MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :)

18.09.04, 11:05
Kobitki, proponuje wątek optymistyczny. Niech kazda z Was, ktora chce
wypowiedziec sie w sposób podbudowujący reszte, napisze to tutaj. Zapraszam
wszystkie, nie tylko te z Was, ktore szczesliwie zaciążyły, ale tez te, które
lepiej lub gorzej radzą sobie z dołkami i "fikającą" psyche.
W głębi duszy wszystkie wiemy, ze sukces, oprócz leczenia, zalezy też w
jakims stopniu od naszego dobrego nastawienia.
Każda z nas, ktora zdecydowała się walczyc dalej musi radzic sobie ze
stresem, rozczarowaniami, smutkiem, zalem, poczuciem krzywdy, fizycznym
cierpieniem i upokorzeniem. Napiszcie, jak to robicie!!
Pozdrawiam!!
kask
    • kask77 moja szczypta optymizmu :) 18.09.04, 11:28
      Dziewczyny, ja tez, tak jak kazda z Was jestem po przejsciach. Powoli koncza
      sie metody leczenia, jestem po usunieciu kolejnej juz z rzędu ciazy
      pozamacicznej, ktora widzialam na usg i zrobilo to na mnie piorunujace
      wrazenie..., straszny żal.....Ale:
      wyleczylam ranki i choc brzuch mnie jeszcze boli i mam cykl z kosmosu-
      optymizmem napawaja mnie dalsze próby.
      Owszem, mam chwile zwatpienia, ale tez po kazdej porażce mam uczucie jeszcze
      wiekszej motywacji do walki. Po pierwszych dwoch porazkach (a byly 4)na sama
      muysl o męskich gatkach robilo mi sie niedobrze...czas dany przez lekarza
      na "zagojenie" wydawal mi sie zbyt krotki. Jednak zmusilam sie (dosłownie !) i
      po nastepnych dwoch porazkach i kolejnym szpitalu -poczułam potworny "power" do
      działania. Im bardziej sie boje kolejnych prob, tym bardziej chce zeby juz
      nastapily!! Jestem pesymistka i najczesciej spodziewam sie nastepnej porazki
      ale pierwszy raz od dawna mam uczucie, ze kolejny niewypal, to nie jest czas
      stracony, tylko kolejna proba (owszem,zakonczona niepowodzeniem)ale jest juz za
      mną!! Mam ją juz za sobą, odcierpiałam swoje i jestem o kolejna porazkę BLIZEJ,
      a NIE dalej-ciąży i dzieciatka. Kazde niepowodzenie to krok w przód, a nie w
      tył!! Pamietajcie! Bo widac musialo nastąpić i na to nie ma rady, ale jest juz
      za mną.... i jak czeka mnie dwadziescia porazek, to cztery mam juz za soba!!
      odkad sobie to wytlumaczylam, przestalam miec zal do calego swiata, przestalam
      patrzec wilkiem na kolezanki rodzace kolejne dzieci i na kobiety w ciazy.
      Przestalam czuc sie pokrzywdzona przez niesprawiedliwy los. Czuje sie wyzwana
      na pojedynek. kazdy ma w zyciu jakis p[roblem-ja mam taki-ale w ten, czy inny
      sposób osiagne cel-bede miala dziecko!
    • Gość: megi74 Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 07:41
      ja od 14,09 jestem bardzo pozytywnie nastawiona i to nie za sprawą dwóch kresek
      na teście ciązowym- po prostu przeszłam pomyslnie laparoskopie ,a wynik jest
      bardzo dla mnie korzystny
      zabieg wykonywany był min. ze wzgledu zdiagnozowanego u mnie pco(nakłucie
      jajników)oraz stwierdzenie ewentualnych innych niekorzysnych zmian ,które
      uniemozliwiaja mi zajscie w ciąże
      okazało sie że jestem książkowym przykładem kobiety- narzady rodne mam bez
      żadnej skazy i NIE MAM P C O jest wszysko jest ok - i dlatego nabrałam nowych
      sił na dalsze leczenie
      Mam nadzieję ,że wyjdzie u mnie chlamydia, którą zrobiłam wczoraj ,bo byłby to
      może moj problem ,który mi nie pozwala zajsc w ciąże ,a to przecież kropla w
      morzu
      Kurcze- naprawde nabrałam dystansu do problemu i zgromadziłam nowne pokłady
      nadzieii , walki i wiary
      przerażajaca mnie wcześniej laparo. tknęła we mnie "nowe życie"
      trzymajcie się ciepło i wierzcie w lepsze jutro
    • Gość: megi74 Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.04, 19:51
      podciagam bo to fajny watek
    • kornelcia75 Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) 20.09.04, 23:38
      To ja tez podzielę sie z Wami moja historia,mam nadzieje ze nie zanudzę.
      pamietam jak miałam 18 lat i pierwszego guzka w piersi(nie grozny ale do
      usuniecia)parę lat pózniej dwa następne.lekarz powiedział lekarstwo to zajsc w
      ciaze,ale ja chciałam jeszcze popracowac,odłozyc na mieszkanie itd
      Ślub wziełam w 1999 r po 3 latach razem z kolezanka z pracy postanowiłysmy
      wziasc sie do pracy.Ona zaszła w drugim cyklu ja w drugim dostałam takich bóli
      ze w pracy lezałam na podłodze.Pomyslałam ze poroniłam.Pojechałam do lekarza a
      na usg lekarz zobaczył torbiel i powiedział-na raka nie wygląda,ale chyba
      endometrialny bo wypełniony krwią.Załamanie,co teraz?Bo nastepnym ataku bólu
      zabrali mnie do szpitala,a tam dawali antybiotyk po nie chcieli operowac
      nieródki.Po 2 tyg wyszłam i nic się nie zmieniło.Zatrzymali mi miesiaczke na 3
      mc,czułam wielka ulgę.Po odstawieniu leków antykoncepcja.Zaczeło sie na nowo
      tzn.bóle.Ginekolog przepisuje duphaston i zaleca próbowanie zajscia w ciaze bo
      jak zatrzymali miesiaczke to było ok.Próbujemy kilka miesiecy i nic,mimo bóli
      prubujemy,juz niewiem co robic.Ide na usg do specjalisty,torbiel ma 5cm,lekarz
      zaleca laparoskopie.Jest czerwiec,termin laparoskopii na pazdziernik.Mamy dalej
      próbowac,nic nie wychodzi.
      Pazdziernik idę z ulga na wyciecie tego gówna proszę ordynatora zeby sprawdzili
      mi droznosc,pomyslałam ze jak to wytna to i dalej nic to czeka mnie sprawdzanie
      droznosci.Zgadzaja się.
      Po 2 tyg przychodze po wynik modląc sie zeby to nie była endometrioza.
      Lekarz usmiecha się-Pani Doroto to było nie pekniete ciałko krwotoczne,które
      rosło i malałoi okreciło sie o jajnik dlatego bolało,jajowody drozne!
      Pytam-wiec dlaczego nie zaszłam w ciaze przez cały prawie rok???
      On niewie niech maz zbada nasienie.Zbadał,wyszło ok.

