do "starających się" nauczycielek

27.12.06, 16:48
Dziewczyny, pracuję w gimnazjum na pełnym etacie. Mam umowę na stałe - nie
wiem tylko czy ma to jakieś znaczenie w sprawie o którą pytam. Przygotowujemy
się do in vitro w maju/czerwcu. Wiem, zę w szkole dostaje sie różne zapomogi
zdrowotne z kasy. Chciałam zapytać, czy przysługiwałaby mi taka zapomoga przy
realizacji programu do in vitro? Wiem, ze nie jest to sfinansowanie całego
zabiegu, ale może chociaz jakiejś jego części. Wiecie coś na ten temat? Nie
mamy tyle pieniędzy, zeby zapłacić za całe przedsięwzięcie, dlatego czekamy
na pożyczkę z kasy zap/poż. do maja. Tutaj też jednak nie wystarczy na
całość. ZZabraknie nam ok. 1000zł. Może choć część tej kwoty dostałabym jako
zapomogę zdrowotną? Orientujecie się moze w tym temacie?
    • azi77 Re: do "starających się" nauczycielek 27.12.06, 17:18
      O zapomodze zdrowotnej decyduje dyrektor. Tak jest u mnie, ponieważ mamy swój
      fundusz socjalny, odłączyliśmy się od gminy. Moja dyrektorka wiedziała o moich
      problemach i kosztach z tym związanych, kazała pisać.
      Jednakże ja z tego nie skorzystałam, gdyż leczyłam się prywatnie, wnioski
      należało składać do końca grudnia, a 13 grudnia okazało się że jestem w ciąży.
      Odpuściłam.
      Porozmawiaj z dyrekcją i próbuj!
      • zetka31 Re: do "starających się" nauczycielek 27.12.06, 17:23
        Witam w klubie - ciekawa sprawa - nic nie wiedziałam o takich pieniądzach. Mogę
        popytać po Nowym Roku, jak to jest w naszej szkole.
        Pozdrawiam
    • justysia111 Re: do "starających się" nauczycielek 27.12.06, 20:01
      U mnie była taka zapomoga, musiałam przedstawić rachunek.Klinika wystawiła mi
      rachunek za leki( nie chciałam by ktokolwiek wiedział o in vitro).Dostałam 500
      zł.Pozdrawiam
      • szklanapulapka2 Re: do "starających się" nauczycielek 27.12.06, 22:37
        Dziękuję serdecznie za odpowiedzi. No cóż... pozostaje mi porozmawiać z
        dyrekcją o problemie, chociaż szczerze mówiąc, wolałabym tego uniknąć. Niby w
        tej chwili dyrektorkę mam bardzo ludzką i wyrozumiałą, ale... nauczona
        doświadczeniem, wolałabym na zapas się nie wychylać ze zwierzeniami. Jeśli
        jednak nie będzie innego wyjścia - zapytam. Jeśli któraś z Was będzie
        podpytywać o to w swojej szkole, to dajcie znać, jaką uzyskałyście odpowiedź.
        Pozdrawianm i życzę owocnych rozmów. agnieszka.
        • balbinka74 Re: do "starających się" nauczycielek 27.12.06, 23:17
          Radziłabym przedlożyc zaswiadczenie od prowadzącego lekarza np o długim juz
          leczeniu niepłodności.To powinno wystarczyć.Nie musisz nic mówić o in vitro, to
          twoja prywatna sprawa.Każda szkoła ma swój regulamin i osobę , która
          reprezentuje pracowników.
    • mysza1006 Re: do "starających się" nauczycielek 28.12.06, 09:50
      U mnie też dostaje się zapomogi, ale tak marne, ze szkoda gadać. Ja dostałam
      130 zł. bo ponoć finanse ograniczone, a składających sporo.
      Miałam tylko zaświadczenie od lekarza, że się leczę ginekologicznie.
      Najgorsze, że u mnie przydziela to komisja składająca się z nauczycieli. I
      wszyscy wczytuja się w Twoje podanie.
      • szklanapulapka2 Re: do "starających się" nauczycielek 28.12.06, 10:15
        A no właśnie, u mnie też komisja składa sie z nauczycieli, i choćby to byli
        najdyskretniejsi ludzie, to jednak jest ich kilkoro i nie ma siły, żeby treść
        takiego podania nie obiegła całej szkoły w błyskawicznym tempie. Do tego ja
        pracuję na wsi, więc szkoła to mały pikuś jeszcze, za chwilę wiedziałaby cąła
        wieś, brrrr. Ja nie wstydze się faktu, że podchodze do in vitro, ba, jestem
        bardzo szczęśliwa, ze w ogóle mogę, że mąż sie zgodził (przeciez mamy już jedno
        dziecko i mógł po prostu powiedzieć, że nie i koniec), ale niestety, nie
        wszyscy to rozumieją, a już na pewno nie ci, którzy mają po kilkoro dzieci rok
        po roku i muszą bardzo sie starać żeby nie "wpaść". Dla nich in vitro to
        dziwoląg, no i grzech cieżki (jak oczywiście przystało na grono ludzi
        tzw. "przykościelnych"), dla mnie - wybawienie. Tak więc nigdy sie nie
        zrozumiemy. W każdym razie na pewno porozmawiam z dyrekcją po świętach, zapytam
        jak ona to widzi, ile mogłabym dostać pieniążków i wtedy zastanowię się, czy
        warto... Bo dla 130zł. to na pewno nie będę tego wywlekać... Mogę przedłożyć
        zaświadczenie od lekarza prowadzącego, ze leczę się już 8 lat, że jestem po 11
        zabiegach ginekologicznych (nie musze przecież dodawać, że po inseminacjach, bo
        dla moich koleżanek takie słowo kojarzy sie li tylko z zapładnianiem zwierząt
        domowychsmile), hsg, że brałam leki itd. Ciekawe, co z tego wyniknie...
    • kalinka28 Re: do "starających się" nauczycielek 28.12.06, 10:35
      U mnie trzeba przynieść zaświadczenie o długotrwałym/ przewlekłym leczeniu ,
      które wydaje lekarz. Kwota zależy od funduszu szkoły. U mnie jest to do 1000 zł.
      • szklanapulapka2 Re: do "starających się" nauczycielek 28.12.06, 10:50
        No tyle to by mnie ratowało, tylko zastanawiam sie jeszcze nad jednym. Bo ja
        już raz korzystałam z takiej zapomogi, ale to było chyba 3 lata temu po zabiegu
        hsg (pierwszym). Czy to nie jest tak, ze z tej zapomogi można korzystać tylko
        raz na ileś tam lat? U nas było to dawno i dostałam wtedy 100zł. sad.
        • kalinka28 Re: do "starających się" nauczycielek 28.12.06, 12:21
          U nas nie ma takich ograniczeń, to zależy od komisji, która sie zbiera by takie
          dofinansowanie przyznać.
Pełna wersja