Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...?

31.05.07, 09:34
Dziewczyny, chciałam Was zapytać o Wasze nastawienie do leczenia, do tych
wszystkich "strasznych" badań, zastrzyków, punkcji...

Ja ogromnie, ogromnie mocno marzę o maleństwie, to jest bezprzeczne.
Ale kiedy przychodzi jakis kolejny etap leczenia - muszę jechac na jakieś
badanie, albo zaczynam kłuć się w brzuch - czuję wewnętrzny niepokój, opór
(jak przed czymś bardzo nieprzyjemnym) ... jest mi źle...mam też trochę
poczucia krzywdy ("dlaczego ja to muszę robić..? dlaczego mnie to
spotyka...?").

Własnie mnie olśniło, że może to jest przyczyna niepowodzeń?
NIE LUBIĘ tego robić (np. przechodzić stymulacji), nie biegnę z radością do
kliniki - być może więc mój organizm blokuje się także na pozytywny efekt
tych działań?

Oczywiście robię wszystko z zaangażowaniem, strasznie mocno chcę zostać
matką, ta myśl właściwie przesłania wszystko inne w moim zyciu, przeżywam
wszystkie psychiczne dołki i wzloty, jakie towarzyszą nam wszystkim na naszej
drodze. Nie chcę, abyście pomyslały, że "widocznie moja determinacja nie jest
jednak za duża". Jest, jest ogromna. I jestem w stanie wytrzymać chyba
wszystko na drodze do tego celu.

Chodzi mi tylko o to, że nie czuję np. ekscytacji z faktu, że pojutrze
zaczynam zastrzyki z gonalu, nie myslę o tym dniu z "radosnym oczekiwaniem".
Mimo, że efektem może być przeciez wreszcie upragniona ciąża, to moja
psychika "nie cieszy" się z faktu, że w najbliższych dniach czeka mnie cała
ta "medyczna" strona in-vitro. Bardziej się tego chyba "boję" niż myślę z
ekscytacją, jak o czymś "fajnym". Rozumiecie, o co mi chodzi?

Ja to jest u Was?
    • coccinelle76 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 31.05.07, 10:00
      Musze Ci powiedziec, ze doszlam ostatnio do bardzo podobnych wnioskow jak Ty.
      Zaczelam sie zastanawiac, dlaczego jest we mnie tak malo entuzjazmu, dlaczego
      wiecej strachu niz optymizmu, tak jakbym sie powoli poddawala. Dla mnie
      niezbedne okazalo sie zatrzymanie na chwilke w miejscu i gruntowne
      zastanowienie dlaczego tak jest, szczera rozmowa samej ze soba. Tez
      stwierdzilam, ze brnac w to dalej byc moze sie blokuje psychicznie i dlatego
      sie nie udaje. Dlatego postanowilam sie odblokowac. Na razie "przygotowuje
      grunt" o czym mozesz przeczytac w watku o zaklinaniu wink. Troszke na sile
      przestawilam sobie podejscie do sprawy na bardziej entuzjastyczne i nawet
      dobrze mi z tym. Na pocieszenie Ci powiem, ze ja ostatnio nawet do polkniecia
      Folika musialam sie zmuszac wink Mysl o stymulacji do IVF napawa mnie panicznym
      lekiem i nie sadze,zeby to sie zmienilo na zachwyt. Po prostu ten typ tak ma i
      chyba nie ma co sie zadreczac. Ja zamierzam wynagrodzic sobie to wszystko w
      wakacje- ostatnie wakacje na luzie, bez dziecka wink
    • lusiasia Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 31.05.07, 10:11
      Ja tez nie lubie...jak juz pomysle ze za 3 miesiace moge podchodzic znowu do in
      vitro, to mnie sciska, a wszyscy wokolo mi mowia trzeba probowac...
      Nie mam sily na proby, nie mam nawet lekarza ktoremu moglabym zaufac i u ktorego
      moglabym sie leczyc

      Moge calkowicie zrezygnowac ale musialabym tez powiedziec sobie ze
      najprawdopodobniej dziecka miec nie bede, nie chce o nie w taki sposob walczyc i
      jesli tak ma byc to sie z tym godze

      problem w tym ze chce dziecko, cos za cos
      chociaz wcale leczenie moze upragnionego rezulatatu nie przyniesc, ale jak sie
      poddam to moze bede zalowac za 10 lat? nikt tego nie wie


