na pewno nie macie gorzej....

15.06.07, 20:01
dziewczyny chce wam jeszcze cos napisac, zeby wam sie troszke lepiej zrobilo.
jesli wy nie zachodzicie w ciaze to mozecie dalej probowac i nikt nie czeka
na wasze niepowodzenie.natomiast ja musze sobie radzic z eks zona mojego meza
ktora tylko trzyma kciuki zebysmy nie mieli dzieci bo ma ciagle nadzieje ze
do siebie wroca. ona ma z nim syna i swiecie wierzy ze jesli my nie bedziemy
miec dzieci to moj maz mnie zostawi i wrocic do niej i dziecka(13lat) , maly
tez nie chce miec za zadne skarby swiata rodzenstwa, kiedys jak moj maz
zazartowal na temat siostrzyczki to ten zaczal ryczec!! a eks jest taka happy
i ciagle sie dopytuje czemu JESZCzE nie mamy dzieci, teraz sie dowiedzialam
ze jej matka(ekstesciowa mojego meza) zadzwonila do jego matki i mowi: bo ja
bym haniu jeszcze chciala zeby sie dzieci do siebie wrocily. CZY WIEC WY
SOBIE WYOBRAZACIE ILE MNIE OTACZA ZLYCH FLUIDOW????czasem mysle ze jego eks
po prostu mnie przeklela, choc rozwiedli sie nie z mojej winy , gdy ja nawet
jeszcze meza nie znalam, a teraz ona ciagle mysli ze ja wyjade z kanady i ona
wroci do niego.boze i jak ja mam sie nie stresowac, to malenkie dziecko
rozwiazaloby problemy raz na zawsze, ucieloby wszystkie jej glupie nadzieje.
moj maz ja olewa a ona zachowuje sie jak niespelna rozumu. sorry ze sie tak
zale ale to chyba te hormonysmile) buziaki
    • polpotworek Re: na pewno nie macie gorzej.... 15.06.07, 22:54
      Powiem tak, nie mozesz móiwc ze ktoś nie ma gorzej... nie znasz ludzi, nie
      znasz ludzkich dramatów... jest wokol Ciebi mnóstow tragedii i wierz mi ze
      oddalabyć wiele by zyc tak jak zyjesz gdybys sie miala zamienic. Nie oceniaj i
      nie mów innym ze maja lepiej. Ludzie oceniaja innych po tym czego sami nie mają
      a nie po tym co juz mają a co inni by chcieli.
      Ja niejestem z typu narzekaczy(tak mi sie ywdaje) i nawet z zyciowych tragedii
      próbuje wyci,agnac dla siebie lekcje i isc na przód a nie skupiac sie na
      rzeczach na które nie mam wplywu. Mnie bardzo ktos nienawidzi(szwagierka) za to
      ze sie nie rozwiodlam tak jak ona mimo kryzysu malzenskiego, ze mam wiecej
      pieniedzy(jej sie tak zdaje)i ze udalo mi sie po wielu latach walki zajsc w
      ciąże, ze prowadze wlasną dzialanosc(ona swoja musiala zamknąc), ze mieszkam
      tylko z mezem(ona z rodzicami)... wszystkie swoje frustracje swego czasu
      wyladowala na mnie mimo ze wczesniej bylo kilka scysji które puscilam
      mimochodem... pewnego dnia jednak ubzdurala sobie powód i zaczela mnie obwiniac
      o swoje niepowodzenia zyciowe, o to ze jej matka pije(cale jej zycie)...
      skonczylo sie na tym ze gdy powiedzialam sobie ze nie zycze sobie takiego
      zachowania wyzwala mnie od ku.., dopuścila sie pomówien na temat mojego
      rzekomego bycia dziwką(mimo ze nie ma ku temu najmniejszych powodów), wyzwala
      mnie i moich rodziców cięzko pracujacych na wsi od "gówna", zaczela mi grozić i
      takie inne a gdy moj mąz stanal w mojej obronie doprowadzila do tego ze on nie
      chce jej teraz znać. W miedzyczasie wyszlo na jaw ze obrabiala nam tylek przed
      calą rodziną i sie o nas a szczegolnie o mnie źle wyrażala, przed nami grala
      jak ta lala. Gdy dowiedziala sie o mojej ciązy padlo z jej ust "no trudno", a
      gdy stracilam dziecko "to pewnie kara"... i wiesz mimo tego nie uważam ze mam
      gorzej od innych... poprostu ucze sie caly czas ze zyje swoim zyciem, nie
      zagladm innym ani do portfela ani do alkowy. Napisalam to jako przykladbo nie
      mam potrzeby o tym mówić, zrozumialam ze jeśli ktos mi źle zyczy to jego
      problem, nie mój. Gdy czekalam wiele lat na dziecko zrozumialam ze nie moge
      mówic innym ze maja lepiej bo kolezanki które mialy dziecko uzalaly sie ze maja
      na zakupy tygodniowo 1000zl a nie 2000zl, ja oddalabym im wtedy kazde pieniądze
      za ich dziecko... one nie docenialy tego co maja a ja nie zauważalam tego co
      mam mimo ze nie mam dziecka. W koncu zaczelam doceniac ze mam to, ze mam tamto
      i nie zyję ani swoimi chorobami ani zlymi inetncjami moich wrogów.