      Grudzien-styczen dni płodne,przytulamy się i jedziemy do Matenblewa(sanktuarium
      Matki Brzemiennej,dziewczyny prosza o dziecko,dziekują za fasolke,oczekują
      porodu)modlę sie i płaczę.

      W sylwestra jestem sama,maz ma dyzur dzwonię podchmielona szampanem do
      przyjaciółki zalac sie nie bedę miała dziecka!!!nie zostane mamą!!!

      Styczen, okres spóznia sie 3 dni ale ostatnio był 3 dni za
      wczesnie.Przyjaciółki dzwonia-zrób test!!!
      Mąz idzie do apteki,a ja mysle kolejny test z jedna krechą(jak ja jej
      nienawidzę)do tego czuje jakbym zaraz miała dostac okres,boli brzus i plecy.
      Robię,zamykamy łazienke i liczymy te parę sekund.
      nie wierze...!!!!ja płacze i on ma wilgotne oczy.cały czas patrze i nie wierzę.
      Dzwonie do przyjaciółek jedna płacze zemna(ta z która zaczełysmy starania)druga
      ma gesia skórkę.

      Wizyta u lekarza,pierwsze usg,zeby tylko zdrowe i rosło we mnie.
      Od dzis zaczynam 40 tydz,bedę miała syna,czekam na niego niecierpliwie.

      Zycze Wam wszystkim 2 kresek na tescie,wierzcie w to i nie załamujcie się.
      I jak mi ktos kiedys powiedział-dziecko przyjdzie do
      spokojnej,usmiechnietej,szczesliwej mamy a nie to zestresowanej ciagłymi
      stresami,sluzami,temp.
      Wiem ze to nie łatwe,bo przeszłam przez to.

      Mam nadzieje ze nie zanudziłam a za błedy przepraszam.

