co byscie zrobily na moim miejscu?

15.04.08, 17:01
lecze sie od 4-5 lat, nigdy nie bylam w ciazy, podeszlam do 2 in
vitro-stymulacji i nie doszlam ani razu do punkcji (raz mi ja mogli zrobic bo
mialam 2 komorki ale sama sie zgodzilam ze bez sensu, co bylo bledem, bo za
drugim razem nie wytworzylam nic)
i teraz tak
moge sie leczyc dalej za granica (mam poleconego specjaliste w kolejnej
trzeciej klinice, te dwa in vitra mialam wlasnie za granica w 2 roznych
klinikach)moge teoretycznie jechac do polski, teoretycznie bo zaczelam nie
dawno pracowac i mam obecnie super prace z dobra pensja i brak urlopu
z pracy moga mnie zwolnic, moge zrezygnowac (teoretycznie, jak sobie odloze
tyle pieniedzy na in vitro ze bede przy leczeniu calkowicie niezalezna) ale
drugi problem, moj maz nie chce slyszec o leczeniu w polsce i uwaza wogole ze
powinnam zrezygnowac z leczenia - nie wiem tez co by powiedzial jak
zrezygnowalabym z pracy dla leczenia ? (bylismy juz w osrodku adopcyjnym, ale
stanelo na tym ze nie mozemy sie zdeycydowac na kraj pochodzenia dziecka a
jest to wymog podstawowy zeby isc dalej)
jesli jednak powiedzmy pod koniec roku jakims cudem bede miala urlop,
pieniadze i chetnego meza, to juz zglupialam gdzie mam jechac w polsce,
problem mam zlozony i teraz jak mysle o tym wszystkim na spokojnie, mam jednak
metlik w glowie i juz sama nie wiem,
mam w sumie 3-4 mozliwosci
-komorka dawczyni ( 2 kliniki za granica + invimed, czyli razem 3 kliniki i
okolo 5 lekarzy)
-in vitro normalne (novum - 1 lekarz)
-normalne in vitro ( 3 klinika tu na miejscu (2 lekarzy) + chetny maz)
-szczepionki (gameta - 1 lekarz)
i pewnie jakbym pojechala do krakowa to tez by cos wymyslili

na dodatek odebralam wczoraj wynik biopsji piersi i na szczescie guz (mam
takie swinstwo) nie jest zlosliwy ale...wpisalam ta nazwe co mi wyszlo w
internet i pierwszy post ktory mi sie wyswietlil to to ze z tym idzie w parze
nieplodnosc i przede wszystkim problemy z prolaktyna (ale prolaktyna???) -
wiem ze to nic nie znaczy
zawsze mialam powazniejsze problemy jak FSH, immunologia, tarczyca

juz nie wiem komu wierzyc i co zrobic? a nie moge teraz popelnic bledu w
wyborze, bo do 4 in vitro nie podejde
dodam ze in vitro jest u nas dosc konieczne bo maz tez ma problemy
    • bea-37 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 15.04.08, 17:32
      Myślę że najpierw powinnaś porobić sobie wszystkie badania jeszcze
      raz. Jeżeli tarczyca szaleje albo są problemy z hormonami najpierw
      spróbuj je uregulować. Może idź najpierw do lekarza endokrynologa i
      onkologa za granicą. Ja zaczęłam tak jak ty tylko bez in vitro tylko
      ze stymulacją, po pewnym czasie wyszło ale organizm odrzucił ciążę
      (poroniłam) i zaczęło sie przedwczesne klimakterium. Dopiero kiedy
      zajęłam się porządkowaniem siebie tzn dieta, leki bo okazało się że
      nerki w tym czasie mi wysiadły zaczęłam lepiej reagować. Mądra
      bioenergoterapeutka powiedziała mi że jeżeli organizm ma cały czas
      przewlekły stan zapalny to nawet in vitro nie wychodzi. Spróbuj może
      powoli bez nerw, bo to nie idzie w parze z ciążą. Poczekaj i zadbaj
      o siebie również psychicznie.
      Pozdrawiam
    • miceel Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 15.04.08, 19:04
      Ja bym pojechała do Łodzi do prof.Malinowskiego(immunologia) i
      invitro w NOVUM, oni ze sobą współpracują co jest bardzo ważne,bo
      człowiek nie zastanawia się kogo słuchac. Ja 10mc temu tez byłam
      taka rozdarta i mózg mi parował od myślenia gdzie i do kogo się
      udac na moją ostatnią próbe(6ICSI)i udało się 8tc . Pozdrawiam i
      trzymam kciuki.
      • lusiasia Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 16.04.08, 16:02
        na dzien dzisiejszy moj maz i tak nie zacznie leczenia w Polsce, bo prostu nie
        wierzy ze sie uda i nie chce mu sie jezdzic do polski

