na spotkaniu obie w ciąży. Oczywiście padło pytanie "a wy kiedy? nie
                  powinnaś się tak spinać" mowę mi odjęło, szybko zmieniłyśmy temat,
                  nie chciałam się tłumaczyć ani słuchać tych rad o wyluzowaniu. Im
                  się udało bez żadnych problemów i tak by nie zrozumiały.
                  Życzę więc nam wszystkim na wyluzowanie upragnonych
                  dwóch kreseksmile
                  • kakita84 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 19:15
                    Dziewczyny bardzo mi pomogło czytanie tego co wy tu piszecie. Jestem jak
                    najbardziej za tym , że trzeba walczyć dalej i nie wyluzowywać. Najgorsze jest
                    to pytanie:"A wy kiedy?" Niedawno spotkałam koleżankę ze szkoły,która była
                    oczywiście w ciąży. Powiedziała mi,że po co nam było to małżeństwo skoro nie
                    mamy dzieci. Tylko jak wychodziłam za mąż to nie wiedziałam ,że będziemy mieli
                    takie problemy. Teraz nie wyobrażam sobie przechodzić przez to wszystko z innym
                    facetem.Wogóle co to jest za myślenie ,że bez dzieci to jest bez sensu
                    małżeństwo. Bardzo mnie to zdenerwowło bo z takim określeniem jeszcze się nie
                    spotkałam.
                    A wracając do wyjazdu na wakacje żeby nie myśleć o dziecku. My wyjeżdżamy co
                    roku nad morze i jak tu nie myśleć kiedy wszyscy na plaży są z małymi dziećmi.
                    Aż serce pęka!
                    • farlinka Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 19:30
                      na szczescie nie uslyszalam takiego tekstu jak Ty, Kakita84. To brzmi troche
                      bezczelnie!

                      Gdyby nie to, ze bardzo chcemy dziecko, pewnie latwo byloby nam reagowac - i
                      pytac sie po co oni maja dzieci, zwlaszcza jezeli byly "nieplanowane", a w
                      malzenstwie maja problemy. Ciekawe jaka bylaby ich reakcja wink ?

                      Musimy dbac o siebie, zeby nie bylo nas tak latwo zranic. I czasem wygadac sie
                      komus kto rozumie..

    • farlinka Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 20:17
      a tu stary watek o dobrych radach:
      forum.gazeta.pl/forum/w,191,38016237,,dobre_rady_wszystkich_wokolo_.html?v=2
    • marag_m Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 04.12.09, 21:09
      farlinka, ja również podpisuję się pod tym co napisałaś obiema rękami!
      poczynając od ginekologa, go którego chodziłam (już nie chodzę), który mówił, że
      za bardzo się przejmuję poronieniem i żebym wyluzowała, bo badania niepotrzebne
      (a jednak okazało się odwrotnie) i żeby się "brać do roboty", przez koleżanki,
      które radzą, żeby się wybrać na "wyluzowany wyjazd we dwoje" i te od "narazie
      odpuścić, bo to nie ma sensu się tak męczyć"...po ludzi, którzy właśnie
      opowiadają o tym, że oni znają kogoś tam kto miał "taki sam problem" (czytaj:
      nie potrafił wyluzować?!) i w końcu jak odczekał milion (x) lat to się udało.
      Sama zresztą wiesz, że długo by wymieniać..
      I zła jestem na siebie, bo daję się często dołować, bo zaczynam wierzyć że
      faktycznie nie jest mi dane, że sama jestem sobie winna.
      Cieszę się, że to wszystko napisałaś, bo nie wolno się poddawać i wmawiać takich
      głupot! I dobrze jest czasem sobie to przypomnieć.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie Was wszystkie! powodzenia!
      • szerszenpa Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 07.12.09, 11:38
        Wszystko co tu piszecie prawda. Musimy wyluzować ale podczas
        słuchania bezsensownych rad a w przypadku dzidzi wytrwale dążyć do
        celu, próbować wszelkich możliwych sposobów i nie poddawać się.
        Pozdrawiamsmile
      • lenkau Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 11.12.09, 16:27
        marag_m.Co za lekarz może mówić żeby się mniej przejmować poronieniem,jakiś
        kretyn,brak słów.
    • lelabo Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 11.12.09, 12:01
      A ja już myślałam, że to ze mną jest coś nie tak kiedy każdego, kto
      mi mówi, że może za bardzo nam zależy mam ochotę walić po łbie aż
      ujdzie ze mnie cała wściekłość.