      Trzymam kciuki i wysyłam ciazowe fluidki-ja i Maks(40 tydz)
      • kask77 jak patrzec na inne dzieci i kobiety w ciazy :) 21.09.04, 12:27
        Jeszcze jedno..
        znalazłam na tym forum wątek o tym jak patrzymy "krzywo" na matki z dziecmi, w
        ciąży i kolezanki, siostry, kuzynki, sąsiadki rodzące dzieci. Zwłaszcza te,
        które zaszły bez staran i od tzw. "pierwszego strzału".
        Mysle, ze jest mi teraz latwiej z pokorą znosic porazki i ból, bo tez w jakis
        sposób poradzilam sobie z tym- i wierzcie mi dziewczyny-to sie da zrobic!!!
        Warto!Potem jest o wiele łatwiej, bo od tych wszystkich zmartwien zwiazanych z
        poczeciem dzidziusia odpadło to cholerne poczucie winy, ze zamiast cieszyc sie
        radoscia innych-reaguję płaczem, złoscią, zazdrością i poczuciem krzywdy, które
        pilnie w sobie pielęgnowałam.
        U mnie było tak: oczywiscie moje reakcje na inne matki i ciezarne były mocno
        negatywne! Mysle, ze wiekszosc z Was zna to uczucie i nie musze go opisywac ze
        szczegółami. W grudniu, zeszłego roku ukazało sie, ze moja szwagierka jest w
        ciąży. Chwilę później dowiedziałąm sie, ze ja tez jestem w ciaży. Radosc
        nieprawdopodobna!! Między naszymi terminami porodu była bardzo mała różnica.
        Jakis czas później okazało sie, ze moja ciaza byla pozamaciczna i trzeba ja
        bylo usunac...troche to nie szlo i w efekcie siedzialam miesiac w szpitalu,
        próbując sie pozbyc z organizmu tego, na kogo tak bardzo czekałam... Kiedy
        wyszlam wygladałam jak smierc...łyżeczkowanie, laparoskopia i w koncu leczenie
        Methotrexatem zrobilo swoje-fizycznie...ale psyche -siadło mi całkowicie. W
        kilka dni później zobaczyłam sie z moja szwagierką...i szok! Brzuszek rósł w
        oczach-a mój malał...etc. Przez całą ciaże patrzyłam na Jej ciąże jak na swoją,
        wiedzac, ze moj brzuszek rósł by tak samo...to byl koszmar!!Tuz przed jej
        rozwiązaniem okazało sie, ze znowu jestem w ciąży!! Tym razem zero euforii-
        wielki dystans do sprawy... I słusznie, bo kiedy urodził sie bratanek mojego
        męża, ja własnie wyszłam ze szpitala po usunieciu kolejnej ciazy
        pozamacicznej...No i chwila przełomowa nastąpiła, kiedy pojechalismy z mezem i
        tesiowa zobaczyc maluszka i jego mame w szpitalu, zaledwie 6 godzin po
        porodzie. Byłam skupiona tylko na tym-zeby nie rozpłakac sie na ten widok jak
        bóbr..w dodatku czułam sie obserwowana. Rozmawialam z mloda mama, pytalam jak
        sie czuje-ale na maluszka starałam sie nie patrzec zbyt wiele-wstydzilam sie,
        ze zrobie cyrk! Miałam jeszcze nawet szwy na brzuchu po zabiegu. Wtedy moja
        tesciowa (kochana zreszta kobieta!) wzieła małego i niewiele myslac zapytała
        czy chce go potrzymac. Ja na to, lepiej nie...bo....(strasznie nie chcialam-bo
        bałam sie , ze wybuchnę!)-a ona w tym momencie wcisnęła mi Maluszka do rąk!
        Wtedy tak naprawde na Niego spojrzałam...był śliczny...maleńki...spał. Wtedy
        poczułam, ze ten malutki chłopczyk to przeciez bardzo bliska mi osoba...bliska
        rodzina..i dotarło do mnie...ze przeciez teraz najwazniejsze jest, zeby On i
        jego mama byli zdrowi i szczesliwi!! To byla taka terapia szokowa! Zrozumiałam
        wreszcie-ze moje smutki i zale sa bez sensu, są kompletnie niewazne w
        porównaniu z tym ogrpomnym szczesciem jakie spotkało nasza rodzine-i na tym
        trzeba sie skupic!!!
        Jeszcze jedno-kilka dni przed rozwiazaniem umowiłam sie z moja szwagierka na
        sesje zdjęciową z serii "kobieta z brzuszkiem". Obiecałąm jej to juz dawno.
        Jednak kiedy powtórnie usunieto mi ciaze-bylam przerazona, ze nie dam rady.