      Zycie nauczylo mnie tez ze nie kazdy musi mówic o swoim cierpieniu... nie
      znaczy ze go nie doświdcza dlatego staram sie w ten sposób nie oceniac ludzi,
      wiem tez ze zawsze...moze być gorzej.
      Wydaje mi sie tez ze zludne jest myślenie iz dziecko rozwiazuje problemy. To
      naprawde nieprawa. Zauważ ze napisalas to pod jej kątem- a przeciez nie na
      zlośc komuś lub by ktoś mial sie odczepic mamy dzieci. Zycze by sytuacja
      złagodniala, byś spróbowala sie zdystansowac do kogos kto źle ci zycy(pomyśl ze
      nie masz na to wplywu i poprsotu nie mysl o tym), no i upragnionego
      dzidziusia. smile))
      • hanna26 Re: na pewno nie macie gorzej.... 15.06.07, 23:07
        Owszem, ma gorzej. Ten chłopiec, którego rodzice się rozwiedli i musi mieszkać tylko z mamą, a zapewne dałby wszystko, żeby mieszkać znowu z mamą i tatą. I jego matka, która musi samotnie wychowywać syna, patrząc, jak ten tęskni do ojca.
        Naprawdę, Jollyb, zastanów sie trochę, zanim coś napiszesz.
        • szklanapulapka2 Re: na pewno nie macie gorzej.... 15.06.07, 23:26
          CZY WIEC WY
          SOBIE WYOBRAZACIE ILE MNIE OTACZA ZLYCH FLUIDOW????

          A ile złych fluidów otacza 13 letniego chłopca wychowywanego bez ojca i jego
          mamę - pomyślałaś??? Nie rozpieszcaj sie nad sobą. Oczywiscie, ze inni mają
          gorzej od ciebie. Dziecko -nie załatwi Twojego "problemu". Nie traktuj go
          instrumentalnie. Ja przez 3 lata, pierwsze 3 lata po ślubie przeżyłam gehennę.
          Musieliśmy z mężem zyć w koszmarze, jaki zgotował nam męża brat. Często
          wypominał nam, zę nie mamy dzieci, ale nie o tym chcę pisać i nie chcę do tego
          wracać. Wiem jedno - o dziecko zaczęliśmy sie na powaznie starać dopiero wtedy,
          gdy sprawa ze szwagrem sie uregulowała i wyprowadziliśmy sie ze wspólnego
          podwórka. Było różnie między mną a mężem, i dziecko naprawde rozwiązałoby wtedy
          najwazniejsze problemy. Mimo to nie chciałam, by było karta przetargową miedzy
          kimkolwiek. Także... spróbujcie uporządkować najpierw swoje życie, zadbać w nim
          o spokój, który będzie Wam bardzo potrzebny, gdy będzie miało przyjśc na świat
          dziecko. I powstrzymaj sie od oceniania innych. Założę sie, że 3/4 dziewczyn z
          tego forum zamieniłoby sie z Tobą na Twoje "gorzej".
