ukrywanie naszego problemu

24.10.05, 17:17
staramy sie o dziecko od 2 lat, podchodze do tego bardzo spokojnie, ale
chcialabym powiedziec o tym rodzinie, a musze wymyslac cuda dlaczego nie mamy
dzieci
moglabym zaplacic za bilbord ze mamy problemy z poczeciem dziecka, ale moj
maz to ukrywa ( oboje mamy problemy, to znaczy jego nasienie i moje choroby),
ja studiuje i musze klamac ze dziecko mi nie na reke, moj ojciec pyta sie co
tydzien, kiedy bedzie dziadkiem, tesciowa tez czeka, zacheca do wyjazdow,
mowi o romatycznych kolacjach, o cenach wozkow itp itp, oczywiscie mowimy ze
nie mamy jeszcze tego i tamtego, ze najpierw dobra praca, lepsze mieszkanie,
samochod, wycieczki, co wogole jest nie prawda
i mnie to meczy, uwielbiam gotowac, jestem domatorem, udzielam sie w kolku
dla dzieci (dwujezycznych), a calemu swiata musze mowic ze dzieci nie chce
moj maz wlasciwie mnie do tego zmusza, bo to on nie chce mowic, mowi ze to
nasz problem a nie innych
z nim tez nie moge o tym rozmawiac, ja jestem pacjentem w klinice, a on chce
wiedziec jak najmniej, wogole on jest optymista, zaklada ze ze bede w ciazy w
grudniu, bo do tego czasu zrobia wszyskie badania i poradza co dalej,
insiminacja, in vitro itp
przeciez w "grudniu bede w ciazy", to po co mowic ze to nie calkiem
naturalnie bylo
mamy znajomych ktorzy maja dziecko, i starja sie o drugie, i maja takie same
problemy i sa w tej samej klinice i mowia o tym (np nam) a my dalej udajemy
meczy mnie ukrywanie naszego problemu, udwanie ze nim nie jest, dla mnie to
jest calkiem naturalne: nie moge miec dzieci, moze kiedys sie uda a moze nie,
poco klamac
poradzcie, jak rozwiazuje taki problem czy to jest problem
    • karola27 Re: ukrywanie naszego problemu 24.10.05, 17:50
      Nie chcę udzielać rad itp. ale u nas było podobnie, do tego stopnia ze moj M
      nawet nie chcial sie zbadac bo "przeciez on nie moze byc chory"My tez
      ukrywaliśmy ten problem, z reszta do dzisiaj część naszej rodziny ma zakodowane
      ze studia, praca a dzieci za kilka lat! Ale nastapił taki dzien ze
      powiedzielismy o tym oficjalnie (tej drugiej czesci rodziny i najblizszym
      znajomym)-tak samo z siebie wyszlo i az sie zdziwilam jak ja moglam to
      powiedziec.
      Dzis jestem po pierwszej inseminacji, pelna nadzieji i obaw jednoczesnie, chce
      mi sie to płąkać to śmiać, nie mogę sobie miejsca znależć, w pracy mam urlop a
      w domu wariuje. A moj M. nawet nie chce ze mna rozmawiac na ten temat, traktuje
      IUI jakby jej nie bylo, jakby nic sie nie wydarzylo , a tak bardzo bym chciala
      usłyszec przynajmnie"trzymaj sie, jakos to bedzie, mozna zrobic w razie
      niepowodzenia kolejna IUI" ale on milczy!! Jak probuje temat zacząc to zaraz
      jest szybka odpowiedz zmien temat!!!
      Mysle ze na dluzsza mete nie da sie ukrywac problemu jaki dotknał kazdej z nas,
      a przynajmniej ukrywac w stosunku do wszystkich osob.Kiedys przyjdzie chwila w
      ktorej te slowa( typu mamy problem z zajsciem w ciaze) wyplyną z ust.
      wiem ze nie wszyscy mezczyzni sa tacy sami ale wiekszosc z nich ma ze soba cos
      wspolnego. Magasi - moj maz tez zaklada ze bede w ciazy wiec po co mowic i
      robic zamieszanie, a mi mowienie o tym z zaufanymi osobami przynosi w jakis
      sposobulge , BO MOGE SIE WYGADAC< WYZALIC I WYPLAKAC, szkoda tylko ze moim
      rozmowca na ten temat nie moze byc najbadrziej mi bliska osoba.
      Przepraszam za przydługawego posta ale pamietaj, nie jestes sama, ja cie
      rozumiem, szkoda tylko ze tego samego nie mozemy uslyszec od naszych mezczyzn
      Pozdrawiam cieplutko Karolina
      • magasi9 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 18:11
        dziekuje karola27, zycze z calego serca powodzenia !
        mysl pozytywnie !

