uccellino
23.04.08, 12:54
Dziewczyny, psychicznie fatalnie znoszę niepłodność, mam wielki
kryzys, mam nadzieję, że przejściowy w takim sensie, że potem
zelżeje, będzie inny czy coś. Potrzebuję bardzo dużo wsparcia od
otoczenia, przede wszystkim od przyjaciółek, bo to na nich polegam w
trudnych momentach. No i zauważyłam, że jedna z najukochańszych
przyjaciółek jest jakby mało pomocna. Posadziłam ją na rozmowę i
mówię, że jestem w takiej sytuacji, że potrzebuję zdecydowanie
więcej. A ona na to, że bardzo jest jej przykro, ale ona jest
przerażona, bezradna wobec mojego bólu, nie umie pomóc, nie wie, co
powiedzieć, nawet do końca nie umie się wczuć... OK, rozumiem, wiem,
że ogólnie poziom świadomości nt. niepłodności jest niski, że to
naprawde trudny problem i ktoś, kto się wczesniej nie zetknął ma
trudność ze zrozumieniem tego morza bólu. Ale czy to znaczy, że będę
w tym zawsze taka samotna????
Oczywiście po wyznaniu przyjaciółki trochę mi ulżyło, bo
zrozumiałam, że ona się odsuwa dlatego, że sobie ze mną nie radzi. I
OK, ja jej mogę dać wskazówki, czego mi potrzeba. Ale to jest dla
mnie sygnał, że jeszcze wiele osób może się ode mnie odwrócić, a ja
nie będę z każdym wyjaśniać ani edukować...
Czujecie się samotne?