Jak sobie radzicie z otoczeniem?

02.08.11, 21:44
Witam cieplo, moze najpierw szybciutko sie przedstawie. Z mezem staramy sie o dziecko od 2 lat, podczytuje Was od roku i wielokrotnie bylyscie dla mnie (zupelnie nieswaidomie) inspiracja, otucha i nadzieja.

Ale do rzeczy-byc moze byl jus taki watek. Ja w miare daje sobie rade z badaniami, diagnozowaniem i leczeniem. Natomiast nie umiem sobie poradzic z smsami (od wlasciwie slabo znanych osob-ten otrzymany 10 min temu jest inspiracja tego postu) o narodzinach dzieci; nie radze sobie z wiadomosciami o kolejnych ciazach znajomych ( ostatnio ryczalam przez 3 godziny na podlodze w lazience); skarzeniem sie szwagierek na imprezach rodzinnych,ze ma juz dosc swego dziecka, bo ja obudzilo o 5 ej nad rannem (mam jej ochote wsadzic glowe do polmiska z salatka),itd.
Ci,ktorym zajscie w ciaze i urodzenie dziecka nie sprawilo wiekszego problemu sa taaaak bezmyslni. Co robic,zeby nie zwariowac w takich sytuacjach?
    • lili2010 Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 03.08.11, 09:21
      najprościej by było powiedzieć OLAĆ, co jest niezwykle trudne. Też mam kuzynkę, która przy każdej okazji ma "dzieciowstręt" i ma dość swoich "bachorów" - urodziła wg planu i jak w zegarku, nie jestem w stanie pojąć takiej niesprawiedliwości, ale powoli się godzę z tym, że są rzeczy, których nigdy nie zrozumiem i nie mam na nie żadnego wpływu, szkoda energii. Staramy się o drugie dziecko ponad 3 lata, na początku był to dla mnie temat tabu i wszystko dusiłam w sobie, teraz otwarcie mówię, że jest problem i nie każdy zawsze ma to co chce. Czasem mam wrażenie, że sama się już znacznie znieczuliłam albo pogodziłam z takim stanem rzeczy ;-(
      • magaprzy78 Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 03.08.11, 11:26
        Witam!
        Ja przynajmniej staram się jakoś z tym radzić,choć są sytuacje kiedy trzeba trzymać uczucia na wodzy.U mnie moja najbliższa rodzina zna nasz problem...gorzej z tą dalszą.
        Ostatnio byłam na rodzinnym zjezdzie i tam mało z siebie nie wyszłam...siostra była z córeczka ,więc zaczęły sie dopytywania cioć,kuzynek itd.o to kiedy u nas wreszcie zawita maleństwo(bo mam już 33lata-8 lat stażmałżenski) ,aż mnie szlak trafia gdy słyszę takie pytania... inni nie bardzo wiedzą ,że nie jest zawsze tak jak się chce...że można mieć problem...,więc jeśli ktoś takich rzeczy nie przeżyje na własnej skorze to nie wie co to niepłodność.A skąd mogą wiedzieć jeśli się nic nie mówi na ten temat...więc jeśli sie o tym nie mówi głośno nawet w rodzinie to nie ma też zrozumienia i akceptacji ze strony obcych nam ludzi...a to jest bardzo ważne(wg.mnie) dla naszej sychiki.
        Oczywiście szanuję decyzję tych,którzy nie mają ochoty "obwieszczać światu" o swoim problemie.Nie każdy chce by otoczenie się dowiedziało a potem może z nich drwiło i plotkowało o nich...
        Co wy forumowiczki o tym myślicie?Czy warto jest szczerze i otwarcie mówić o takich sprawach z innymi?
    • melisa.1 Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 03.08.11, 16:35
      Ja tez przezywałam bardzo boleśnie wszelkie wieści "ze swiata" o kolejnych szczęśliwych narodzinach i ciążach, ba! nawet przeszłam małe załamanie nerwowe kiedy dowiedziałam się, ze moja przyjaciółka jest w ciąży (oni tez starali się długo i wszyscy razem się dopingowaliśmy, tak było łatwiej, a tu nagle ...zostałam sama na placu boju). Oczywiście jej gratulowałam i nie dałam niczego po sobie poznać, przecież życzyłam jej najlepiej jak mogłam, tylko to uczucie osamotnienia w problemie się pogłębiło.. Postanowiliśmy z mężem mówić otwarcie o problemie, a było to po kilku takich sytuacjach gdzie ktoś zyczliwy lub mniej zyczliwy pytał kiedy, czy nie planujemy, albo udzielał rad, ze to najlepszy moment na dziecko. U mnie to zadziałało, bolało mniej jeśli otwarcie powiedziałam o problemie, nawet jeśli było mi bardzo przykro.. zdecydowanie gorzej było robic dobrą minę do złej gry a potem 'odpłakiwac' swoje w ukryciu. Ale może u każdego to działa inaczej... A przykro było czasem bardzo, bo pierwszą ciążę straciłam a w tym samym czasie urodziło się dziecko w bardzo bliskiej rodzinie. Zagryzałam zęby żeby nie płakac z rozpaczy na jego widok. Wracając do otwartego mówienia o problemie- ja to ujmowałam w ten sposób "staramy się o dziecko, ja sie leczę i mamy nadzieję na szczęsliwe zakończenie". Reakcje były rózne, od słow wsparcia do milczenia z zakłopotania. Ale w sumie rozumiem, bo w naszym społeczeństwie jest to temat tabu. Ogólnie podsumowując mój wywód - jestem za tym, zeby mowic. Mam nadzieje, ze za jakiś czas niepłodność będzie traktowana jak każda inna choroba , która da się wyleczyć, i mowienie o niej otwarcie nie będzie takim problemem jak teraz.