    • tessie124 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 31.05.07, 10:15
      Ja w ogóle mam opory przed invitro i inseminacją... Kiedyś po prostu odpuściłam
      - bo braniu róznych świństw i ich skutkach ubocznych miałam dość. Przestałam
      brać nawet folik. Zrobiłam przerwę i zmieniłam lekarza. Może dobrze a może
      nie... Zobaczymy. Co do zaklinania rzeczywistości, to chyba najbardziej
      odpowiada mi ... modlitwa przez wstawiennictwo JP2 - narazie bez widocznych
      efektów - jedynie Nadzieja jest silna.

      Pozdr

      Tess.
      • aniaresz Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 31.05.07, 10:55
        mam podobnie! już niedobrze mi od tych zastrzyków i różniastych leków. Przyznam że ten miesiąc miał być aktywny jeśli chodzi o starania ale nie dałam rady i musiałam odpocząć. Także teraz nic nie liczę, leki biorę ale nie z taką dokłądnością jak zwykle i sexik spontaniczny, bez wyliczeń. Ale jak pomyślę o czerwcu że podchodzę do mojej 2iui to już mnie mdli z nerwów. Postanowiłam się na nią nie nastawiać bo planujemy fajny wyjazd na wakacje do Grecji. I tak chce ale wmawiam sobie że te wakacje też będą super jak się nie uda. trzymajcie się i powodzenia w staraniacch.
    • ostroszyc Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 31.05.07, 16:03
      Mam identycznie! jestem rozżalona na i zła właściwie sama nie wiem na kogo za
      dziury w brzuchu, zastrzyki, opuchlizny, bóle i wszystko co się wiąże ze
      staraniami. Zastanawiałam się właśnie czy nie powinnam czegoś z tym zrobić, do
      lekarza ide jak na ścięcie.... Myślicie że to może miec wpływ?
    • rybka555 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 31.05.07, 21:52
      ja mialam, tak samo, wszytkie zastrzyki odbieralam jako 'zamach' na moje cialo,
      mialam bardzo duzo oporów pszychicznych, i dodatkowo przed kazda punkcja bylam
      juz chora/przeziebiona, podejrzewam, ze to kwestia napiecia psychicznego i
      obnizonej odpornosci organizmu /encorton/, dopiero po punkcji czulam sie nieco
      rozluźniona, le glowa do gory, trzeba spróbować aby później nie żałować ...
      • szklanapulapka2 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 31.05.07, 23:09
        Boże, no to ja jestem chyba nienormalna do kwadratu. Obydwoje z mężem jesteśmy.
        Podchodzę do pierwszego isci w moim życiu (i ostatniego). Jestem na długim
        protokole, wyłykałąm już 21 tabletek antykoncepcyjnych, a dziś jestem po 3
        zastrzyku z decapeptylu. 11 czerwca mam kolejną wizytę u gina, usg i dołączamy
        gonal. Nie mogę sie doczekać każdej wizyty, każdy połknięty lek, wkłuty
        zastrzyk, traktuję jako kolejny przystanek na drodze do Szczęścia. Leczę sie w
        Gamecie u prof. Radwana. I choc nie cieszy sie on najlepszą opinią, to ufam mu
        i po prostu WIEM, ze to musi sie udać. PS. Mam juz dziecko i walczę o drugie,
        może dlatego nie mam odrazy przed tym wszystkim, tylko CZEKAM, tak bardzo
        czekam na kolejny cud w moim życiusmile.
        • wiktoria33 neistety nie 01.06.07, 15:38
          nie dlatego sie nie udaje dziewczyny, nie martwcie sie smile
          ja mam dokladnie tak samo jak szklanapułapka smile) ( pozdrawiam Cie Aga smile
          i ...tak sie nie udaje póki co smile
          nie powiem ze uwielbiam sie kłóć i badać ale wszystko to traktuje jako
          pokonywanie przeszkód na drodze do upragnionego celu i poddaje sie temu z
          radoscia...
          np teraz juz sie nie moge doczekac kolejnego podejscia (bedzie w lipcu mam
          nadzieje) i juz chcialabym zeby byl ten dzien kiedy zrobie sobie pierwszy
          zastrzyk - oczywiscie nie myslcie ze sie nie denerwuje, bo bardzo sie boje ,
          praktycznie caly czas podczas takiej stymulacji czlowiek chodzi jak w transie -
          jest tyle niewiadomych ze jestem w bezustannym stresie i napieciu...ale to
          doprowadzi mnie do mojego wspanialego, małego, rózowiutkiego dzieciaczka !!!
          i dlatego zrobie wszystko z przyjemnoscia smile
          pozdrawiam
    • affryka Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 01.06.07, 10:20
      Troszkę mi ulżyło, że nie tylko ja tak mam... Że Wy także w taki sam sposób
      czujecie się podczas leczenia...
      Co nie zmienia faktu, że może rzeczywiście dlatego nam nie wychodzi,
      dziewczyny? Że organizm jest "mądrzejszy". Skoro "psychicznie" nie chcemy
      czegoś robić, czujemy się z tym źle, nie lubimy tego - to i
      organizm "podświadomie" wyczuwa, że to jest coś "złego", że należy się
      zablokować... Hmmm...