        a w novum musielibysmy przyjechac razem co najmniej 4-6 miesiecy przed in vitro
        na zrobienie badan i pozniej na in vitro (to jakis 2 tygodnie-miesiac pobytu dla
        mnie?)

        a co do tych szczepionek to od kogo mielas krew? moze byc kolezanka? na to moj
        maz tez sie nie godzi zeby mi krew dal na jakies eksperymentalne szczepionki -
        odpowiedz jest tylko jedna NIE

        z drugiej strony przeciez ja nie moge dzialac sama bez wsparcia a raczej ciagle
        walczac o to co chce
        nie wiem tylko dlaczego tak sie sprzeciwia, bo ostatnio powiedzial ze te nasze
        kliniki to mialy leczenie do d.
        on chyba wogole juz nie wierzy ze gdzies jest jeszcze jakis cien szansy i boi
        sie o mnie
        • rodzynek1000 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 16.04.08, 16:06
          A gdzie Ty teraz mieszkasz? Chodzi mi o to, czy daleko masz do
          Polski?
        • cordis7 szklanapulapko 16.04.08, 16:28
          wybor masz rzeczywiscie trudny,a le wiesz co mi sie nasunelo po przeczytaniu
          tych Twoich wypowiedzi?
          Mma nadziejej ze nie odbierzesz tego jako zlosliwosc, tak mi zwyczajnie przyszlo
          do glowy ze jesli Twoj maz jest w ogole an nie, nawet "glupiej" krwi Ci nie chce
          oddac to czy on w ogole chce dziecko??
          Ja nie chcialbym aby ojcem mojego dziecka byl taki czlowiek-zastanawialabym sie
          czy on tego chce.
          Ale tymczasem zycze Ci trafnego wyboru i dobrych decyzjismile
          • szklanapulapka2 Re: szklanapulapko 16.04.08, 16:47
            słucham???
            • cordis7 Re: szklanapulapko 16.04.08, 21:25
              Przepraszam, czytalam ostatnio Twoj watek i tak mna ta wstrzasnelo ta pomylka
              laboratorium ze napisalam zamiast lusiasia to szklanapulapka.

              Przepraszam, myslalm co innego a zatytulowalam inaczejsmile
    • minkipinki Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 16.04.08, 16:28
      Jeśli chodzi o szczepionki, spokojnie możesz w przychodni się umówić, że chcesz
      od dawcy, nie ma z tym żadnego problemu.
      • lusiasia cordis sie pomylilo z szklana... 16.04.08, 17:12
        a tak przy okazji szklana GRATULUJE!!!!

        wracajac do mojego zycia i planow, to moj maz sie boi bardziej o moje zdrowie i
        nie chce zebym placila swoim zdrowiem za niepewne leczenie
        ja tez tak po czesci mysle, boje sie ze sie nie uda i co wtedy? juz mam problemy
        moze przez leczenie a co bedzie jak pojde dalej...
        z drugiej strony nie ryzykuje napewno nie mam

