czy wasi mężowie was wspierają?

IP: *.chello.pl 26.02.04, 18:58
mam wrażenie,że przez to staranie na zawołanie oddalam się od męża, co prawda
mąż powtaża, że będziemy się starać, ale kiedy przychodą te dni to dwa dni
jest ok., a póżniej zaczynają się problemy, chciaż nie mówi że nie chce, ale
ja to widzę w jego oczach i sama rezygnuję i po ciuchu płaczę, potem czekam
na następny raz ale oczywiście znając scenariusz cały czs jestem przygnębiona
i z góry zakładam, że będzie tak samo. Po ostatniej @ już 4 dzień ryczę
jestem ciągle w dole, jak długo można tak żyć... czy mam prawo mieć żal do
męża jeśli on jest zdrowy, a we mnie tkwi problem, a miało być tak pięknie po
laparoskopii, a tu nowe problemy, nowe badania a sił brak, tym razem
pęcherzyki nie pękają.....
    • Gość: oliwka Re: czy wasi mężowie was wspierają? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.02.04, 20:06
      Głowa do góry. Mój mąż na początku nie bardzo wiedział jak ma się zachowywać.
      Poczatkowo jego stosunek do całego leczenia był obojetny, tak jakby to był
      tylko mój problem, jak przychodziłam po wizycie w novum nawet nie pytał o
      szczegóły, zmuszałam go wręcz żeby słuchał moich relacji bo musiałam się z kimś
      tym podzielić. Dopiero kiedy wróciłam z jednej z wizyt kompletnie zapłakana,
      postanowił że od tej pory na każdą wizyte bedzie chodził ze mną.Przeżywamy już
      wszystko razem. ale wyczuwam w nim czasami jakies dziwne reakcje. Myslę, że
      trzeba facetowi dać trochę czasu,musi przyzwyczaić sie do sytuacji i koniecznie
      duzo z nim rozmawiać. My mamy zasadę, że jesli jest coś nie tak to żadne z nas
      nie pójdzie spac póki sobie tego nie wyjaśnimy. Porozmawiaj z nim szczerze o
      jego odczuciach, faceci nie lebią się w ten sposób odkrywać więć musisz wybrac
      dobry moment na rozmowę.Powodzenia
      • Gość: tekla Re: czy wasi mężowie was wspierają? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.04, 21:27
        "W jego oczach" widzisz dokładnie to, co chcesz zobaczyć, a nie to co tam
        naprawdę jest. Potwierdzasz tylko swoje przygnębienie. Zgadzam się z Oliwką, że
        trzeba z mężem dużo rozmawiać, oni bardzo chcą nas wspierać tylko nie dajemy im
        tej możliwości, a oni też nie wiedzą jak to robić. Zastanów się, czy ty
        potrafiłabyś pomóc komuś kto popłakuje po kątach i cichutko przeżywa swoje
        nieszczęście. Jemu się pewnie serducho w plastereczki kroi ale nie wie jak ci
        pomóc. I na pewno nawet mu do głowy nie przyjdzie, że ty się czujesz winna, że
        nie macie fasolki. A jak pęcherzyki nie pękają to trzeba dostać pregnyl i
        będzie dobrze.
        • Gość: lomre Re: czy wasi mężowie was wspierają? IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.04, 22:56
          Nie wiem czy widzisz w oczach maza to samo co ja? On niby wie, ze trzeba sie
          starac, ale jak przychodzi czas najwiekszych prac to zadaje nieme "znowu?". I
          czeka abym to ja go zachecala itd. a ja na to ze skoro biore tyle "prochow",
          chadzam na badania to on moglby sie postarac tez. Moj maz bardzo chce m pomoc,
          ale chyba nie bardzo wie jak. Nie wyolbrzymia tak problemu jak ja. Uwaza ze
          bedzie dobrze, albo ze zawsze mozna adoptowac dziecko. Wystraszyl sie dopiero
          jak blam sie ze nie obudze sie po laparo. Moze on tez musi dojrzec do tego, i
          ja musze miec wiecej cierpliwosci a wszystko sie ulozy.
