szajndl
08.06.07, 23:53
Kochane przyszłe mamy! Piszę tego posta, bo być może pozwoli on wskrzesić w
we wszystkich starajacych się o dzidziusua jeszcze odrobine nadziei. ponad
rok temu samam zasilałam grono tutejszych forumowiczek. Moja ytuacja wydawała
się byc beznadziejna. Od zawsze problemy z regularnością okresu, leczone
tabletkami antykoncepcyjnymi albo takimi na wywołanie. Kiedy zdecydowalismy
się z mężem na dziecko okazało się (a co już przeczuwałam), że to niebędzie
takie łatwe. Po roku starań,tony hormonow i kilkunastu dodatkowych kilogramów
na teście zobaczyłam upragnione dwie kreseczki. Cały dzień przepłakałam ze
szczęścia . Po dwóch tygodniach obudziłam się z potwornym bólem brzucha i
krwawieniem. W szpitalu diagnoza jak wyrok - zespółp[olicystycznych jajników
(było za wcześnie żeby stwierdzić ciaże. Kolejny rok leków, kilka głebokich
depresji, ciągły płacz, prawie rozwód.... Na lipiec i sierpień mój lekarz
zaordynował nowe leki ale z zastrzeżeniem, ze jesli to nie poskutkuje to on
już nie ma ze mną co robić. Po lipcowej kuracji okres jak w zegarku - cały
dzień płaczu i absolutny brak nadziei na powodzenie. Znowu depresja i godziny
modlitw o to jedno najważniejsze. Gdy zbliżał się sierpniowy termin cała
drżałam. Objawy wszystkie na okres. Zrezygnowana zadzwoniłam do kliniki
leczenia niepodłości (wizyta we wrześniu) i rozpoczęło się finansowe
zaciskanie pasa by zaoszczędzić na invitro. W dniu spodziewanego okresu
potworny ból brzucha i ostateczne utrata nadziei. Następnego dnia krwawienia
nie był a na teście.... upragnione dwie gubachne krechy. Kilka dni potwornego
bólu brzucha i strach że skończy się tak jak przed rokiem. Kilka badań na
Betę i z krwi też ciąza malowana. Kiedy powiedziałam o tym mężowi i rodzicom
wszyscy płakalismy jak bobry. W 7 tygodniu strasznie wzdęty brzuch i znowu
potworny ból. W noy obudził mnie ból w łazience nie mogłam zatamować
krwotoku. Zupełnie roztrzęsiona i zrezygnowana wsiadlam w samochód i
pojechałam do szpitala (męża nie było). Na badaniu lekarz nie zostawił
żadnych nadziei - poronienie. Profilaktycznie zrobił mi usg. Słowa -
"serduszko maleństwa bije" zapamiętam do końca życia (do tej pory dreszcz
przebiega mi po plecach kiedy o tym myślę). 1 maja 2007 roku moje maleństwo
wydało z siebie pierwszy krzyk. 4600 żywej wagi i 60 cm (przy porodzie przez
cc lekarz na głos komentował moje policystyczne i poprzerastane jajniki, nie
kryjąc zdziwienia,że udało mi się zajść w ciąże) , teraz właśnie smacznie śpi
w pokoju obok. Jest śliczną dziewczyneczką, silną i zdrową - maminym
ukochanym skarbeczkiem. Drogie dziewczyny ja naprawdę głęboko wierzę w to, że
wszystkie Wasze starania przyniosą upragniony skutek. Nigdy nie traćcie
nadziei bo niezbadane sa wyroki. Z całego serca życzę Wam, aby Wasze historie
skończyły się tak szczęśliwie jak moja. Posyłam miliony pozytywnych fluidów i
mam głęboko nadzieję, że niebawem spotkamy się na forum dla mam!!!!
Pozdrawiam gorąco