        Szwagierka, choc wiem, ze chciala bardzo miec pamiatke, bardzo taktownie nie
        nalegała, powtarzala ze nie ma sprawy i ze to teraz nie jest wazne...Wiem, ze
        chciala mi oszczedzic stresu...Ja jednak mialam uczucie, ze obietnica, to
        obietnica i w dodatku, ze jak ja tego nie zrobie, to zeczywiscie nie bedzie
        miala zdjec z tego cudownego okresu...i dosłownie zmusiłam sie! Kiedy to
        zrobilysmy, bylam przeszczęsliwa, ze sie zdecydowałam na tę sesję. Zdjecia
        wyszly bardzo ładnie-a dla mnie to bylo wybawienie. Nie musialam unikac
        patrzenia na brzuch, który przypominał mi, ze ja miałabym taki sam teraz gdyby
        wszystko poszlo dobrze. Robienie zdjec zmusilo mnie do patrzenia na brzuszek z
        zachwytem, uczuciem, przejeciem i radoscia z tego, ze urodzi sie Maluszek...To
        mi bardzo pomoglo przygotowac sie na jej poród. Ale calkowicie poradzilam sobie
        z problemem dopiero trzymajac malego na rekach w szpitalu...
        Nie mówie, ze czasem nie mam dołków i chwili zwątpienia ale traktujmy kazde
        dziecko i kazda ciaze jak wielkie szczescie dla rodziny w ktorej ma sie ono
        urodzic-a nie jak cios wymierzony w nas przez złosliwy los...
        Pozdrawiam!!
        kask
        • kask77 Re: jak patrzec na inne dzieci i kobiety w ciazy 21.09.04, 12:33
          Acha! Jakis czas temu minął termin mojego porodu...balam sie tego dnia jak
          ognia... Mialam chwile smutnej refleksji i pochlipalam sie-nie ukrywam...Ale
          ten dzien minał....i teraz jak o tym mysle, to widze, ze sama sobie znowu
          dolozyłąm stresu! Bo przeciez ten termin porodu to fikcja!! Tak dawno okazalo
          sie, ze nie nastapi, a ja usilnie pielegnowalam w sobie uczucie, ze bedzie mi
          tego dnia bardzo ciezko, etc.! Sama sobie dołożyłam!!! O kolejnym nie
          mysle..nawet nie wiem dokladnie kiedy mial nastapic...po co sobie truc zycie
          przez 9 miesiecy skoro wiadomo, ze tego dnia nie bede wcale rodzic! no...ale
          jestem mądra po fakcie....
          Nie powtórzcie mojego błedu...
          pzodrawiam
          kask
          P.S. Sorki, ze tak sie rozpisałam...
    • kask77 Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) 23.09.04, 11:54
      podciągam wątek
    • asiaku Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) 24.09.04, 12:40
      Ja też powiem coś optymistycznego.
      8 lat temu miałam laparoskopowo wycinaną pierwszą endometriozę - guz 6cm
      średnicy.
      Lekarz wtedy mówił, że to paskudztwo wraca i powoduje niepłodność i najlepszym
      lekarstwem jest szybkie zajście w ciążę.
      Ale ja wtedy studentka z planami ambitnymi na karierę zawodowa. Nie w głowie mi
      były dzieci!
      Teraz mam 31 lat. I dojrzałam do stabilizacji i macierzyństwa. No i co? Znowu
      endometrioza. Guz 7 cm średnicy na jajniku. Zbyt duży, żeby robić laparoskopię.
      Musieli zrobić laparotomię. Groziło mi całkowite usunięcie jednego jajnika.
      Przeszłam tą operacje, kawałek tego jajnika jednak mi mi zostawili ponad połowę
      wycięli. Drugi jajnik na szczęście był nie zaatakowany.
      Potem jak zwykle przy endometriozie było 5 m-cy leczenia hormonalnego. Sztuczna
      menopauza.
      I po tych wszystkich przejściach badanie HSG. Po takiej rozległej endometriozie
      wszyscy lekarze mówili mi, że najprawdopodobniej jajowody są zapchane i czeka
      mnie tylko in vitro.
      No i co?
      Zrobiłam hsg. Oba jajowody mam drożne!
      Lekarz aż nie wierzył.
      A w tym miesiącu miałam pierwszą inseminację. Stymulowany cykl i w tym
      szczątkowym operowanym jajniku piękny, duży pęcherzyk.