    • Gość: kasialu Re: czy wasi mężowie was wspierają? IP: *.mofnet.gov.pl 27.02.04, 08:07
      Mój Mąż jest cudny - wspiera mnie, chodzi ze mną do lekarza i w czasie starań
      tez jest dzielny ;o) ale dla mnie to i ak za malo i tez marudze że się niczym
      nie interesuje. Kobiety chyba inaczej to przeżywają.
      Poza tym wydaje mi sie, ze dwa dni starań w cyklu to trochę za mało. Spróbujcie
      się starać już na kilka dni przed owu, w trakcie i po też - nigdy na 100% nie
      wiadomo kiedy owu będzie.
      My chyba wszystkie wiemy jakie to trudne przytulac się na zawołanie, ale
      niestety tak sie dzieje i nic na to nie poradzimy. Możemy sobie tylko
      uprzyjemnić te nasze zmagania ;o))))
    • ewa.analityk1 Re: czy wasi mężowie was wspierają? 27.02.04, 09:49
      U mnie wyglądało to tak
      6 miesięcy starań i nic. Już po 4 zaczęłam płakać, w 5 widok ciężarnej zaczął u
      mnie wzbudzać zazdrość. Potem już sama zaczęłam rzucac teksty "Pewnie nam się
      nie uda". Jak mój mąż to znosił raczej z boku teraz jak patrze to co mógł
      zrobić? Nawet myślę, że był lepszy niż zazwyczaj tylko mój świat był czarny. W
      tym udanym cyklu zrobiłam mu płaczliwą scenę, co to za życie itd chyba się
      podłamał. A 5 dni później pokazałam mu pozytywny test. Normalna to ja wtedy
      nie byłam.
      ALe jak macie się starać to zrób z tego coś przyjemnego, najlepsza sprawdzona
      metoda to post wink Odczekajcie te kilka dni do owulacji. Potem dobra kolacja i
      nie mówcie sobie musi się udać tylko mamy cieszyć się sobą, a jak będzie dobrze
      to będzie i dziecko. A jak nie to spróbujemy za miesiąc.
      A teraz z innej bajki jakie robiłaś badania i ile się starasz
    • malag1 Re: czy wasi mężowie was wspierają? 27.02.04, 11:32
      moj lmaz mnie wspiera nie moge powiedziec,nawet bez cienia watpliwosci zgodzil
      sie tez przebadac, jestem okolo4tygodni po laparoskopii, o endo dowiedzielam
      sie 6tyg temu.
      przed tym kochalismy sie naokraglo, no bo niewiadomo kiedy i co (przez 9m-cy
      nie owulowalam), az wreszcie on juz nie mial ochoty ani sily.
      postanowilismy kochac sie tylko w "te dni" i uprzyjemniac je a to romantyczna
      kolacja, albo nowa bielizna.
      sprobuj sie troszke bardziej rozluznic!!
      napewno sie powiedzie!!
      smilesmilesmilesmilesmile
      • Gość: monia1 Re: czy wasi mężowie was wspierają? IP: *.fwfin.fwc.com 27.02.04, 12:02
        a ja musze powiedziec ze nasze starania zblizyly nas do siebie. przede
        wszystkim nie ma mowy o winie. to jest NASZ problem. moj maz po pierwszym swoim
        badaniu powiedzial ze nigdy wiecej (strasznie sie biedak zestresował).ale
        rozmowa, czuła rozmowa wiele daje. ja tez placze i wydaje mi sie ze on tego nie
        rozumie i ze bagatelizuje. ale prawda jest taka ze on nigdy nie bedzie czul
        tego co ja. ja mu wyjasniam co czuje, czego sie obawiam a on na to ze uda nam
        sie , ze to taka proba i tak dalej..i moze jego wiekszy dystans jest lepszy niz
        moja histeria bo oboje bysmy oszaleli. trzeba sprobowac wczuc sie w czyjes
        uczucia ale zeby to zrobic trzeba rozmawiac. moj maz nigdy nie dal mi odczuc,
        ze ma tego dosyc ale przed wizyta u lekarza pyta czy nie bede plakac?