    • jollyb Re: na pewno nie macie gorzej.... 16.06.07, 02:39
      drogie dziewczyny, przede wszystkim zaczne od tego ze nie mialam zamiaru poprzez
      moj post nikogo zdenerwowac ani urazic, wydawalo mi sie ze jestesmy tu po to aby
      sie nawzajem wspierac bo kazda z nas ma lepsze i gorsze dni, zgodze sie ze
      glupio zatytulowalam moj post ale akurat cos sie wydarzylo i bylam rozzalona ,
      ale coz popelnilam blad i zostalam skrytykowana ...
      ale zanim jednak zaczniecie krytykowac kogos to tez powinnyscie sobie pomyslec:
      ok nie wiem wiele o tej osobie, na pewno w paru zdanaich nie udalo sie jej
      przekazac calej sytuacji.
      a teraz chcialabym jeszcze dodac , ze przykro mi iz tak uzalacie sie i w sumie
      stajecie po stronie eks mojego meza. ale wy moje drogie nie macie pojecia o tym
      jak ona zniszczyla ten zwiazek, nie wracala do domu na noce, bawila sie ,
      zdradzala mojego meza , on nic ja nie obchodzil i sama zdecydowala sie odejsc. a
      kiedy odeszla , dziecko zamieszkalo z moim mezem poniewaz ona GO NIE CHCIALA,
      byla zbyt zaabsorbowana swoimi nowymi zwiazkami, ciagle obiecywala ze w ten
      weekend to jzu na pewno go odwiedzi(swojego syna) a potem weekend mijal i ona
      sie nie pojawiala. gdy skonczyly sie pieniadze po rozwodzie , doszla do wniosku
      ze jednak chce syna , bo dostanie wysokie alimenty i sama na tym skorzysta.
      a co do mojego pasierba to czy wy naprawde myslicie ze on teskni za zyciem z
      matka i ojcem pod jednym dachem?? za klotniami?/krzykami?/awanturami gd ta
      wracala wstawiona nad ranem,?? za "cichymi tygodnaimi rodzicow" , za wyzwiskami
      i wzajemnym niszczeniem sie , jesli uwazacie ze w takich warunkach mogl rosnac i
      dojrzewac w spokoju to nawet nie mam o czym z wami rozmawiac.
      meza poznalam w rok po jego rozwodzie, gdy jego eks miala daleko gdzies ich
      wspolne lata, ich malzenstwo i syna i coz, nagle gdy pojawialm sie ja , ona
      doszla do wniosku ze jej malzenswto nie bylo w sumie takie zle, wiec zrobi
      wszytsko aby zniszczyc moje. i wy dziewczyny uwazacie nadal ze ona taka biedna a
      ja taki wredny babsztyl?nic nikomu nie zabralam, nikogo nie skrzywdzialam, maly
      zyskal we mnie dobra macoche, jest usmiechniety i szczesliwy, spedza z nami
      kazdy weekend i wakacje , a to ze ryczy bo nie chce rodzenstwa, to typowa
      zazdrosc i ja o tym wiem .
      nigdy nie zgodze sie z nikim kto mi powie ze najwazniejsze aby matka i ojciec
      byli razem dla dobra dziecka, gdy rodzice patzrec na siebie nie moga i awantura
      goni awanture , ZADNE dziecko nie jest wtedy szczesliwe, wiem o tym z wlasnego
      doswidczenia bo i moi rodzice sie rozwiedli i NIE MACIE pojecia jak ja wtedy
      odetchnelam.
      uwazam ze ona nie ma prawa wpychac sie w nasze zycie, obgadywac mnie do
      znajomych meza, szydzic z mojej bezplodnosci, wysmiewac moje ubrania ksiazki
      cale zycie. nie ma tez prawa teraz slodzic mojemu mezowi i mowic jaka ona jest
      nieszczeliwa w obecnym zwiazku, sorry pociag odjechal, teraz niech kazdy zajmie
      sie swoim zyciem i tyle.
      wiem ze wiele z was ma gorzej ode mnie, stracilo dzieci , ale ja lecze sie od 2
      lat i zaden lekarz nie potrafi odpowiedziec na pytanie co jest nie tak i
      szczerze mowiac tysiac razy wolalabym uslysec ze mam z czyms problem bo wtedy
      przynjamniej wiedzialabym co leczyc.
      kazda z nas ma swoja historie zycia, uwazam ze jestesmy tu aby sie wspierac,
      przepraszam ze was urazilam swoimi nieprzemyslanymi slowami ale w czasie gdy
      pisalam posta bylam bardzo rozzalona i dalam temu ujscie w taki a nie inny sposob.
      kazdej z was zycze wszystiego dobrego, nie jestm tu od krytykowania i nigdy
      nikogo nie skrytykuje bo wiem ze kazda z naz moze miec lepsze i gorsze dni,a
      wtedy potzrebuje dobrego slowa i nic wiecej. pozdrawiam
      m
Pełna wersja