Co na to rodzice/tescie?

31.10.10, 19:45
Jak oni reaguja na brak wnucznow?

Moja historia jest taka: Moj tesc zaczyna mnie wkurzac, bo jest wscibski i robi aluzje.Ostatnio powiedzial do mnie, meza i szwagra: Wiece, ze mam tylko 1 wnuczke.Szwagier jest po rozwodzie i nikogo nie ma,ma tez 40 lat,takze to nie bylo do niego.Tesc nie pyta sie wprost,ale robi podobne podchody do tematu za kazdym razem jak sie widzimy.Staramy sie ale on o tym nie wie.Nie sadze zebym miala mu o tym mowic.To nasz prywatna sprawa.Dowie sie jak zajde.Tylko to moze jeszcze potrwac.Probujemy juz od 9 miesiecy i nic.Podejrzewa sie u mnie endometrioze, czyli sprawa skomplikowana. Jak nie zajde przez kolejne 3 miesiace zaczynam leczenie.Nie mowie nikomu,oprocz bliskiej kolezanki, bo moja i meza rodzina ma kolejno tendencje do czarnowidztwa i zaglaskania na smierc (cholernie lubia pomagac,nawet jak nie potrzebujesz pomocy).Ja z kolei jestem samodzielna i mnie takie cackanie denerwuje.Ponad to nie chce,zeby sie mna ktos za bardzo przejmowal,bo choroba przebiega na razie bez bolu, takze funkcjonuje normalnie.

Jak to u was wyglada?

Pozdrawiam i zycze milego wieczorku
    • aguladarek24 Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 08:48
      Ja to zawsze opowiadalam ze jeszcze mamy czas.... smile jeszcze piekne wczasy na ktore zbieramy na wycieczke zycia bo potem jak juz bedzie dziecko to nie bedzie takiej mozliwosci..... to dziala niestety tylko na krotka mete bo my staramy sie juz od 5 lat.....sad jutro podchodze do pierwszej inseminacji wiec prosze o trzymanie kciuków......
      • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 11:58
        Powodzenia...
      • km-mk-net Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 20:06
        stosujesz swietna strategie.Musze pomyslec o czyms podobnym,ale dostosowanym do mojego wieku,bo mam 31 lat i jak bede mowic ze mamy czas to nikt mi nie uwierzysmile mam nadzieje,ze ci sie powiedzie z inseminacja smile
        • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 19:35
          No tak... Ja mam 34 lata, mąż 39smile.
          • km-mk-net Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 20:16
            7 lat sie staraliscie, tzn.: od kiedy?
            • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 03.11.10, 10:59
              od 2002. Wtedy się zorientowaliśmy, że coś nie gra.
    • 2_zdunkaonly Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 09:10
      hej u mnie jest podobnie ale nie ze strony rodzicow (bo wiedza i nie pytaja , tooche traktuja jak temat tabu co mnie czasami wkurza)ale ludzi dookola, dobijaja mnie jestem 4 lata po slubie i juz mnie w otoczeniu zrobiono "bezplodna"(takiego sformuowania ludzie nie majacy pojecia czesto uzywaja okreslajac ten problem)co tymbardziej mniee boli bo problem jest po stronie meza a nie mojej, ale nikt o tym nie wie zreeszta bardzo dobrze...tylko rodzice, siostra i 2 przyjaciolki
      nikt z nich nie wie ze moj m. wogole nie moze miec juz dzieci czyli ze musimy miec dawce, ciezko mi tak troche samej z ta wiadomoscia ale obiecalam m. ze tylko ja on i lekarz wiemy...no coz...dobrze ze chociaz jest forum
      noi wracajac do tematu.... mam taki zawod -fryzjerka ze mam strasznie duzo wscibskich klientek (wlasciwie co druga sie interesuje nie tym co trzeba), ciagle pytaja cos sobie dokolorywuja masakra......mam na codzien w pracy" tysiac pytan do...."i to mnie wkurza maksymalnie.
      dodam ze salonik jest osiedlowy i wszyscy wszystko o wszystkich wiedza , porownalabym to do nawykow ludzi zee wsi...
      staram sie byc profesjonalistka , skutecznie zmieniac temat ale czasami sie po prostu nie da, i wymyslam jakies glupoty typu jestem za mloda, rozwijam sie zawodowo,mam na razie kredyty do splaty
      i jak sobie z tym poradzic? bo czasami ciezko okielznac je.