        w sumie daleko nie mam, ale bilet kosztuje od 200 do 300 euro a jak na gwalt to
        nawet 600-1000 euro
        dla porownania finasowo w polsce in vitro mam drozej (finansowo mi sie w polsce
        nie oplaca) ale nie chodzi o pieniedze, tylko o czas, tego sie nie zalatwi przez
        tydzien, trzeba byc zaangazowanym i chcacym latac i walczyc, i o ile pod koniec
        roku ja jestem przekonana ze trzeba jeszcze sprobowac, moj maz bedzie robil z
        tego wszystkiego ogromne problemy, brak urlopow, brak checi, brak wiary
        a ja przeciez nie moge walczyc sama, nie wezme w pudelko jego krwi i spermy i
        nie polece sama do polski
        nie wiem jak go przekonac, zwlaszcza ze sie teraz nastawil ze pojdziemy do 3
        kliniki tutaj i sie napewno uda, mamy znalezionego specjaliste od takich
        ciezkich przypadkow, tylko ja sie boje ze to znowu strata czasu, chociaz pewna
        nie jestem a meza mam chetnego...
        nie wiem jak go przekonac ze w Polsce maja lepsze rezultaty (jesli maja) i moze
        warto sie pomeczyc, finasowo bez szans, odlegosc i urlopy bez szans, wiec co?
        zachwalajace internautki? bez szans

        czy moze sa jakies rejestry, porowanania osiagniec w poszczegolnych krajach?
        • monnap Re: cordis sie pomylilo z szklana... 16.04.08, 18:52
          Nie wiem gdzie mieszkasz, ale szczerze mowiac to nie wydaje mi sie
          ze powinnas przyjezdzac na in vitro do Polski. Ja lecze sie w
          Stanach i moj lekarz badzo mi odradzal. W klinice, w ktorej sie
          lecze statystyki zajscia w ciaze w jednym cyklu to 55% (ponizej 35go
          roku zycia) i to wcale nie sa najlepsze wyniki - instytut w Virgini -
          80%. Jak wiesz Novum to tylko okolo 40%. Nie wiem z czego to
          wynika, moj lekarz twierdzi wynika to braku najnowszych lekow do
          stymulacji. W kazdym badz razie, ja nie wglebialam sie w ten temat.
          Teraz jestem w trakcie stymulacji i mam okolo 20 pecherzykow -
          podobno to wynik jaki probuja tutajesze kliniki osiagnac.
          Radzilabym Ci zrobic wywiad i sprawdzic statystyki z danych klinik i
          wybrac miejsce. Przyjazd do Polski moze wcale nie byc takim dobrym
          pomyslem, szczegolnie ze jest to czasochlonne i stresujace i moze
          uda ci sie zachowac swoja prace, jesli znajdziesz dobra klinike na
          miejscu. Powodzenia.
        • martucha90 Re: cordis sie pomylilo z szklana... 16.04.08, 20:32
          > cordis sie pomylilo z szklana...
          > a tak przy okazji szklana GRATULUJE!!!!

          a Tobie z gratulacjami się pomyliło, niestety crying
          Coś nieuważnie dziś czytacie...
          • lusiasia Re: cordis sie pomylilo z szklana... 17.04.08, 16:38
            wiem wiem, przepraszam sad
            przeczytalam pierwszy post i dlatego

            a co do klinik, to mi tez tu odradzaja polske, wogole patrza na mnie jak na
            wariata, po 3 in vitrach dawali nam 80 % na dziecko (zywe i zdrowe, sorry ale
            tak to bylo okreslone), ale przeciez sa te 20% ze sie jednak nie udaje
            i mialam 2 in vitra (jesli to tak mozna nazwac) bo nie doszlam do punkcji
            po tych wszystkich przygodach i troche niepowaznego nas traktowania ( bo w
            jednej klinice bylismy tak jakby na "kase chorych") i oni chcieli robic punkcje
            jak bede miec min 3 pecherzyki ( a mialam 2) moze gdybym wtedy byla calkowicie
            prywatnie to by sie zgodzili (ale teraz mozna gdybac)

            niedawno poszlam na kontrole do swojego normalnego gina, ona posluchala mojej
            historii, skontaktowala sie z jakim specem w innym kraju, i pozniej znalezli mi
            jakiegos lekarza tu na miejscu do takich przypadkow jak ja
            ona do mnie zadzwonila a moj maz dal mi "wolna reke" moge tu probowac albo
            mozemy juz wogole nie probowac
            jak sie go czasami wsciekla pytam albo oznajmiam ze jemu nie zalezy na dziecku,
            to mi odpowiada ze mu bardzo zalezy ale nie wierzy ze sie uda, wiec po co zyc w
            wiecznym stresie i byc nieszczesliwym
            surprised

Pełna wersja