"powiększone jajniki" od jakich rozmiarów?

07.12.04, 10:35
czy 2cm x 4/4,5cm to już jajniory giganty? takie mam (przy prawdopodnie pco)
zeby te powiększone to były takie płodne, a nie na odwrót eh marzenia...
jakie macie?
    • neja Re: "powiększone jajniki" od jakich rozmiarów? 07.12.04, 16:44
      ja w jednym badaniu gdzie nie rosły pęcherzyki miałam wymiary32x21 31x22 a w
      cyklu z rosnącymi pęcherzykami miałam 43 x 30 i 35 x 25 nie wiem czy one rosną
      i maleją czy jak ??
    • pietrek666 Re: "powiększone jajniki" od jakich rozmiarów? 07.12.04, 17:05
      Wiesz... Nie mogę ich odnaleść, ale jak znajdę, to zmierzę i napiszę. Szukam
      dalej wink
      • invicta1 pietrek! 07.12.04, 19:04
        jajniki może i mam nie takie jak powinnam, ale też mam jaja, więc się nie obrażęsmile
        • pietrek666 A oco się tu obrażać??? 08.12.04, 08:23
          Chciałem zaznaczyć swoją "inność" na tym forum wink
          • invicta1 Re: A oco się tu obrażać??? 08.12.04, 08:39
            od wczoraj (wizyta u gin) przygasło mi poczucie humorusad(( rzeczywiście nie ma
            się o co obrażać, ale byłam przybita i jakoś tak odebrałam to jako robienie
            sobie jaj;
            dziś jest niewiele lepiej, jestem drażliwa, ale Ciebie Pietrek i tak lubiesmile!
            a skoro już masz jajniki, to możesz oczekiwać, że wkrótce wyrosną Ci za
            przeproszeniem...cyckismile))
            • pietrek666 Zaraz, zaraz, zaraz... 08.12.04, 09:01
              Nie napisałem, że je odnalazłem. Ale swoją drogą mieć takie fajne cycuszki to
              dopiero doświadczenie!!!
              Humor wisielczy mnie nie odstępuje. Niestety... Misia w Mikołaja dała mi taki
              prezent, że najgorszemu wrogowi nie życzę. Spytała się czy podpiszę papiery na
              obcego, chociaż wie, że jestem temu przeciwny. Najgorsze że obawiam się
              rozsadzenia naszego związku. Zaczniemy się wiecznie kłucić. Skończy się na tym,
              że ona zostanie z dzieckiem a ja na lodzie. Dlaczego nie może zrozumieć, że nie
              będę w stanie pokochać takiego dziecka?
              • invicta1 Re: Zaraz, zaraz, zaraz... 08.12.04, 09:13
                oj Pietrek widzę, że jakiś niefajny jest dla nas ten koniec roku;
                do adopcji chyba się długo dojrzewa (nie wiem), na dzień dzisiejszy odrzucam
                takie rozwiązanie, ale ja dopiero zaczynam walkę o dzidziusia, rozumiem twoje
                opory, bo sama je mam; u mnie nowe atrakcje leczenie, które opóżni mi starania
                o jakieś 2 miesiące, dodatkowe koszty, nerwowe czekanie, lekarka ma już dość
                mojego wypytywania i wizyty nie są miłe, a na dodatek wczoraj po raz pierwszy
                na swoim skierowaniu na badania w rubryce"powód badań" zobaczyłam napisane
                czarno na białym NIEPŁODNOŚĆ-ale dół; szkoda, że nasze związki na tym cierpią
                (chyba daję popalić mojemu Mężowi swoimi humoramisad ), gdybym miała inną
                chorobę, która oczywiście będąc problemem niekjoniecznie ustawiałaby pod
                linijkę współżycie, uniemożliwiała posiadanie dziecka, może byłoby łatwiej to
                znosić -chyba tak, ale niektórzy mają większe problemy niż moje, więc chyba nie
                mam prawa się łamać; pozdrawiam Cię gorąco-przemyśl gruntownie tę adopcję i
                przeczytaj to:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=191&w=17094223&a=17094223
                może trochę Ci to pomoże zrozumieć Żonę
                • pietrek666 Re: Zaraz, zaraz, zaraz... 08.12.04, 09:35
                  Tak, tak czytałem to.
                  Rozumiem Misię. Wiem dlaczego chce dziecka i wiem jak bardzo go pragnie. Ale
                  dlaczego za wszelką cenę? Wiem też, że biorąc ze mna ślub nie wiedzieliśmy o
                  moim problemie. Nie wiem tylko czy zdaje sobie ona sprawę z możliwych
                  konsekwencji. Może wydaje jej się, że JAKOŚ się ułoży. Lekarz pieprzy jakieś
                  kity, o tym ile par uszczęśliwił obcym. Ale to były pary, które były na to
                  przygotowane i ten fakt aprobowały. Tak samo jak para od Nataszki. Oni tego
                  chcieli. Ja nie. Misia powtarza mi, że przecież się nie "puściła", ale czy dla
                  mnie qurfa to ma być pocieszenie? Czytałem wspomnienia Cris'a Reeve'a. Lekarz
                  po jego upadku z konia rozpromieniony oznajmił mu, że wprawdzie jest
                  sparaliżowany i nawet oddychać musi przez maszynę, ale przecież ŻYJE!!! Co to
                  jest do k... nędzy za pocieszenie!!!