      U nas na razie prawie rok starań, ja mam trochę problemów z
      hormonami, ale podobno z takimi wynikami też się zachodzi, więc
      zanim zaczenimy walką medyczną i dalsze zgłębianie przyczyn,
      próbujemy "metodami domowymi" wink.
      Miałam koleżankę, która zaszła w ciążę w drugim cyklu. Jesteśmy
      równolatkami. Nakupiła testów owulacyjnych i robiła je codziennie, a
      potem już na kilka dni przed @ testowała ciążowe. I wielki ryk na
      dwa dni przed terminem, bo test negatywny. Potem się okazało w dniu
      terminu, że pozytywny. I wielka euforia i wiedząc, że mamy problemy
      dzowni do mnie i zarzuca nas swoją przeogromną radością.
      A potem, pół roku później, kiedy u nas nadal nic, dowiedzieliśmy
      się, że na pewno za bardzo chcemy i że jak się tak bardzo chce to
      nic z tego nie wychodzi, a w ogóle to coś takiego jak problemy
      zdrowotne nie istnieje, bo "ja zaszłam, to ty też możesz".
      A my po prostu próbujemy w dni płodne, testów ciążowych nie
      kupujemy, bo @ przychodzą w terminie, planujemy swoje życie na razie
      tak jak jesteśmy, czyli na dwoje.
      Bo tak naprawdę to kiedy jest ten moment, że "chcemy za bardzo"? To
      mamy w ogóle nie chcieć? Jakbyśmy nie chcieli, nie kochalibyśmy się
      bez antykoncepcji. Z tego wychodzi, że w ciążę to się zachodzi tylko
      wtedy kiedy się jej nie chce i nie planuje. A przecież to bzdura. To
      że chcemy być rodzicami, to już znaczy, że chcemy za bardzo?
      • farlinka Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 11.12.09, 12:54
        lelabo, dokladnie tak samo mysle, mozemy chciec i to nawet bardzo, nie widze w
        tym nic zlego! staram sie myslec, ze oni po prostu nie rozumieja problemu, ale
        pewnie zycza nam dobrze. Wiec staram sie nie denerwowac, ale i tak to czasem
        wylazi ze mnie, krew mnie zalewa. Dobrze ze jest forum smile mozna troche
        odreagowac i zyc dalej!
        pozdrawiam i milego weekendu wszystkim zycze!



