a co jesli sie nie uda

28.08.03, 11:20
Witam,
Bedzie dlugo i chyba nie dla tych co sa w dolku...
Od krotkiego czasu Was czytam, od jeszcze bardziej niedawna pisze.
Przywiazalam sie do Was tak ze podgladam i w pracy i w domu. Ale nie o to
chodzi. Pewnie juz kiedys byl watek na ten temat ale ja nie trafilam - a co
jesli sie nie da?
Ile czasu probowac? ja mam go jeszcze sporo mam 26 lat i jestem na poczatku
staran - tak naprawde nie mam jeszcze ostatecznej diagnozy. Ale to pytanie
mnie dreczy - na zapas.
I co zrobic jesli sie nie uda miec dzieci - aby sie nie stac zgorzkniala
niespelniona kobieta? Poznalam ostatnio taka pani niezbyt blisko wiec nie
wiem czy tylko brak upragnionych dzieci byl przyczyna ze jest taka jaka jest -
rozzalona, niespelniona, rozgoryczona, dopatrujaca sie u ludzi wokol
najgorszych intencji, pochylajaca sie w strone starosci kobieta ktorej od
dawna nic z mezem nie laczy.
Uprzedzajac pytania - nie wiem czemu nie adoptowali - widocznie to nie jest
rozwiazanie dla wszystkich, ale pytanie pozostaje jak zyc aby mimo braku
dzieci nie zwariowac, dac rade jakos funkcjonowac no i byc szczesliwym mimo
wszystko?
Pzrepraszam ze tak na powaznie i smutno troche ale ta kobieta stoi mi w
oczach i tak strasznie nie chcialabym taka sie stac (przy calym wspolczuciu
dla niej)
radzicie sobie jakos z takimi myslami
troche wdeptana w ziemie,
Franula
    • beata5555 Re: a co jesli sie nie uda 28.08.03, 11:38
      Ja staram się o drugie dziecko, ale równie mocno jak o pierwsze.
      Jeżeli mi się nie uda a wykorzystam wszystkie możliwe sposoby, to namówię męża
      na adopcję. Moje zdanie jest takie, że każde małużenstwo powinno mieć dzieci
      bez nich życie traci sens. Pewnie tak stało się z twoją znajomą.
      Mam przyjaciółkę która starała się 10 lat bez efektu, zaadoptowali bliźniaczki(
      dziewczynki miały po 2 latka)a rok później urodziła własne dziecko.
      Teraz są bardzo szczęśliwi, a ona mówże to Bóg ich sprawdzał.
      Ona przygarnęła samotne sierotki a w zamian została wynagrodzona trzecim
      dzieckiem.
      • bella76 Re: a co jesli sie nie uda 28.08.03, 12:58
        Ja, jesli mi sie nie uda zajsc w ciaze, na pewno zaadoptuje dziecko. Wlasnie
        dlatego miedzy innymi zeby uniknac tego zgorzknienia na starosc i braku sensu w
        zyciu, bo wydaje mi sie ze jednak mimo wszystko dzieci nadaja sens naszym
        istnieniom. Odkad podjelam taka decyzje jest mi duzo lzej, lecze sie bardziej
        optymistycznie i wiem, ze jak nic nei wyjdzie z mojego IVF jednego i drugiego,
        moze nawet trzeciego, kto wiesmile to i tak bede miala swoja dzidziesmile
    • damroka090 Re: a co jesli sie nie uda 28.08.03, 12:55
      Jestem kilka lat starsza od Ciebie i dopiero zaczęłam starania... Myślałam o
      tym. Już teraz bywa przykro, czasami, to prawda. Ale się nie poddaję!!! I nie
      dam sobie wmówić, że życie bez dzieci nie ma sensu!!! Mam męża, którego bardzo
      kocham, mamy wspólne pasje, zainteresowania. Świat jest taki ciekawy, tylu
      miejsc jeszcze nie widziałam, nie nauczyłam się jeszcze tylu rzeczy. I jeszcze
      tyle rzeczy mogę zrobić, nie tylko dla siebie, ale dla innych. Mam jeszcze
      wiele marzeń.
