myndzia1
27.01.05, 15:50
Drogie "prolaktynki"
Leczyłam sie na hyperprolaktynemie prawie 5 lat. W sierpniu 2004 roku
poddałam sie operacji mikrogruczolaka przysadki, gdyż to on był przyczyną
podwyższonego poziomu prolaktyny. Owszem leczyłam sie, na początku brałam
Bromergon (ale bardzo krótko, źle go tolerowałam), potem prze dwa lata (z
krótkim przerwami na kontrole prolaktyny) brałam Parlodel (czułam sie po nim
lepiej niz po Bromergonie, ale mogłam go brac tylko w ograniczonych dawkach
1x dziennie gdyż w wiekszych dawkach bardzo źle sie czułam), potem przez
prawie dwa lata brałam Dostinex 2x w tygodniu po jednej tabletce czułam sie
po nim super ale i poziom prolaktyny tez był niski ale po trzecim rezonansie
okalało sie ze guz dalej rośnie. Mikrogruczolak nie był duży (4mm) ale pomimo
leczenia wciąz rósł. Około tydzien po operacji nastąpiła komplikacja-moczówka
prosta, musiałam przez trzy miesiące brać Hydrokortyzon. Teraz mija piąty
miesiąc po operacji, czuje sie dobrze, prolaktyna też w normie. Ale kiedy
bedzie mi dane nosic pod serduchem malucha tego nie wie nikt. Marze o tym by
zajsc w ciąże i urodzić maleństwo, czego i wam drogie "prolaktynki" życze

Prosze jesli jest jakas osoba w podobnej sytuacji niech napisze bedziemy sie
wspierac nawzajem

pozdrawiam
ps. ten termin "prolaktynki"- nieżle to ktoś wymyślił.