    • 2stworki Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 11.12.09, 17:16
      zgadzam w 100% i nic nowego materii nie napisze bo wszytko zostalo
      napisane,
      dodam tylko od siebie, mialm przegrode 1,5 cm mialam ja wycinana w
      histeroskopii zabiegowej , teraz czeka mnie histroskopia
      diagnostyczan ab sprawdzic czy wszytko ok,
      wykryta przez usg wykryl jeden lekarz, cala reszta jej nie wiedzial
      przez cale moje zycie, dodam przegrode i inne wady macicy tworza w
      naszym plodym , ( taka wada wrodzona), ale wiekszosc lekarzy mowilo
      zeby luzowac, wiec...
      polecam jeszcze badanie histroskopi, oczywiscie uwzgednieu z
      lekarzem, trzeba leczyc diagnowac i powoli wykluczac przeczyny,
      czekac mozna jak sie ma 20 lat,
      a glupie gadanie, no coz glupicj nie brakuje, , pozdrawiam
      • pigulka1 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 21.12.09, 14:13
        Mam szklane oczy jak czytam to wszystko, bo oczywiście nieraz już się spotkałam
        z tym wszystkim co Wy. Kilka dni temu dowiedziałam się, że moja przyjaciółka
        jest w ciąży i to mnie strasznie zdołowało. Ona też od jakiegoś czasu starała
        się z mężem o dziecko i jakoś tak było mi lżej na sercu, że mam taką bliską
        osobę, z którą mogę dzielić moje problemy. Nie chodzi mi o to, że żałuję komuś
        bycia w ciąży, ale w pewnym sensie w tej chwili nasze rozmowy już nie będą na
        równym poziomie. Zostaję sama na placu boju. Bo oczywiście wszystkie koleżanki
        już uszczęśliwione mniej lub bardziej posiadaniem dzieci. Może uznacie to za
        świństwo, ale ja naprawdę nie znoszę się dowiadywać, że ktoś jest w ciąży. Tak
        po prostu, z zazdrości, że ja nadal nie.....
        • greennadia79 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 21.12.09, 15:14
          Nikt tego nie uzna za świństwo. Tak ma każda z nas ,a na pewno tak
          mam ja.
          Wcale Ci się dziwie. Też ostatnio dowiedziałam się o kilku ciążach w
          rodzinie co nie zagrzewało mnie do walki a raczej dołowało sad
        • bonda2 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 17.02.10, 20:55
          Ja cię w zupełności rozumiem pigulka1, ja tez jak zaczynalam się
          starać starala sie rowniez moja siostra cioteczna, brat meza z zona,
          to podnosilo troche na duchu ze nie tylko ja, ale im sie po jakims
          czasie udalo i to mnie zdolowalo. Poza tym kolega w pracy ostatnio
          mnie zagadnal (setny raz w ciągu 3 lat) "a kiedy wy" (nie
          skomentowalam tego bo wie ze sie staramy) a on po chwili: "weźcie wy
          się wreszczie do roboty"...znawca tematu w mordę jeża!. Powiem Ci że
          czasami jak mnie tak tacy jak on wkurzą to mam gorsze mysli niż ty,
          że moze taki jeden z drugim jak by to jego spotkalo, że też by to
          troche zajelo zanim pojawilo by sie dziecko to utarlo by to troche
          nosa takim jak on, ale z drygiej strony tak sobie mysle, ze jak taka
          osoba ktora ma juz dziecko czy dwoje jak bedzie chciala miec
          kolejne, to i tak nigdy nie poczuje sie jak taka osoba ktora sie
          zastanawia czy wogole kiedykoleirk zostanie rodziecem.. w tym
          sęk ....
    • lesny_drobiazg Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 17.02.10, 11:50
      Odgrzebuję wątek...
      Dzisiaj rano kłótnia z mężem - bo w obliczu tego, że nie kochaliśmy
      się od dwóch dni, ośmieliłam się wspomnieć, że wczoraj wieczorem
      chyba miałam owu - zazwyczaj czuję to w podbrzuszu, więc wiem. No to
      się nasłuchałam, że ciągle o tym myślę, że nie umiem sobie odpuścić,
      że on nie jest bykiem rozpłodowym, że za bardzo chcę i dlatego się
      nie udaje.
      Jakiś czas temu zgodziliśmy się (oczywiście pomysł mój, bo facet to
      nawet nie wiedział co to takiego) że na wiosnę spróbujemy pierwszej
      IUI. Choć z wielu względów trudna to była dla mnie decyzja. Teraz
      kompletnie mi się odechciało - bo znowu usłyszę od męża że "za
      bardzo chcę" - przy IUI to już na pewno bardzo chcę, no bo jak
      inaczej?
      I totalny dołek sad
      • lady_groszek Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 17.02.10, 14:18
        ależ odczułam ulgę, jak przeczytałam ten wątek...

        dokładnie tak jest, reaguję dziką wściekłością jak słyszę, że mam wyluzować, nie nakręcać się na dziecko i w ogóle to po co ja zwracam uwagę, kiedy owulacja?

        no jak to, kurdę w mordę, dlaczego???

        ja nie wiem wprawdzie, czy cierpię na bezpłodność, bo dopiero idę do lekarza, teoretycznie mam wyniki w normie, ale w międzyczasie po mniej więcej ósmym pytaniu od jednej osoby: kiedy??? zaczęłam odpowiadać, że nie wiem bo mam problemy z zajściem. nie chciałam tego, ale przynajmniej mam święty spokój.

        z jeszcze jedną koleżanką mam z kolei ten problem, że ona mnie nie bierze na poważnie, jak mi się coś wymsknie, że znów nie jestem w ciąży to uważa, że to takie ględzenie osoby na macicościsku...