      • lenkau Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 03.08.11, 20:18
        U mnie w pracy wiedzą,że się staramy i nic z tego nie wychodzi. Bo były pytania po ślubie.Więc najczęściej nie ma komentarzy,ale jak pojawia się nowa osoba to trudno żeby takie rzeczy komuś obcemu opowiadać, więc się zdarzyło,że usłyszałam od matki trojga dzieci a to jakiś problem? (chodziło o zajście w ciążę). A ja na to,że czasami trudno. Myślę,że to zależy od kultury nawet jak ktoś wie o problemie a nie potrafi wczuć się w sytuacji kogoś innego to i tak będzie głupio pytał i sprawiał ból.
        Rodzina bliższa wie a z dalszą nie utrzymujemy kontaktu,ale pewnie domyśla się albo myśli,że jesteśmy wygodni i nie chcemy.
        Mnie najbardziej bolą komentarze i pytania dziewczyn,które też długo się starały i urodziły i jakoś zapomniały jak takie pytania bolą...
        • lamciad Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 04.08.11, 15:54
          Dla mnie to nie temat tabu,problem z płodnością to juz choroba cywilizacyjna,skoro mówi się o raku to dlaczego nie mówić o płodności?Jak mnie ktoś pyta to zawsze odpowiadam zgodnie z prawdą,a najblizszych bardziej wtajemniczam.Z ciąż koleżanek bardzo się cieszę,ostatnio dowiedziałam się,że szwagierka będzie miała dziecko i wszystko ze mną w związku z tym konsultuje.Nie jestem zła ani zazdrosna,nie rozpatruję też niemożności posiadania dziecka jako kary albo niesprawiedliwości.Nikt z nas nie jest taki sam,jeden ma problemy ze zdrowiem,drugi z pieniędzmi,trzeci z miłością itd - każdy swój wóz ciągnie.
          Koleżankom trudno zrozumiec waszą sytuację,bo nigdy się w takiej nie znalazły to skąd mają wiedziec,jaki to ból i rozczarowanie,ale tak samo wam trudno pojąć,że jak się dziecko ma to czasami człowieka wkurza - mówię to jako mama 3,5 latka wink
          Czasami warto spojrzeć na świat nie tylko własnymi oczami i jest to sentencja,która w 100% sprawdza się w odpowiedzi na pytanie "a wy kiedy będziecie mieli dziecko".
    • magdamajewski Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 05.08.11, 15:37
      rozowa_pelargonia napisała:
      > Ci,ktorym zajscie w ciaze i urodzenie dziecka nie sprawilo wiekszego problemu s
      > a taaaak bezmyslni. Co robic,zeby nie zwariowac w takich sytuacjach?
      a wiedza ze sie staracie i macie problemy? Jesli nie to sie nie dziw - bo czesto ludzie nie zdaja sobie sprawy z tego ze ktos moze miec problem z zajsciem w ciaze. Dla niektorych jest to normalnie ze w ciaze sie zachodzi ot tak, bo sami nie mieli z tym problemu.
      U nas glupie pytania skonczyly sie kiedy otwarcie powiedzielismy ze u nas sa problemy i latwo nie bedzie. To bylo najlepsze co zrobilam, bo skonczyly sie pytania a kiedy u was itd. I otoczenie stalo sie badzo taktowne i wyrozumiale. Na moja prosbe nikt sie nachalnie nie wypytwal o starania i lekarzy, jak miala ochote o tym pogadac to miala do kogo sie zwrocic kto mnie wysluchal ale inicjatywa musiala wyjsc odemnie co mi bardzo odpowiadalo.
      My corki doczekalismy sie po 9 latach...
      • pudelek09 Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 08.08.11, 08:16
        My bylismy takim przykladem>dlugo starajacych sie< -10lat i 7mies!Pamietam ten bol,strach,bezsilnosc!Tez ryczalam i mialam dola jak jakas kolezanka,sasiadka,kuzynka oznajmiala o ciazy.Przechodzilam mnostwo badan,zabiegow po operacje,zjadlam chyba pol apteki lekow.Zdecydowalismy sie na invitro bo czulam ze niedlugo zwariuje ale tak na maxa.Wiedzialam ze to ostatnia deska ratunku!Mialam swiadomosc ze tylko to,albo juz nic.Trudno mi bylo podjac ostateczna decyzje(wlasnie dlatego ze to ostatnie wyjscie).
        Podano mi dwa zarodki,jeden z nami zostal a za ok 20dni pojawi sie na swiecie!
