Wybór kliniki - bardzo długie (moja historia)

IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.01, 22:04
Niepłodność - wybór kliniki (moje wrażenia i opis błędnych decyzji)

Mam 35 lat i ośmioletni staż małżeński. 6 lat naszego małżeństwa było wypełnione nieustannymi próbami zajścia w
ciążę, poszukiwaniami odpowiedniego lekarza dla mnie i dla męża i kolejnymi rozczarowaniami.
Założyliśmy, że będziemy szukali specjalisty w naszym rodzinnym mieście i to był nasz największy błąd. Baliśmy
się dojazdów i dodatkowych kosztów. Poza tym uznaliśmy, że wiedza jest wszędzie w takim samym stopniu
dostępna i że uczciwość lekarzy w wykonywaniu swojego zawodu również powinna być porównywalna
(chodzi o samokształcenie i umiejętność przyznania się do swojej niewiedzy w danej dziedzinie). Następny wielki
błąd popełniony podczas podejmowania naszych decyzji.
Skrócę teraz opowieść (Ominę pierwsze 3 lata, podczas których mąż przyjął zupełnie niepotrzebnie
niewyobrażalną ilości hormonów przepisanych przez lekarza, który na wizytówce miał napisane androlog, a w
rzeczywistości okazał się pulmonologiem. Mój poprzedni ginekolog bardziej interesował się nowymi reklamówkami
samochodów niż kobietami- na brak dziecka miał jedną radę - odpoczywać, wczasy, sanatorium.
Zmiana obu lekarzy.
Mój nowy ginekolog na pierwszej wizycie uznał, że nie tylko mam problemy z percepcją, ale i ze słuchem i wypisał
mi na kartce swoją ulubioną procedurę, którą bez względu na przypadek medyczny stosował w leczeniu
niepłodności: 5×inseminacji, laparoskopia, 3×InVitro, ICSI. Miałam wtedy 32 lata. Wszystkie moje dodatkowe
pytania zbył.
Zaczęłam się intensywnie uczyć wszystkiego co możliwe o niepłodności. Znalazłam w Internecie stronę
sponsorowaną przez rząd USA dotyczącą niepłodności, do której można było wysłać swoje wyniki badań i
otrzymać odpowiedź na zadane pytanie. Odpowiedź nawet dość szybko się pojawiła, że w naszym przypadku
tylko metoda ICSI może przynieść jakiś pozytywny efekt.
Zmiana lekarza.
W moim mieście w szpitalu klinicznym już od paru lat wykonywali zapłodnienie pozaustrojowe (my w dalszym
ciągu nie chcieliśmy wyjeżdżać) Uznaliśmy, że skoro nazbieraliśmy tyle wiadomości teoretycznych o tym co jest
ważne w procesie leczenia niepłodności - będziemy w stanie sobie pomóc i dopilnować wszystkich ważnych
momentów. Przyszłość pokazała, że już gorszych decyzji nie mogliśmy podjąć. Poddaliśmy się 4 próbom ICSI w
naszym rodzinnym mieście. Statystyka naszych prób była następująca:
koszt wizyt u lekarza i monitorowania na USG - nie do zliczenia
koszt badania hormonów estradiolu - 40 zł za każdy wynik (było ich kilka)
koszt procedur medycznych: 7200 zł
ilość otrzymanych oocytów: 16
ilość otrzymanych embrionów: 6
koszt leków i zastrzyków (trudny do zliczenia 2×byłam na Humegonie - 42 zł za ampułkę, 1×na Puregonie 150 zł
za ampułkę i 1×Gonal-F 72 zł za ampułkę, bo w programie badawczym firmy Serono)
Ani razu nie miałam szczęścia zobaczyć różowej kreski na teście ciążowym. Ale to co przeżyłam w tym szpitalu i
czego byłam świadkiem jest warte opisania - tylko dlatego by następne dziewczyny nie popełniały moich błędów i
trzeźwo patrzyły na rzeczywistość.