      • km-mk-net Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 20:36
        ludzie czasem zadaja pytania nie zastanawiajac sie ile bolu moga one zadac.I nie ma w tym checi pomocy czy nawet wspolczucia tylko weszenie sensacji. Totalny brak taktu i empatii.Mogliby sie zastanowic w jakim polozeniu stawiaja ciebie.Skoro jestes po slubie 4 lata to mozna sie domyslac,ze jest "cos" nie tak co dla was jest duzym problemem i cierpicie przez to.Ale nie....musza wbic szpile, a i winnego przy okazji znalezli.Oczywiscie,ze kobieta jest nieplodna,bo o nieplodnosci u mezcyzn nawet nie slyszeli.A z drugiej strony mezowi tez pewnie jest super przykro,bo facet sie cieszy jak moze "wypracowac" potomka.Ale ty sie trzymaj,musisz wierzyc,ze bedzie dobrze.Pozdrawiam
      • ksiezycowa81 Re: Co na to rodzice/tescie? 07.11.10, 08:08
        Wiesz, najlepiej działa odwracanie kota ogonem. Zamiast czekać, aż klientki zadadzą nieprzyjemne pytania, zasyp pytaniami je same. Większość kobiet tego typu lubi mówić o sobie, więc pozwól im się wygadać, a nie będzie czasu na stawianie Ciebie w niewygodnej sytuacji. I konsekwentnie ucinać rozmowy na prywatne tematy. Wiem, że to nie jest proste, ale z czasem człowiek wyrabia w sobie ten mechanizm. Już tyle razy próbowałam obejść pytania koleżanek "czy jesteś w ciąży" i "dlaczego nie jesteś", że po prostu ograniczyłam grono osób z którymi wchodzę w takie dysputy. Ucinam i koniec. To one powinny czuć się niezręcznie, że o to pytają, a nie Ty, że udzieliłaś/nie udzieliłaś odpowiedzi.
    • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 11:53
      Moi rodzice, kiedy dowiedzieli się o kłopotach, kibicowali nam. Nie było aluzji, głupich przygadywań i westchnień na widok małych dzieci (przy nas). Ojciec siedział w sieci i czytał o leczeniu niepłodności. Teść miał to gdzieś a teściowa skamlała, mimo tego, że wiedziała, że jest problem. W końcu powiedziałam jej, że skamlanie nic nie da a tylko sprawia ból i dała spokój. Teraz jesteśmy rodzicami bliźniaków z ivf i czekamy na 3. dziecko, które już za miesiąc się urodzi. Poczęte naturalniesmile Walczyliśmy prawie 7 lat, bez przerw. Trzymaj się mocno, będziecie potrzebowali dużo sił...
      • km-mk-net Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 20:40
        Dziekuje i gratuluje wszystkich dzieci.Wygraliscie ta wojne.Mam nadzieje, ze bede miala tez tyle szczescia smile
    • eva-braun Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 14:57
      moja mama wie - kibicuje z jednej strony, z drugiej boi się o moje zdrowie i np.konsekwencje stymulacji (poczytała, to wie wink ). Teściom ostatnio powiedzieliśmy, bo też już miałam dość dopytywania i aluzji podobnych jak u Ciebie, tyle że... teść przemilczał, a teściowa w ogóle nie wie na czym IVF polega, a na dodatek "kościołowa" bardzo, więc pewnie tylko wie, że to "be". No cóż, będzie musiała z tym żyć...
