mondrian4
06.03.08, 10:20
hej,
tak sobie czytam Wasze wpisy , podziwiam Wasze starania , nadzieje na
posiadanie dziecka i zazdroszczę choć może to nieodpowiednie słowo... Ja
niestety już żadnej nadziei mieć nie mogę na posiadanie własnego syna czy
córki.Przynajmniej biologicznej nadziei. Zazdroszczę Wam ze macie obok siebie
kogoś kto da Wam jakies oparcie, wsparcie czy generalnie... jakos sobie radzicie.
Ja jako młody 17 letni chłopak wkraczajacy dopiero w jako tako dorosłe zycie
usłyszałem od lekarzy którzy spieprzyli mi kawał zdrowia że mam sobie szukać
panny z dzieckiem, dziecko adoptować lub szukac takiej która dzieci nie chce.
Nie uważam zeby rozwódka czy panna z dzieckiem to był jakiś kłopot dla mnie
ale to wszystko to powiedziano chłopakowi który kilka tygodni wcześniej
przeszedł nowotwór jąder i orchidektomię. Nikt nie pomyślał żeby zamrozić
nasienie żebym mógł być jeszcze kiedyś ojcem. Przeżyłem szok. na dodatek
zafundowano mi rok bez odpowiedniej terapii (hrt) bez której normalnie nie
jestem w stanie funkcjonować. Życie stało się koszmarem. 15 lat cotygodniowych
zastrzyków, depresja w sumie - nic wesołego.Na szczęście miałem dośc
rozrywkowe towarzystwo więc jakoś to wyglądało. Mialem dziewczyne z którą
zerwałem tylko dlatego ze nie potrafiłem zaakceptować samego siebie - nowego
siebie. nie potrafiłem w ogóle o tym z kimkolwiek rozmawiać. Następny związek
- w sumie mocno chory - rozleciał się dlatego ze Ona chciała miec rodzine już
i natychmiast - zaraz po studiach. Wiedziała jak jest naprawdę i powiedziałem
żeby wybierała. Tak albo tak. Wybrała tak a nie inaczej - odeszła. Załamałem
się i generalnie - miałem ochotę wyskoczyć przez okno choć dziś widzę ze
rozpaczać nie było po kim. Jedyne na co było ją stać to sorry i "trzymaj się"
wysłane po 6 latach od rozstania. od tej pory boję się normalnie zacząć
jakiegokolwiek zwiazku choć zewsząd słysze że jestem wspaniałym facetem i tym
podobne kawałki. Pojawił się problemw głowie po prostu. Polska nie jest krajem
w którym ludzi z takimi problemami otacza się opieką i zrozumieniem - co
najwyżej w rodzinach. to temat tabu.Wsparcia szukac musiałem aż za oceanem
www.tc-cancer.com/
Tam pełno jest chłopaków z moją historią - z całego świata. Dopiero
rozmawiając z nimi uświadomiłem sobie ile lat zmarnowałem nad problemem który
mozna zakceptować, zwalczyć a nawet polubić i czerpać z niego siłe do walki z
własnymi słabościami. Poznałem tam ludzi którzy żyją normalnie, mają rodziny
itd. Zaczynam układać sobie życie na nowo od zera praktycznie, czekam na
operacje, potem nowa praca - we własnym zawodzie nie przepracowałem nawet
miesiaca tak naprawdę- choć zawód piękny po prostu . Nie wiem czy będę kogoś
szukał jeszcze czy nie... Po tym wszystkim co przeszedłem mam pustkę w głowie
w tym temacie. Nie wiem czy założę rodzinę bo się tego wszystkiego już boję.
Zwłaszcza jak znajomość zaczyna się tekstem "rzucił mnie facet a miał być
ślub, dzieci..." Dostaję wtedy cofki i zwykle kontakt szybko się urywa. W
dodatku perspektywa docinków potencjalnych teściów w stylu "co to za chłop co
dzieci mieć nie może" po prostu zabija

Tylko ile siły trzeba było miec żeby to wszystko zniesc , pogodzić się z tym
wszystkim i jakoś zacząć funkcjonować w miarę normalnie... 15 lat tak naprawdę
ciągłej walki z samym sobą. W sumie dalej z tym wszystkim jestem sam bo nie
rozmawiam o tym tylko po to aby znajomi nie postrzegali mnie przez perspektywe
choroby. Jestem normalnym człowiekiem i tak chcę funkcjonowac choć ze skazą na
życiorysie. Chyba tak jest mi lepiej po prostu.Wy macie przynajmniej kogoś kto
was wspiera itd. Nauczyłem się z tym żyć , nie załamuję rąk, nie użalam się bo
wiem że to tylko pogłębia frustracje. trzeba iść do przodu bo inaczej to
naprawdę... W łeb można sobie strzelić a czytam że tu niektore dziewczyny też
mają nienajlepsze samopoczucie więc chciałbym im powiedzieć że zawsze warto
mieć nadzieję na fajny lajf nawet wtedy kiedy nic już się nie układa i nic się
nie ułoży tak naprawdę a świat wydaje się jedną wielką czarną dziurą z której
nie ma wyjścia. Przyjdzie taki dzień w którym wszystko może nie stanie się
zaraz lepsze i piękniejsze ale może chociaż trochę inne i łatwiejsze
aczkolwiek nie takie jak byśmy sobie tego zyczyli.
Czego Wam wszystkim życzę (no pomyślnego rodzicielstwa oczywiscie
Trzymajcie się i głowa do góry.