        lesny_drobiazg, kopnij tego męża w zadek... pomiędzy bykiem rozpłodowym a niekochaniem sie w ogóle w dni płodne jest cała gama możliwości... nawet jak mu też z problemem ciężko...
        • lesny_drobiazg Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 18.02.10, 10:39
          > i w ogóle to po co ja zwracam uwagę, kiedy owulacja?
          No nie? Podbrzusze boli - ja akurat zawsze dobrze to czuję - i mam
          nie zwracać uwagi, to może profilaktycznie od 10 dc brać proszki
          przeciwbólowe żeby nie czuć wink albo znieczulić się alkoholem i przez
          kilka dni chodzić pijaną wink

          Kasiunia2124, bardzo gratuluję. Oczywiście wszyscy piewcy
          wyluzowania podają dziesiątki takich przykładów wink Ale nie
          wyobrażasz sobie na ilu my już wyjazdach byliśmy... w ciągu tych
          ponad 2 lat. Więc nadal obstaję przy tym, że nie o to chodzi. Może
          taki wyjazd pomaga o tyle, że coś się przestawia w organizmie
          (zmiana warunków, otoczenia) i nagle coś zaskakuje przypadkiem. Ale
          nie uwierzę że bardziej ode mnie są wyluzowane dziewczyny, które
          codziennie rano wkładają sobie termometr, bacznie obserwują śluz i
          robią wykresy... i zachodzą.
          Pozdrawiam ciepło smile
      • reee-nia Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 17.02.10, 15:52
        Witaj w gronie. Ja również wczoraj rozpętałąm burzę z moim mężem. I również
        usłyszałam, że się użalam nad sobą, i że niczego mi nie brakuje więc o co ja
        rozpaczam. On mnie nie rozumie, na pewno nie odczuwa tej całej sytuacji tak jak
        ja. Doskonale Cię więc rozumię, bo faceci to są z innej bajki...
        • kasiunia2124 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 17.02.10, 20:48
          Cześć dziewczyny bardzo dobrze Was rozumiem, bo o wszystkim co piszecie mnie
          spotkało.
          My leczyliśmy się 4 lata i jak słyszałam o wyluzowaniu to mnie krew zalewała.
          Przez te 4 lata przeszłam laparoskopie, histeroskopie, 2 nieudane inseminacje.Po
          tej 2 inseminacji pojechałam na długi weekend się wyluzować i się udało w 28 dc
          także było to niemożliwe a jednaksmile
          Wiem że mogłabym teraz pisać że jestem przykładem wyluzowania ale wiem co
          czujecie i wiem też jedno że każdy to przechodzi inaczej, pomimo podobnego
          problemu. Pamiętajcie żeby nie tracić nadziei i walczyć to jest podstawa. Ja
          jestem w 28 tc także jeszcze troszkę..
          Pozdrawiam Was
          • annajustyna Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 18.02.10, 11:16
            Kasiu, serce roscie, jak sie czyta takie historie jak Twoja. ja na szczescie mam
            niesamowite oparcie w mezu, ale dol od czasu do czasu i tak...
            • kasiunia2124 Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 18.02.10, 12:00
              Bardzo fajnie że masz oparcie w mężu, jak będziecie chciały dziewczyny pogadać
              to ja chętnie wysłucham wiem jak to jest i zrozumiemsmile
              • jeza_bell Re: za bardzo sie staramy? /dlugie 18.02.10, 13:16
                Też nie jest mi ten temat obcy. Kilkanaście inseminacji (na własną prośbę), trzy pełne cykle in vitro, siedem crio transferów- a wszystko bez efektów... Łzy, płacz. Moje huśtawki nastrojów i niewyczerpana cierpliwość męża. Ludzie jeździli na wakacje, ŻYLI, planowali- a moje plany obejmowały tylko najbliższy cykl. I wieczny brak kasy. Nie można było tak dłużej żyć, poczułam, że doszłam do ściany- ktoś może nazwie to "wyluzowaniem". Ale właśnie wtedy, kiedy pogodziłam się że nigdy... trzy miesiące po kolejnym nieudanym in vitro- wbrew logice zaszłam w ciążę. Tak po prostu, po cichu... Po KILKUNASTU latach oczekiwania na cud. Nasze dziecko stawia teraz swoje pierwsze kroczki, a ja wiem, że wszystko jest możliwe, ale dalej nie rozumiem co z tym "wyluzowaniem". Powodzenia dziewczyny.
Pełna wersja