katarzyna.br
28.10.07, 10:12
Wczoraj rozmawaiałam z moją bliską koleżanką, którą nie miała
żadnych problemów z zajściem w pierwszą jak i drugą ciąże. Rzadko
poruszam przy niej problem moich nieduanych starań o drugie dziecko.
JEdnak trochę alkoholu spowodowało że poruszyłam tem temat, tak żeby
trochę się pożalić, w sumie to nie rozmawiam z nikim na ten temat,
oprócz męża, oczywiście. Rozmowa była w kontekście wiary w boga. Na
wstępie wyjaśnię że ateistką nie jestem, ale też nie biegam do
kościoła co niedziela. Można powiedzieć że przechodzę kryzys wiary.
W czasie rozmowy wyraziłam pogląd dotyczący posiadania niezliczonej
liczby dzieci przez rodziców kompletnie do tego nieprzygotowanych a
nie możliwością ich posiadania przez pary, które, jak sądzę, byłyby
dobrymi rodzicami, i że mam o to pretensje do losu, że tak właśnie
się dzieje - a ona mi na to odpowiedziała, że jest to próba na którą
Bóg nas wystawia, żeby nas sprawdzić. UWaża również ze zachodzi
niestanna walka dobra ze złem, i że te złe siły powodują że nie mogę
zajść w ciąże, bo chcą żebym odwróciła się całkiem od Boga.
No cóż wychodzi na to że wszystkie jesteśmy wystawione na próbę i że
walczą o nas siły dobra ze złem. Jesteśmy bardzo "łakomym kąskiem".
Ot, takie duchowe spojrzenie na kwestię niepłodności.