      • km-mk-net Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 20:54
        eva-braun napisała:
        > moja mama wie - kibicuje z jednej strony, z drugiej boi się o moje zdrowie i np
        > .konsekwencje stymulacji (poczytała, to wie wink ).
        pozwole sobie na zart a mianowicie stron w tym wszystkim jest stanowczo za duzo smile za duzo do myslenia,dlatego staram sie nie myslec o tym jak intensywnie sie staramy tylko podchodzic do tego na luzie.Dlatego tez tesc mnie wkurza bo ja chce zapomniec a on mi ciagle przypomina i po spotkaniu z nim jestem tak przygaszona.Facet w ogole nie zdaje sobie sprawy co robi.Co z tego,ze ma jedna wuczke,jak chcial miec wiecej wnukow to powinnien miec wiecej dzieci....
    • lesny_drobiazg Re: Co na to rodzice/tescie? 01.11.10, 21:40
      A u nas wszyscy wiedzą, że jest problem. Powiedzieliśmy rodzicom, teściom (mamy z ich strony duże wsparcie), nie ukrywaliśmy przed ciotkami i wujkami - ponieważ, wiadomo, w pewnym momencie pytania zaczęły nas mocno wkurzać i deprymować. Zwłaszcza wujkowe do męża: "nie wiesz jak się to robi? mogę ci pokazać!" Mówiliśmy prawdę i to spowodowało, że momentalnie skończyły się podpytywania oraz idiotyczne komentarze, więc naprawdę polecam to rozwiązanie. (Ludzie bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego, że są niedyskretni, że nie powinni pytać i że ich słowa mogą ranić - postanowilismy im to uświadomić!)

      Dzisiaj - świątecznie - byliśmy u teściów, my i cała rodzinka, w tej liczbie kuzynostwo z kilkumiesięcznym maluchem. Gdyby rodzina nie wiedziała, jestem pewna, że nie obyłoby się bez uwag i pytań: "a wy kiedy?", "rodzice nie mogą się już doczekać zostania dziadkami", "przyuczajcie się do dziecka", "ile jeszcze chcecie czekać?" itp. A my uśmiechalibyśmy się głupio, próbowalibyśmy coś odpowiadać i byłoby nam cholernie przykro. Tymczasem - nikt się słowem nie zająknął. Nie padł ani jeden komentarz big_grin Po prostu SUPER smile
      • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 19:57
        No właśnie. Kiedy straciliśmy pierwsze dziecko, to było w 2008 w grudniu, 2. tyg. przed świętami, dwie koleżanki postanowiły się nam pochwalić swoimi nowonarodzonymi dziećmi. Poważnie. Kiedy się o tym dowiedziałam, nie pojechaliśmy do rodziców na święta. Obie wiedziały, co się stało, nie wiem, co chciały przez to udowodnić... Nie są to dobre koleżanki, nigdy nie utrzymywałyśmy kontaktu, znają się za to dobrze nasi rodzice. Ot, głupiutkie dziewczątka.
    • camila111 Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 11:21
      Ja podzielę się z Wami historią o naszej kuzynce, która ma własne dzieci prawie w moim wieku. jedna córka ma już dziecko, a druga jest mężatką od 2 czy 3 lat - nie pamietam - na razie dzieci nie mają.
      Od tej kuzynki słyszałam podgadywanie o dzieciach, ale ciągle robiłam tylko dobra minę i mówilam że jeszcze nie ( staramy sie 3 lata a małżeństwem jesteśmy rok) no i widzielismy sie z kuzynka zaraz po powrocie z podróży poślubnej a ona na nasz widok mówi - no i jak tam... dzieciaka juz zrobiliscie na urlopie? Udałam że jej nie słyszęuncertain
      Żeby było jasne nie życzę nikomu źle, ale niedawno ta sama kuzynka nie przyszła do mnie na imieniny bo jechała z cała rodziną na jakaś pielgrzymkę w intencji swojej córki, która nie ma dzieci bo okazało się że mają jakiś problem.
      Póki co na razie kuzynka nie pyta mnie o moje dziecko - czyżby zrozumiała że inni może tez nie moga miec dzieci????
