sandra123
14.08.04, 14:57
witam wszystkie panie
Czytam Forum od dawna ale piszę pierwszy raz. O dziecko staramy się od 2
lat, leczymy od stycznia b.r. Były badania. W maju miałam in vitro
(kiepskie wyniki męża( - niestety nie udało się. Miałam 4 oocyty, 3 się
zapłodniły i wszystkie 3 były podane, więc nie mamy zamrożonych zarodków. W
kolejnym cyklu CUDA NAD CUDAMI !!!!zaszłam naturalnie. Niestety
samoporonienie w 5 tyg. Byłam w szpitalu bo miałam kilka dni plamienia, ale
się nie dało uratować. Gin. nie bardzo umiał to wytłumaczyć, tylko
stwierdził że moe wina jednak nie po stronie męża a mój organizm odrzuca
zarodki. Zlecił kolejne badania, wyniki będą we wrześniu. Teraz jestem w 20
d.c. i modlę się najpiękniej jak umiem. Męża w międzyczasie pasłam
wszystkimi specyfikami o których przeczytałam na forum że pomagają facetom.
Testy owulacyjne, przytulanie kiedy trzeba etc.
Mąż jest wielkim optymistą. Twierdzi że jak raz się udało to z tego
powinniśmy się cieszyć i jeszcze się uda. Ja też staram sie być optymistką.
Poza tym gin. powiedział że może zarodek był nieprawidłowy i dlatego organizm
wydalił. Lepiej że poronienie tak wcześnie zanim się poczułam na dobre w
ciąży, lepiej teraz niż w 2-3 miesiącu, lepiej .... Tylko że dla mnie nie
lepiej. Ale jestem pełna nadziei - w chwilach kiedy nie jestem bliska
załamania. Ze względu na nasz wiek już myślałam o adopcji.
Sory jeżeli trocchę przynudzam i się rozpisałam.