egoscicka
16.11.06, 12:27
Nie wiem nawet od czego mam zacząć.......
Jestem w ciąży, sama jeszcze w to nie wierzę.
Bałam się coś powiedzieć by nie zapeszyć. Mam nadzieję ,że to co napisze
wesprze te , którym się nie udało i da nadzieję, że i dla nich zaświeci słońce.
Ci co są bardziej wnikliwi lub zwyczajnie są na tym forum od początku , znają
moją historię.
Zaraz po ślubie i po odstawieniu tabletek okazało się, że nie jest wesoło.
Cykle po 80 dni, skąpe miesiączki. Zrobiliśmy badania, które wykazały oprócz
braku owulacji, wrogi śluz. Zrobiliśmy 7 inseminacji i ponad wszystko
wierzyliśmy , że w końcu i dla nas zaświeci słoneczko. W tym czasie wszystkie
koleżanki zaszły w ciąże , urodziły dzieciaczki....a ja się czułam jakby Ktoś
o mnie zapomniał. Myśli, że może nie powinnam być matką i dlatego się nie
udaje były codziennością. A perspektywa in vitro przerażała mnie tym
bardziej.....Bałam się, że jest to moja ostatnia deska ratunku i jak ona
zawiedzie to będę się musiała pogodzić z myślą,że jest nas tylko dwoje...
Jednak wpadła mi w ręce fantastyczna książka, "Sąsiadka"., która zamieszała w
mojej głowie. Zainspirowała nas do rozmowy i podjęcia konkretnych decyzji.
I nie uwierzycie nagle wszystkie nasze problemy zniknęły, znów byliśmy
szczęśliwymi, zakochanymi w sobie ludźmi...a przecież tak na prawdę jeszcze
nic się nie zmieniło....
Zdecydowaliśmy się na wizytę w Invimedzie u dr Rokickiego. To cudowny
człowiek, jako pierwszy ze wszystkich lekarzy, zapytał co ja bym chciała dalej
robić.....To wbrew pozorom bardzo ważne..Po badaniach okazało się, że mam PCOS.
"Dolegliwość", której nikt wcześniej nie zauważył i się nie przejął....
Doktor zaproponował nową metodę IVM . In vitro maturation. Na co my
przystaliśmy i tak nawet się nie obejżałam, jak czekałam na wynik badania hcg.
W12dpt D.R. zadzwonił z cudowną wiadomością. Beta w 12dpo 135mlU, nie
wierzyłam....
Mój mąż skakał z radości a ja stałam jak wryta i chyba cały czas nie mogę w to
uwierzyć....Będę mamą.
Wczoraj byłam na usg. Same zobaczcie......jaki piękny widok. Dr widział już
akcję serca, ale komputer jej jeszcze nie zarejestrował.....
Zawsze jak zaglądam na ten wątek szukam objawów i powiem wam coś co obala
wszystkie mity, to nie prawda że po transferze objawy w 3 dniu są wymyślone!!!!!!
Ja dokładnie 3-4 dnia po transferze miałam już objawy, zimne stopy, ból
piersi, powiększone sutki, problemy z włosami, i to co najważniejsze
oszołomienie( miałam tak kiedys jak prolaktyna mi szybko rosła). Ponieważ
brałam leki, po raz pierwszy niektóre, to wszystko zwaliłam na to. Owszem
byłam optymistycznie nastawiona a mój mąż odczyniał czary, całował i głaskał
brzuszek......ale nie czułam , że się udało. Do dziś nie mam żadnego
przeczucia......
Wszystko jednak utożsamiałam z tym 3 dniem po transferze bo wtedy zaczęłam
czuć się fizycznie inaczej. Na usg okazało się , że właśnie tak było bo moja
ciąża, jest starsza niż ta wyliczona o 5 dni.
Także trzeba mieć do wszystkiego dystans , acha i najważniejsze wierzcie, w to
co czujecie.....
Przesyłam fluidki
≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈≈
jejku jak marzyłam by to zrobić....................
_________________