      Zazdroszczę Ci, Szklanapułapko, Twojego "powera".
      Czytałam Twoje wątki o rozterkach, czy w ogóle podejśc do in-vitro. Pamiętam
      Twoje wątpliowości, różnej natury - sama mam je także.

      Cieszę się, że podjęłaś decyzję - oraz że z taką "radością" teraz realizujesz
      protokół. Także chciałabym tak nie myśleć o bólu, złym samopoczuciu, strachu
      związanym z punkcją, który odczuwam, przyznaję... - tylko myśleć o tym
      wszystkim z entuzjazmem...
    • perls Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 01.06.07, 10:42
      zdecydowalam się ze zabiore głos, chociaż nie miałam jeszcze żadnych
      specjalnych przygotowań do in vitro. Wszysycy mnie do tego namawiają, mimo ze
      nie staram się z mężem bardzo długo o dziecko - minie 7 miesięcy. Maż
      przebadany, ja mam w przeszłości stwierdzoną end., ktora akurat teraz zaczela o
      sobie dawać znać ( mała torbiel). Generalnie wszysycy lekarze namawiają mnie
      zebym nie czekała z podjęciem decyzji. Może podchodze do tego instrumentalnie,
      a moze poprostu mój zdrowy rozsądek podpowiada mi że inaczej się nie uda - mam
      wrażenie tak jak moja porzedniczka ze każda wizyta to krok bliżej do
      upragnionego dnia i takie do tego mam nastwienie ( przynajmniej narazie). Nie
      wiem moze jak się nie uda bede myślala tak samo jak wy i miała wszytskiego
      dosyć. Narazie łatwo mi mowić - mam dużo siły i fizycznie i psychicznie.
      Zobaczymy co będzie dalej...W tym miesiący jedziemy na urlop - mam nadzieje że
      on mnie również wzmocni i poprawi moją kondycje przed tym trudnym okresem.
      • gabibuziak Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 02.06.07, 11:58
        Jak wiekszosc tez mam mieszane uczucia , bardzo chcę miec maleństwo, ale mam
        poczucie winy ze za bardzo chce,a "niecierpie" badań zastrzyków i z nerwów jest
        mi niedobrze boje sie ze znów sie nie uda, ze znów bede rozczarowana.Staram sie
        podchodzic z dystansem, ale poprostu czasem sie nie da i dopada mnie, a czasem
        mam taką wiare ze przeciez teraz to sie musi udac, co tam bolące zastrzyki, i
        ciągłe nudności wazne ze bedzie maleństwo! Mężuś nawet zartuje ze kto wie moze
        trojaczki bedą smile (zawsze chciałam trójkę z róznica co 2 - 4 lata). śmieje sie
        ze za jednym zamachem !! A ja mam nadzieje ze to JEDNO UPRAGNIONE zawita w
        koncu u nas czego zycze wszystkim starającym sie i o pierwsze i o kolejne smile))
    • mbw78 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 02.06.07, 17:44
      Ja podchodzę w lipcu do pierwszego zabiegu IMSI. Nie mogę się juz doczekać
      przygotowań, jeszcze jakieś 2 tygodnie do wizyty u lekarza i wykupienia tych
      wszystkich leków. Nie biję się zastrzyków, bólu, złego humoru, boję się tylko,
      że po transferez nie bedę potrafiła wyleżeć i coś zepsuję a tak bardzo
      chciałabym sukcesu (po 4 latach starań).
      • lusiasia Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 02.06.07, 18:50
        Ja tez kilka miesiecy przed in vitro czekalam na nie jak na zbawienie, bylam
        pewna ze w grudniu bede miala dziecko ( bo przeciez trzeba wierzyc)
        Ale kilka dni przed rozpoczeciem calej "zabawy" zaczely mnie nachodzic zle
        mysli, nawet chcialam wszystko rzucic
        przeczuwalam cos zlego, ale nie posluchalam samej siebie
        a skutek tragiczny

