Invitro I podejście

03.06.12, 13:52
Cześć!
Jestem tu nowa. Wogóle pierwszy raz jestem na forum...
Chciałabym z Wami porozmawiać na temat In vitro. Staram się z mężem 2 lata jesteśmy po 6 próbach inseminacji i zero efektu. Byłam już w klinice z mężem Provita Katowice mamy teraz szereg badań hormonalnych i 14 czerwca mamy wizytę i będziemy mieć już konkretne info kiedy In vitro...
Jesteśmy bardzo pozytywnie nastawieni ale strach przed nieznanym chyba jest silniejszy...
Chciałabym zapytać Was jak Wy się czułyście przed jakie były Wasze uczucia przeczucia i jaki był wynik końcowy? smile
Jeżeli macie ochotę proszę Was o odpowiedź....
Pozdrawiam
    • aasb Re: Invitro I podejście 04.06.12, 20:58
      maja-jasiek
      ja jestem po 2 IUI i 3 Invitro w tym 3 jak narazie udanym (zaczął się 8 tydzień ciąży smile)
      całe leczenie prowadziliśmy od grudnia 2010 roku. Przechodziliśmy szereg badań, myśleliśmy skąd wziąć kasę, przetrzymywaliśmy porażki i podejmowaliśmy kolejne próby...
      Aż w końcu 8 maja usłyszałam, że się udało - warto było to wszystko przejść...oczywiście teraz z drżeniem serca czekam na kolejne wizyty i informacje co i jak z naszą Fasolką, dzielnie znoszę poranne mdłości i inne niedogodności i chcę wierzyć, że już będzie tylko dobrze wink

      Maju musisz przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość i starać się dużo rozmawiać z mężem o wszelkich wątpliwościach. Aha no i warto żebyście ufali swojemu lekarzowi. Jeśli na samym początku będziecie mieli jakiekolwiek wątpliwości to od razu szukajcie rozwiązania.

      Trzymam kciuki i życzę powodzenia.
      • natkat02 Re: Invitro I podejście 05.06.12, 13:43
        potwierdzam, trzeba byc cierpliwym, uda sie na pewno. tez bylam kiedys na wizycie w prowicie, u bardzo fajnej pani, widac bylo profensjonalne podejscie. mi sie udalo w inwimedzie w warszawie za pierwszym razem, teraz po 2 latach od urodzin synka podchodze 2 raz, tzn w maju nieudane z morzakow, ale teraz proobuje znowu. trzymam kciuki za nas.
        • jeza_bell Re: Invitro I podejście 10.06.12, 12:49
          natkat02 napisał(a):

          > potwierdzam, trzeba byc cierpliwym, uda sie na pewno.

          Nigdy nie ma nic "na pewno" i prawda jest taka, że są pary, które nie doczekają się biologicznego dziecka.
          Warto i o tym pamiętać podejmując walkę o macierzyństwo -cierpliwość i ślepy optymizm nie są antidotum na całe zło.

          Życzę powodzenia i wielu sił.
      • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 10.06.12, 12:44
        Bardzo się cieszę, że Wam się udało.
        Mam nadzieje że za jakieś półtora miesiąca napisze Ci to samo...
        Wszystko musi już być dobrze jak wychodzę z założenia, że jednego człowieka nie spotyka tyle zlego...
        Jak już się udało to musi być już wszystko dobrze do samego końca smile
      • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 11.06.12, 00:29
        aasb
        Mam do Ciebie jeszcze pytanko, proszę powiedz mi ile musiałaś mieć przerwy pomiędzy nieudanym in vitro z punktu medycznego?
        Czy trzeba jakiś czas odczekać czy można od razu walczyć dalej?

        Maja-jasiek
        • aasb Re: Invitro I podejście 12.06.12, 21:03
          maja-jasiek
          za pierwszym razem (październik 2011) lekarz zalecił miesiąc przerwy, ale my ze względu na remont zrobiliśmy dłuższą przerwę do marca 2012.
          Po 2 razie poszliśmy ciągiem, czyli po nieudanym IVI 23 marca już w następnym cyklu zabraliśmy 2 maleństwa ze sobą - 26 kwietnia.
          Wtedy też zmieniliśmy trochę leki (doktorek popracował nad endometrium jak to się wyraził)
          Tak więc to jest bardzo różnie.
          Myślę, że za 1 razem zaproponował przerwę bo byłam też po punkcji, więc po dużej liczbie leków, a później już były kriotransfery, więc leków było zdecydowanie mniej.
          Nie wiem jaki był tak naprawdę powód takich decyzji o przerwie i później jej braku, ale wiem jedno, że nawet jak czasem będziesz wątpiła to zaufaj lekarzowi On wie co robi smile