        Nie pisze tego aby Was dolowac!Pisze dlatego,zeby pokazac,ze warto walczyc!Warto wykorzystac co tylko sie da by miec to upragnione malenstwo.Zycze Wam tego z calego serca i trzymam kciuki!
        • kingadpl Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 15.08.11, 21:09
          dobry watek... ja sobie nie moge poradzic z cala sytuacja. najblizsza rodzina wie, taktownie sie zachowuje, dalsza niestety nie wie i wydaje im sie ze my pochlonieci kariera jestesmy. bo co 3 lata kupujemy nowe auto, podrozujemy po swiecie, kupujemy drogie ubrania, itd. ale nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, ze tez wolelibysmy nigdzie nie wyjezdzac na wakacje, a miec malenstwo. teraz szwgierka jest w ciazy, oni z powodow medycznych musieli odlozyc decyzje o poczeciu dziecka, i po 3 miesiacach im sie udalo bez problemu zajsc w ciaze. przedtem pytali co i jak u nas, a teraz jakby zupelnie ich nie obchodzilo to wszystko, tylko jaki wozek beda kupowac i na jaki kolor wymaluja pokoik dzieciecy. niedawno przyjaciolka urodzila coreczke, ale wiedziala jak sie zachowac i jak sie obchodzic z naszym problemem. sa po prostu ludzie i ludzie. tak chcialam sie wyzalic... wiecej nic...
          • zosia9 Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 16.08.11, 19:46
            ja jestem już po drugiej stronie tzn mam dziecko z in vitro. I czasami widzę pary które są same i nie pytając się dlaczego tak jest mówię o moim in vitro. Zwykle słyszę historię podobną do mojej i staram się zrozumieć. Mogę też często coś normalnie doradzić.
            Oczywiście nie zmienia to faktu że jak dziecko w nocy nie śpi to sama narzekamwink i urodzenie dziecka to nie była żadna wielka radość, ale stres i depresja poporodowa.
            • primavera34 Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 16.08.11, 21:38
              Przeczytalam wczesniejsze posty i przyszla mi do glowy taka mysl - oczekujemy ze otoczenie bedzie wyrozumiale, ale mam wrazenie ze nam tej wyrozumialosci dla otoczenia brakuje. Mysle ze nie ma nic dziwnego w tym ze mama ktora ma male dziecko moze czasami byc zmeczona i narzeka - i to wcale nie jest przejaw braku empatii ale po prostu zycie. Jak napisala jedna z nas wczesniej - kazdy ciagnie swoj wozek. I tak juz jest. Nie moge oczekiwac ze teraz cale otocznie bedzie uwazac na to co mowi, bedzie delikatne i bedzie omijac tematy dla mnie bolesne, bo ja nie moge urodzic dziecka. Nikt kto tego nie przezywa nie jest w stanie zrozumiec, ale z drugiej strony ja tez nie jestem w stanie zrozumiec chorych np. na raka, bo ja tego nie przezywam. Chodzi mi o to ze moze czasami jestesmy zbyt wyczulone, nawet w sytuacjach, ktore u podstaw nie maja na celu zadania nam bolu. Kazdy z nas ma jakies problemy, dlatego warto mowic otwarcie. Mi osobiscie to pomaga, bo radzenie sobie z sama soba jest wystarczajaco skomplikowane - nie ma co sobie dokladac. A ze czasami boli, coz wyplacze sie i dalej do przodu z nowymi nadziejami...
              • melisa.1 Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 17.08.11, 16:17
                Zgadzam się w pełni. Tak to własnie jest, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.. Kiedy nie mogłam zajść w ciążę każde napomknięcie młodej mamy, ze jest zmęczona i niewyspana traktowałam jak podłą prowokację. Ileż ja bym dała, zeby być zmęczona i niewyspana w tym kontekście! Teraz wiem, że nikt mi nie chciał zrobić przykrości, daleki był od tego. Każdy musi w tym "radzeniu sobie z otoczeniem" odnaleźć swój własny sposób, który jest dla niego najmniej bolesny (mówić, nie mówić, izolować się, integrować wbrew wszystkiemu). Bo boleć pewnie i tak będzie, mniej lub bardziej...
    • anm-a Re: Jak sobie radzicie z otoczeniem? 17.08.11, 14:30
      O naszym problemie nikt nie wie, nawet najbliższa rodzina. W rodzinie bliższej i dalszej ciągle rodzą się maleństwa, tylko nie u nas. Też jesteśmy postrzegani jako wygodne małżeństwo, co to nie ma co z kasą robić, tylko wydaje na duperele (a przecież to całe leczenie kosztuje czasami więcej niż utrzymanie dziecka). W pracy też koleżanki w ciąży. Gdzie się nie obrócę to słyszę albo o ciążach albo o dzieciach i oczywiście jakieś głupie uwagi pod naszym adresem. Czasem to tak boli, że myślę, że dłużej nie dam rady, jest żal, złość i ta bezradność, poczucie krzywdy. A wielu patrzy przez własny pryzmat i wydaje im się że jak im się udało, to przecież pestka. Trzeba to znosić, niestety.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja