magasi9
04.07.06, 19:16
Wyprowadzilam sie od swoich rodzicow juz w sumie 8 lat temu. Zaczelam wlasne
zycie juz na studiach ale odwiedzialam moich rodzicow co 1-2 tygodnie. Teraz
mieszkam od 4 lat za granica i przyjezdzam do domu powiedzmy 3-4 razy w roku.
Jestem przerazona, moi rodzice sie nienawidza, kazdy siedzi na wlasnym
pietrze (zbudowali wielki dom bo mieli taki piekny "plan" ze bede z nimi
mieszkac z mezem i z dziecmi). Nie maja zadnego zycia beze mnie, nic nie
robia razem (moze procz tego ze razem czekaja na moj kolejny przyjazd).
Ja jestem ich dzieckiem, jak bylam mala (powiedzmy mala to do 20 roku zycia)
wszystko sie krecilo wokol mnie. A teraz jak ja mam wlasne zycie i nie
mieszkam z nimi, oni zyja w nienawisci do siebie i nie moga znalezc czegos co
lubia robic razem ale bez dziecka. Dla dziecka byl sens gdzies wyjechac,
zaprosic gosci lub isc na glupi spacer.
Nie mam pojecia jak mam im pomoc, no chyba zebym z nimi zamieszkala i bylo
tak jak bylo kiedy z nimi mieszkalam i ich sluchalam.
Czasami jak piszecie ze nie jestescie szczesliwe, popatrzecie na historie
moich rodzicow. Oni maja dziecko...
Bycie razem, chec bycia i radosci z tego wspolnego zycia, bez wzgledu na to
czy bedzie dziecko czy nie... Probuje im to wytlumaczyc, i sama sobie
tlumacze ze ja jestem w zwiazku z osoba z ktora moze nie mam dziecka, ale mam
cos wiecej. Znajduje te dni, te chwile szczescia bycia wlasnie z nim, tylko z
moim mezem bez dziecka.
Moze to smieszne ale w jakis sposob zwiazek moich rodzicow i moj w niczym sie
nie rozni. I ja z mezem i moi rodzice, uczymy sie zyc tylko z soba. Moim
rodzicom narazie to jednak nie wychodzi, a szkoda. Wielka szkoda, bo oni maja
dziecko a dla mnie i mojego meza moze nigdy to nie bedzie dane.