          My w piątek zaczęliśmy 9tc i jak na razie jest ok smile
          Czego Wam wszystkim Dziewczyny życzę smile
          • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 17.06.12, 22:42
            aasb
            Dzięki wielkie za info smile
            Chciałam wiedzieć żeby być gotową już na wszystko ale niestety nie można być gotowym mieliśmy już przystępować do in vitro w lipcu - ale po wizycie okazało się, że mój lekarz chce mi zrobić laparoskopie aby wykluczyć niedrożność jajowodów endometriozę itp.... i w lipcu to będę miała zabieg mam nadzieję, że wszytko będzie ok i już napewno z początkiem sierpnia zadziałamy.
            Mam już taką wielką nadzieje, że napiszę Wam w sierpniu dziewczyny udało się smile
    • julka_81 Re: Invitro I podejście 05.06.12, 22:21
      U nas udalo sie po pierwszym ICSI. Pomimo tego, ze byl dla nas to ogromny cios (bo takie rzeczy oglada sie tylko w tv) to bylismy bardzo pozytywnie nastawieni. Liczylismy sie z tym, ze moze sie nie udac, ale z calego serca wierzylismy, ze bedzie dobrze! I bylo smile. Ciaza przebiegala ksiazkowo, poza mdlosciami byla to naprawde wymarzona ciaza. Czulam sie cudownie, smialam sie w tym okresie wiecej niz przez cale zycie. Hormony dzialaly na mnie jak jakis eliksir smile. Synek urodzil sie 3dni po terminie i jest najcudowniejszym dzieckiem na swiecie. Ma juz ponad 2 miesiace i z dnia na dzien robi sie fajniejszy. Okaz zdrowia smile. W koncu to nie byla tylko chwila przyjemnosci, ale kupa ludzi nad nim pracowala wink.
      Nie taki wilk straszny jak sie wydaje. Na poczatku moze Cie to wszystko przerazi czy przerosnie, ale z perspektywy czasu wpomnisz to moze nie tyle z przyjemnoscia, ale z duma, ze sie udalo wink. Powodzenia smile
    • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 10.06.12, 12:36
      Dziękuje Wam za te słowa otuchy!!!
      To jest bardzo ciężkie dla mojego męża ale ja staram się go wspierać w każdy możliwy sposób, dla mnie jest to prostsze teraz, kiedyś każdy miesiąc był dla mnie zgrozą tyle przepłakanych dni- koszmar teraz zmieniłam podejście wierzę że nam się uda smile Aż czasami mam wrażenie że ta moja wiara jest zbyt mocna i może wszystko popsuć- jestem przekonana że in vitro zaskoczy za pierwszym razem....ale gdzieś z tyłu głowy jest ta myśl że jednak coś pójdzie nie tak i wtedy będzie to dla nas cios życia, z którego mój mąż może się już nie podnieść sad
      Tak bardzo chciałabym już powiedzieć całemu światu że jestem w ciąży, tak bardzo chciałabym to poczuć!
      • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 10.06.12, 12:40
        A mam do Was jeszcze pytanie ...
        Czy któraś z Was może mi powiedzieć jak mniej więcej to wszystko będzie wyglądało ( samo podejście już do in vitro....czytałam dużo oglądałam filmiki ale to napewno nie to samo jak relacja od kogoś kto to już przeżył)
        Wiem że przez około 2 tygodnie będę stymulowana i co potem...(właśnie jak to wszytko będzie wyglądało ....)
        Dziękuje
        • franulina Re: Invitro I podejście 10.06.12, 14:14
          Pierwsza sprawa: leczenie in vitro to około 3 do 4 podejść. Dopiero kiedy te 4 podejścia się nie powiodą można mówić (choć też nie do końca) o nieudanym in vitro. Piszę to, żeby Cię nastawić, że Wasze leczenie przewidziane jest na dłużej. Jak się uda szybciej, to super, ale nie nastawiaj się za bardzo i w razie czego nie załamuj za szybko. U zdrowych par potrzeba statystycznie do 3 bądź 4 prób, by zajść w ciążę, nawet gdy nie ma żadnych komplikacji. Weź to pod uwagę.

