Smutna refleksja

IP: *.wawpie.ext.ids.pl 05.05.04, 10:29
Jak już wspomniałam jestem pesymistką Smuci mnie to wszystko Pracuję w szkole
Mam tu ok 60 koleżanek Większość ma problemy z zajściem w ciążę Wiele z nich
już zaiwestowało dużo pieniędzy i nic Podsuwają mi lekarzy po 200 zł wizyta
Nie stać mnie na to Na razie chodzę państwowo i ciekawe jak to się skończy
Chodząc do drogiego lekarza tez nie mam pewności że mi pomoże Jestem 4 lata
po ślubie staramy się ok 2 lat I tak nie jest źle Sa tu dziewczyny które
walczą od 5 lat sama nie wiem czy gorsze jest nigdy nie być w ciązy i się o
nią starać czy zachodzić i poronić Te osoby chociaż wiedzą że mogą zajść Ja
nigdy nie byłam Dzięki Bogu mam jeszcze trochę czasu Mam 29 lat
    • maliniaq Re: Smutna refleksja 05.05.04, 11:32
      Sylwia, a może spróbowałabyś dotrzeć do Łodzi do lekarza - specjalisty od spraw
      niepłodności, dr Niwalda??? Nie jest zbyt drogi, wizyta kosztuje u
      niego "tylko" 70 zł. ale wydaje mi się, że naprawdę jest skuteczny. Ja również
      jestem nauczycielką, pedagogiem i mam za sobą 5 letni staż małżeński. My
      staraliśmy się w sumie od samego początku, zwiedziliśmy chyba 90% lekarzy w
      różnych krańcach Polski, od Tomaszowa (skąd pochodzę) począwszy, na Krakowie
      skończywszy. Byli różni lekarze, różne diagnozy (choć nigdy nic konkretnego,
      ot, po prostu brak szczęścia), sporo wydanych pieniędzy (najtańszy lekarz brał
      40 zł. za wizytę, najdroższa p. doktor 200 - 250). Wreszcie trafiłam całkiem
      przypadkowo do lekarza tu u mnie w mieście (poszłam tylko po skierowanie na
      badania, które, ze względu na bezsilność lekarzy, postanowiłam zacząć robić
      sama na własną rękę), który zaproponował mi swojego znajomego z Łodzi. I
      faktycznie, dopiero tam zaczęłam odczuwać, że coś zaczyna się wokół mnie dziać.
      Facet brał po 70 zł. za wizytę, ale zrobił kompleksowe badanie i mnie i mężowi,
      od zwykłej morfologii począwszy, na hsg skończywszy. Kilka lat temu miałam
      robioną 3 krotnie inseminację, która nic nie dała, a kasa poszła na to
      olbrzymia. Tutaj natomiast udało się za drugim razem. Jestem bardzo zadowolona
      z dr Niwalda (choć krążą o nim różne opinie). Dla mnie to cudotwórca. Pomógł
      już niejednej kobiecie, może pomógłby i Tobie? Jeśli chcesz na niego namiary,
      naopisz do mnie (maliniaq@buziaczek.pl). Pozdrawiam i życzę sukcesu!!!!
    • Gość: kobietka Re: Smutna refleksja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.05.04, 14:50
      Sylwio!
      Chyba nie można powiedzieć i licytować co jest lepsze: nie być w ciąży czy być
      i poronić. Jedno i drugie jest straszne. Mnie problem niepłodności nie dotyczy -
      ja bywam tu na forum gościnniewink))), czy dotyczy mnie drugi problem? Trudno
      powiedzieć: pierwsza ciąża przebiegała rewelacyjnie, ale tylko do 28 tygodnia -
      urodziłam żywe, ale bardzo niedojrzałe dziecko -zmarło po miesiącu - wtedy
      wydawało mi się, że to najgorszy miesiąc w moim życiu... Jak pewnie każdy
      człowiek w podobnej sytuacji zastanawiałam się czemu ja, dlaczego to spotkało
      moje dziecko tak przecież chciane i oczekiwane. I koszmarne myśli czemu żyło aż
      miesiąc skoro nie miało dane żyć dłużej. Ale po wielu miesiącach przychodzi...
      nie, nie zrozumienie, ale NADZIEJA, że nie tylko może, ale i musi być lepiej.
      Potem druga ciąża - spodziewana, ale z problemami od samiuteńkiego początku, ze
      straszeniem przez lekarzy, z PRZERAŻENIEM z mojej strony, z myślami, że chyba
      się zabiję jeśli się to powtórzy. Miałam dobrego lekarza i skończyło się
      dobrze, ale wtedy znów wydawało mi się, że to najgorsze miesiące w moim życiu.
      Dziś i uśmiecham się i płaczę gdy pomyślę o moim pierwszym dziecku. I uśmiecham
      się i płaczę gdy myślę o drugiej ciąży i o tym strachu, który jej towarzyszył i
      o radości z ruchów dziecka. Do czego zmierzam? Gdybym nie widziała pierwszego
      dziecka, gdybym nie dotykała, nie przytulała chyba nie zdecydowałabym się na
      drugie. Bałabym się. Ale znałam już radość z oczekiwania i starałam się
      wyrzucić te obrzydliwe myśli. Cieszyłam się drobiazgami, bo uśmiechanie się
      poprawiało moje samopoczucie i wiedziałam, że to dobre dla dziecka. Sylwio!
      Więcej optymizmu! Może być dobrze - nawet jeśli teraz wydaje Ci się, że to
      niemożliwe. Może dobrze byłoby od czasu do czasu pobyć z kimś kto ma dzieci, bo
      z tego co piszesz w pracy niewiele jest takich osób. Jeśli cały czas myślisz i
      słuchasz o swoim problemie to on rośnie i rośnie do niesamowitych rozmiarów.
      Nie namawiam do zupełnego zarzucenia rozmów o Twoim problemie, ale może
      ogranicz liczbę osób, z którymi rozmawiasz o tym w pracy. Bo wyobrażam sobie,
      że to główny temat w pokoju nauczycielskim. Myślisz o tym w pracy, w domu, u
      lekarza, a zapewne i w łóżku; a gdzie miejsce na jakieś pozytywne myśli??? Może
      znajdziesz inny - swój własny sposób na to jak poprawić swoje samopoczucie i
      samoocenę. Problem wtedy nie zniknie, ale jeśli człowiek wierzy w siebie i
      KOCHA też SIEBIE to jest mu łatwiej. Daleka jestem od namawiania do
      samouwielbienia - chodzi mi tylko o to by pokochać siebie i spojrzeć na siebie
      z uśmiechem TY PESYMISTKO!
      A dla polepszenia nastroju polecam Ci wątek: "trochę żartem"
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=7930840
      bo widzisz, nawet w Waszej sytuacji nie brak powodów do uśmiechu. Kiedyś
      czytałam ten wątek w nocy i obudziłam męża swoim śmiechemsmile))) czego i Tobie
      życzę.
      Nie wiem czy Ci pomogłam, ale przynajmniej nie będziesz myślała, że dziewczyny
      nie chcą Ci odpisywać i rozmawiać z Tobą. Ich milczenie na pewno nie jest
      wynikiem odstawienia Cię na bok, tylko niewiedzy co Ci doradzić i napisać.
      Prawda dziewczyny?
      Ło matko, ale mi elaborat wyszedłwink))))))))))