      Trochę to smutne, ale rodzina czy znajomi dopiero umieją zachować się pod względem posiadania potomstwa jak ich samych ten problem zacznie dotyczyć....
    • effie1980 Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 11:32
      U mnie wiedza i rodzice i tesciowie oraz kilkoro najblizszych znajomych. Powiedzielismy im po poronieniu. O ile tesciowie sie zachowuja bardzo dobrze, wspieraja, czasem tesciowa zapyta o wyniki, ale nie jest nachalna, moja mama przechodzi sama siebie. Naczytala sie o nieplodnosci i teraz sie zrobila wielka specjalistka. Ostatnio mi powiedziala, ze nie rozumie dlaczego zdecydowalismy sie na ivf, przeciez jest to dla osob bezplodnych (a ja niby jaka jestem???). Generalnie ciagle sie wypytuje tak jakos zupelnie bez wyczucia, wiec wlasciwie unikam rozmow z nia. Mam wrazenie, ze tylko wytwarza zupelnie niepotrzebna presje...
      Ze znajomymi roznie, mysle, ze generalnie nie rozumieja przez co przechodzimy i daja standardowe wniknliwe komentarze i uwagi typu, ktos tam staral sie iles lat i potem mial 3 dzieci, albo, ze powinnismy pojechac na wakacje czy sie zrelaksowac itd. Z jednej strony zaluje, ze im powiedzialam, bo te oswiecowe komentarze sa tak samo boloce jak wypytywania kiedy sie zdecydujemy. No ale nic, wydaje mi sie, ze my po prostu jestesmy bardzo przewrazliwone w tym temacie i bardzo latwo nas skrzywdzic nawet majac dobre intencje.
      • pigulka1 Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 13:25
        Rodzice i teściowie dowiedzieli się miesiąc przed ivf, wcześniej czasem były jakieś podpytywania, jakieś życzenia z okazji urodzin czy imienin typu "żeby Wam się rodzina powiększyła". Moja mama chyba nie bardzo rozumie to całe zamieszanie i fakt, że to ja przechodzę całe leczenie, mimo, że u nas powodem nieposiadania dzieci jest czynnik męski. Ale nie było większych problemów i rodzice i teściowie przyjęli ten fakt do wiadomości (chodzi mi o konieczność ivf), ze zdaniem - jak trzeba, to trzeba, jeśli nie ma innego sposobu.
        Mam za to koleżankę - pani psycholog+pedagog - od dłuższego czasu powtarza, że trzeba się wyluzować, pojechać na wakacje, przestać myśleć o problemie. Grunt to umiejętność właściwego pocieszaniasmile Przecież od wyjazdu na wakacje nie poprawią się u nas parametry nasienia smile
        • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 19:38
          No tak... Po takim gadaniu od razu widać, że nie ma się pojęcia o czym mowasmile To tak, jakby człowiekowi choremu na raka mówić, żeby pojechał do wód, to mu się od razu poprawi. Jak pani Rokita...
          • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 02.11.10, 19:51
            Jak się dowiedzieliśmy, że jest problem, to było jakby nam ktoś w głowy przyłożył. Najbardziej wystraszył się mąż, bo wyszło, że kłopot jest po jego stronie. Po roku szukania lekarza, a ciężko było, oj ciężko, przyszedł dół. Nie mogłam patrzeć na kobiety z wózkami, wiadomość o każdej ciąży u znajomych to było jakby ktoś mi przywalił kijem. Po pierwszym ivf, to był 2008 rok, kiedy straciliśmy dziecko, zaczęliśmy do tego wszystkiego podchodzić technicznie: badanie, interpretacja, co robimy, leki, hormony, itp. Jak hydraulik. Po drugim ivf, kiedy już byłam w ciąży z bliźniakami, dalej łapałam się na tym, że nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży, odwracałam głowę na widok wózków, ale najdziwniejsze jest to, że ja tym wszystkim paniom po prostu zazdrościłam... Przez cały czas, czyli ok. 7 lat, przeszliśmy wiele zmian, najpierw dotarło do mnie, że nie jestem w stanie adoptować dziecka. Potem do tego samego doszedł mój mąż. Później już wiedziałam, że dawca nasienia to nie jest zły pomysł, potem to samo myślał mąż. W końcu staliśmy się tak liberalni, że jesteśmy za projektem Balickiego albo Kidawy-Błońskiejsmile
            Najważniejsze, żeby nie odpuszczać a jak ktoś będzie wścibski, to chyba najlepiej powiedzieć mu prawdę: jest problem, ale nie życzysz sobie pocieszeń. Jak pieprzą głupoty, to im to mówić prosto w twarz, od razu się odczepią. I walczyć, walczyć: to najistotniejsze. Powiedziała wszechwiedząca wiedźma PlePle.