        a jesli chodzi o przytulanko? trzeba probowac caly miesiac a tylko przy owu
        intensyfikowac dzialania bo inaczej faktycznie jest na komende a to nie jest
        dobre dla Was obojga. kolacja, lampka wina, troche flirtu, bielizna, zalezy co
        lubicie. o to tez trzeba dbac i to nie tylko podejmujac starania. no i troche
        poczucia humoru. ja nigdy nie mowie, ze ja sie tymi prochami faszeruje a on
        co? tak juz jest urzadzony ten swiat. pozniej bedzie że Ty rodzisz a on co?
        my sie smiejemy ze idziemy robic dzidzie, ze teraz nozki do gory, itd. moj maz
        twierdzi nawet, ze jak juz bedziemy miec dzidzie to jej wleje za te wszystkie
        niewygody. no i wiara.....
        P.S. ja tu taka optymistka a jeszcze trzy dni temu ryczalam jak bobr- taki
        spadek formy po @.
        pozdrawiam
    • Gość: mk Re: czy wasi mężowie was wspierają? IP: *.chello.pl 27.02.04, 17:00
      wielkie dzięki, wczoraj zaglądałam i myślałam, że mi nikt mi nie odpisze i nie
      pocieszy mnie, a dzisiaj zaglądam tyle listów, to prawda, że na was zawsze
      można liczyć. Napisałam dopiro pierwszy raz chociaż włączałam sie wcześniej w
      dyskusje i teraz nie żałuę tego, jest mi lżej, że nie jestem z tym wszystkim
      sama i nie tylko ja mama takie odczucia, macie racje postaram sie porozmawiać z
      mężem, bo widzę, ze zaczyna też chodzić przygnębiony i chyba nie może patrzeć
      na mój żal, ja wiem, ze rozmowa jest konieczna, tylko, że słowa grzęzną w
      gardle i nic pustka. Dodam jeszcze, że w czsie leczenia mąz jest zawsze jest
      przy mnie, wspiera mnie, tylko z tym przytulaniem .... jak bym chciała, żeby to
      sie wreszcie skończyło.
      a teraz z innej bajki (w odpowiedzi na list (analityk 1) miałam dwa razy HSG po
      pierwszym wyszło, że mam jeden ajowód niedrożny i coś w macicy, więc potem
      laparoskopia podczas której okazało sie że macica ok ale usunieto torbiel na
      jajniku, tylko, że wyszło że dwa jajowody są niedrozne. Nie muszę chyba pisać,
      co sie ze mna działo. Moj lekarz nie mógł w to uwierzyc i kazał zrobić mi
      jeszcze raz HSG. Odwlekałam odwlekałam ale w grudniu poszlam od sierpnia 2003r.
      Okazało się, że dwa jajowody się udrozniły radość była ogromna. Potem poszłam
      na monitorowanie pęcherzyk byl i wszystko wskazywalo na to, że bedzie owulacja,
      ale niestety nie pękł, tzn pękl, ale do srodka i powstalo ciałko żółte krwiste,
      taki mam opis na usg, cos mi o tym mówił, ale ja już nie byłam w stanie tego
      dalej słuchać, zapamietalam tylko, że mam zrobić hormony a w szczególności
      prolaktyne. Ale sie rozpisałam, ale tak wygląda moja historia z grubsza, w
      czasie jest to rozciagniete, bo trafiałam na samych konowałów dopiero w św.
      Zofii zajęto sie mna troche lepiej i cos drgnęło.... Jeszcze raz dziękuje za
      słowa otuchy !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: mk Re: czy wasi mężowie was wspierają? IP: *.chello.pl 27.02.04, 17:02
      zobaczyłam, że analityk 1 ma na imie ewa sory, ze od razu nie zapamietałam
      wybacz!
Pełna wersja