    • Gość: kasialu Re: a co jesli sie nie uda IP: *.mofnet.gov.pl 28.08.03, 13:14
      Hej Franula!
      Ja mam 27 lat - staram się od 1,5 roku o dziecko. Nieraz jestem zrezygnowana,
      nieraz myslę, ze to dobrze, że nie mam dzieci bo przez to jestem wolna jak
      ptak. Zaraz później wyję w poduchę bo tak bardzo chciałabym być w prawidłowej,
      zdrowej ciązy.
      Chyba nie ma określonego okresu przez który ludzie powinni się starać o
      dziecko. Każdy ma inną psychikę. Ja najlepiej adoptowałabym już teraz.
      Postanowiłam jednak jeszcze powalczyć. Jak napisała BEATA5555 chyba Bóg chce
      mnie wystawić na próbę. Podołam temu mam nadzieję.
      Mialam już ciążę pozamciczną i od tej pory wiele się nauczyłam. Przede
      wszystkim pokory wobec życia. Kiedyś wszystko wydawało mi się takie proste tzn
      chcę dziecko, staram się o nie i MAM. Teraz widzę, że to nie jest takie proste.
      Z jednej strony cieszę się, ze nie przychodzi mi to łatwo bo przez to rozumiem
      wiele innych kobiet i już tak łatwo nie wydaję opinii o ludziach, którzy mimo
      kilku lat są po slubie nie mają dzieci.
      Na tym forum poznałam mnóstwo fantastycznych, twardych kobiet, ktore walczą o
      swoje. Gdyby nie moje problemy nie miałabym o tym pojęcia.
      Najważniejsza jest wytrwałość, cierpliwość, pokora i wiara, ze w końcu sie uda.
      • Gość: samanta Re: a co jesli sie nie uda IP: *.katowice.agora.pl 28.08.03, 13:26
        Hej dziewczyny jak czytam Wasze wypowiedzi to płakać mi się chce. Ja mam 25 lat
        i staram się o dziecko 1,5 roku. Też myślałam że jak zechcę zajść w ciążę to
        nie będzie problemu. Jest tyle dziewczyn co mają dzieci po "pierwszym razie" a
        my pragnąc ich tak bardzo nie mamy. To jest niesprawiedliwe .........

        Pozdrawiam
    • piegoosek Re: a co jesli sie nie uda 28.08.03, 13:53
      Franula i inne dziewczyny! przede wszystkim nie mozna
      dopuszczac do siebie takich mysli!!
      wiecie, jak mnie dopadnie zly dzien, ktory takimi myslami
      atakuje, staram sie myslec w innych kategoriach, np.
      gdyby czlowiek chory na... cokolwiek, pomyslal tak jak
      my, czyli "po co ja sie lecze? co bedzie jesli sie nie
      uda?", po co podejmowalby probe walki z choroba!? po co
      by walczyl? oczywiscie sa ludzie, ktorzy sie poddaja, nie
      wierza juz... i wsrod nas sa rowniez takie osoby, ktore
      predzej czy pozniej odpuszcza sobie! i albo adoptuja,
      albo pozostana same! to ich wybor! na pewno bardzo
      swiadomy, bo po latach walki, dobrze wiemy czy chcemy
      dziecka za wszelka cene, czy nie... czy pokochamy rowniez
      "obce" przez nikogo nie kochane dziecko!
      niestety nasz problem, to rowniez chroba, z ktora
      walczymy i predzej czy pozniej ja pokonamy! tylko, ze
      naszym owocem bedzie kruszynka i to bardzo podbudowuje!
      jesli nie ta z wlasnego brzuszka, to ta adoptowana,
      rownie kochana!!
      nie myslcie o swojej chorobie jako o czyms zlym,
      potwornym i niesprawiedliwym!! myslcie o sobie jak o
      wybrancach! jestesmy wybrani, aby przekazywac swiatu
      wiecej milosci, cirpliwosci i wiary! trudno sie z tym
      pogodzic, ale mowie Wam, z czasem czlowiek oswaja sie z
      ta mysla, ze niestety musi walczyc i cirpliwie czekac na
      swoja kolejke...!