      Najgorszy przewidywany scenariusz może się sprawdzić. Ale wcale nie musi!!!
      Pozdrawiam dziewczyny z endometriozą!
      • ikkebra Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) 30.09.04, 13:58
        Dziękuję Ci.............
        Ja tez z endometrioza.
        Czeka mnie prawdopodobnie HSG
        I tez mysle, ze MUSI byc dobrze, że musza byc drozne!
        Oby
        Dziękuje z post
        • asiaku Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) 30.09.04, 20:12
          Podniosłam Cie trochę na duchu? Bardzo się cieszę!
          Właśnie dlatego podoba mi się ten wątek.
          Trzymam kciuki, żeby wszystko było ok! Pozdrawiam cieplutko!
    • kask77 Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) 28.09.04, 19:59
      ...no cos malo tych optymistek...dziewczyny-piszcie, mysle, ze wiele z nas
      szuka czegos co podniesie na duchu.
      Pozrawiam i niezmiennie zycze tego samego
      kask
      • Gość: jo Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.04, 11:21
        no, to i ja się dołączę do Waszych optymistycznych refleksji, mimo że jestem
        100% pesymistką... staramy się o nasze Maleństwo od ponad dwóch lat -
        zaczęliśmy równolegle z większością naszych znajomych. obecnie naszym znajomym
        właśnie rodzą się drugie dzieci (w ostatnim tygodniu na świat przyszły trzy
        Maluszki - dwa już jako młodsze rodzeństwo półtorarocznych dziewczynek i jedno
        jako "pierwszak"), nawet nasze młodsze od nas rodzeństwo jest obecnie
        zaciążone. i nie ma się co dziwić, bo przecież okolica trzydziestki to
        najlepszy czas... w tym czasie my przeszliśmy przez 8 iui i na razie jedno
        ivf... możecie sobie chyba wyobrazić, jaki horror przeżywałam za każdym razem,
        gdy dowiadywałam się o kolejnej ciąży lub porodzie! istny koszmar, totalna
        besilność. mimo to cały czas miałam nadzieję, że kolejny miesiąc starań
        przyniesie nam Maleństwo i za jakiś czas to my z uśmiechem na twarzy oznamimy
        naszą nowinę. niestety tak się nie stało. ale po tych 30 cyklach starań (a
        także histerii w domu i sztucznych uśmiechów wśród "dzieciatych") udało mi się
        nabrać trochę optymizmu (paradoksalnie!) i ostatnie wizyty u jednotygodniowych
        Maluszków jakoś mnie tak uspokoiły. po powrocie do domu po raz pierwszy od
        miesięcy nie ryczę już w poduszkę. zaczęliśmy z mężem rozmawiać o adopcji, ale
        chyba jeszcze do tego nie dojrzeliśmy. w kazdym razie chwilowo
        mamy "zawieszenie broni" i chyba nabieramy spokoju po tych wszystkich ciągłych
        pobytach i zabiegach w szpitalu i gabinetach lekarskich. mój organizm powoli
        dochodzi do siebie po letniej stymulacji do ivf i może w tym miesiącu będzie
        już owulacja...w każdym razie udało mi się wreszczie wystopować z tymi
        moimi "teatrami" w domu, a uśmiechy wśród "dzieciatych" są bardziej szczere.
        pozdrawiam mocno-jo
    • asiaku Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) 29.09.04, 22:17
      Podbijam, bo to fajny wątek.
      Dziewczyny, każda z nas potrafi do szukać sie czegoś pozytywnego w swojej
      stuacji. Jeśli chce.
      Pozdrawiam!
      • Gość: gość Re: MIEJSCE NA OPTYMISTYCZNE MYŚLI :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.04, 21:43
        witam
        Mam nadzieję, że to co ja napiszę będzie dla Was motywujące i podniesie Was na
        duchu. Od trzech lat staraliśmy się o dziecko kiedy okazało się , że nasienie
        mojego męża jest zbyt słabe (tylko 1% skuteczności). Zaczęło się leczenie
        nerwy, mnóstwo kasy, czasu i wogóle szkoda gadać. Ale teraz kiedy patrzę na
        moje dzieci to poprostu dziękuje Bogu i już o niczym nie pamiętam. Mamy dwoje
        wspaniałych smyków z tym, że drugie to już prawdziwy cud boży, bo jego poczęcie
        było dla nas zupełnym zsakoczeniem. Tak więc myślę, że nie można się załamywac
        a wręcz przeciwnie trzeba mocno wierzyć i ufać Bogu. Pozdrawiam wszystkie
        przyszłe mamy.
Pełna wersja