                  • invicta1 Re: Zaraz, zaraz, zaraz... 08.12.04, 09:47
                    rozumiem twoje rozczarowanie i niechęć do lekarzy (nie wszystkich oczywiście,
                    ale tych bez powołania mówiąc delikatnie)też zaczynam ich nienawidzić, bo
                    gadają jakby sami nigdy nie chorowali, jasne dystans dystansem, ale mam
                    wrażenie,że często mają pacjenta w dupie
                    kurde Pietrek ciężki masz orzech do zgryzienia, twoja Misia zresztą też; pewnie
                    jak któraś to określiła "rwie ją od chęci" bycia Mamą, Ciebie kocha i
                    uznała,ze "obcy" to jedyna droga do tego upragnionego celu-ona zwyczajnie szuka
                    kompromisu;
                    cholera to jak grecka tragedia-każde rozwiązanie jest złe: Ty nie
                    chcesz "obcego" Ona nie chce bezdzietnej rodziny-współczuje z szczerze wierz
                    mi, ale za młoda i za głupia jestem na to, zeby coś sensownego poradzić, mogę
                    tylko pogadać z Tobą, to też dużo daje wiem po sobie
                    będziesz w dołku-pisz! możesz wylewać żal i nerwy na mnie-lepiej to zawsze niż
                    na Żonkę
                    • pietrek666 Re: Zaraz, zaraz, zaraz... 08.12.04, 10:02
                      Od zarania dziejów człowiek stara się zrozumieć i nazwać wszystko. Skąd się
                      wziął zwyczaj nazywania rzeczy? Z chęci zrozumieia ich natury. Dlaczego Bóg
                      stworzenie pierwszego człowieka kończy słowami: I nadaję Ci imię Adam. Bo
                      dzięki temu określa jego byt. Ja nie rozumiem i nie potrafię nazwać tego
                      owczego pędu. Za wszelką cenę, nawet śmierci... Tak jak nie rozumiem tych
                      żółwic z Madagaskaru, które kosztem śmierci starają się złożyć jaja na plaży. I
                      to ma być przedłużenie gatunku? Z biologicznego punktu widzenia i owszem. One
                      są tylko tępymi gadami posługującymi się tylko instynktem. Ale czy tak samo ma
                      postępować człowiek? Bóg dał nam wolną wolę, żeby się nią posługiwać. Ale czy
                      moralnie jest to kompromis? Zaspokajanie własnych chęci kosztem woli (jak mnie
                      zapewnia) najukochańszej osoby? Nie kumam tego i pewnie nigdy nie pojmę.
                    • pietrek666 Nie wiem. Może tak po prostu ma być i już. 08.12.04, 10:37
                      Może powinienem przejść nad tym do porządku dziennego, tak jak oswoiłem się ze
                      swoją niepłodnością. Ale nadal nie daje mi to spokoju. Któraś z dziewczyn
                      napisała, że w przypadku każdej takiej zmiany najpierw jest faza smutku, faza
                      buntu i faza pogodzenia. Na razie jestem w tej pierwszej. Za każdym razem kiedy
                      mówię, że nigdy nie oswoję się z obcym Misia mówi, że jak mi to nie odpowiada,
                      to przecież możemy adoptować. Też mi wybór! Jest taki hip-hopowy kawałek z
                      tekstem:
                      "Wybieraj. Wybieraj co wolisz.
                      Prawą czy lewą rękę mam Ci upier...ć".
                      Taki to dla mnie wybór. Oswajając się z wynikami z Invicty pogodziłem się z
                      tym, że mogę umrzeć nie pozostawiając potomka. Tylko nie spodziewałem się
                      takiej siurpryzy.
                      • invicta1 Re: Nie wiem. Może tak po prostu ma być i już. 08.12.04, 10:42
                        no tak wybór w stylu "lepiej mieć rak mózgu czy watroby?" to brak mozliwości
                        satysfakcjonującego, a nawet dopuszczalnie zadowalającego wyboru
                        chyba Pietrek tylko czas może coś tu zdziałać - póki co stoisz/stoicie na
                        rozdrożu
                        trochę wody upłynie, może i coś Wam się wspólnie uda ustalić, wybrać, podjąć
                        ostateczną decyzję-oby jak najlepszą-życzę tego z całego serducha
    • karola12345 Re: "powiększone jajniki" od jakich rozmiarów? 07.12.04, 17:17
      ja kiedys miałam jajniki, jak to lekarz okresił, wilkosci cytryny. to było
      zaraz po odstawieniu tabletek anty. wyjasnił, ze po prostu zaczeły pracowac po
      tabletkach. teraz juz ok.
Pełna wersja