            • krolik1107 Re: Co na to rodzice/tescie? 03.11.10, 10:55
              Błąd: pierwszy ivf był w 2007, nie 2008...
    • sofi75 Re: Co na to rodzice/tescie? 03.11.10, 09:52
      U nas bardzo roznie:
      tesciowie w sprawe sa wtajemniczeni. Wiedza o 2 poronieniach 3 lata temu, o diagnostyce, wiedza w koncu ze przyczyna (zarowno poronien jak i pozniejszej nieplodnosci) jest po stronie M. Wiedza o IUI i IVFach. Staraja sie nie byc namolni, ale czasami tez probuja nas zaglaskac na smierc, wiec ostatnio nieco ich od tematu odsunelismy. Czasami tez zdarzaja sie im male gafy, al ogolnie sa w porzadku.
      Moi rodzice za to zostali odsunieci od tematu juz po pierwszym poronieniu, na ktore zareagowali tekstem "ale nie zrobilas tego specjalnie?" (Normalnie jakby mi ktos w twarz strzelil!). Moze to dlatego, ze zawsze kojarzylam im sie z osoba, ktora bardzo chce realizowac swoje pasje, a nie zakladac rodzine. Nie wiem ... Od tego czasu nie wiedza o niczym, chociaz pewnie troche sie domyslaja.

      Z tekstow, ktore w moim rankingu nietaktu plasuja sie dosyc wysoko, przypomina mi sie jeszcze wypowiedz mojego kolegi (ktory NB o naszych perypetiach wiedzial dosyc duzo i ktorego mialam za czlowieka o raczej dobrych manierach i wysokim poczuciu empatii - jakze sie mylilam). Tak sie sklada ze oni o dzieci nie starali sie w ogole - zarowno pierwsze jak i drugie wyszlo 'za pierwszym strzalem'. Bedac w niezbyt fajnym nastroju po nieudanym IVF wybralam sie z nim na kawe i uslyszalam: "spojrz na to inaczej! ja po swoich doswiadczeniach stwierdzilem, ze moja zona chyba jakas wiatropylna jest i od tej pory zarowna ja jak i ona mamy niesamowitego stresa, jak idziemy do lozka. Wy to macie dobrze! Zero stresu pod tym wzgledem do konca zycia!"

      Z wrazenia nie moglam pozbierac szczeki z podlogi ...
      • krolowasniezka Re: Co na to rodzice/tescie? 08.11.10, 10:12
        Sofi pamietasz moje przejscia teraz szukuje sie do 2 podejscia ISCI i mysle ze bedac po tej stronie barykady moge to powiedziec ze mysle ze twoj kolega zachowal sie nie delikatnie ale w gruncie rzeczy ma racje tak my mozemy miec beztroski seks bez hormonow i innych zabezpieczen a ludzie bez problemow z plodnoscia nie moga do tego dochodza problemy z czasem i miejscem co powoduje ze tego seksu nie uprawiaja tygodniami... dziwisz sie ze nam tego zazdroszcza? przeciez potrzeby maja tak jak my posiadania dzieci
        • sofi75 krolowa 08.11.10, 10:27

          Sorry! Ale nie za bardzo rozumiem Twoje stanowisko.