      pozdrawiam Was wszystkie!
      piegoosek
    • Gość: Julka Re: a co jesli sie nie uda IP: *.nestle.pl 28.08.03, 14:39
      Hej Franulko, sorki za przydługi wywód, ale ja chyba nie umiem krótko...smile
      Poruszyłaś myślę bardzo ważny i strasznie bolesny temat. Zgadzam się ze
      wszystkimi dziewczynami w tym, że nie powinnyśmy się poddawać i walczyć aż do
      skutku. A co potem, jak się nie uda....Każda psychika jest inna, każdy radzi
      sobie z tym problemem jak umie najlepiej.
      Bardzo kocham dzieci i nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której mój dom
      miałby bez nich....czyli być pusty. Owszem na pewno będzie w nim miłość między
      mną a mężczyzną i wiele różnych zajęć, zainteresowań, ale to wszystko nie
      zastąpi mi bycia mamą. Mimo, że mam 26 lat i jestem bardzo aktywną osobą i
      realizuje się w tym co robię (czy w pracy czy w hobby) ale to nie w żaden
      sposób nie może mi zastąpić dzieci i szczęścia zwiazanego z ich wychowywaniem i
      dorastaniem.
      Na takim etapie na jakim teraz jestem, choć chyba bardziej jest to kwestią
      mojej psychiki, nie umiem dopuścic do siebie myśli, że mi się nie uda...ja
      muszę być zdrowa i bedę!.... Inna opcja nie istnieje, chociaż bywają momenty
      kompletnego załamania.........stąd jestem teraz na forum....
      Mój narzeczony doszedł kiedyś do wniosku, że jeśli się nie uda to w grę wchodzi
      przecież adopcja. Jemu chyba było łatwiej to powiedzieć...ja na razie nie umiem
      zakładać takiego scenariusza. Czuję się tak jakby powiedzenie i przyznanie się
      do tego, że w przyszłości adoptujemy dziecko i pozostawienie sobie takiej
      furtki, takiego rozwiazania było z góry założeniem, że nie będziemy się starać
      maksymalnie wszystkiego zrobić, żeby zostać rodzicami biologicznymi (chociaż to
      nie jest prawda, ale tak czasem czuję).
      Patrząc na to troszkę z boku i nie biorąc pod uwagę moich powyższych myśli z
      całą pewnością adopcja będzie wchodziła w grę......ale dopiero za bardzo
      dłuuuugi czas......... Zbyt kocham dzieci, żeby w sytuacji, kiedy nie będę
      mogła być mamą biologiczną zrezygnować ze stworzenia kochającego domu dla
      dziecka adoptowanego.....ale to tez nie jest łatwe........dlatego o tym nie
      myślę i jak na razie nie chcę mysleć.....teraz WALCZMY ile sie da!!!!
      MUSI mi się udać i zrobię wszystko, żeby tak było i będę walczyć!, a jak nie
      będzie starczało mi sił to napiszę o tym na forum a wiem, że znajde tu
      pomoc.....tu pisza naprawde bardzo fajne i mądre kobitki, które co
      najważniejsze z własnego doświadczenia znają problem. Będę szukała wsparcia i
      nadziei wszędzie, żeby dać radę psychicznie przez to przebrnąć i zobaczysz z
      czasem uda się nam wszystkim!!!!smile) Musimy w to wierzyć i na wzajem siebie
      wspierać!!!
      Trzymaj się i nie trać nadziei, nie zakładaj czarnego scenariusza, nie myśl co
      będzie jak się nie uda, bo zwłasnego doświadczenia wiem, że można strasznie
      się zdołować.
      UDA SIĘ! Pamiętaj jak nie drzwiami to właź oknem, żeby tylko się
      udałosmile))))...i z całego serca życzę Ci aby tak było i żebys za jakis czas
      zamieściła post "udało mi się".......a na zapas to my możemy kupić sobie testów
      ciążowych a nie się martwić!!smile)))))
      Nawet jeśli dzisiaj masz czarne myśli to pomysl, że jutro jest nowy
      dzień......a z nim może przyjdzie cudowna nowina....albo nadzieja....!
      Całuski dla Ciebie, Julkasmile
      • Gość: misia1 Re: a co jesli sie nie uda IP: *.fwfin.fwc.com 28.08.03, 15:01
        poniewaz jestem "nowką" na forum powiem tylko dziekuje!!!! za te slowa, mimo ze
        nie do mnie byly bezposrednio skierowane.
    • beemka1 Re: a co jesli sie nie uda 28.08.03, 18:49
      Nie wiem. Po prostu nie wiem. Na razie jestem na etapie szukania przyczyny, w
      tym miesiacu ide na pierwszy monitoring owulacji, maz juz jest po badaniu
      nasienia i jest tak sobie choc nienajgorzej, tzn jest dosc spora szansa na
      naturalne poczecie (w koncu juz raz w ciazy bylam). A co dalej??? Jesli okaze
      sie, ze czeka nas inseminacja? A moze IVF? A moze ICSI? To co wtedy? Na razie
      wydaje mi sie, ze sie nie zgodze ze wzgledow religijnych, ale ile par juz to
      sobie obiecywalo! I nie dotrzymalo obietnic I JA CALKOWICIE ROZUMIEM ICH
      DECYZJE!!! Tak samo jak rozumiem, ze ktos poddawal sie 'bez walki' i
      zdecydowal na adopcje. A co ja zrobie, jesli nie bede miec 'naturalnych'
      dzieci? Nie wiem. Po prostu nie wiem.

      PS. Aha, jeszcze jedno. Nie uwazam, zeby zycie bez dzieci nie mialo sensu.
      Niektorzy, skazani na bezdzietnosc, nie decyduja sie na adopcje. I to tez
      rozumiem.
      • franula Re: a co jesli sie nie uda 28.08.03, 19:20
        Ja teraz jestem na etapie ze moje (nie ze kazdej kobiety) zycie bez dzieci nie
        ma sensu. ALE NIE CHCET AK i chodzi mi o to zeby ono jednak bez dzieci ten
        sens mialo bo inaczej na starosc... nic mi nie zostanie. Czy spedze zycie na
        przegranej
        walce tracac pomalu radosc z seksu, oddalajac sie od partnera, nie wyjezdzajac
        na urlop bo oszczedzam na zabieg, przestajac spotykac sie ze znajomymi bo nie
        moge patrzec na ich coraz to nowe dzieci - taki scenariusz tez jest mozliwy a
        bardzo chcialabym tego uniknac czyli juz teraz nie ukierunkowywac sie
        wylacznie na to. Przyklad: kobieta boi sie zmienic prace z pewnej na
        atrakcyjniejsza albo pojsc na studia bo moze wlasnie w polowie w koncu sie uda
        i zajdzie w ciaze a prace straci albo bedziee zmuszona przerwać studia?

        Pozdobnie jak Beemka jestem na etapie szukania przyczyny i rowniez podobnie na
        razie wydaje mi sie ze sie zdecyduje ze wzgledow religijnych na bardziej
        ingerencyjne zabiegi, zreszta nie bedzie mnie na nie stac
        . Za to zupelnie nie mam oporow (ani maz) wobec adopcji aczkolwiek domyslam
        sie ze moze sie tak zdarzyc ze zawsze bedzie na to nieodpowoedni czas bo
        wyjazd, kariera albo co- Oczywiscie nie chce zeby tak bylo-

        To wszytsko jest troche smutne - ja niemal wszystko na forum ale nie zgadzam
        sie Piegoosku ze nie nalezy dopuszcac takich mysli. Nalezy wlasnie po to by
        nie zostac nagle z niczym - podstawowa moim zdaniem refleksja o zyciu - co
        bedzie jesli zachoruje, co bedzie jesli nie bede mogla miec dzieci, co bedzie
        jesli mojemu mezowi cos sie stanie? Nie yslicie o takich sprawach?