        In vitro to nie cuda, ja tego nie wiem bo program zostal przerwany (nawet nie
        doszlam do punkcji), ale wystarczy poczytac watki o in vitro
        marne stymalacje, malo zarodkow, zle podzialy, mrazaki umieraja, poronienia

        Niestety lepiej podejsc do tego z zimna krwia i to nie jest krakanie, ja chyba
        nie zdawalam sobie z tego sprawy i za bardzo wierzylam



        • szklanapulapka2 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 02.06.07, 23:36


          > In vitro to nie cuda, ja tego nie wiem bo program zostal przerwany (nawet nie
          > doszlam do punkcji), ale wystarczy poczytac watki o in vitro
          > marne stymalacje, malo zarodkow, zle podzialy, mrazaki umieraja, poronienia


          no i czemu mają służyć te słowa???? Uważasz, ze osoby podchodzące o zabiegu o
          tym nie wiedzą? Zapewniam Cię, ze częstokroć wiedzą więcej, niż lekarz, który
          podejmuje sie wykonac zabieg. Ja wierzę, ale nawet jeśli sie nie uda, to nie
          będę broniła wierzyć innym. In vitro to CUD, naprawdę cud medycyny, cud
          XXIwieku. Owszem, zdarzają sie złe rzeczy, ale... zdarzają sie też dobre.
          Również wystarczy poczytac wątki. Błagam, nie strasz. My mamy pełną swiadiomość
          tego, na co sie decydujemy...
    • perls Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 11:15
      popieram kolażanke!!Każdy wie na co się decyzduje i wierzy że będzie dobrze.
      Musimy tak trzymać bo inaczej zginiemy!
      • lusiasia Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 11:19
        Jeszcze pare tygodni temu bylam tez tak optymistycznie nastawiona, ale dochodze
        do wniosku ostatnio ze in vitro to jest walka i niestety trzeba przygotowac sie
        na wszystko

        Dla mnie cudem jest dziecko, ktore w koncu sie urodzi w ten czy w inny sposob po
        dlugoletnich staraniach i dlatego warto walczyc!

        • szklanapulapka2 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 13:04
          > Dla mnie cudem jest dziecko, ktore w koncu sie urodzi w ten czy w inny sposob
          p
          > o
          > dlugoletnich staraniach i dlatego warto walczyc!
          >