          Dla mnie przedstawianie plodnosci jako swojego PROBLEMU ZYCIOWEGO i jakiejs tragedii, ktora ludzi dotyka jest mowiac delikatnie najwiekszym idiotyzmem, z ktorym sie spotkalam.
          Tym bardziej ze na ten 'problem' jest recept bez liku - wystarczy przejsc sie do lekarza. Podczas gdy na nasz problem juz tych recept tyle nie ma.

          Wiec sorry, ale nie uwierze ze jest poszkodowany przez zycie, bo musi sie zabezpieczac!
          • krolowasniezka Re: krolowa 09.11.10, 18:58
            to znaczy ja tez bym wolala sie zabezpieczac niz sie starac latami o dzidzie i nie wiadomo czy skutecznie i wszyscy ci moje dzieciate znajome tez pewnie wybrali by swoj " problem" z plodnoscia ... ale niewatpliwie kiedy odwiedzaja nas przypadkim z malenstwem pod reka i widza nasze rozgoryczone twarze i rozwalona posciel to zazdroszcza bo do nich z rana przylazl maly skarb i nici byly z seksu... takie to dziwne - zdrowy zazdrosci choremu.. no a tak na serio powiedz jaki lekarz pomoze na problemy z malym skarbem ktory sie kreci z samego rana po malym mieszkaniu akurat w godzinach kiedy najbardziej sie chce i to latami ...
            • km-mk-net Re: krolowa 09.11.10, 19:36
              ja już nie mogę się doczekać,aż mnie malec rano obudzi.Dla mnie było by to największe szczęście.Mnie to już nawet sex nie cieszy tak jak dawniej jak nie można zajść w ciążę.
    • km-mk-net Re: Co na to rodzice/tescie? 06.11.10, 17:17
      raczej tesciom nie powiem, ze mamy problemy.Chyba, ze juz mnie sytuacja zmusi, a bede robila wszystko by tak sie nie stalo.Wiem jakim czlowiekiem jest tesc.Jak on uwaza,ze ma racje to juz inny nie ma.Powiedziec prawde:on i tak nie uwierzy.I bedzie sobie tam swoje teorie rozwijal.Ogolnie to czesto cos tam sobie ubzdura na podstawie domyslow i dopiero w pewnym momencie wyczowasz glupia atmosfere i cala wizyte sie zastanawiasz o co mu chodzi,wracasz do domu i to samo.Moj maz pracuje, ja nie.No i tesc zaczal dopytki co jemy (bo chyba myslal,ze nic albo chleb na okraglo).Jak mu odpowiedzialam,ze normalne obiady to i tak nie uwierzyl,podczas jednej wizyty u nas,poszedl do kuchni i po garkach szperal,bo musial sie sam przekonac.Wiem bo mu pokrywka spadla i nawet sobie zaklnal.Wiec kurcze po co sie pyta jak i tak nie uwierzy w to uslyszy.To po co mam go wtajemniczac w tak delikatne sprawy.
      • kingadpl Re: Co na to rodzice/tescie? 07.11.10, 17:22
        u nas wiedza tylko najblizsza rodzina i nasi przyjaciele. tesciowa czuje sie troche glupio, bo wina lezy po stronie meza, moja mama jak schodzi na ten temat to placze - co mi wcale nie pomaga. no i wie kolezanka z pracy, co czasem zaluje ze jej powiedzialam, bo ostatnio mowie ze wszystko jest takie stresujace i trudne to poukladania w glowie, a ona na to, ze nawet nie probuje mnie zrozumiec, bo sama jest w 32 tygodniu ciazy i za 2 razem im sie udalo sad z kolei jedni z naszych przyjaciol staraja sie tez juz 2 lata, ale nie zaczeli jeszcze leczenia.
        staramy sie od 1,5 roku, jestesmy po dwoch iui, czekamy na wynik drugiej iui.
Pełna wersja