Profesor -gerontokrata wprowadził atmosferę na swoim oddziale, która ściśle pokazywała Jego wewnętrzną
hierarchię: Lekarze, Pielęgniarki - żony lekarzy pracujących w klinice, pielęgniarki inne, personel, pieniądze z In
Vitro i ICSI od pacjentek, pieniądze od Kasy Chorych za dobołóżka, macica i jajniki pacjentki. W efekcie im dłużej
leżysz, tym lepiej dla szpitala nie dla Ciebie. Umieszczają tam wszystkie pacjentki w pokoju z 8 łóżkami - pomiędzy
każdym łóżkiem przestrzeń 50 cm. Nie ma żadnej możliwości, by w takim tłumie wyciszyć się i uspokoić.
Czego byłam świadkiem
- pielęgniarki nieustannie zapominały o zrobieniu zastrzyków
- pielęgniarka pomyliła u koleżanki zastrzyki zamiast humegonu podała Pregnyl (cały cykl przygotowujący
do inseminacji należało przerwać. Konsekwencje finansowe poniosła pacjentka, ani lekarze prowadzący, ani
pielęgniarka nie przeprosiła jej.
- Mój własny pregnyl, opisany moim nazwiskiem, który miałam otrzymać o 22 został podany innej
pacjentce, bez uprzedniego sprawdzenia jej nazwiska. O 23 zebrałam w sobie odwagę, by poprosić o zrobienie
zastrzyku. Okazało się, że dla mnie już pregnylu nie ma, jak również nie było już pielęgniarki, która tak
lekceważąco podeszła do swoich obowiązków. Następne minuty - to rozpaczliwe szukanie zastrzyku i
pielęgniarki, która za dodatkową opłatą zdecydowałaby się podać zastrzyk.
- Podczas transferu koleżanki, pielęgniarka odmawia lekarzowi potrzymania wziernika, bo ma złamany
paznokieć. Następne minuty - to poszukiwanie kogoś kto chciałby ten wziernik potrzymać. A pacjentka przez cały
czas leżała w pozycji ginekologicznej (I pomyśleć, że w porządnych klinikach do transferu przykłada się ogromną
wagę. Zwraca się uwagę na nastawienie psychiczne pacjentki i na jej spokój).
- Podczas transferu koleżanki, z impetem wpadła pielęgniarka z informacją, że obok na sali operacyjnej
coś się dzieje niedobrego z operowaną pacjentką. (A gdzie ten tak ważny spokój i czy w tamtej sali operacyjnej
byli jacyś lekarze?)
- Wszystkie przed punkcją otrzymywałyśmy pregnyl o tej samej godzinie o 22. Wiadomo, że po około 36
godzinach należy wykonać punkcję. Dzień punkcji. Mają ją mieć 3 dziewczyny. Naraz 3 o godzinie 10 nie wejdą.
O godzinie 8 jeszcze nie wiadomo kto będzie wykonywał punkcję, o 10:15 wołana jest pierwsza pacjentka,
kładzie się na fotelu, nogi już przywiązane, rozglądają się nie ma anestezjologa. 20 minut poszukiwano
jakiegokolwiek anestezjologa. (Zresztą jest to standardem, że anestezjolog albo nie jest powiadamiany o zabiegu
albo się spóźnia - po co się przejmować - przecież nie chodzi tu o życie pacjenta). Ostatnia dziewczyna punkcję
miała już dużo później niż dopuszczalnych 37 godzin - a jej nerwy i stres - nie do zmierzenia.
- Poza głównym embriologiem, w klinice jeszcze 2 osoby ćwiczyły się do przygotowywania nasienia do
inseminacji i IN Vitro i o zgrozo później okazało się, że ćwiczyły bezpośrednio na naszych oocytach
mikromanipulację. (także nigdy na pewno nie wiedziałyśmy, kto jest odpowiedzialny za procedurę)
- Żaden z moich wypisów szpitalnych nie pokrywał się z rzeczywistością (zawsze była podana
zawyżona ilość blastomerów w wyhodowanych zarodkach - czyżby to była ogólna tendencja poprawiania
statystyki?
- statystyka nie była imponująca, każdą ciążę znało się jak legendę, a dziewczynę z imienia i nazwiska.
25.V.2000 na ścianie pomalowanej zieloną olejnicą było wypisanych około 40 nazwisk dziewcząt, które zaszły w
ciążę (a był to już chyba 3 rok działalności kliniki). Ta ściana i nazwiska byle jak wpisane świadczą o niechlujności
personelu i jego skrajnie lekceważącego podejścia do swojej pracy.
- W sumie wraz z HSG byłam 5 razy w tym szpitalu - licząc minimalnie (bez uwzględnienia rotacji
pacjentek) za każdym razem było po 8 dziewczyn. 40 pań rozpaczliwie chcących zajść w ciążę - ŻADNEJ nie
pojawiła się różowa kreska na teście ciążowym.
Tych przykładów można by jeszcze mnożyć (opisałam tylko te przypadki, na które wyraziły mi zgodę
dziewczyny, których to spotkało). Myśmy cały czas wierzyli, że nas nic złego nie spotka, że jesteśmy w stanie
obronić się przed bezmyślnym i lekceważącym zachowaniem personelu i że jesteśmy w stanie dopilnować
wszystkich procedur.
Poza tym byliśmy przekonani, że takie aroganckie zachowanie i pielęgniarek i lekarzy musi być wpisane w
zawód, by nie obciążali siebie cudzymi nieszczęściami.
    • Gość: tosca ta historia musi sie znalezc w serwise naszbocian! IP: 212.160.141.* 26.10.01, 09:59
      • Gość: EwaP Re: ta historia musi sie znalezc w serwise naszbocian! IP: *.cofund.org.pl 26.10.01, 10:16
        To jest pytanie do Elżbiety czy zgodzi się na umieszczenie swoich listów na Bocianie.
        Elu, proszę odezwij się prywatnie na maila: ewap@cofund. org.pl, a jeśli się zgadzasz się na umieszczenie listów
        na BOCIANIE, to prześlij listy.
        A tak w ogóle to zapraszamy Cię do stowarzyszenia, zajrzyj na www.nasz-bocian.pl, bardzo nam są potrzebne
        szczęśliwe historie, żeby podtrzymać nas na duchu.
        Pozdrawiam, i trzymam kciuki za szczęśliwą ciążę,
        EwaP
    • Gość: iwo_nka Re: Wybór kliniki - bardzo długie (moja historia) IP: *.bielsko.dialog.net.pl 26.10.01, 11:39
      Droga Elu, czytalam Twoja historie i momentami (na szczescie tylko
      momentami!!!) mialam wrazenie jakbym czytala o sobie. Poniewaz wlasnie jestem
      przygotowywana do Ivf mam prosbe. Bardzo mi sie podobalo ze jestes taka
      delikatna i w calym, przyznaje bardzo dlugim poscie, nie pada nazwa kliniki czy
      nawet miasta gdzie sie ona znajduje. Mysle jednak ze wiele dziewczat siedzi
      teraz i mysli ze moze to ta, w ktorej wlasnie sie lecza. Mnie cos takiego
      przyszlo do glowy. Zdradz wiec przynajmniej miasto, w ktorym opisywane
      wydarzenia mialy miejsce. Jesli wolisz na priv, podaje adres iwo_nka@wp.pl
      Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za szczesliwe rozwiazanie wink
      Iwona
      • Gość: Malina Re: Wybór kliniki - bardzo długie (moja historia) IP: 157.25.86.* 26.10.01, 16:20
        Elu, to byl prawdziwy horror. Czy Ty sie jednak spodziewasz dziecka? Nie moge
        znalez tej informacji w Twoim poscie. A moze czegos nie zrozumialam? W koncu to
        koniec tygodnia!
        Malina
        • Gość: AGA Do Maliny IP: 217.153.35.* 26.10.01, 16:40
          Musisz doczytać 2 część opowieści Elżbiety - jest 4 czy 5 tematów poniżej. Mogę
          tylko powiedzieć, że zakończenie jest szczęśliwe.
Pełna wersja