          no właśnie, a każda metoda jest dobra, jeśli prowadzi do celusmile)). Tak więc,
          bez czarnych myśli proszęsmile! uda się i Tobie i nam wszystkim!!!
    • lusiasia Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 13:37
      ja niestety myslalam ze jak juz podejde do in vitro to juz bedzie z gorki, ale
      nie ciagle pod gore...
      ale juz mamy zaplanowane wakacje smile)) i zapomne na chwile o dziecku (tzn jego
      braku)
      • polpotworek Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 15:08
        Zawsze trzeba byc przygotowanym na wszystko ale czlowiek uświadamia sobie to
        dopiero gdy staje przed konkretną tragedią czy problemem. Walka o dziecko jest
        strasznie wyczerpujaca ale nie konczy sie zajsciem w ciąże. Sama uświadomilam
        sobie ze wywalczenie ciązy po wielu latach jest dopiero poczatkiem trosk, obaw
        i niewiadomych. Uświadomilam sobie ze postawa- zrobie wszystko by mieć dziecko-
        skupia sie niestety na tym co my chcemy miec a nie co potrafimy dac i z czym
        sie pogodzic. Dlatego zycze Wam z calego serca dystansu do swoich oczekiwań i
        woli walki o to by ta cała bitwa zakończyla sie nie tylko szcześciem Waszym ale
        przede wszystkim dziecka które to Wy macie uszcześliwić, które ma być cale i
        zdrowe. smile
        • lusiasia Popotworek 03.06.07, 16:29
          I powiem ci, ze ja sie nad tym tez zastanawiam, w Dani juz jakis czas temu
          ukazal sie raport jakie moga byc skutki uboczne in vitro i niestety chlopiec
          urodzony po in vitro moze byc bezplodny
          Czy ja mam prawo wiec doprowadzic sama do tego zeby moje dziecko stanelo za 30
          lat przed takim samym problemem jak ja i moj maz?
          Przeciez nie chodzi o to ze ja bede miec tylko dziecko ale i nie przekaze mu
          chorob/ problemow?
          Moja znajoma z stwardnieniem rozsianym urodzila drugie dziecko (niestety)
          dziewczynke (miala juz chlopca) i teraz sie martwi ze przekazala swojemu dziecku
          straszna chorobe, ciezko sie z tym zyje, nie wiem czy nie ciezej niz bez dziecka
    • klusqa Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 20:01
      U mnie było tak, że całkowicie zaprzestałam wizyt w klinice niepłodności. Nie
      czuję się z tego powodu nie-kobietą albo wyrodkiem, który nie jest
      wystarczająco zdeterminowany, żeby mieć dziecko. Wydaje mi się po prostu, że
      niczego nie można robić na siłę albo, wręcz, wbrew sobie. Bardzo chciałabym
      mieć dziecko, ale skoro mój organizm mi na to nie pozwala... Trudno.
      • wiktoria33 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 22:16
        klusqua zazdroszcze ci tego podejscia i tego ze masz wolny umysl i ulge ze
        potrafisz sie pogoodzic z ta mysla ze nie bedziesz miala dziecka
        dziewczyny zastanowcie sie, kazdy/a z nas jest inna!!!
        nie ma co sie "podniecac " w takich dyskusjach bo to do niczego nie prowadzi
        ja mowi ze zroobie wszytsko i niech to bedzie przez egoizm
        polpotworek czy nie jestes egoistką? ja jestem i zapewniam cie ze kazda z nas
        nia jest -jest to niestety czesc naszej natury albo instynkt inaczej nazwany