          A co do procedury:
          Stymulacja trwa dwa tygodnie - robisz sobie zastrzyki hormonalne. To są spore dawki hormonów, więc możesz mieć niezłe huśtawki nastrojów. Na ogół raczej "na smutno", ale u mnie np. wywołały straszny wzrost libido wink . W tym czasie co kilka dni na usg podgląda się wzrost pęcherzyków i patrzy się, ile pęcherzyków dojrzewa. Kiedy są dojrzałe, dostajesz ekstra zastrzyk, który musi być podany o dokładnej godzinie przed umówionym zabiegiem punkcji. Wywołuje on owulację. Po ok. 12 godzinach stawiasz się na punkcję. W znieczuleniu ogólnym pobierają płyn z jajników, w których będą komórki jajowe. Ile udało się znaleźć, tego dowiesz się kilka chwil po wybudzeniu - na ogół udaje się pobrać ok. 80% z liczby dojrzałych pęcherzyków. W czasie Twojej punkcji mąż oddaje nasienie, które jest potem dodawane do komórek (albo wstrzykuje się pojedyncze plemniki, jeśli parametry są złe). Po wybudzeniu chwilę czekasz sobie w łóżku w klinice, po czym zmykasz do domu. Możesz mieć potem niewielkie plamienia i lekki ból brzucha - nic takiego. Następnie przez około dobę czekasz na sygnał, ile powstało zarodków. Na ogół nie wszystkie pobrane komórki się zapładniają (znów - ok. 80%). Jeśli zarodki są słabe, rozwijają się powoli, podaje się je trzy dni po punkcji. Jeśli są ładne i zdrowe - czeka się jeszcze dodatkowe dwie doby. Wtedy lepiej widać, które mają największe szanse na zagnieżdżenie. W jednym podejściu podaje się dwa lub trzy zarodki - te najładniejsze - a resztę (jeśli jest jakaś reszta) - zamraża. Podanie zarodków to po prostu wpuszczenie małej porcji płynu, w którym się znajdują, za pomocą długiej cewki, do macicy. Trwa to pięć minut, ledwo się to czuje i ogólnie trudno złapać doniosłość chwili wink. Po podaniu każą leżeć przez kilka godzin, a przez najbliższe dni unikać nadmiernego wysiłku fizycznego i używek. W terminie miesiączki robisz test ciążowy i wiesz na czym stoisz. Robisz nawet, jak jest krwawienie, bo ciąża może być mimo to (mój przypadek).

          No. To tyle opowieści technicznej. Z punktu widzenia obciążenia medycznego, to nie jest to jakieś straszne. Mój mąż mniej-więcej w czasie naszego in vitro miał operację kolana i było to fizycznie sto razy bardziej obciążające: ból, unieruchomienie, kule, rehabilitacja itd. A tu to raczej pikuś, poza kwestiami psychicznymi. Więc w tym czasie starasz się nie oszaleć z nerwów, powtarzasz sobie, że masz cztery próby (u nas wyszło w trzeciej, po drugiej stymulacji) i żyjesz jak najnormalniej. Powodzenia! F.
          • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 10.06.12, 14:48
            Bardzo Ci dziękuje za tak wyczerpująca odpowiedź smile
            Dużo mi to dało troche rozjaśniło kilka kwestii, czyli jednak ogólne znieczulenie myślałam wsumie byłam przekonana że miejscowe...ale chyba to już nie ma znaczenia.
            A powiedz mi proszę co jest po? wiem, że trzeba się oszczedzać nie nosić cieżkich rzeczy, ale czy lekarz dał Ci l4 żebyś spokojnie mogła odpoczywać i nie stresować się?
            My mamy sytuacje że w sierpniu na początku mamy zabukowane wakacje za granicą lot samolotem mąż jeszcze liczy, że na nie polecimy, ale ja wiem, że jak się nam uda to nie mamy o czym myśleć nawet (wtedy bym była około w 5 tyg ) ,no chyba że się nie uda sad
            • aasb Re: Invitro I podejście 10.06.12, 18:43
              maja-jasiek
              pytasz co po?
              a więc po transferze czeka Cię dwa długie tygodnie oczekiwania na wynik. Czy weźmiesz urlop albo zwolnienie to zależy od Ciebie. Ja po 1 razie wzięłam zwolnienie, po 2i 3 urlop (za każdym razem tydzień). Tylko różnica była taka, że przy 1 i 2 przesadnie na siebie dmuchałam, leżałam prawie się nie ruszałam i snułam myśli od mega pozytywnych do strasznie negatywnych. Po 3 transferze też się oszczędzałam ale już bez przesady. Nawet spędziłam 4,5h przy desce do prasowania i wieszałam z mężem firanki i zasłonki. W ogóle robiłam praktycznie to co normalnie tylko wolniej, nie nosiłam ciężkich rzeczy. W sobotę przed kontrolą (beta była we wtorek) na pocieszenie - zakładałam, że się nie udało - pojechałam sobie kupić trochę ciuchów (już koszulek nie mogę zapiąć w biuście wink).
              No ale wracając do sprawy po 2 tygodniach oczekiwania masz wynik. Jeśli jest negatywny ugadujesz się z doktorkiem na dalsze działania - albo robicie przerwę, albo kontynuujecie zgodnie z jego zaleceniami.
              Jeśli wynik jest pozytywny to dopiero dostajesz kręćka smile Zakładam, że większość z nas (ja przynajmniej tak miałam) nie może uwierzyć, że się udało. Ja robiłam dwa sikańce, mimo, że przecież beta jest pewniejsza, a do pierwszego usg drżałam jak osika wyszukując objawów ciąży. Przyszły w 6tc razem z wymiotami uncertain. Potem pierwsze usg, a potem znów oczekiwanie na drugie i następne. I tak jak napisała już któraś dziewczyna tak do końca ciąży będzie nam towarzyszył niepokój smile.
              U mnie osobiście te objawy pojawiają się bardzo pomału i czasem boję się, że moje Maleństwo może nie mieć się dobrze, ale z drugiej strony myślę, że jak już się tyle wycierpieliśmy i się udało to może los teraz już będzie dla nas łaskawy.