    • lilit2005 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 09:11
      Myślę, że trochę wyolbrzymiasz problem. Tzn. szkoda, że twój mąż nie jest takim
      prawdziwym wsparciem i to jest problem, ale to, że nie chce upubliczniać waszej
      niepłodności wydaje mi się dość naturalne. W naszym przypadku wina spoczywa po
      stronie mojego męża i długo musiałam go namawiać na dokończenie badań
      (biopsję). O naszym problemie wiedziało od początku tylko parę osób (moja
      siostra, jego siostra i szwagier). Po pozytywnym wyniku biopsji powiedział o
      nieplonosci swoim rodzicom, którzy od dawna 'molestowali' nas o wnuki. Moi
      rodzicie jeszcze nie wiedzą. Moja mama jest straszną panikarą i chcę jej
      oszczedzić stresów. Podchodzimy teraz do pierwszego ICSI i jak sie uda, to
      rodzice beda mieli 'prezent' pod choike, a jak nie, to tez im powiem, bo na
      drugie podejscie bedziemy potrzebowac pewnie finansowego wsparcia i bez budowy
      szerszego frontu nie podolamy wink. Może powinnaś powiedzieć o tym jakieś jednej
      zaufanej osobie, nawet w tajemnicy przed mężem i poprosić o dyskrecję. Pytania
      o wnuki mozna dalej zbywać, albo po prostu mówić 'że będą, kiedy będą". Ja tak
      mówię i myslę, że inni się domyślają, że sie staramy, ale pewnie coś jest nie
      tak. Nikt sam z siebie nie pyta o szczegóły, a ja nie muszę kłamać, ze wcale
      nie chce teraz dzieci.
      • ziabuchna Re: ukrywanie naszego problemu 26.10.05, 11:24
        W naszym przypadku wina spoczywa po
        > stronie mojego męża i długo musiałam go namawiać na dokończenie badań

        lilit- przepraszam cie bardzo, ale jaka to jego wina? Może po prostu -
        "przyczyna naszej nieplodności..." Naprawdę, sory- jestem na to bardzo
        wyczulona! To tak jak wskazanie palcem
    • bacardi2003 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 09:31
      witaj,
      na początku starań tak po roku w luźnych rozmowach wszystko zwalałam na steres
      i zbyt dużą chęć posiadania dzieci, uspakajał nas również fakt że nie my
      pierwsi tyle czekamy...
      jednak jak minął kolejny rok bez żadnych efektów postanowiliśmy zrobić
      podstawowe badania, tak dla uspokojenia sumienia, myślałam że ew. medycyna nam
      będzie musiała troszkę pomóc (np. iui)ale diagnozę jaką usłyszeliśmy była
      najgorsza jaką mogliśmy usłyszeć, ze względu na złe wyniki męża jedyną szansą
      na potomstwo jest dla nas icsi...to był szok, mimo że mój M starał się być
      dzielny wiem że bardzo to przeżył, jego reakcje były skrajne od radości, że
      medycyna nam może pomóc do stwierdzenia żebym zastanowiła się nad zmianą męża...
      od razu na gorąco tego samego dnia zaczęliśmy rozmawiać, przede wszystkim dałam
      mu do zrozumienia że nie chcę żadnego innego nawet jakby miał 200 milionów
      chłopaków bo to Jego kocham i już, potem jakie leczenie nas czeka itp, itd., od
      razu też zapytałam się czy będziemy o naszych problemach mówić innym i stanęło
      na tym że tak, tzn. mówimy że musimy się leczyć bez podawania szczegółów (poza
      zaufanymi osobami)
      nie jest tak że chwalimy się naszą sytuacją i rozpowiadamy na lewo i prawo, ale
      leczenie jakie nas czeka nie byłoby możliwe do całkowitego ukrycia (praca,
      wyjady), że nie chcieliśmy dokładać sobie kolejnego stresu zw. z ukrywaniem
      sprawy, a sprawę znają osoby, które nie wykorzystają tego przeciwko nam a wręcz
      przeciwnie są dla nas oparciem
      myślę że każdy musi wybrać swój złoty środek i wierzę że Wam też się to uda,
      pozdrawiam i przepraszam za dłużyznę
      • wiktoria33 chyba trzeba powiedziec 25.10.05, 10:27
        Nie jestem zwolenniczką opowiadania wszem i wobec o naszym problemie
        Ale uwazam ze w takiej sytuacji w jakies sie znalezliscie bedziesz miala spokój
        i mniej stresow spowodowanych pytaniami. Mysle ze najblizszej rodzinie czyli
        rodzicom twoim i jego mozecie sie przyznac.. ulzy wam.
        Najpierw porozmawiaj z mezem i wytlumacz mu ze ciebie to bardzo meczy...a
        rodzice to zrozumieją, mysle ze nie musicie wnikac w szczególy co
        komu "dolega" , na jakim etapie leczenia jestescie itp. Powiedzcie tylko ze
        chcecie miec dziecko ale na razie nie wychodzi i sie badacie i leczycie i tyle.
        Ulzy i im i wam tak sadze.
        • tekla12 Re: chyba trzeba powiedziec 25.10.05, 10:53
          Do grudnia niedaleko. Jeśli okaże się, że problem nadal istnieje możecie
          wynegocjować kompromis i zastanowić się jak i komu o nim opowiedzieć. Wygadać
          się możesz na tym forum, na forum ukrytym, w prywatnej korespondencji z
          foremkami. A mąż będzie ci wdzięczny za wsparcie. Panowie często utożsamiają
          obniżenie płodności z zaburzeniami seksualności i potrzebują czasu na oswojenie
          problemu. Trzymam kciuki za grudniowe dwie kreski i pozdrawiam T.
        • magasi9 chyba trzeba powiedziec 25.10.05, 11:08
          dziekuje,
          jak tak poczytalam co wy o tym myslicie, to z jednej strony rozumiem bardziej
          mojego meza, nie lubi wtracania sie w nasze sprawy, a te wszystkie postronne
          osoby i tak nie pomoga
          ale jest czasami latwiej, po prostu powiedziec, jak ktos jest chory to mowi, o
          tym, mnie by bylo latwiej
          nie wiem jak mam reagowac na uwagi nie ktorych moich znajomych typu: "w sumie
          to wy to jestescie madrzy, poco komu te dzieci, na dzieci zawsze przyjdzie
          czas, i lepiej pozniej"
          "ty to masz dobrze, moj maz chcial miec dzieci od razu, a teraz one sa na mojej
          glowie"
          "jak to mozna nie chciec miec dzieci, przeciez ty juz nie jestes najmladsza, a
          ile to ludzi sie zabezpieczaja z pozniej nie moga ich miec"
          "taka kariera to nie jest taka najwazniejsza, a ja tez studiowalam i pracowalam
          i dzieci mi nie przeszkadzaly"
          a pozniej jest kolejna "zlota mysl": "dzieci to sie akurat dostaje najproscie w
          zyciu"

          chociaz najbardziej zabolala mnie wypowiedz jednej matki dwojga dzieci: "to co
          mnie najgorszego w tym zyciu spotkalo to te dzieci, ja ich nie chcialam nigdy"
          chyba tego nigdy nie zapomne
          chyba tylko wtedy kiedy slysze takie slowa, i widze jak matka szarpie swoje
          dziecko, bluzni na nie..wtedy tego nie rozumiem, dlaczego tyle osob ma takie
          problemy jak my, dlaczego ja
          i o tym nie moge z nikim porozmawiac, musze byc twarda jak skala, to nie jest
          zaden problem, nie moge plakac, bo sa gorsze problemy, bo z dziecmi tez sa
          problemy


    • nina71 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 11:10

      U nas główny problem leży po stronie M a ja go dzielnie wspieram jeszcze
      jakimiś mniejszymi i niestety jedyne wyjście tak jak u Bacardi to ICSI;
      zbieramy się właśnie do badań i pierwszego podejścia. O problemie nie wie nikt
      z wyjatkiem mojej najbliższej przyjaciółki ale też bez szczegółów, reszta
      pewnie się domyśla bo jesteśmy już oboje po 30-stce i sytuację materialną mamy
      ustabilizowaną więc wymówki typu kolejne studia (no tak czymś się przeciez
      trzeba zająć smile) mało do kogo przemawiają. Pewnie gdyby problem leżał po mojej
      stronie nie miałabym nic przeciwko mówieniu o nim otwarcie bo tez mnie
      potwornie męczy zręczne lawirowanie między pytaniami ale w tej sytuacji
      decyduje ON. Jego rodzicom i rodzinie nie mówimy bo jest ryzyko, że nie
      poparliby takiej formy zajścia w ciążę ze względów religijnych więc lepiej
      chronic ewentualnego potomka przed komentarzami w przyszłości(koszmar w
      dzisiejszych czasach ale rodziny sie nie wybiera...chociaż może ich krzywdzę i
      zareagowali by wręcz odwrotnie)a moim chcę im zaoszczędzić stresu tak długo jak
      się da i poza tym strasznie kocham mojego M i nie chce nigdy usłyszeć od nich,
      że mogłam wybrać inaczej. Po co mają mieć do niego jakieś pretensje?
      wystarczajaco juz sam się męczy, zresztą też mi proponował ewentualnie zmianę
      partnera skoro on taki do niczego....koszmarek jakiś. A z drugiej strony boję
      się, że jak lawina ruszy to nie da się już tego ukryć badania, zwolnienia no i
      potrzeba wsparcia finansowego szerszego grona. Niby można by było poczekać,
      uzbierać ale NIE CHCĘ JUŻ CZEKAĆ i nie chcę się dłuzej tłumaczyć i omijać
      kolejnych świąt, uroczystości rodzinnych żeby uniknąć podobnych pytań. Już mam
      stresa, że niedługo gwiazdka sad Sama nie wiem co zrobić więc chyba nic nie
      wniosłam nowego do wątku ale sie przynakmniej wygadałam i cieszę się, że
      poruszyłaś ten problem. Dla mnie on jest bardzo istotny.Nina
    • lidek0 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 12:01
      Niestety problem, o którym piszesz czy piszecie dotyczy nie tylko Was. 20% par
      w Polsce ma problemy z pojawieniem się dziecka. Wiem, że nie jest to powód do
      chwalenia się naprawo i lewo, ale sami wpędzacie się w spiralę niekończących
      się pytań o dziecko. Takie kręcenie i wymyślanie powodów do niczego nie
      prowadzi. Nie wszyscy ludzi na tym świecie są tacy źli, być może wasza rodzina
      będzie dla was dużym wsparciem, może przestaną zadawać pytania, może wesprą Was
      psychicznie. Ja sama dzięki temu, ze mówiłam o swoich problemach rodzicom i
      teściom znalazłam dzięki mama wspaniałą lekarkę, dzięki której dziś mam
      dziecko. Nie wiem czy zamykanie się w sobie to doby pomysł.
      I tak przy okazji; nie ma winnego przy problemach z poczęciem, przyczyna może
      leżeć po stronie jednego z partnerów ale nie powinno mówić się o winie.
    • asiaku Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 12:36
      Ja mówiłam najblizszym o wszystkim bez ogródek od samego początku.
      Mama, bratowa, szwagierka, przyjaciółki - dostałam od nich mnóstwo wsparcia.
      Nie musiałam ukrywac tego jak się czuję. Moje przyjaciółki w tym czasie rodziły
      swoje dzieci, mogłam powiedzieć otwarcie: cieszę się Twoim szczęściem ale
      strasznie mi przykro, że ja nie mogę go mieć. Nie było ukrytych żalów, nie było
      dręczących pytań.
      Przecież nie trzeba mówić, ze nie jestem w ciąży bo mąż ma słabe wyniki.
      Problem zawsze dotyczy dwojga, niezaleznie od tego po czyjej stronie wychodza
      złe wyniki.
      Mój M. tez nic by nikomu nie powiedział. Ale rozumiał, ze mi jest łatwiej
      znosić te problemy, kiedy mogę o tym rozmawiać, zwyczajnie się wygadac.
    • pajda Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 13:17
      Uwazam ze troszke jestes przewrazliwiona ... I nie rozumiem dlaczego nikomu nic
      nie mowisz. Wstydzisz się ?? Przecież to żaden powód do wstydu !! Oczywiście ja
      nie rozgłaszam tego całemu światu - wtajemniczyłam moje trzy najbliższe
      przyjaciółki, mamę i szwagirekę i mam przynajmniej wsparcie. Ja nie podchodze
      do tego problemu tak histerycznie jak Ty - owszem dziecko jest dla mnie
      najważniejsze, ale gdybyśmy go nie mogli miec to w inny sposób będe starała
      sobie zrekompensować moje ustracone macierzynstwo ... Zastanow sie co jest dla
      ciebie wazniejsze - dziacko samo w sobie czy chec jego posiadania.
      • magasi9 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 14:56
        nie podchodze do problemu histerycznie, nie posiadanie dziecka to dla mnie nie
        jest koniec swiata
        ale chcialabym je miec, skoro musze to wszystko znosic, moj maz byl raz na
        badaniach, a ja bylam setki razy, to sie niestety odbija na mojej psychice,
        jestem czasami zmeczona, rozczarowana
        ale nie moge o tym nikomu powiedziec, dla wiekszosci, powinnam tryskac energia
        i korzystac z zycia, dopoki nie mam dzieci,
        nie mowie o tym, nie dlatego ze sie wstydze tylko dlatego ze moj maz sobie tego
        nie zyczy, i probuje go zrozumiec
        • pajda Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 15:26
          To w takim razie nie Ty masz problem tylko Twój mąż. A moze on nie dorósł do
          posiadania dzieci albo nie chce ich mieć. A może warto byście wybrali się na
          jakieś warsztaty psychologiczne - powinno pomóc
          • tekla12 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 19:02
            pajda napisała:

            > To w takim razie nie Ty masz problem tylko Twój mąż. A moze on nie dorósł do
            > posiadania dzieci albo nie chce ich mieć. A może warto byście wybrali się na
            > jakieś warsztaty psychologiczne - powinno pomóc

            Wydaje mi się, że problem jest wspólny ale różny sposób radzenia sobie z nim.
            Nie ma jedynie dobrej strategii, ona chce wsparcia z zewnątrz, jemu to nie jest
            potrzebne. To wcale nie znaczy, że problem jest tylko po jednej stronie ani, że
            jeden z partnerów nie dorósł. Natomiast jeśli warsztaty psychologiczne mają
            pomóc w formułowaniu łopatologicznych i obraźliwych opinii to może lepiej je
            sobie darować.
            • pajda Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 21:10
              do tekla 12: następnym razem nie wyrywaj fragmentow z calosci tekstu bo calosc
              traci sens i latwo wyciagnac zupelnie inne wniosku niz autor (czytaj: ja) mial
              na mysli. A co do spotkan z psychologiem to widac ze masz luki w posiadanej na
              ten temat wiedzy ...
              • tekla12 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 21:55
                pajda napisała:

                > do tekla 12: następnym razem nie wyrywaj fragmentow z calosci tekstu bo calosc
                > traci sens i latwo wyciagnac zupelnie inne wniosku niz autor (czytaj: ja) mial
                > na mysli. A co do spotkan z psychologiem to widac ze masz luki w posiadanej na
                > ten temat wiedzy ...
                Cóż, ludzie dzielą się na niezłomnych i ułomnych. Pozwól jednak, że będę w
                swojej ułomności prezentowała luki w posiadanej wiedzy zgodnie z własnym
                widzimisię. Miło mi, że przejełam na siebie ciążar twojej niezłomności. Z
                koniem kopać się nie zamierzam. Pozdrawiam T.
          • jamile Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 22:12
            pajda napisała:
            > To w takim razie nie Ty masz problem tylko Twój mąż. A moze on nie dorósł do
            > posiadania dzieci albo nie chce ich mieć.

            Jakim cudem miarą dojrzałości do rodzicielstwa jest gotowość do swobodnego
            opowiadania o niepłodności wszem i wobec?
            • pajda Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 22:37
              a widzisz w treści mojego postu słowo "może" ??
    • mamadwojga A może się przyznać??? 25.10.05, 21:06
      Z mojej strony to wygląda tak, że dopiero po zawitaniu na forum "Niepłodność"
      przestałam innych wypytywać o to kiedy zamierzają mieć dzieci. Wcześniej
      wydawało mi się to całkiem naturalnym tematem do rozmowy, BEZ PODTEKSTÓW. Nie
      czułam że wścibiam nos w nieswoje sprawy. Nawet kiedy sama miałam problemy z
      ciążami, kiedy straciłam dwie pierwsze ciąże, kiedy robiłam rozmaite badania to
      rozmawiałam o tym ze wszystkimi w rodzinie traktując to normalnie. Niemożność
      posiadania dziecka z powodów medycznych nie jest przecież niczyją winą czy
      jakąś ujmą na honorze. A dzieląc się problemami możemy poznać osoby w podobnej
      sytuacji, możemy zasięgnąć porady u innych, możemy liczyć na wsparcie.
      Ja nie umiem siedzieć cicho i rozmawiam o swoich problemach. Kłopoty podzielone
      na innych stają się mniejsze. Problemy "obgadane" są łatwiejsze do zniesienia.
      Duszenie się we własnym sosie i robienie dobrej miny do złej gry płacząc nocą w
      poduszkę nie pomaga w staraniach się o dziecko. A stres może nawet przeszkodzić.
      Ale to oczywiście tylko moje zdanie. Jako "zawodowej" ekstrowertyczki.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę ciąży pod choinkę.
    • bacardi2003 Re: ukrywanie naszego problemu 25.10.05, 22:31
      magasi9 nie przejmuj się !
      tak jak napisałam Tobie na początku musicie znaleźć złoty środek dla WAS i nie
      ważne co o tym sądzą inni i jak to ocenią, każdy przyjmuje problemy inaczej,
      inaczej sobie z nimi radzi i co innego koi jego nerwy i ból - to co jest dobre
      dla nas nie musi być rozwiązaniem dla Was
      trzymaj się cieplutko, życzę spełnienia marzeń, tych najskrytszych...
    • ksara4 Re: ukrywanie naszego problemu 26.10.05, 12:19
      Popieram Ziabuchne, jak mozna byc " winnym" , na to nie ma sie wplywu! Ale nie
      ma sie co czepiac, jest to potoczne sformulowanie, z tym, ze krzywdzace dla
      jednej ze stron, okropne jest zrzucanie winy na zone czy meza, to tak, jakby
      sie chcialo pokazac - ja jestem ta lepsza, bo to jego wina, on jest gorszy.
      Natomiast wracajac do tematu - ja jakos nie mialam nigdy oporow czy wstydow,
      zeby powiedziec, ze sie staramy i mamy z tym problem, wrecz przeciwnie, gadam o
      tym, raz sie zdarzylo, ze jakis moj kuzynek mi cos przygadal, ale sie odgryzlam
      zrecznie i juz, akurat swojego to ja umiem bronic.
    • pimpek_sadelko Re: ukrywanie naszego problemu 26.10.05, 12:44
      ja sie nie ukrywalam. nasza rodzina i znajomi wiedzieli, ze mamy klopot z
      poronieniami.
      • cetka Re: ukrywanie naszego problemu 26.10.05, 18:44
        mi sie wydaje, ze poronienie to innego rodzaju problem, mniej wstydliwy, niz
        wogole nie moznosc zajscia w ciaze. rozne rzeczy slyszalam od dzieciatych nie
        wiedzacych o moim problemie, dla nich osoba nie mogaca zajsc w ciaze nie jest
        pelnowartosciowa, pewnie to jakas kara za grzechysad
    • alinka761 Re: ukrywanie naszego problemu 26.10.05, 13:16
      Ja staram się o zajście w ciazę od wakacji i już wiem że są problemy i trzeba
      będzie trochę pomoc naturze ale jesteśmy już ponad rok po ślubie więc co
      niektórzy mogą się dziwić ze jeszcze nie jestem w ciąży.Zwłaszcza że od bardzo
      dawna tego pragnę i zawsze o tym mówiłam głośno.Nie zamierzam tego ukrywać,na
      razie wiedzą o tym rodzice,mój brat i przyjaciółka.Oni są wtajemniczeni we
      wszystkie szczegóły,wspierają mnie jak potrafią i wiem ze mogę na nich
      liczyć.Dalszym znajomi jeśli już zagadują na ten temat odpowiadam że się staramy
      i mam spokój.Jeśli ten stan będzie się przedłużał(oby nie!!!!!!) to nie
      zamierzam niczego ukrywać,jeśli mając prawie 30 lat,męża,ustabilizowaną sytuację
      materialną będę kłamać ze jeszcze nie chcemy mieć dziecka(zwłaszcza że do
      niedawna tak bardzo o tym marzyłam) to czy ktoś w to uwierzy??? I nigdy nie
      można nikogo obwiniać za taki stan rzeczy,trzeba natomiast dużo wiary,miłości,
      wytrwałości i wzajemnego zrozumienia aby wspólnie pokonać trudną drogę do
      upragnionego macierzyństwa.Wszystkim tego życzę!!!
    • schuflada Re: ukrywanie naszego problemu 26.10.05, 13:28
      ..a my..
      my nie ukrywamy naszego problemu, oczywiście nie plotę o tym na prawo i lewo
      tylko wręcz wybieram sobie osoby, którym w dogodnej chwili mogę o tym
      wspomnieć, generalnie nie jest to żadna usilnie strzeżona tajemnica..