        czy kto kto juz jest w ciazy moze mnie winic za to ze mowie ze zrobie wszystko?
        to moja sprawa i na pewno nie zrobie nic zlego, zrobie wszystko powtarzam,
        przejde kazdy bol i kazdy zastrzyk choc gorszy jest bol psychiczny , pokonam to
        za cene jednego usmiechu mojego dziecka i niech to bedzie egoizm .... mam w
        nosie jak to nazwiesz
        podziwiam Klusque ze sie z tym pogodzila i zazdroszcze jej spokoju ducha
        ktorego ja pewnie dlugo nie zaznam
        coz KAZDA Z NAS JEST INNA
        pozdrawiam smile
        • polpotworek Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 23:10
          Źle mnie zrozumialas. Tu nie chodzi o nasze poświecenie ale o to ze nie mozna
          byc zaślepieonym tylko swoimi potrzebami. Przykro mi to mówić ale pisze to
          dlatego ze nie raz przeczytalam ze "marze o tym i tamtym", "jak wiecej
          pecherzyków to lepiej bo przeciez bliźnieta czy trojaczki sa takie cudowne" i
          na tym się kończy- bez zastanowienia nad konsekwencjami i zagrożeniami dla
          dzieci(ciążę wieloplodowe). A tu nie moga liczyc sie nasze marzenia- to mam na
          myśli. Chodzi mi o to ze nikogo nie potapiam za taka postawe ale nie mozna
          chciec czegos tylka dla siebie- trzeba myślec o tym czy temu dziecku czy
          dzieciom nie zagraża wiele z powodu naszych decyzji. Pisze to dlatego ze sama
          nosilam w sobie 2 maluszki, jedno z nich stracilam- zapewne tak zdecydowala
          natura i dopiero teraz stojac po drugiej stronie wiem ze podjelam te decyzje bo
          tak chcialam- a nie dlatego ze tak bylo lepiej. Gdybym drugi raz miala podjac
          taką decyzje pewnie bym sie bardzo bardzo zastanowila, nie moge jednak
          powiedziec ze zaluję tego na co sie zdecydowalam bo to bylby grzech- w koncu
          nosze pod sercem moje ukochane maleństwo i modle sie by bylo zdrowe bo jak
          mówilyście- wdzystko dla niego zniosę.
          Dlatego jestem pelna podziwu dla poświecania kazdej z takich osób, razi mnie
          tylko postawa "bo chce"-nieważne jakim kosztem. Jestem tu juz jakis czas i
          czasami z niektórych wypowiedzi bije taka postawa... moze ten czas, moze to
          cierpienie maskuje prawdziwe emocje... nie wiem. Trudno mi to ocenic. nikogo
          nie potepiam, wyrażam poprostu swoje zdanie. Przeciez mozecie się z nim nie
          zgadzac. Przeciez punkt widzenia zalezy od punku siedzenia.
          Jeszcze raz che Wam powiedziec ze życze Wam jak najlepiej- w koncu jeszcze
          kilka miesiecy temu bylam na Waszym miejscu.
          • polpotworek Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 03.06.07, 23:21
            Chcialam tez dodac ze tez bylam bardzo zmęczona stymulacjami, a ostatnią juz
            wyczerpana psychicznie do tego stopnia ze niewiele brakowalo do nawrotu
            depresji z jaka walczylam wiele lat. Mialam wrazenie ze ileż mozna, kryzys
            zacząl przychodzic przy zagrozeniu hiperstymulacją a gdy to zagrozenie minęlo a
            ja bylam cala obolala i pokłuta i biły sie we mnie różne myśli, nawet wtedy gdy
            kochalam sie z wlasnym męzem. Wiem jakie to trudne bo ja juz sama nie
            wiedzialam dokąd to wszystko zmierza i bylam pewna ze przez swoja postawe na
            100% nie ma szans sie udac. Bylam prawie pewna ze nic z tego, ze to dlatego ze
            robilam to jakby z przymusu, ze niebylam chyba do konca gotowa na takie
            poswiecenie... Ale udalo sie choc wszystko wskazywalo na to ze sie nie uda.
            Nasze emocje napewno maja tu wielkie znaczenie ale nie jest powiedziane ze sa
            najważniejsze. Niestety te wszystkie leki, stymulacje i monitoringi powodują ze
            temu wszystkiemu odebrana zostaje pewna intymność i chyba przez to nie jest to
            latwe. Ale kiedy wreszcie mój orgaznizm pozbyl sie tych wszystkich leków
            dotarlo do mnie ze mój stan byl w duzej mierze spowodwowany nie tym ze jestem
            czy nie jestem gotowa ale niestety calym napięciem i oczekiwaniem oraz ogromna
            dawką hormonów przez które mozna naprawde zglupieć momentami.
            Dziewczyny trzymajcie sie i nie łamcie. smile
          • wiktoria33 zaraz mnie trafi 04.06.07, 13:54
            polpotworek napisała:

            > Źle mnie zrozumialas. Tu nie chodzi o nasze poświecenie ale o to ze nie mozna
            > byc zaślepieonym tylko swoimi potrzebami.

            kto jest zaslepiony swoimi potrzebami? ze my ktore chcemy miec dziecko? o czym
            ty mowisz?
            zrozum jedno dziewczyno ze kazda a nas ktora "chce miec dziecko"
            to ONA chce miec dziecko i to sa jej (i jej meza) potrzeby... no bo wedlug
            ciebie czyje to niby sa potrzeby ??? tego dziecka ktorego nie ma ? czy
            spoleczenstwa? o czym ty mowisz?
            ZASLEPIONA SWOIMI POTRZEBAMI dobre sobie
            zaraz zrobie osobny watek ze my tu wszystkie na tym forum zaślepione jestesmy
            hehe

            zdecyduje sie bo w nastepnym watku piszesz tak

            Wiecie co najśmieszniejsze, ze w ciązy zrozumialam ze warto bylo czekac, ze to
            co moge dostac i co moge ofiarowac potrzebowalo dojrzec............. Mimo tego
            ze bylam gotowa na "wszystko" okazalo sie ze nie latwo podjac mi pewne
            decyzje....

            wiec warto czy nie warto czekac? warto walczyc za wszelka cene?
            czy ze nie warto walczyc "za wszelka cene" bo to natura decyduje?

            natura zdecyduje czy uda nam sie IVF? tak, ale trzeba do niego podejsc, a nie
            siedziec .... nie rozumiem co chcesz nam przekazac ?

            Przykro mi to mówić ale pisze to dlatego ze nie raz przeczytalam ze "marze o
            tym i tamtym", "jak wiecej pecherzyków to lepiej bo przeciez bliźnieta czy
            trojaczki sa takie cudowne" i na tym się kończy- bez zastanowienia nad
            konsekwencjami i zagrożeniami dla dzieci(ciążę wieloplodowe).

            CO ty gadasz??? az mi sie wlos na glowie jeży
            masz nas za ignorantki, ktore nie wiedza ile niebezpieczenstw dla dziecka i
            matki (zauwaz kolejnosc) niosa ciaze wieloracze???
            NIE , wyobraz sobie ze te stymulacje sa po to zeby zwiekszyc szanse ze wogole
            sie uda, bo chyba przeciez wieksze sa szanse powodzenia jesli beda 3 zarodeczki
            niz jeden nieprawdaz?

            "Chodzi mi o to ze nikogo nie potapiam za taka postawe ale nie mozna
            > chciec czegos tylka dla siebie- trzeba myślec o tym czy temu dziecku czy
            > dzieciom nie zagraża wiele z powodu naszych decyzji....
            > Dlatego jestem pelna podziwu dla poświecania kazdej z takich osób, razi mnie
            > tylko postawa "bo chce"-nieważne jakim kosztem.

            do kogo to mowisz i po co?
            wnioski
            no to ja od dzis mowie "BO NIE CHCE" bo jak sie chce albo bardzo chce to źle
    • milka9612 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 10:19
      No właśnie.Przypadek Półpotworka potwierdza że in vitro to nie cud ale
      loteria.Dziewczyna była zrezygnowana i zmęczona a jednak się udało.Inna była
      szczęśliwa i nie dopuszczała myśli o porażce a jednak nic z tego nie
      wyszło.Każda z nas podchodzi do tego inaczej.Jest to uwarunkowane wcześniejszymi
      doświadczeniami,osobowością i determinacją.Jak widać owe nie mają tu
      znaczenia.Poprostu jednym się udaje a drugim nie.Ja sama JUŻ jestem na
      etapie:podejde,ale nie nastawiam się na to że się uda.Raczej wziął tu górę
      zdrowy razsądek a może poprostu brak mi już siły do dalszej walki..
      • polpotworek Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 11:37
        Nie podchodzilam do invitro ale wiem ze tak samo jest ono loterią jak w
        naturze. Podziwiam Was ze nadal sie nie poddajecie, ja po tych ponad 4 latach
        mialam juz chwile zwatpienia, czulam sie tak zjechana psychicznie ze bylam o
        krok od rezygnacji. Zarówno w naturze jak i przy sztucznym wszystko moze byc
        oki a sie nie uda lub wszystko wskaze na to ze sa o wiele mniejsze szanse(np
        mozaczki) a uda sie. Tu decyduje natura. Pozostaje tylko czekać.
        Wiecie co najśmieszniejsze, ze w ciązy zrozumialam ze warto bylo czekac, ze to
        co moge dostac i co moge ofiarowac potrzebowalo dojrzec, ze wczesniej widocznie
        natura stwierdzila ze nie przyszedl na mnie jeszce czas. Mimo tego ze bylam
        gotowa na "wszystko" okazalo sie ze nie latwo podjac mi pewne decyzje, ze nie
        latwo mi sie z pewnymi rzeczami zmierzyć ale ufam ze sie tego wszystkiego
        naucze, ze zrozumiem czym jest naprawde macierzyństwo. Tego Wam wszystkim
        życze. I przepraszam ze chyba sie nie na temt wypowiedzialm teraz.
        • polpotworek Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 15:26
          Wiktorio, nie pisalam o 2/3 zarodkach lecz pecherzykach graffa a tym samym
          komórkach jajowych które przy zaplodnieniu naturalnym lub inseminacji kazda z
          nich moze podzielic sie w drodze przypadku na 2. Moja ginka sama zna wiele
          przypadków trojaczków a nawet czworaczki z 2 pecherzyków i próbowala mi
          uświadamiac powiklania z tym związane. Ja sobie nie zdawalam sprawy z takich
          rzeczy i dziwnie na ginkę patrzylam gdy kazala mi sie dwa razy zastanowic przy
          2 pęcherzykach. Myślalam ze przeciez mam większe szanse a nie przypuszczalam
          ile moze to za soba niesc zagrożeń. Nie wiem czy podjęlabym sie tego drugi raz
          ale nie byloby we mnie juz tyle naiwnego entuzjazmu(od razu pisze byś nie
          odebarala tego jako atak- mówię o swoich uczuciach- nie waszych) zwlaszcza przy
          3 pęcherzykach.
          Zupelnie inną sprawa jest podawanie juz 2 czy 3 zarodków w in vitro.
          • wiktoria33 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 15:38
            ok
            spoko
            rozumiem ze nie to mialas na mysli
            poczulam sie zaatakowana nieslusznie i dotknieta w imieniu wszystkich "chcacych"

