Dziewczyny którym się udało - wpiszcie się proszę!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.04, 17:35
Mam do Was wielką prośbę. Napiszcie że Wam się udało, a jeśli można to także
jak Wam się udało. Wasze posty są w różnych miejscach, a - przynajmniej dla
mnie to - jest taka pociecha przeczytać, że jednak może się udać. Bo gdy się
patrzy na ilość postów przy wątku Franceski - policzmy ile nas jest to......
Dzięki.M.
    • lidek0 Re: Dziewczyny którym się udało - wpiszcie się pr 10.07.04, 23:02
      Ja jestem po pronieniu /za niski progesteron, za wysoka prolaktyna, cytomegalia
      i bakteria w nasieniu/ jako efekt łyżeczkowania zrosty i ciąża pozamaciczna z
      wycięciem jajowodu, potem przegroda w macicy nie do usuniecia i diagnoza
      adopcja. Po 5 latach od rozpoczęcia starań upragniona naturalna ciążą a dziś 3
      letni urwis.
      pozdrawiam
    • mikrosk Re: Dziewczyny którym się udało - wpiszcie się pr 11.07.04, 00:25
      Najpierw trzy lata leczenia u zwykłej ginekolog-ciągła walka z jakimiś
      bakteriami u męża, później zaczęłam podejrzewać, że ona coś kręci, bo mąż
      już "pękał" od kolejnych antybiotyków podawanych zgodnie z antybiogramem, a
      bakterie ciągle były, a ja poprosiłam w pewnym momencie o zrobienie testu na
      wrogość śluzu (taki po stosunku)i usłyszałam, że to bardzo skomplikowany test i
      drogi i ona uważa, że jeszcze nie. To mnie zastanowiło, bo dowiedziałam się, że
      test kosztuje coś ok 60zł i jest prościutki . Jednak człowiek jest do pewnego
      momentu lekko zaćmiony i nie dopuszcza do siebie myśli, że coś takiego jak
      niepłodność to właśnie mój przypadek. Na szczęście przypadkowa rozmowa z
      koleżanką z pracy, która szykowała się do in vitro w Novum uświadomiła mi, że
      czas przestać się oszukiwać. No i trafiłam do Novum, a póżniej to już poszło
      piorunem. Wszystkie badania i pierwsze stymulacje miałam za sobą w ciągu 4
      miesięcy i po każdym kolejnym byłam coraz bardziej załamana, bo nic nie
      wykazywały- zarówno z mojej jak i męża strony wszystko było super tylko ciąży
      wciąż nie było. Podchodząc do kolejnych, coraz bardziej skomplikowanych badań
      chciałam, żeby wreszcie coś znaleźli, bo wtedy przynajmniej "wróg" jest
      rozpoznany i można z nim zacząć walczyć. Jednocześnie zaczęłam analizować swoje
      podejście do tematu i wyszło mi, że prawdopodobnie problem tkwi w mojej głowie.
      Żeby się nie rozpisywać opowiem skrótowo jakie wnioski - ja chciałam mieć
      dziecko, bo podjęlismy taką decyzję, że już najwyższa pora (to było u mnie
      około lat 30)im bardziej się staralismy tym bardziej je chciałam mieć,ale moja
      podświadomośc pracowała w ten sposób, że najchętniej to ja bym miała dziecko
      dopiero za jakieś 10 lat - praca, świetnie rozwijająca się kariera i takie tam,
      (niestety doszłam już do 34lat jak sobie to uświadomiłam i tych 10 nie mogłam
      czekać). Ale walka z własną podświadomością jest chyba najtrudniejsza. W Novum
      zaczęłam etap inseminacji i 1, 2, 3,4 i ciągle nic, a mój miły lekarz wciaż
      mówił "dlaczego pani nie jest jeszcze w ciaży?" wtedy zaczęłam czytać różne
      fora dotyczące tematu i przypuściłam atak na samą siebie. Już nie pamiętam
      dokładnie co ja brałam (na pewno syrop, chyba drossetux na śluz, jakieś
      witaminy, oczyszczałam organizm wyciągiem z grejpfruta- citrosept, albo jakoś
      tak, dla męża witaminy i selen ,no i poszliśmy z mężem do słynnego Pawła
      Połoneckiego, a jednocześnie myślę, że na moją głupią podświadomość zadziałał
      strach przed in vitro, które mieliśmy robić po wakacjach (w Novum była przerwa
      wakacyjna w zabiegach)i pomyślałam, że szkoda cyklu, trzeba jeszcze jedną (5)
      inseminację (coś musiałam robić, żeby nie zgłupieć), aha i jeszcze jedna ważna
      rzecz pożegnałam się z moim ukochanym (aczkolwiek wiem, że wstrętnym nałogiem)-
      w marcu rzuciłam palenie. W czerwcu byłam w ciąży (bliźniaczej-niestety
      rozwinął się tylko jeden zarodek). 2 wizyty u Połoneckiego ( w odstepie 2
      tygodni) odbyły się przed ostatnią inseminacją i do dzisiaj nie wiem, komu mam
      zawdzięczać mojego wspaniałego syna i czasami śmiejemy sie z mężem, że nasze
      dziecko ma 3 tatusiów ( aczkolwiek myślę czasami, że Połonecki mógł mi tę moja
      podświadomość troche odblokowac). Trochę długa ta moja historia sukcesu, ale i
      droga do niego nie była krótka. A teraz kilka drobnych sugestii- jeśli chodzi o
      podświadomość to warto sobie zadać takie pozornie głupie pytanie - dlaczego
      chcę mieć dziecko? czym ono ma dla mnie być ( a wierz mi wiem z dobrego żródła,
      że odpowiedzi są czasami zaskakujące, czasami proste, a czasami bardzo
      skomplikowane), ale musisz sama to w sobie przetrawić ( u mnie to trwało dobre
      kilka tygodni), poza tym nie można odpuszczać i się załamywać (mnie każda
      kolejna porażka mobilizowała do dalszego poszukiwania i działania, (choć lekko
      nie było) i radzę się chwytać wszystkich sposobów (ja o Połoneckim słyszałam
      zanim jeszcze w mojej głowie zaświtał pomysł o ciąży, a jednak później jakoś
      długo nie mogłam się zdobyć na wizytę) i jeszcze jedno uciekajcie jak
      najszybciej od "zwykłych" ginekologów (teraz to mogę książkę napisać z
      opowieściami znajomych o latach pseudoleczenia, zwodzenia, oszukiwania, albo
      zwykłej niewiedzy tych lekarzy). Nie twierdzę, że akurat Novum jest najlepsze,
      ale ja jak do nich trafiłam, to wreszcie miałam wrażenie, że jestem we
      właściwym miejscu i w końcu ktoś wie co robi. Pozdrawiam wszystkie kobiety
      oczekujące na dwie kreski, nie poddawajcie się, trzymam za was kciuki (a trochę
      i za siebie bo marzy mi sie, że może jeszcze raz...) Pozdrawiam
    • Gość: Dagmara Re: Dziewczyny którym się udało - wpiszcie się pr IP: *.cnclrk01.pa.comcast.net 11.07.04, 16:04
      Najpierw starania domowym sposobem, potem szesc nieudanych inseminacji... W
      sumie trzy lata staran
Pełna wersja