        Myslenie nie oznacza odpuszcania walki - trzeba sie leczyc, nie odpuszcac,
        trwac walczyc ale nie zostawaic reszty zycia odlogiem, nie stawiac calego
        zycia na jedna karte. wartosci naszego zycia nie definiuje "manie dzieci" bo
        to od nas do konca nie zalezy. nie jestesmy mniej wartosciowymi kobietami
        przez to. No i idealnie zaprzeczylam pierwszemu zdaniu mojej wypowiedzismile
        (Coz moj kolega mowi "Nigdy nie zaprzeczaj kobiecie - ona sama to zrobi w
        nastepnym zdaniu") moglabym przerobic jakos ten post ale tak naprawde to tylko
        odzwierciedla nielad w mojej niepoukladanej lepetynie
        • Gość: Paola Re: a co jesli sie nie uda IP: *.daminet.pl 28.08.03, 22:42
          Wiecie, nie chcę o tym myśleć, że się nie uda, ale gdzieś podświadomie jest
          taki lęk, który wyniszcza mnie od środka. Nie należę do cierpliwych kobiet,
          tak więc czas około roku, który się staramy o nasze maleństwo strasznie się
          dłuży. Załamałam się kompletnie gdy dowiedzialam się o moim PCO. Kiedy
          przychodzi miesiączka jestem wręcz zła na siebie za swoją bezsilność wobec
          natury, czy planów Bożych. Gdybym choć ufała Panu Bogu, że ma w obec mnie
          plan, że spełni moje marzenie i nas uszczęśliwi malym aniolkiem... Tymczasem
          ja wątpię i to bardzo i to chyba jest z tego najbardziej gożkie: brak zaufania
          do Pana Boga, a do tego dochodzą pretensje: dlaczego taka co nie chce mieć
          potomstwa zachodzi w ciążę (i w dodatku morduje noworodka), a ja nie mogę
          zajść....To strasznie boli i jest potwornie przykre...
          Jeśli chodzi o adopcję to chyba nie dojrzałam jeszcze do takiej decyzji.
          Wciąż liczę na to, że mam dopiero 23 lata, że w sumie jestem młoda i może
          leczenie się powiedzie. Ale czasem moja bezsilność czyni ze mnie nieczulą jak
          głaz, zazdrosną o radość w pełnym dzieci domu. To jest straszne. Zauważyłam,
          że kiedy widzę wózek z dzieciątkiem zaczynam być rozdrażniona, od razu
          przypomina mi się moje PCO i czuję się bezwartościowa w porównaniu do kobiety,
          która może mieć dzidzi bez problemów. Dziękuję, że jesteście, troszkę lżej
          niesie się ten krzyż wspólnie.
    • Gość: oki75 Re: a co jesli sie nie uda IP: *.htl.com.pl / 192.168.1.* 29.08.03, 09:18
      A ja myslę, że bezwzględnie trzeba myśleć "a co jesli się nie uda".
      Przeczytałam już chyba tysiące postów na różnych forach dot. niepłodności i co
      z nich wynika: lata walki, seks z zegarkiem w reku, niezliczona liczba wizyt u
      różnych ginekologów,bolesne zabiegi, znieczulica i nieuctwo lekarzy, za które
      płacimy własnym zdrowiem, zmienne nastroje spowodowane ogromnymi dawkami
      hormonow i co najgorsze te comiesieczne ROZCZAROWANIA!, ta bezsilnosc, nowe
      diagnozy, nowe "pomysly" lekarzy i to OBSESYJNE MYSLENIE, które nie pozwala
      normalnie funkcjonowac. Ja mialam na razie tylko probke tego co przeszly juz
      niektore z Was, ale to wlasnie sklania mnie do zastanowienia: czy warto? czy
      warto stracic 10 lat na taka walke? czasem bez efektu?
      Jestesmy z mezem bardzo udanym malzenstwem, on nie chce zebym cierpiala
      poddajac sie wszystkim zabiegom i plakala co miesiac, ja nie chce zeby nasze
      szczesliwe malzenstwo zamienilo sie w koszmar "nieustajacej walki o dziecko".