              Co do latania samolotem to ja w 6tc (za zgodą doktorka) leciałam i wszystko było ok.
              Tak więc nie zakładaj z góry, że jak się uda to będziesz uziemniona.

              Życzę powodzenia
            • franulina Re: Invitro I podejście 10.06.12, 20:03
              Ach, jeszcze jedno: niektóre zarodki niestety nie nadają się do zamrożenia, bo obumierają wcześniej (jak się mówi, najpewniej ze względu na wady genetyczne). Trzeba się z tym niestety liczyć.
              A co do podróży: ciąża nie jest przeciwwskazaniem do podróży samolotowych, zwłaszcza tak wczesna. Jeszcze pewnie nawet mdłości nie będzie, w razie jakby co. No chyba że będziesz miała krwawienia, to inna śpiewka (ja przeleżałam pierwszy miesiąc plackiem). Gdybyś zaszła w ciążę normalnie, to mogłabyś jeszcze nawet o niej nie wiedzieć... ustal to z lekarzem, ale nie odwołuj wyjazdu, jeśli nie musisz. Będziesz miała niepotrzebne poczucie, że "tak strasznie się starasz", a ono nie robi człowiekowi dobrze. A jeszcze mąż może mieć żal - po co Ci to? F.
      • kavainca Re: Invitro I podejście 10.06.12, 14:09