      • Gość: Renata Re: Smutna refleksja IP: *.pl / *.enterpol.pl 05.05.04, 22:03
        Piękny mądry list, Kobietko.... aż się serce raduje, naprawdę.

        Ja bardzo staram się myśleć pozytywnie, mam w sobie duzo optymizmu i nadzieji.
        Ale niekoniecznie nadzieji na to, że będę w ciąży, tylko na to , że będę matką.
        Nie wiem czy to jest odpowiedzialne z mojej strony, ale nie robię tragedii z
        tego że nie mogę zajść w ciążę /9 miesięcy starań/, ponieważ bardzo, bardzo
        pozytynie myślę o adopcji. Mąż mój ma podobne podejście....Nie pomyślcie, że
        traktuję problem przedmiotowo - nie, poprostu nie boję się adopcji...nie wiem
        dlaczego ale tak jest. Myślę, że przyjazne myślenie, swiadomość tego, że jest
        jeszcze inne wyjście z sytuacji, pozwala nastawić się do problemu bardzo
        pozytywnie. Nie zabija w nas tej radości z bycia mamą. Jestem spokojna .....

        pozdrawiam gorąco
        Renata

        Ps. Ostatnio na wizycie Pan profesor nazwyczajniej w świecie "olał" mnie i
        mojego męża i nasz problem. Powiedzial, że 9 miesięcy starań to nie powód do
        zmartwień, nie zastosował dosłownie żadnego leczenia, tylko kazał próbować
        dalej.... Szkoda słów....
        I tak będziemy kiedyś Rodzicami !
    • Gość: sylwia Re: Smutna refleksja IP: *.wawpie.ext.ids.pl 05.05.04, 15:03
      jesteś super Dzięki
      • Gość: M. Re: Smutna refleksja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 22:05
        A wiecie co mnie najbardziej wkurza? Że jak ktoś wcale dziecka nie chce - bo ma
        już kilkoro albo mu się po pijanemu przytrafiło - to nie ma problemów ani z
        zajściem w ciążę ani z jej donoszeniem. A potem zostawia gdzieś w piwnicy czy
        na przystanku albo zabija. A jak ludzie bardzo chcą mieć dziecko i mogą mu
        zapewnić dobre warunki (nie mam tu na myśli warunków materialnych, ale miłość i
        troskę) - to mają problemy. Dlaczego to takie niesprawiedliwe?

        My staramy się prawie 2 lata. I przez te dwa lata co miesiąc te same nerwy i
        czekanie.
Pełna wersja