      Moze nieslusznie poddaje sie juz na poczatku, ale nie chce tego wszystkiego
      przechodzic, wiem, ze jestem w stanie pokochac nie-urodzone przeze mnie
      dziecko. Dzisiaj dzwonie do osrodka, zyczcie mi powodzenia!

      pozdrawiam i zycze wytrwalosci w kazdej z wybranych przez Was drog,

      OKI
    • Gość: asja Re: a co jesli sie nie uda IP: *.chello.pl 29.08.03, 14:17
      dziewczyny , czytam Wasze posty i ... cóż mogę powiedzieć, że to wszystko znam
      z autopsji, że 2,5 roku temu zawalił mi się świat, jak okazało się, ze nie mamy
      żadnych szans na własne dziecko, diagnoza była koszmarna-poj. nieruchome
      plemniki, a ja się tak cieszyłam, ze w końcu udało mi się zaciągnąc męża na
      badanie, byłam pewna, ze wynik bedzie dobry, i nareszcie będe mogła się skupic
      na leczeniu siebie, bo to na pewno uu mnie tkwi przycyzna naszej niepłodności-
      może zabrzni to dla niektrórych z Was niewiarygodnie bądź poczujecie się
      urażone, ale wtedy wiele bym dała, zeby byc na Waszym miejscu-tzn., zebym to ja
      miała problemy, bo pedzej czy póxniej wszytkie te dolegliwości kobiece udaje
      się wyleczyć i osiągnac sukces, w przypadku problemów męskich-bardzo rzadko;

      wkrótce trafilismy doo kliniki novum, gdzie bardzo szybko okazało się, ze
      jedyna szansą jest icsi (zapłodnienei pozaustrojowe z wstrzyknięciem plemnika
      do komórki), najpierw jednak trzeba było podleczyć męza-zeby zwiększyc ilośc i
      jakosc plemników, po 3 miesiacach udało się -1,5 mln -dla nas ogromny sukces,
      przeszliśmy szereg badań (czytajcie mnóstwo kasy-samo icsi z lekami ok. 12
      tys.) i w maju ubiegłego roku podeszłam do stymulacji; mój organizm okazał sie
      nadproduktywny-efekt bardzo cięzkie powikłanie po pukcji, spuchłam i wyglądałam
      jak w 5 m-cu ciązy, trafiłam do szpitala, w którym przeżyłam katusze zw. z
      hiperstymulacją, brzuch wypełnił sie płynem-nie mogłam się ruszac, nie było
      mowy o przewróceniu się na bok-ból niesamowity, trudnosci z oddychaniem, po
      kilku dniach nastapiła poprawa, dopuszczono mnie do transferu-niestety nie
      udało się, byłam zdruzgotana, wykonczona psychicznie i fizycznie; wiedziałam
      jednak, ze za 1 razem udaje sie rzadko,
      miałam dużo mrozonych zarodków, po wakacjach podeszłam do koljenego transferu-i
      z nowu nic, rozpacz, ból, pytanie -dlaczego innym się udaje a mnie nie, i ta
      mysl, co będzie jak nigdy sie nie uda; finansowo nie dawaliśmy juz rady-gdyby
      nie rodzina, musielibysmy zakonczyć leczenie;
      byłam całkowicie wypluta i zdesperowana, moje zdrowie mocno nadwątlone-
      postanowiłam zrobic histeroskopię i zając się immunologią-wyjazdy na leczenie
      do Łodzi-poddałam się szczepieniom z limfocytów krwi męza-i z wielka nadzieja
      przystąpiłam do kolejnego kriotransferu w marcu tego roku-ale i tym razem się
      nie udało-nie musze mówic co się ze mna działo-zrobiłam juz wszystko co mogłam,
      więc pewnei tak mam być, nigdy nie bede matka, ciągle docierały do mnie wiesci
      o powodzeniu innych dziewczyn, moje podówrko peka w szwach od małych dzieci i
      kobiet w ciązy;