            moze nieslusznie
            • polpotworek Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 15:46
              Nie chcialam nikogo atakować, napisalam tylko o swoich doświadczeniach i
              uczuciach, przykro mi ze tak to odebrałaś.
    • perls Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 16:22
      uważam, że dyskusja stoczyła się na inny tor niż powinna. Chęć posiadania
      dziecka jest tak ogromna, że w moim przypadku nic i nikt jej nie zmieni.
      Poprostu wiem, że moje życie bez dziecka lub dzieci nie będzie miało sensu- coż
      ja zrobie że tak myśle. Dziewczyny myśle ze gadamy tu po to aby dodać sobie
      troszkę otuchy, dlatego może czas przekleić w to miejsce wątek " komu się
      udało" !
      Polpotworku czekasz już na swoje dziecko - wiec nie roztaczaj wokół nas złej
      aury tylko raczej nas wspieraj w naszych staraniach!
      pzdr.
      • wiktoria33 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 16:52
        podpisuje sie pod slowami perls
        coz ja poradze ze tak bardzo chce

        i pozdrawiam wszystkie wątkowiczki smile
        • polpotworek Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 04.06.07, 23:25
          Trzymam kciuki i wysalam masę fluidków smile)))))))))
          Bardzo bym chciala by Wam sie udalo i byście nigsy nie musialy przezyc dramatu
          jaki przezylam ja i wiele innych dziewczyn tracacych ukochane i wyczekiwane
          dziecko. Nie smialabym nigdy żadnej z Was zyczyć tego.
          Obyście ujrzaly niedlugo dwie kreseczki, a później takiego fajnego bąbelasa na
          usg i jak najwiecej łez- ale tylko łez szcześcia towarzyszącym ogladaniu
          maluszka i kazdej mdlości która bedzie Wam przypominac ze taki maly brzdąc
          dobrze sie rozwija, kazdemu porankowi kiedy poczujecie jak ten maluch przewraca
          sie w brzuszku i każdej nadzieji ze ono sie urodzi cale i zdrowe. smile
          • tekla12 Re: Czy to dlatego się nie udaje..? Eureka...? 05.06.07, 07:33
            Niepłodność jest chorobą a nie fanaberią. Po co komplikować to, co jest proste.
            Każdy chce być zdrowy ale nie każdy ma dość siły i determinacji żeby się leczyć.
            Myśląc kategoriami autorki wątku lecząc wrzody żołądka chory nie może się
            doczekać gastroskopii a jeśli nie biegnie z radością chirurgowi pod nóż to
            znaczy, że nie chce być wyleczony a operacja właśnie dlatego się nie uda.
            • wiktoria33 FAN CLUB Tekli;)) 05.06.07, 19:48
              ja zwariuje z ta babą wink tekla jestes wielka , zawsze mnie rozsmieszysz smile
              ja np jestem takim dziwnym przypadkiem ktory bedzie leciec z wywieszonym
              ozorkiem na operacje i z dzika rozkosza polozy sie na stół operacyjny heheh

              POZDRÓWKA
Pełna wersja