        > Aż czasami mam wrażenie że ta moja wiara jest zbyt mocna i może w
        > szystko popsuć- jestem przekonana że in vitro zaskoczy za pierwszym razem....al
        > e gdzieś z tyłu głowy jest ta myśl że jednak coś pójdzie nie tak i wtedy będzie
        > to dla nas cios życia, z którego mój mąż może się już nie podnieść sad
        Gwarantuje Ci, że można się podnieść. Większość z nas to przechodzi...jest ciężko, potrzebne jest wsparcie, ale dajemy radę. Życzę aby się udało, ale jak nie, to popłaczecie sobie, a potem się otrzepiecie i będziecie dalej działać
        powodzenia
        kava
        • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 11.06.12, 00:22
          Kava
          Dzięki za te słowa powiem Wam że cieszę się że się tu zapisałam smile nie mam tak naprawdę z kim o tym porozmawiać bo nikt tego problemu nie zna tak dobrze ja my sami!
          Mam ogromne grono przyjaciół które już maja dzieci albo też maja problem ale są na początku naszej drogi...a ja teraz potrzebuje takiego słowa od kogoś smile
          Wiem że mogę się rozczarować ale bardzo wierzę teraz że się uda, że w końcu to powiem ...jestem w ciąży... smile
          Kava czy Ty masz już dzieciaczki ? Jeżeli oczywiście mogę zapytać?
          • kavainca Re: Invitro I podejście 11.06.12, 09:02
            Mam córkę z pierwszei iui smile Potem były jeszcze dwie iui i inv. Nadal liczymyna cud, alemamy wraźenie, że Matylda jest naszym jedynym i największym cudem...
            Mam zamrożonych 6 komórek jajowych i może jeszczze spróbujemy, ale ostatnio życie man sie trochę komplikuje i nie wiem czy damy radę...
            • lili2010 Re: Invitro I podejście 12.06.12, 23:33
              kava no Ty byś miała nie dac rady? to kto? byłaś od samego początku jak się tu pojawiłam na tym forum skarbnicą wiedzy dla mnie i myślę, że dla wielu innych też, w chwilach zwątpienia zawsze czytałam posty zoe bo strasznie mnie na duchu podnosiły i utwierdzały w przekonaniu, że warto walczyc mimo wielu, wielu przeszkód.
    • lili2010 Re: Invitro I podejście 10.06.12, 21:32
      ja jestem po 5 nieudanych iui i pierwszym udanym in vitro w Provicie. Nastawienie miałam nieszczególnie pozytywne bo bałam się jakby się nie udało zbyt wielkiego rozczarowania, nawet teraz nie do końca jeszcze wierzę i ciągle mam obawy, że tyle jeszcze przede mną, chociaż myślałam, że jak już się uda to będzie z górki. Nie jest, najpierw obawy czy będzie serduszko, teraz obawy żeby przetrwały oba serduszka i chyba ten strach się dopiero skończy jak zdrowe dziecko/dzieci będą na świecie.
      Trzymam kciuki, żeby Tobie i wszystkim innym udało się za pierwszym razem.
      • kavainca Re: Invitro I podejście 10.06.12, 21:51
        i chyba ten strach się dopiero skończy jak zdrowe dziecko/dzieci
        > będą na świecie
        lili, nie chce Cie martwić, ale ten strach nigdy sie nie kończy...
        • kavainca Re: Invitro I podejście 11.06.12, 09:14
          ale jest też wielka radość, duma i szczęście...strach wpisany jest w macierzyństwo...przyzwyczaisz się i nauczysz sie z tym żyć
          pozdrawiam Cię serdecznie i kciukam za Twoje malutkie seduszka smile
          • lili2010 Re: Invitro I podejście 11.06.12, 13:57
            kava wiem, że w sumie nigdy się nie kończy, tylko to jest już chyba innego rodzaju strach o dziecko, jeszcze bardziej sobie to uświadomiłam teraz jak tak blisko mnie przyjaciółka straciła swoją córkę, to jest niewyobrażalne i zawsze myślimy, że wszystkie złe rzeczy dotyczą tych "innych" i kiedy dotyka nas nieszczęście to ciężko to ogarnąć, też się biłam długo z myślami dlaczego najpierw musiałam walczyć o życie jednego dziecka po porodzie, bo córka się urodziła w zamartwicy a później tyle lat walczyć o drugie. Ale widocznie tak miało być i innego wytłumaczenia nie mam.
            • kavainca Re: Invitro I podejście 11.06.12, 14:41
              no tak juz musi być...
              mnie strach o dziecko po porodzie przeistochył sie w silną depresję poporodową...byłam w niezłej ciemnicy
              to oczywiscie nie umywa sie do walki o zycie maleńkiego dziecka, ani tym bardziej do straty...
              Tylko, że my matki po leczeniu niepłodności mamy juz cos takiego w głowie, jakbyśmy to dziecko wydarły światu i Panu Bogu z rąk...i to jest śilniejsze od rozsądku, logiki i wszystkiego innego...ale jednoczesnie wiemy jaki wielki cud nas spotkał smile
      • maja-jasiek Re: Invitro I podejście 10.06.12, 22:43
        W takim razie gratuluje smile a czy powiesz mi u kogo sie leczylas w provicie? My zaczelismy chodzic do dr Mańki ale dopiero to byla jedna wizyta wiec nie wiem czy dobrZe wybralismy. Wsumie to wszytkiego sie dowiemy 14.06 bo mamy wizyte mamy juz komplet badan wiec mysle ze juZ wszystko bedzimy wiedziec. AcZkolwiek mam obawy bo mam wtorna cytomegiesad i boje sie ze to nas moze zdyskwifikowac na jakis czas sad
        • lili2010 Re: Invitro I podejście 11.06.12, 16:01
          jestem pacjentką właśnie doktora M. i nie zamieniłabym go na nikogo innego, bardzo spokojny i wyważony lekarz.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja