nikoru
06.10.07, 16:10
O dziecko staramy się z mężem prawie od 6 lat. Teoretycznie nic nam nie dolega
(ja mam tylko podwyższoną prolaktynę, ale biorę Bromergon). Początkowo
konwencjonalnie (m. in. 3 nie udane inseminacje), potem u zielarza, następnie
obejrzał mnie bioenergoterapeuta, który przyłożył do mnie i męża ręce i
stwierdził, że mamy taką samą polaryzację (a powinna być przeciwna). Kazał nam
wtedy pić sok z Noni i miało pomóc. Po roku dalej nic... Teraz trafiliśmy
znowu do jakiegoś zielarza, który pomachał przy mnie i przy mężu wahadełkiem i
również stwierdził, że mamy takie same polaryzacje. Zabrzmiało nam to znajomo,
ale zalecenia dostaliśmy od niego inne: przed stosunkiem mamy łapać się za
nadgarstki i kolana, żeby wymienić polaryzacje...
Brzmi to jak herezja. Ale tonący brzytwy się chwyta. Już sama nie wiem, czy w
to wierzyć. Czy słyszliście kiedyś o czymś takim?