      zupełnym przerażeniem napełniła mnie informacja o uszkodzeniach DNA w
      plemnikach, zardoek powstały z takiego plemnika może rozwijac sie nawet do
      stadium blastocysty, a nawet dac ciąze, ale potem obumiera, bo brakuje
      materiąłu genetycznego ojca-to był gwóxdx do trumny-tak , to na pewno jest
      przycyzna-przeciez plemniki sa bardoz słabe; ogarnłęa mnie totalna beznadzieja
      i starch,z e nawet icsi nam nie pomoże; wahałam sie czy zrobic badanie na DNA
      czy nie (nawet wysoki % uszkodzeń nie ywklucza powodzenia-więc co wtedy?-
      podchodzic dlaej czy nie?);

      postanowiłam spróbowac jeszcze raz podejśc do stymulacji-tym razem na cyklu pół-
      naturlanym, ze względu na poprzednia hiperstymulację-poszło rewelacyjnie-duża
      oszczędnośc na lekach, a zarodków prawie tyle samo co poprzednio, pod koniec
      kwietnia miałam transfer dwóch zarodków- w 13 dobie zaczełam plamic, okropny
      ból brzucjha jak przed okresem-znowu histeria ,z e nic z tego, pani dr kazała
      zrobic hcg na wszelki wypadek-zrbiłam i szok- CIĄŻĄ- oboje z lekarzem nie
      moglismy uwierzyc-on tez juz starcił nadzeje-popłakał sie do słuchawki, ja
      razem z nim
      po 2 tyg. okazało się ze to są blixnieta-dziś jestem na pólmetku ciązy-o która
      drże cały czas, ale jak na razie jest w szytsko w porządku, cały czas przyjmuje
      zastrzyki w brzuch (na przeciwciała), teraz mam inne dolegliwości i
      zmartiwenia, ale nigdy nie zapomne tego, co musiałam przejsc, zeby dostąpic
      cudu bycia w ciązy;

      chciaam Wam powiedizeic, ze nawet jak dopada Was kompletny brak wiary, dól, z
      którego wydaje sie nie ma wyjscia, to w nieoczekiwanym momencie los odwraca
      karty-jestem pewna, ze wszystkie (jesli nie zrezygnujecie z walki) doczekacie
      sie swoich maleństw, nie ta to inna drogą, uwierzcie mi, ja niemal osiągnęłam
      pewnośc, ze nigdy nie będę w ciązy, nie bede mamą- a jednak- nadal czasem budze
      się i łapię za brzuch, cyz jest, czy to nie sen,

      trzymam kciuki za Was wszystkie
      pozdrawiam serdecznie i czekam na forum e-dziecko
      asja
      • Gość: Julka Re: a co jesli sie nie uda IP: *.nestle.pl 29.08.03, 14:32
        Hej, napiszę tylko jedno (chociaż ten post nie jest mój)-bardzo dziękuję za
        twój list i za te wszystkie słowa! Dają nadzieję, nie pozwalaja sie poddać, a
        to dla mnie teraz najważniejsze.
        Pozdrawiam i trzymam kciuki za waszą czwórkęsmile)).
        Julka
    • Gość: bea14 Re: a co jesli sie nie uda IP: 195.187.135.* 29.08.03, 15:37
      przeczytajcie: Koniec drogi przez mękę - napisała Dora24 na Bocianie.
      Bez wzgledu na to czy dopuszczamy możliwość, że się uda czy nie uda warto
      spojrzeć na walkę od strony kogoś, kto już ją zakończył.
      Ja nie wiem co zrobię. Nie chcę in vitro, bo nam wątpliwości natury moralnej.
      Adopcja - też póki co nie wchodzi w grę. A normalne pczęcie bardziej
      nieprawdopodobne niż cud. No i co tu myśleć. Każdego dnia jestem o dzień
      starsza i kiedyś prezyjdzie ta chwila, że będzie za późno. Chyba jednak nie
      potrafię wierzyć za wszelką cene...
Pełna wersja