Skoro inni mówią o bezradności, to...

23.04.08, 12:54
Dziewczyny, psychicznie fatalnie znoszę niepłodność, mam wielki
kryzys, mam nadzieję, że przejściowy w takim sensie, że potem
zelżeje, będzie inny czy coś. Potrzebuję bardzo dużo wsparcia od
otoczenia, przede wszystkim od przyjaciółek, bo to na nich polegam w
trudnych momentach. No i zauważyłam, że jedna z najukochańszych
przyjaciółek jest jakby mało pomocna. Posadziłam ją na rozmowę i
mówię, że jestem w takiej sytuacji, że potrzebuję zdecydowanie
więcej. A ona na to, że bardzo jest jej przykro, ale ona jest
przerażona, bezradna wobec mojego bólu, nie umie pomóc, nie wie, co
powiedzieć, nawet do końca nie umie się wczuć... OK, rozumiem, wiem,
że ogólnie poziom świadomości nt. niepłodności jest niski, że to
naprawde trudny problem i ktoś, kto się wczesniej nie zetknął ma
trudność ze zrozumieniem tego morza bólu. Ale czy to znaczy, że będę
w tym zawsze taka samotna???? uncertain

Oczywiście po wyznaniu przyjaciółki trochę mi ulżyło, bo
zrozumiałam, że ona się odsuwa dlatego, że sobie ze mną nie radzi. I
OK, ja jej mogę dać wskazówki, czego mi potrzeba. Ale to jest dla
mnie sygnał, że jeszcze wiele osób może się ode mnie odwrócić, a ja
nie będę z każdym wyjaśniać ani edukować...

Czujecie się samotne?
    • martucha90 Re: Skoro inni mówią o bezradności, to... 23.04.08, 13:11
      Widzę, że jestem zupełnie inna niż Ty. Nikomu o tym nie mówię,
      nikomu, nawet mamie czy rodzeństwu, koleżankom też nie. Żadne
      podtrzymywanie na duchu przez przyjaciółki nie jest mi potrzebne,
      wręcz przeciwnie - sama sobie radzę i strzegę tajemnicy.
      Jak się tak zastanowić, to ja też bym innym nie chciała pomagać
      dźwigać takiego czy innego ciężaru (np. typu rozwód). Może ta Twoja
      koleżanka jest "mojego typu" sad
      • coldsong Re: Skoro inni mówią o bezradności, to... 23.04.08, 13:33
        Ja z kolei o tym informuję bliskich i znajomych, oczywiście nie
        wszystkich, ale nie po to, by mnie ktoś podtrzymywal na duchu. Chce
        miec po prostu z glowy glupie pytania dlaczego po prawie 10 latach
        malzenstwa nie mamy dzieci. Ale nie znioslabym wynurzania sie i
        analizowania problemu na wszelkie mozliwe sposoby, bo to ciagle by
        mi o tej mojej nieplodnosci przypominalo. Teraz robie wszystko, by
        nie myslec o nieplodnosci jak o chorobie, probuje to jakos
        zaakceptowac, i nie chce czuc sie gorzej niz musze. A obawiam sie,
        ze zwierzenia w realu/face to face, przynioslyby chyba -
        przynajmniej dla mnie - odwrotny skutek.
    • idapil Re: Skoro inni mówią o bezradności, to... 23.04.08, 13:34
      Niestety chyba tak już musi być, jesteśmy z tym problemem same. Ja
      też jestem typem introwertyka - raczej nie lubię mówić o swoich
      problemach. Ale w tym przypadku musiałam to z siebie wydusić. Wie
      już chyba cała najblizsza rodzinaPomóc nie mogą ale przynajmniej nie
      ranią mnie, chronią. Wsparcia też nie mogę oczekiwać od osób, które
      nie zetknęły się z tym problemem na zasadzie "syty głodnego nie
      zrozumie". Jedyną moją podporą jest koleżanka, która niestety też ma
      ten problem no i to forum.
    • jula1232 Re: Skoro inni mówią o bezradności, to... 23.04.08, 14:49
      Ja nie ukrywam sie przed nikim. Poza tym mam wiele fajnych kumpeli które mnie
      wspierają. Nie wyobrażam sobie byc sama w takiej sytuacji.
    • z_milo Re: Skoro inni mówią o bezradności, to... 25.04.08, 21:39
      uccellino napisała:

      Czujecie się samotne?
      >
      oj tak, często... i to z różnych powodów, czasem z wyboru, bo męczy mnie
      tłumaczenie światu, że w ciążę nie zachodzi się po magicznym "wyluzowaniu się",
      do którego zachęca mnie niemal każdy człowiek, podnoszący temat planowania
      rodzicielstwa, nie dam rady po raz setny słuchać haseł w stylu "za mocno się
      przejmujesz"... więc unikam konfrontacji, skazując się tym samym na ograniczone
      kontakty międzyludzkie; świadomość społeczna dot. niepłodności jest tak wątła,
      że skazuje nas ona często na odosobnienie
    • bea-37 Re: Skoro inni mówią o bezradności, to... 26.04.08, 02:15
      Uccelino kochana!
      Ja od 18 lat starałam sie o fasolkę niestety. Nauczyłam się przez te
      lata iż nie należy rozstrząsać tego problemu na czynniki pierwsze.
      Pewnie jesteś jeszcze młoda i zdaniem koleżanek nie należy się
      przejmować. Trzeba żyć dalej, bo życie to najważniejsza rzecz a
      jeżeli którejś z nas jest pisane mieć maleństwo to będzie miała je i
      to znacznie później. Nie możesz przekreślać swojego życia, bo może
      być wartościowe a napewno nie trzeba podporządkowywać go innym.
      Koleżanki są dziś a jutro może ich nie być jak to po latach bywa.
      Moje mają już dorosłe dzieci i nie przeszkadza mi bywac wsród nich.
      Pamietaj licz tylko na siebie i swoją drugą połowę, bo to jest
      najważniejsze. Życzę Ci takie męża jakie ja mam a wiesz mi cuda się
      zdarzają i nigdy nie wiadomo co przyniesie czas.
      Trzymam kciuki i mam nadzieję że Tobie się uda!!
Pełna wersja