      muszę powiedzieć, że mam w tym swój mały, prywatny, ukryty cel, bo skoro
      właśnie mnie to dotknęło to musiało się to stać z jakiejś bliżej mi jeszcze nie
      znanej przyczyny.. tak sobie wymyśliłam, że jest to okazja, żeby otworzyć
      niektórym oczy na problem, który albo ich nie dotyczy albo wstydzą się do niego
      przyznać - oczywiście mówię tu o swoim najbliższym środowisku.

      Spotkałam się już z przeróżnymi reakcjami, najlepsza była moja babcia, która ja
      się pierwotnie dowiedziała, ze skrzywioną miną bezustannie wyrażała swoją
      wątpliwą teorię na powyższe, którą oceniam jako (grzecznie mówiąc) zaściankową,
      ale jak przyszło co do czego to sama chciała mi robić zastrzyki gonalem jak się
      skarżyłam, że sobie nie poradzę.

      Może mam takie szczęscie, że obcujemy z mężem w środowisku pełnym zrozumienia
      (i raczej ich reakcje to zaciekawienie i życzenia pomyślności w działaniu niż
      krytyka), a może po prostu jest tak, że dopuki się ludziom nie wyjaśni co to
      tak na prawdę jest doputy konieczne będzie dalsze ukrywanie naszego problemu,
      bo przecież wszyscy boimy się tego co nieznane..

      ..a zaczeło się tak naprawdę z egoistycznych pobudek, miałam najzwyczajniej
      dosyć pytań o to "kiedy wreszcie?", był to wyjątkowo dobry pomysł bo
      zaskutkował od razu!
    • jamile Re: ukrywanie naszego problemu 26.10.05, 19:51
      Ale mozna jeszcze najzwyczajniej w swiecie NIE MIEC OCHOTY na odpowiadanie o
      tak intymnych sprawach jak płodzenie dzieci lub niemoznosc ich spłodzenia.
      Tego typu pytania [kiedy wreszcie? a wy kiedy?] uwazam za wscibstwo. Posiadanie
      lub nieposiadanie dzieci, czy to z wyboru czy na skutek niepłodnosci - jest
      prywatna sprawa dwojga ludzi.
      Nie widze powodu, zeby sie wybebeszac tylko dlatego, ze kogos zzera ciekawosc.
Pełna wersja